niedziela, 17 maja 2015
czwartek, 14 maja 2015
jazdunie :)
Co Starszy powiedział matce swej?
złota myśl
złota myśl
- Jesteś stara i dlatego twoja twarz jest taka plastyczna.
Wsiadam do auta ze swoim synalkiem, a synalek nagle dostał olśnienia, bo zawsze dostaje olśnienia, kiedy nie trzeba i zaczął trajkotać:
- Mamo, a jak Kronos żarł dzieci, bo ojciec mu powiedział, ze jego dziecko go zabije, to prawda, czy kłamstwo? Można tak?
- Ale co można?
- No tak mówić i to się spełnia?
- Jezu, synu, prowadzę grata, słucham muzy, daj mi spokój, pogadamy w domu, a nie, jak prowadzę auto, litości ....
wtorek, 12 maja 2015
niedziela, 10 maja 2015
Święto kwiatów -foto :DDD cz.1
wpadliśmy na moment, czy tam dłuższą chwilę
zapraszam na foto, bo pisać nie ma co :)
- ceny jedzenia wywindowane,
kolejki na karuzelę
ale za to szeroki wybór kwiatów i roślin
- raj dla zapalonych amatorów własnych ogrodów
:DDD
złapane w kadrze - zapraszam :)
Przyprawy świata - wiele było, coś się tam kupiło :D
oscypki - musowo musiały być :)
sobota, 9 maja 2015
historia nieziemska
To był taki czas. Normalny czas z pozoru. Poszliśmy z dzieciakami tu i tam. Dzieciaki postanowiły wkręcić watę cukrową. Wata cukrowa postanowiła wkręcić się w ubranka, więc dzieciaki szły upaćkane, zacukrzone, lepiące, zadowolone. Kiedy dotarliśmy do domu oboje orzekli, że chcą spać u babci, bo tam jest ciocia i niech się nimi nacieszą. Wcale nie oponowaliśmy, w końcu wolna chata to jest coś, nawet w naszym wieku. Mooniek odprowadził je do swojej teściowej. Wrócił z rzeczami dzieciaków w reklamówce.
- O, to trzeba wyprać.
Jak rzekłam tak wzięłam reklamówkę, włożyłam do bębna pralki, wysypałam ubranka, dołożyłam z kosza i włączyłam program.
- KURWAAAAAA! ARTE!!!!! - wydarł się Mooniek z łazienki. Powaliło go? Ale przekleństwo, jak i ton głos zaniepokoił mnie, Chyba coś przeskrobałam, tylko co ...znowu coś ...
piątek, 8 maja 2015
szoking :P
- Mamo byliśmy w szkole muzycznej, i jak szliśmy to Arturo* wygłupiał się i jadł trawę.
- Hahahaha, a co, udawał, że jest krową czy koniem?
- Nie, on udawał, ze je marihuanę.
- Hahahaha, a co, udawał, że jest krową czy koniem?
- Nie, on udawał, ze je marihuanę.
poniedziałek, 4 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
blogowacisko - po co to wszystko?
Nie wiem jak to się stało, ale stało się tak, ze minęły dwa lata od mojego blogowania. Pewnego dnia załamana własną tragedią siadłam przed klawiaturką i nastukałam tekst. Literki pchały się jedna przez drugą krzycząc:
- Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.
- Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.
Zakopane
Pewnego pięknego leniwego piątku, kiedy nie wiedząc czy mam czytać Murakamiego, czy jednak zając się drapaniem po tyłku, zadzwonił telefon:
- Jedziemy jutro do Zakopca?
- Jutro jedziemy do Zakopca?
- Jedziemy?
- A mamy jechać?
- Czy ty jesteś normalna?
- A jestem?
Miałyśmy jechać. Tyle, ze nie w sobotę, a za pięć godzin. Ja miałam pociąg za pięć godzin.
- Mooniek, jest sprawa. Muszę wyjechać.
- A jedź w diabły!
Więc grzecznie spakowałam się, bo co będę dyskutować i wsiadłam w pociąg.Dziewczyny odebrały mnie na dworcu. Przepakowałyśmy bagaże do auta i jazda! Do marketu po syrop na drogę. Tradycją jest, ze tył wycieczki pije, więc inaczej być nie mogło. Tył wypił. Ale nie śpiewał, choć w duszy grało. Po dotarciu na miejsce, by kierowca nie czuł się poszkodowany, trunek został rozlany. Wieczór spłynął kroplami po szkle. A dziewczyny odniosły mnie do łóżka. Takie miłe. A same poszły uprawiać jogging po schodach: góra, dół, góra, dół.
Poranek był godzinami odkryć. Plac zabaw wyzwolił w nas niesamowite emocje. Jazda konna, wspinaczka, skoki w dal, jazda główką w dół. Radość dziecięca i kawa uruchomiły fantastyczną energię.
- Ja nazywa się twój koń?
- Hm....
Nie ma to jak poranne, inspirujące pytania.
- Pamela, A Twój?
Słowa robiły za muchy, latały tu i tam pobudzając szare komórki.
- Wiem. Konstancja.
piątek, 24 kwietnia 2015
czas na kawę :P :D
Czas na kawę :)
wciąż męczę Mistrza Rysunku ćwicząc rękę w kreskach :)
- Wiesz mamo, pani mówiła dzisiaj o wakacjach, trzeba uważać na wodę, bo życie jest bezcenne, a Henio powiedział, że cenne, bo można dostać odszkodowanie, hahahaha
- Dobre, hahaha, a pani co na to?
- Zapytała się co mu po pieniądzach w trumnie, a on powiedział, że byłoby dla rodziny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
