Zasiedzenie spowodowało przyrost dóbr. Niestety, tłuszczowych. Nie służy mi siedzenie w domu, oj nie służy. Starzeję się szybciej. Starzeję się, bo mam czas.
Gdzie ludzie najczęściej umierają?
W domu.
Więc zaczynam spierdzielać, jak mogę.
Dość! Basta!
Z posiadaniem czasu jest jeszcze jedna niebezpieczna dziura -rozkminianie wszystkiego wokół - kto, co, dlaczego po co, etc. zamiast brać to co się ma, zamiast cieszyć się tym, co jest.
Stanęłam na jednej nodze. Włos mi się zjeżył.
Chcesz utonąć?!
Nie, no Arte, wypierdalaj z tej drogi. To droga samobójców. Tak zabija się dusze ...
Pozytywną energię bierze się z radości posiadania tego co jest.
Nie warto szukać drugiego dna.
O! pojechałam z mamą do "wielkiego sklepu". Była promocja pepsi. Mama ucieszyła się. Można? Można :) - Widzisz, jesteś teraz europejską emerytką, pijesz pepsi, dziękujemy ci kauflandzie:)
Buhahahaha.
Choć polski emeryt ma przejebane. Połowa emerytury idzie na czynsz, a druga albo na życie albo na leki. Ale ten temat opuszczę. Więc pepsi, buhahahaha, cieszy. Zwłaszcza jak się z tej jałmużny zbiera na kolejne wyprawy :P.
Zadzwoniłam do mężula. Pla, pla, pla - Jest pepsi, jest imprezka. - Tylko żołądkowa gorzką głupio popijać.
Uwielbiam z kolesiem gadać.
Czasami.
Kumaty gość.
Warto cieszyć się pierdami, bo z tej małej radości może powstać potop euforii.To jest proste.
Wystarczy otwierając rano oczy stwierdzić, że się żyje. I ma się dwie ręce i dwie nogi. I kubek kawy przed sobą :). I muzę, co nutą swą plecie skrzydła do odlotu.
Na świat położyłam laskę ciesząc się z tego co mam, bo i nie chcę nic, a wobec tłuszczyku wyciągnęłam banderę - będzie wojna, jak nic. Nie dam się.
Aczkolwiek każdy wie co się stało z laską Shreka ....hehehehe. Piękniejsza nie będę, ale o ciało mogę zawalczyć :P.
Zasiedziałam się jak stara pinda. Zazwyczaj pędziłam gdzieś, sama, z dziećmi. Nawet praca tchnęła niepokojem i dużą ilością zmian. Jedyne zasiedzenie było w sobotę. Albo już w piątek. Na wódce z kumpelkami. Ogarniałyśmy świat. Resetowałyśmy zło świata czerpiąc nową energię.
Się działo.
Teraz emocje we mnie wyzwala skrzynka pocztowa. Będzie tam koperta biała czy też nie?
Co niektórzy brechtają, że mi rentę przyznają w końcu. Czarne poczucie humoru.
Pewnie by tak było z 20 lat temu....
Na szczęście medycyna poszła do przodu.A pieprzony uraz nie będzie wieki trwał.
Urząd pracy czeka z otwartymi ramionami i propozycjami, hahahaha.
Czasami mam ochotę powiedzieć mężowi : - Słuchaj ty nas utrzymuj a ja pójdę studiować astrofizykę, co?
W każdym bądź razie stwierdziwszy, że w domu dopadła mnie starość postanowiłam jak zwykle iść pod prąd. Zaczęłam ćwiczyć. Dziwne doświadczenie. Nie powiem. Dzieciaki szybko dołączyły. Syn jeszcze mnie instruował, że jeszcze trzeba tak robić, i tak, i pokazywał wymachy rąk etc. Miałam ubaw nieziemski. W końcu ległam na łopatki. Ze śmiechu.
A syn demonstrował Młodej jak ćwiczą na treningach.
- Tak ćwiczymy Młoda, wiesz?
- Tak?!
