niedziela, 15 października 2017

znalezione na fb, sprzed roku wpis



Opowiadam na imprezce u Jadwigi, matki mej, rzekomo biologicznej:
- Stoję w kasie w droncę i leci na taśmie metaxa, żubrówka , piwo, wino, szampan a ja co? a ja co? a ja kurwa! mleko!!!:D
A tu  spod stołu wyłania się syn:
- Kultury! Kobieto kultury więcej ........

Załamka. 

Mam być trzeźwa i prosta w słowie?
 Kto to wytrzyma ?!

sobota, 14 października 2017

wrrr...




Tak jeszcze było w piątek. ciężko i przygnębiająco. Nad ranem modliłam się, by zawalił się świat. Przeżyłam, jednak przeżyłam i to z uczuciem zwycięstwa. Niemożliwe stało się możliwym: sprawozdania wyszły na czas. Nienawidzę raportów. Papierologii. Słowa pisanego. Ale udało się, udało. "Kto jak nie ty" wybrzmiewało w mej głowie. Znajomi. Ich wiara we mnie jest większa od mojej. Tak dobrze mieć tych, co wspierają. Człowiek to kwestia wyboru.
Wybrałam. Czystość myśli.
Wstałam z uczuciem lekkości. Uśmieszek przebiegł mi przez twarz. Wyciągnęłam się jak nasza kotka:  mocno naprężona zaziewałam.Otworzyłam oczy. Nie wierzę. Było słońce. Nie było wiatru. I chciało mi się wstać, choć jeszcze w piątek...gdzie ta rtęć, bo mam na nią chęć.
A dzisiaj? Dzisiaj ochotę mam, ale na kółka dwa. Motor!
Poki jeszcze można, póki jeszcze ciepło.
Wsiadłam i pojechałam. Cudowne uczucie. Mam we krwi wędrowca. Maszyna rwała pode mną rycząc co sił, a moja dusza wraz z nią: wrrrrrr. Wpadłam w stan hibernacji. Pola i zakręty. Zakręty i pola. Czarny jeździec łatanych dróg. I w głowie, jak poranny radiowy komunikat: omijaj łączenia, omijaj farbę. Fuck, zwłoki kota. Też omijaj. Omijaj, omijaj, omijaj....Jak na pograniczu światów. Co jest realne a co nie jest? Nagle wszystko przestaje mieć znaczenie. Istnieje, i to dobitnie, tylko tu i teraz. Świst powietrza. Nic więcej
Jutro też będzie słońce. Może znajdę swoją Mroczną Wieżę.








piątek, 13 października 2017

deszcz


Zamknęłam się w kapturze płaszcza nieczucia. Deszcz padał spokojnie i spokojnie buty przemakały. Tylko Mickey na trampkach lekko skrzywiła się. Gdyby miała zęby zagryzłaby sznurówkę. Niestety, mógł tylko wyrwać się z niej  jęk. Ęk,ęk,ęk. Bezzębne usta zawsze jęczą. Skrzywione w grymasie cienia śmierci. 
Szłam. Krok generowany przez mózg. Mózg generowany przez deszcz. Deszcz generował odbicia miasta w kostce brukowej. Mój wzrok ślizgał się po kocich łbach jak surfingowiec po oceanie. Fala jak kałuża! - hop! hop, hop...
Hop!hop! hop! jest ktoś tutaj?
Ktoś jest?
Jest ktoś?
Ktoś.
Łoś.
Ja.
W Muzeum Sztuki oglądałam szurnięcia pędzla szurniętych ludzi. W bibliotekach czytałam szurnięte słowa szurniętych  ludzi. W kinie oglądałam szurnięte obrazy szurniętych ludzi.
Namokłam.
Deszczem
Szurnięcia.
Weltschmerzyk. 
Ołowiany Zołnierzyk.
Mózgowego kopnięcia.


Zawsze chciałam mieć wiele żołnierzyków. Takich zielonych na podstawce. I toczyć z nimi wojny. Dostawałam lale. Traciły one, z czasem, oczy. I włosy. Byłam dla nich jak zakład Złotej Jesieni. Wykańczałam idealnie.
Bez większych nakładów własnych.

Zabawa wciąż trwa. Spotykam ciebie ja. Tracisz serce człowieku. W plastik cię zamieniam. I oczy wyrywam. I włosy wypadają.

Wokół same łyse głowy zostają.

Kocie łby. Kostka brukowa generowana przez deszcz. Deszcz pada wciąż. Naciągam głeboko kaptur nieistnienia. Nieprzemakam. Nic do mnie nie dociera. Nic. 

