Kiedy wymiotowałam przez balkon rzuciłam: - Patrz, tak się rzyga.
Kiedy będę umierać gdzieś tam, rzucę: - Patrz, tak się umiera.
O ile będę w stanie cokolwiek powiedzieć.
Umierałam nad ranem, kiedy kaszel opuszczał me wymęczone ciało. Mężunio zszokowany, wyraził współczucie i troskę:
- Ja pierdolę, Arte, jak tak można kaszleć? Żyjesz?
- A nie słychać?
Witaj zimo.