:DDDDDDDDD
Do ćwiczeń wróciłam jak dzieciaki poszły spać. A potem piwem zalałam zakwasy :). Przezornie, by rano nie mieć problemów ze wstaniem.Więc piszę wstawiona :P
Dzieci...uśmiech sam wychodzi.
Odebrałam syna ze szkoły. Poszliśmy do sklepu po drodze. - Mama chcę tą bułkę z serem, mogę? - Jasne. - Ale dla Młodej też weźmiemy.
Jedno dziecko pamięta o drugim. Prawo sprawiedliwości siedzi gdzieś w genach,. Inaczej nie może być. Nie może ...I trwać musi.
Syn jedząc bułkę stwierdził: - Wiesz, ty nas rozpieszczasz. - Tak? Jak? - Kupujesz nam to co chcemy. Dzisiaj bułkę z serem, przedwczoraj pączki. - Dzięki że to doceniasz - odparłam z uśmiechem.
Radość z minimalizmu czyni potężnym.
Uczmy się od dzieci:))))
Nawet kawałkiem zlodowaciałej kałuży można się zachwycić! :))))
Chyba zwalczę nie tylko zakwas mięśni, ale i zakwas mózgowy, buhahahaha.
W końcu zawsze wszystko miałam we wszelkim poważaniu.
Padający deszcz, mżawka, a po nich mróz przygotowały niezłe niespodzianki. Szaleństwa pogody sprawiły, że auto zlodowaciało.
Nie mogłam otworzyć drzwi od strony kierowcy. Nie mogłam i już.
Wsiadłam od strony pasażera, cudem przecisnąwszy się za kierownicę wypchnęłam drzwi. Ufff, udało się.
Odpaliłam silnik i oddałam się na 20 minutowym ręcznym robótkom. Myślałam, że mnie szlag jasny trafi.
Choć było ciężko nie poddałam się. O co to to nie. Nie pokona mnie kawałek lodu na szybie.
Nic tak nie stawia na nogi jak praca. Ciężka praca. Taki mnie złapał wkurw, że i energia wróciła. Na moment.
Bo ja nie mogę spokojnie skonać w łóżku. Syna trzeba było zawieźć na karate. Ma teraz treningi przygotowujące do kolejnego egzaminu.
Niech dzieci nauczą się, że jak się podjęło wyzwania to należy się tego trzymać. Nie ma wymówek. Nie można być "miętkim".
Wieczorem dzieci były najszczęśliwsze. Nie kleiłam - więc jak wskoczyły w piżamki to mogły pooglądać bajki, pograć. W końcu grzeczne były. Syn pół dnia czytał na głos. Ja spałam a on czytał. Bo chce czytać. - O to sam sobie poczytasz Koszmarnego Karolka czy co tam. - Chce przeczytać waszego Kinga! - Opętało cię? - zaczęłam się śmiać - dorośnij chłopie.
Ale dobra Oczy smoka może łyknąć, niech tylko nabierze wprawy w czytaniu (a to trochę potrwa:P) :)
Jedno jest pewne tam gdzie są książki i pasje tam rodzi się zainteresowanie.:P
Pewnego wieczoru córkę opętało.
Dorwała czekoladowego Mikołaja z którym wbiegła radośnie do kuchni. - Mogę zjeść?! - Nie! Bo on jest mój! - odparł syn
Młodej zrobiło się smutno. - Nie mogę? - Nie! - Kurde, Starszy, weź się podziel i tak nie jesz. - Nie! Bo jest mój.
Córka oddała mikołaja bratu i z płaczem pobiegła do dużego pokoju.
Przemknęło mi przez głowę, że poleciała szukać słodyczy, ale przecież choinki dawno nie ma ....
Rozdarcie - biec za Młodą czy Starszemu "głowę zmyć".
O! już nie płacze ...chlipie tylko spokojnie...
Z synem ucięłam dydaktyczną pogawędkę. Ale nie to nie i już. Prawo własności wygrało z sercem.
Do kuchni wbiegła Młoda. Była cała szczęśliwa a w rękach trzymała czekoladowego aniołka. Znalazła go na małej choince stojącej w przedpokoju (kurde zapominam ją schować :P) - Mogę?!