Nic nie ma. Tylko deszcz generujący odbicia miast na kocich łbach.








niefrasobliwy wiersz, aż ręka opadła





mieszka tu
tułów 
który znów
łyknął nów
i nastała ciemność
epicka
kurwa
na pępku 
zasiadła ćma
nie ma powiesić 
się jak
co ze skały spadł
i ot znowu
wielka kurwa
i gdzie nie 
sięgnie wzrok
tam czy tu
i tak wielki chuj




:DDDDDDDDDDDDDD





;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;

toast do wódki




za błądzenie 
w cienie
palcami
liniami
trójkątów
ostrych
na zranienie
krwawienie
zrozumienie
zapomnienie
na wielkość
i małość
 suchość
i wilgotność
dróg
którymi będę iść
znów
tup
tup
tup







--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




środa, 11 października 2017

gruszka

Stanął nad nią i zaczął przeżuwać gruszkę. Ginęła we własnych sokach z krzykiem w zatrzaskach.
"Hm, prawie jak kobiecy orgazm" - pomyślała, ale, pod wpływem dobiegającego dźwięku, uśmiech zaraz jej znikł z twarzy .
Mlask, mlask, mlask.
Mlask.
Spojrzała na niego:
- Jak wkurwia cię ktoś jedzący gruszkę to znaczy, że już go nie kochasz?
Zatkany dziub zmarszczył nochala.
Nastała cisza. Bez chlupotu.
- Dowalasz się, wiesz?
- Nie, mówię, że mnie to wkurwia.
- Jesień idzie, co? - zaśmiał się, po czym znowu włączył program konsumcji. Mlask, mlask, mlask.
Pomyślała, że fajnie by było mu tak z wazony przypierdolić, ale jej uwagę zwrociła kotka. Lizała się z takim etuzjazmem, że zaczęła się zastanawiać, kiedy sama siebie zje. Zaliże. Spojrzała na kotkę, a potem zaczęła siebie lizać. Po rękach. Nawet nie usłyszała jak ustało mlaskanie. Liz, liz, liz. Język drętwiał i swędział. " Co za dziwne uczucie mrowienia. ble"  - pomyślała. Nie byla przyzwyczajona do lizania. W szczególności zaś jakichkolwiek dup. A propos dup, miała zamówić Bukowskiego, by w końcu spojrzeć diabłu w oczy. Ale póki co spojrzała w oczy męża, a on patrzył na nią i patrzył:
- Wiesz, dziwna jesteś jakaś taka dzisiaj.
- A ty jesz wkurwiająco gruszki!
- Ale o co ci chodzi?
- O życie, zawsze o życie.
Wstała i wyszła. Z impetem. Do kuchni, bo dokąd mogła pójść. Kawa czy herbata? Nalała sobie wódki.
Energetyk zapomnienia. Rzeka niepamięci wlewana prawie dożylnienie. Jak mawiał Himilsbach- wódka wprowadza w krainę baśni...o i proszę, wlazł smok. Żarłacz gruszkowy.
- Znowu pijesz?
- Nie, wprowadzam się w hibernację.
Spojrzał na nią zdzwiony.
- By Cię czy się nie zabić - dokończyła zdanie.
A potem flaszkę.









niedziela, 8 października 2017

love







Na lekcji Młoda podniosła rękę:
- Proszę pani a co jest sensem życia?
- Miłość - odpowiedziała nauczycielka.
- Nie sądzę - odparła Młoda.
- A jak myślisz co jest sensem życia?
- Nie wiem, ale kiedyś się dowiem.


Kurtyna w dół.


Dziecko ogląda Świat Gumbolla :D

dzieciństwo

Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Zapach ogórka świeżego. I pasztetu. Wiosenna kanapka do szkoły.
Sama zrobiłam czy ktoś mi zrobił?
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Ruski samolot przeleciał aż szyby zadrżały. Jeden, drui, trzeci...
Z bratem wieczorne rozmowy.
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Krzyk. potłuczone szkło krew. Przekleństwa.
Cisza.
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Znowu coś mi nie wysżło. Znowu coś spieprzyłam
- Ty głupia cipo..
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Wywieżli nas i wyjechali. zostawili.
Modlitwa wieczorna, poranna była nakazem od górnym jak i mszaniedzielna. Trup na krzyżu i czaszki potęgowały strach nasycany piekielnymi opowieściami.
Gdzie jest mój misiu? Gdxie...
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Nie chcę nic pamiętać.
Nie chcę nic pamiętać
Nie chcę nic pamiętać
Tylko we mnie drży mała dziewczynka  i trzyma za rękę mówiąc:
- Pamiętaj, nie wychodź do świata, nie wychodź. Odejdźmy razem....
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
- Odejdżmy stąd....

