Kiedy wymiotowałam przez balkon rzuciłam: - Patrz, tak się rzyga.
Kiedy będę umierać gdzieś tam, rzucę: - Patrz, tak się umiera.
O ile będę w stanie cokolwiek powiedzieć.
Umierałam nad ranem, kiedy kaszel opuszczał me wymęczone ciało. Mężunio zszokowany, wyraził współczucie i troskę:
- Ja pierdolę, Arte, jak tak można kaszleć? Żyjesz?
- A nie słychać?
Witaj zimo.
Mrozy ścięły mój system oddychania. Rury szlag trafił. Słoń zasiadł na klatce piersiowej. Odcięłam się od energii i zawisłam w łóżku, by drugie pół dnia włóczyć się w piżamie. Trasa była ekscytująca
od telewizora do lodówki, od lodówki do telewizora.
Patrząc przez okno pomyślałam, ze jak to dobrze, że nie mieszkam na Grenlandii i nie muszę zapierdalać do Baru pod niebem po fokę. Zresztą takim kaszlem spłoszyłabym i moje śniadanie i ryby będące pod lodem.
Mooniek dokarmiał mnie w łóżku.. Pomyślałam " fuck, ależ love" a to był tylko plan spryciarzy, abym nie wstawała z jaskini. Ech ...
Moja niemoc uszczęśliwiła dzieciaki . Mogli grać i oglądać telewizję do woli. Mężuś też. Bo kto się dowali? Zwłoki? Zawarli zatem w trójkę pakt i udawali, że ich nie ma.
Ale powstałam. Na moment powstałam. Powstałam na noc sylwestrową.
- Żadnej imprezy nie opuszczę, zwłaszcza własnej. - rzekłam - więc najpierw stypa, a potem pogrzeb.
Odgrożono mi się widelcami. Ale nie dobili, niestety. A nie ruszałam się, o dziwo.
Dobiłam się wódką, ale tym razem twarzą wylądowałam w poduchę. Niestety, nawet stężenie alkoholu we krwi nie pokonało kaszlu.To było okropne. Spić się jak bela i nie spać ani długo, ani szczęśliwie. Chyba uwierzę w lekarską diagnozę.
Siadłam na łóżku i zadałam sobie pytanie.
- No i jak ty, Arte, mordo moja, czujesz się?
Poza bluzgami padło:
- Jak pod wodą. Jak po nie fortunnym skoku w głębinę, podczas, którego do nosa nalało mi się wody.
Bul, bul, bul ... i ból, ból, ból ...
Właściwie ten stan wodowania najlepiej określa wszystko. Wystawiam oczy, jak hipcio, nad wodę, i tyle. Dryfuję. Chowając przyciężkawą dupę.
Rzuciłam palenie, więc wpierd**am. I ja się pytam - To ma być zdrowe?! Nie pozostaje nic innego jak wypić na lepsze trawienie.
Wasze zdrowie!!!
Serio rzuciłaś? Czy to tylko Twoje postanowienie noworoczne? :D
OdpowiedzUsuńrzuciłam, póki co, rzuciłam- nie chce stresować słowem "na zawsze" :D
UsuńNo i jak się masz? Już lepiej? Nie łam się, wytrwaj!
OdpowiedzUsuńTego Ci życzę w tym Nowym Roku!
Dziękuję. Tak, odpuściło. Poczułam energię.:)
Usuń