I jak tu dziecku odmówi, pomimo, że zasada nr 4352 :P mówi, że słodycz nie jemy po kolacji ?! - Możesz :)
Radość dziecka jest bezcenna.
A zasady są od tego, by je łamać. Zresza trudno przy takie radości przy zasadach trwać :D
Kiedy jestem sama to są ciężki chwile. Czytanie wieczorne. Syn chce Hobbita, a Młoda - Królewnę Śnieżkę. Jedynie Puchatek ich łączy. Więc czytam najpierw Starszemu, potem Młodej. Bo Starszego szybciej ścina sen, a Młoda to najchętniej w ogóle nie kładłaby się. A rano trudno ją dobudzić.
Ciężkie są chwile, kiedy sama jestem. Położyłam się wieczorem koło córki na dobranocne gili gili - Bo ty tylko Starszemu czytasz, dajesz buziaki i jego tylko kochasz... -Co?! - krzyknęłam zdumiona. Co ona mówi?! E?!
Na co syn: - Bo ty tylko Młoda tulisz i jej czytasz i z nią się bawisz...
I to mówiąc zaczął mnie ciągnąc za nogi chcą wyciągnąć z wyrka Młodej.
Walka o mamę.
Przykryły mnie dwie ciała, jakieś rączki zacisnęły się na szyi.
Są wieczory kiedy marzy mi się klonowanie.
Staram się o równowagę.
Nic tak nie boli jak nie równe traktowanie.
Przebudził mnie kaszel. Mój kaszel. Wstałam, nałykałam się prochów i poszłam spać dalej.
Budzik.
Dzieci odprowadziłam do instytucji.
Wróciłam. Do wyra.
Zapadłam w sen. Trzepało mną zimno.
Głupi sen został przerwany szuraniem kapci. Mąż wrócił? Pewnie tak ......
Zapadłam z powrotem w sen. Jak wrócił? Nie mógł wrócić!
Znak zapytania utonął we śnie.
Tup, tup, tup zbliżało się do mojego pokoju.
Coś wskoczyło na wyro i ułożyło się w nogach. Co to?! Ach, to pies ...
Chciałam go pogłaskać, ale nie miałam sił się ruszyć
Zapadłam w sen. Jaki pies?! Mój pies nie żyje od 6 lat!!!
Budzik. Zimno trzepało mną.
Brak sił na wstanie, ale syn czeka w szkole.
Poszłam.
Wróciliśmy. Przepraszam, synku...
Zapadam w sen.
Oglądaliśmy z Moonkiem " Czekoladę". Film, który od pierwszego kadru urzeka, wciąga, pochłania, wywołuje uśmiech, a czasami złość. Bajka dla dorosłych. Opowieść o miasteczku, które jawi się jak z pogranicza snu. Opowieść o ludziach, którzy nabierają barw dzięki tajemniczej Vianne tryskającej niesamowitą energią i optymizmem. Normalnością :)
- To film dla Kaczyńskiego- powiedział mąż. - PiSiory to powinny obejrzeć - wymsknęło mi się w tym samym czasie.
Zaśmialiśmy się. Uwielbiam to, kiedy w tym samym czasie coś komentujemy. A komentujemy w jednym tonie. Uwielbiam poczucie humoru Łysego.
Nie cierpię prawicy. Naprawdę. Ich poglądy są dalekie od moich. Marksizm wpisany jest gdzieś głęboko w w mą duszę. Karol Marks był człowiekiem. Poczytajcie.
Odkryciem było dla mnie, że nawet nasz ślub ma taką samą datę (oczywiście bez roku :P) jak ślub Lenina z Nadieżdą. A Mooniek, jakby schudł to miałby coś z Włodka, hahahahaha....Hm, oby tylko nie syfilis.
A ja z Nadzieżdy - nijakość.
Ale wczoraj po raz pierwszy prawicy zabiłam brawo. Zabiłam brawo dla Gowina i Ziobry. Obejrzałam program"Lis na żywo" i emocjonalnie mnie rozwaliło. Sprawa dotyczyła Trynkwiecza. Patrzeć tylko, kiedy zostanie celebrytą ....