piątek, 29 września 2017

rozmienię się na drobne
po grosiku
pozostawię
gdzieś
pod poduszkami
pokoi
hotelowych
popadnę
w bukowskiego
obłęd
zabijany
stemplami
na tyłkach






Przypadek jest ciekawym zjawiskiem Rzadko się zdarza, przypadkiem zdarza się, ale zdarza się jakby częściej niż przypadek powinien sie zdarzać. Po prostu dochodzi do spotkania nieoczekawanie. Przypadkiem tak.
- I jak córka? Dalej taka buntowniczka, Cały czas ją wspominamy w przedszkolu - zapytała się mnie  spotkana na ulicy była wychowawczyni córki z przedszkola.
- Hahahaha, dalej. A nawet gorzej. Bunt pomieszany z filozofią. wyobraża sobie pani, że nauczycielka tłumaczy matematykę, potem pyta dzieci czy zrozumiały, czy mają pytania, a moje dziecko, oderwawszy się od okna, zgłasza się. - Tak Młoda? - Proszę pani, czy wierzy pani życie po życiu? ...
 -Hahahaha.....
 -Cała Młoda .......
Porozmawiałayśmy. O wszystkim. I niczym. Fajnie tak zatrzymać się na moment i porozmawiać z cżłowiekiem i to nie koniecznie o dzieciach. Tak po prostu porozamawiać. Normalne słowa, beż wkrętów, zychania na wpadkę, na przemilczenie, bo przecież nikt nie może wiedzieć.
Mijamy się bez słów. Zamknięci w swoich świecie, gdzie potrafimy wyłuskiwać zmartwienia z koszulek nie pamięci. Niech nas wypełniają i tłoczą się pośród bruzd twarzy. Tak źle. Niedobrze tak. Zgarbiony kark. Nie, nie, nie przez toski, to tak przez wiatr. Wieje on tak zaglądając liśćmi w twarz. Jesień. Pora ucieczek. Do domu. do siebie. W siebie. Podróże po ciemnej stronie duszy.
Uciekam w krainę Muminków. Odrabiam gdzieś stracony czas. A może dopiero zaczynam rozumieć sens czytanych słów.
Pomiędzy słowami zawieszam siebie. Dryfuję na a, skaczę na b, zaspyiam w o. Każdą  literę przytulam, by poznać jej aurę. Palcem bawię się ogonkiem. Ale nie mogę zatrzymać się, nie mogę.
- Mamo, nudzi mi się......
Młoda, przepraszam Ciebie za siebie. Przepraszam......



piątek, 15 września 2017

.......

Godzina 15.30 to nie jest dobry moment na wylatywanie przez ulicę. Zresztą żaden moment nie jest dobry na wylatywanie na ulicę. Trzeba iśc, a nie biec. Jak w życiu. Ostrożnie człapać, by nie zginąć.
Rozglądać się. Analizować. Przeczekać jeśli widać nna horyzoncie niebezpieczeństwo.

Tłok i korki na jezdni bywają obezwładniające. I z tego poczucia bezwładu jednak wyleciałam na pasy. Pasy są? Są! zatem każda głupia jednostka, nie obejrzywszy sie, ani w prawo ani tym bardziej w lewo, włazi na nie.Wlazłam i ja. Typowy baran, choć rak.
- Co robisz? - koleżanka wydarła się za mną z pozycji bezpiecznego krawęznika.
- Selfie - odkrzyknęłam wyciagając komórkę. I to był moment. Stanełam.. za mna była zbliżająca się cieżarówka. Ja i maska tira! zajebiste będzie ujęcie. Wow! Bogini tępaków fb to ja :D Czego się nie zrobi, by zaistnieć!
Cyk.
Pisk opon uprzytmnił mi, ze mogło to być moje ostatnie ujęcie. Od razu miałam wizję  własnego mózzgu w formie arbuza rozpieprzonego przez siekierę trzymaną w łapach totalnego furiata.
Ble.
O, ble.
Nie chce Tak. Nie chcę skończyć jako  maskotka na zderzaku ciężarówyprowadzonej przez jakiegoś Józia, który trzy dni nie myty zamiast dokonać oblucji to wali konia w przydrożnych kiblach.
O nie....
- O, kurwa - krzyknęłam i ona, to przekleńsrtwo zbiegło się z kurwą koleżanki, bo i ona zakrzyknęła
- Kurwa, kurwa pojebana jesteś ,,,,
Jak dotarł śmiech kumepli to znaczy, ze zyję.
Wzięlam nogi za pas i uciekłam w przekleństwach wykrzykiwanych przez kierowcę.