Rano dzieciaki wleciały mi do łóżka i po przywitaniu się, tzn. po dzikich skokach po mnie, zaczęły dyskusje na temat mojego brzucha.
- Może jednak jesteś w ciąży.
- Nie, nie jestem, synu.
- Nooo, a masz taki duży brzuch.
- Duży? Kpisz sobie? - odparłam lekko zirytowana. Jak duży? Kiedy ja oglądałam swój rzekomo duży brzuch dyskusja rozkwitła na dobre.
- A wiesz fajnie by było jakby mama była w ciąży, no nie?
- Tak ale ja chcę brata.
- Nie, ja chcę siostrę.
- Siostry są do kitu. Chcę brata. Będę się z nim bawił i grał.
- Bawić i grać możesz ze swoją siostrą.Uspokójcie się, nie jestem i nie będę w ciąży.
- Ale wiesz, że możesz być w ciąży nawet do 60 roku życia?
Ja nie wiem, czy syn dzisiaj zmierza do przystanku: Uduszony przez matkę.Nie wiem, ale idzie śmiało w tym kierunku...
- Synu, bez przesady, jeszcze trochę i będę mieć okres menopauzy, czyli za Chiny Ludowe nie zajdę w ciążę.
- No to teraz bądź.No mamamoooo...chcę brata!
- Synu, nawet jak teraz będę w ciąży to będzie między wami 10 lat różnicy. Wiesz co to znaczy?że będziesz mógł chodzić z wózkiem albo pampersy zmieniać niemowlakowi.
- O nie! nie będę nic robił, a pampersy śmierdzą. Fuuuuuuuj.
- To założysz spinacz na nos - wtrąciła się Młoda, jak zwykle z super rozwiązaniem.
- Ja ci zaraz założę...