Zmiana ustroju spowodowała, że ten morderca i gwałciciel dostał bonusa - zamiast kary śmierci otrzymał 25 lat. Zmiana rządów dowiodła, że politycy chętnie myślą tylko nie o prawie. Prawo zostało zaniedbane. Teraz stworzyli ustawę, która jak co niektórzy dowodzą, jest legislacyjnym bublem uderzającym w konstytucyjne nasza prawa.
Facet wychodzi wolny, bo już swoje odsiedział.
No zapłaczę nad nim biednym.
Wychodzi psychol na wolność i nikt i nic go nie powstrzyma.
Prawo jest za nim.
Alleluja demokracji.
Tylko czy my nie mamy prawa do ochrony przed psycholami?
Poza tym śmieszy mnie mówienie o równości wobec prawa. Pokazali ta równość po Smoleńsku. Rodziny ofiar dostały niezłą kasę. Rodziny ofiar zwykłych ludzi nie dostają nawet pomocy psychologicznej. Pozostawieni są sami sobie.
Prawo....
Zastanawia mnie jakim prawem dzieci odbierane są z domów rodzinnych, gdzie tylko panuje bieda. Dlaczego warto dać kasę rodzinom zastępczym zamiast wspomóc rodzinę biedną, gdzie tylko bieda występuje.
Zresztą w tym kraju prawo woła o pomstę do nieba.
Ale dzieci w pierwszej klasie uczą się liczyć do 10-ciu. Brawo!
Nauka spadła na ryja i już w mediach mówi się o lumpointeligentach.
Ryszard Kalisz zarzucił byłemu ministrowi sprawiedliwości, że „nie rozumie co to jest państwo, a państwo to też policja i system penitencjarny, których rolą jest ochrona społeczeństwa przed przestępcami..."
A jak nas chronią?!
Środki karne oraz policja są na tyle nie skuteczni, że można już kraść bezkarnie do 400 zł, choć podobno dąży się do granicy tysiąca złotych.
Właśnie tym są, proszę pana Ryszardzie - niczym.
A więźniowie siedzą sobie w pierdlu niczym kury na grzędzie i gdakają sobie. Najedzone, w cieplutkim pomieszczeniu ...ko, ko, ko ....
Więc pytam się - dokąd Polska zmierza?
Nie ogarniam dzisiejszego prawa ani sprawiedliwości zbudowanej na tej platformie obywatelskiej.
A gdzie lewica? Po wczorajszej wypowiedzi Kalisza - powiem jedno - w dupie ciemnej.
Wygadałam się.
Na politykę nie będę wchodzić.
Wracam na rodzinne podwórko,
Nie chce tracić uśmiechu ani spokoju duszy....ani wiary w ludzi.
Czasami czytam wiadomości. Czasami. Bo coraz częściej mam odruch wymiotny.
Ten świat jest pierdolnięty po prostu. A ludzie doszczętnie głupieją ....
Oto co przeczytałam i pewnie każdy to przeczytał.
Ks. Jerzy Bocheński na pytanie, czy dorosły człowiek może powiedzieć, że ma problem, bo dzieci go prowokują, odpowiedział:
"trzeba by porozmawiać z ludźmi, którzy w życiu tego doświadczyli". – (…) mamy i dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci "wchodziły" do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka...."
Czy to jest normalne? Czy jak syn do mnie wchodzi do łóżka, by się przytulić to jest to zaproszenie do aktu seksualnego? A kiedy córka mówi - daj buziaka, to znaczy, że co?, że ojciec ma się z nią zabawić?!
Takie myślenie czy też ukierunkowanie zachowania dziecka jest po prostu czymś nienormalnym.
Normalny człowiek tak by nie pomyślał, ale ksiądz, a zwłaszcza pedofil, a zwłaszcza ksiądz-pedofil to owszem. Bo dziecko przyszło ....samo przyszło do łóżka, chcąc być spełnionym ....
Boże, gdzie ty jesteś?!!!!!
Tak ma wyglądać miłość?
Uważam, że niektórzy księża, właśnie tacy księża powinni trafiać do zakonu. Niech żyją za murami, daleko od społeczeństwa. Daleko od dzieci. Choć większość powinna zdjąć swą czarną sukienkę (chyba jednak nie darmo ją noszą) i stanąć przed sądem, naszym, ziemskim i zgnić w więzieniu.
Duchowni mają jeszcze autorytet. I co? I księżulo mówi to na łamach gazety? Usprawiedliwia pedofilstwo? Rozumie to?
Jestem w szoku......
A co na to Kuria? Jak to przeczytałam to wyplułam herbatę.
Łódzka kuria metropolitalna w specjalnym oświadczeniu wydanym w związku ze sprawą poinformowała już w listopadzie, że ks. Bochyński udzielił wywiadu bez zgody przełożonych, czym "złamał normy Konferencji Episkopatu Polski dotyczące występowania duchownych i osób zakonnych oraz przekazywania nauki chrześcijańskiej w audycjach radiowych i telewizyjnych".
Przekazywania nauki chrześcijanśkiej .........złamał zasady przekazywania nauki chrześcijańskiej......
Kuria ponadto zamilkła, choć komentarz chyba inaczej powinien wyglądać ..... Przecież te słowa Bocheńskiego to usprawiedliwienie dla pedofili. No przecież ksiądz to rozumie. To te dzieciaki są winne!!!! To one prowokują!!!
Brak słów, a klnąc nie będę.
I co dalej czytam?
Sam ks. Bochyński przeprosił za zło wyrządzone Kościołowi.
- Przepraszam za zło wyrządzone Kościołowi moim nieodpowiedzialnym zachowaniem. Proszę o wybaczenie
Kościół przeprosił!!!!! Nieodpowiedzialnym zachowaniem!!! Bo nie dał wywiadu do autoryzacji?! Bo przemówił? Jak widać Kuria ma powody, by wprowadzać duchownym zakaz rozmów z prasą ....A ilu jeszcze księży ma takie zdanie? Co Kościół jeszcze kryje pod tą swoją sutanną?!
Ks. Bocheński nie przeprosił społeczeństwa za swoją głupotę, nie przeprosił dzieci. Przeprosił tylko Kościół i to pewnie ze strachu co by nie zleciał ze swojego piedestału.
- Takie stwierdzenia są charakterystyczne dla pedofilii. Wielokrotnie spotykałem się z podobnym sposobem myślenia podczas procesów sądowych. Jest to próba waloryzowania przemocy seksualnej wobec dzieci, która opiera się na założeniu, że winna jest ofiara, a nie sprawca - mówi prof. Zbigniew Lew Starowicz, seksuolog.
Czy ktoś zrobi wreszcie porządek z tymi czarnymi?!!!
Przecież to nie pierwszy raz, kiedy ksiądz tłumaczy pedofilii....
Wczoraj mężulo przegrywał stare taśmy ze starej kamery na kompa. Archaiczne znaleziska o bezcennym znaczeniu. I tak zerknęłam, a jak zerknęłam to stanęłam nie mogąc się od lecących obrazów oderwać. Wzruszenie spowodowało, ze łzy same poleciały ...hahaha, a jednak jest we mnie coś ludzkiego :P.
Pierwszy kadr. Moja córa, wówczas roczny brzdąc, budziła się. Przeciągała się strzelając minki. Jej oczka uśmiechnięte, buziak łobuzicy, wyglądała przepysznie. Kamera przesunęła się lekko. Nad łóżkiem stał jej brat, wówczas 3-letni Starszy. Po minie było widać, że ma ochotę wyciąć jakiś numer Młodej. Te ich oczy roześmiane......Drugie ujęcie: Młoda wspina się na bujaka śpiewając: lalalalalala. Sama rozkosz. W tym czasie wbiega Starszy. Wspina się na wyrko i zaczyna wygłupiać się strzelając minki....
Ujęcie trzecie. Muzyka leci, Starszy skacze w kuchni drąc się w wniebogłosy, przepraszam śpiewając, a Młoda w zapatrzona na brata skacze siedząc w krzesełku machając przy tym wesoło nóżkami. Jakie to były maluchy! Rewelacja. Obiecałam Starszemu, ze wieczorkiem będziemy zakopywać się w wyrku i oglądać płyty.
Zatrzymać czasu się nie da, ale te obrazy wskrzesiły falę wspomnień ...warto nagrywać, warto zapisywać. Naprawdę! Zdjęcia to jednak nie wszystko.
Za parę miesięcy jedno dziecię skończy osiem lat, drugie pięć, a my ......szkoda gadać. Na taśmach został zatrzymany czas ....aż się łza kręci w oku...
Wczoraj byłam taksówką dla syna.
Zwiozłam go na robotykę. Odebrałam.
Zawiozłam na karate. Odebrałam.
Córka w tym czasie zostawała sama w domu, przy bajkach. Nie boi się - bajka jest, dziecka nie ma. Ja drżę, ale wyjścia nie miałam. .
Syn, zanim pojechał na zajęcia, sam z siebie odrobił zadania domowe, mówiąc, że potem nie będzie pamiętał. Więc on odrabiał zadania, a ja w tym czasie poszłam po Młodą do przedszkola.
- W co mam Młodą ubrać na występ? - W białe rajtuzki, a stroje będą nasze. Aha, i obuwie zmienne. Bo w kozakach nóżki przegrzeją się. - A jak było na próbach? - Młoda, jako jedyna z grupy, zawstydziła się i nie chciała powiedzieć wierszyka. Ale rok temu też tak było a potem dała piękny popis. - O tak, hahahaha, znajomi mieli niezły ubaw z niej - zawładnęła sceną, hahahhaha
Tego niestety nie nakręciliśmy, ale w tym roku, ucząc się na błędach -
biorę
kamerę.
Rok temu dzieciaki wystawiały "jasełka" na deskach sceny domu kultury i Młoda po prostu rządziła. Była zabawna. Ustawiała dzieciaki robiąc sobie miejsce. I ten jej uśmiech ...i miny. Publiczność chichotała.
Jak będzie w rym roku? Zobaczę za tydzień.
Hahahahaha, genialne dzieci, naprawdę.
Tylko szkoda, że czasami im odbija.
Ale jak to mówią na wiosce - nobody is perfect.
Weekend to cudny czas. Mimo, że nie pracuję to jednak mnie cieszy. Mogę czasami dłużej pospać niż do 6.20.
Ale gdzie tam...
Starszy wstał dzisiaj rano o godzinie siódmej.
- Nie o siódmej mamo tylko o szóstej pięćdziesiąt dziewięć - poprawił mnie syn.
Dobrze, obudził mnie minutę przed siódmą.
- Dziecko, czy ty nie masz ojca?! - zapytałam się przewrotnie. - Ciebie kocham!
Tulanko i walki rozbudziły mnie do końca.
- Wiesz mamo jednak kupię Lorda Vadera, jest lepszy niż zły Imperator ....
Bla, bla, bla o angry birds, star wars. Normalnie, zagadałby człowieka na śmierć.
- Dobra, wstaję, idziesz ze mną na zakupy?
Syn wyrwał z wyra, ubrał się i poszedł ze mną. Jejku jak fajnie, że znowu jest sobą.
Młody dzisiaj znowu miał zajęcia. Tym razem były z dziedziny chemii i geografii.
- Mamo coś wlaliśmy do mleka i ono zrobiło się fioletowe. Poszukiwaliśmy białek....
Nie pamięta co wlali, ale mówił, ze zajęcia były fajne. Pracowali w zespołach trzyosobowych. Było śmiesznie. Za miesiąc kolejne ćwiczenia. Chce iść na wszystko co jest. -Ale i tak karate jest lepsze - tak to skwitował. Ku mojemu zdziwieniu.
Kiedy gotowałam obiad. Młoda rozwiązywała swoje zadania. Starszy sam z siebie zaczął jej pomagać. Czytał polecenia. " Po licz i le jest ba lo ni ków. Po ma luj je".
- Policz to. - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, tak? sześć, siedem,dobrze?, osiem, dziewięć i ...
- Dziesięć. - Dziesięć. - A teraz policz to- powiedział syn zakrywając połowę baloników. - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć - A teraz to. - wskazał na odsłonięta część. - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. - Pięć dodać pięć to 10. Policz wszystko.
Młoda powtórzyła:
- Pięć i pięć to 10. - Dobrze. No to policz wszystko. - Raz, dwa trzy, cztery, pięć, sześć, tak? siedem, osiem, dziewięć
Cisza.
- Dziesięć - powiedział Starszy - powtórz. - Ale ja już nie chcę! Mamo! Hm, chyba tylko będzie jeden pasjonat matematyki. Syn w jej wieku liczył po rosyjsku do 11. Ale przeszło. Tzn teraz liczy do 40, ale jakoś nie chce za nic w świecie iść na żadne zajęcia. Nauka języka, jakiegokolwiek, ograniczała się do liczb.
Przy obiedzie wśród dyskusji wielu wyłonił się taki dialog: - To będę mówił kurde mać - Mówi się kurde mol i lepiej w ogóle tak nie mów. - A wiecie, że znam tyle przekleństw, chyba z dwa tysiące, są tak ohydne, byście się normalnie zrzygali do tych swoich talerzy... - Wiesz co, to nie mów brzydko, za to ładnie jedz....
- A i tak bym nie powiedział bo wy od razu byście zaczęli się drzeć- w tym momencie syn zaczął gestykulować zmieniając ton głosu - " Starszy, nieładnie się zachowujesz, masz już po tablecie i to na miesiąc!" - To może mi powiedz na ucho - odezwała się babcia. - Ehe, a ty zaraz powiesz to moim rodzicom i znowu będzie krzyk. " Starszy, jak ty mówisz. Masz miesiąc bez bajek!!!"
Hahahaha, tematu przekleństw nie drążyliśmy, bo i po co. Chodzi do szkoły ,więc ma zapewne niezłą edukację na przerwach :P - Chcę grać na twoim telefonie - córka rzekła do swego ojca. - Chcesz grać? - zaczął się z nią przekomarzać ojciec -Wiesz w co może zagrać?
Córka popatrzyła na tego ojca swego i z uśmieszkiem wypaliła:
- W pici polo?
Udane egzemplarze.I tak naprawdę nigdy nie sprawiały większych kłopotów. Czekają z tym pewnie na inny okres -hahahaha.
:P
Czuję oddech na karku. Coś lezie za mną, zbliża się niespokojnie kołysząc się na boki. Idzie niezdarnym krokiem, choć pewnym. Coś..... pieprzone fatum....z zepsutym oddechem ...
Pik..pik.....pik...
- Jezu, co to jest? - aż siadłam z wrażenia w łóżku.
Pik, pik, pik ...
Oto nadciąga zombiak z rozrusznikiem serca? Kapitan Hak? Kłębisko myśli jak beton przygniotły mnie do prześcieradła. - Nie wiem.....ciiiii ...- powiedział Mooniek. Zastygł.
Jak on zastygł to ja już się spociłam. On nigdy nie zastyga!
Zerknęłam na zegarek - 0.00. Północ, czas wyzerowania. Czas troli, duchów, strzyg .....pik, pik, pik ....
Serce oszalało.
Pik...pik...pik....... - Czekaj, idę - mężulo poszedł w tą ciemność. Zagryzłam z niepokoju wargę ....nawet źle ogolona wagina (która zamieniał się w jeża) przestała swędzieć.
Wielka ciemna postać zaczęła się zbliżać. Cień cienia .........
-AAAAAAAAAAA!!!!!!!! -wrzasnęłam. -Ty naprawdę jesteś stuknięta! - rzekł mąż wchodząc do pokoju - To pika licznik w rowerze. - To on żyje? - Głupia to bateria! Młoda nie tak ustawiła pedały i się ocknął. - Dwa dni mu to zajęło. Albo ktoś teraz pedałował. Tatuś? - zapytałam się mając na myśli swojego zmarłego ojca. - Wariatka. - Ślepiec. Ktoś musiał ruszyć pedałami, by licznik oszalał, prawda? więc kto? Młoda bawiła się dwa dni temu! - Idź spać kobieto, nie marudź. - W takich okolicznościach? never ....
Zaszyłam się w Infermo. Słowa koją ...
Ale słowa gubiły się w wywołanych obrazach Boscha, które nagle ożyły przede mną. Przestałam czytać ...
Hirek pochłonął mnie, pochłonął mnie od pierwszego wejrzenia. Jego dzieła są wpisane gdzieś w mą duszę ...Zresztą czego tam nie ma ...
Zasnęłam.
Z piekielnymi snami.
Budzik, który wyrwał mnie z tych czeluść okazał się zbawieniem. Nawet przez głowę nie przemknęła mi myśl o młotku...Radosna melodyjka okazała się wybawieniem.
Radosna melodyjka? Niebo? Zerwałam się. Ufff.......Jeszcze dane mi będzie wypić kawę!
Wlać smolę w ciało ....Kurde!, gdzie mleko? Trochę rozjaśnię tą wizję.
Gdy ubierałam spodnie to nagle guzik odskoczył. Potoczył się po podłodze.Znak jakiś czy co?
Znak, że czas się odchudzać, bo znowu będzie siara chodzić
w stroju
po plaży jakiejś ...
Hm....tak się potoczył ... fortuna kołem się toczy.
Dawno nic się nie stało .....
Poczułam mrowienie. Pod lewą łopatką. I na prawej kostce.
W końcu jest nowy rok i nowe wyzwania.
Trzynastka oznacza podobno rebelię szatana, a robiąc przewrót to suma z 2014 równa jest 7.
Siedem jest liczbą boskiej perfekcji. Trzynastka wprawdzie minęła, ale doskonałości, i to boskiej, raczej nic nie umknie. - Patrz Lucyfer jak to się robi!- krzyknął Bóg pozbawiając Arte życia. Perfekcyjnie.
W końcu rebelia to chaos, można się pogubić, a szatan to mało perfekcyjny stwór Boży, więc nic dziwnego, że chybił choć miał swoją szansę. Doskonały Bóg uwieńczył dzieło.
Czekaj, czekaj, - zaczęłam sama mówić do siebie -złe myśli pachną niesamowicie smacznie przyciągając tym swoim aromatem stada pechowych ptaków, które szponami łapiąc kawałki porywają do krainy mroku. I tam następuje uczta, piekielna uczta ...
Szybko zrobiłam to, co córka ostatnio zrobiła: stanęłam na jednej nodze i przechylając głowę na bok, postukałam się w nią. Łup, łup, łup ....
Kiedy Młoda łupiła swoją głowę zapytałam się zdziwiona: - Co robisz? - Nie chcę by rybki pływały w mojej głowie.
A ja nie chcę negatywnych myśli. Łup, łup, łup .....Wypadajcie uchem, sio.....
Dzieciaki zostały odstawione do instytucji. Wolność! Miałam chatę dla siebie. Mogłam gotować, prasować, mogłam bez żadnych przeszkód zaszaleć. Smolik wtaczał nuty w ciało me.
Tyle, że podczas prasowania żelazko zdechło.
Przestało grzać.
Stało się zimne.
Umarło.
Chyba z litości nade mną.
Nie tylko bowiem prasowałam, ale i gotowałam i robiłam pranie i do netu lukałam. Za dużo tego było, za dużo. Więc odeszło. Niech śpi w spokoju. Do powrotu męża. Mam nadzieję, że pogłaskanie po wnętrzach dokona cudu i żelazko stanie na stopkę.
A jak nie, to znowu czeka nas wydatek. Miesiąc bez nieoczekiwanych zakupów miesiącem straconym.
Poczułam zmęczenie. Jak na starą babę przystało. Zadzwoniłam do matki. Ha! strzał w 10-tkę:, chodziła po mieście. - Odbierzesz Starszego ? - Jasne. - Dzięki.
Zasnęłam. Obudził mnie ból brzucha. Znowu ....ech, ta starość.
Pojechaliśmy na karate. Syn ćwiczył uderzenia nogami i rękoma, zaś córka ćwiczyła kciuka grając na komórce. Nie chciała się przejść. A ja nie miałam sił na walkę. Trudno. Chwila na grze w końcu nie zryje jej psychiki, prawda? A zresztą, niech nauczy się zabijać świnie. To warto opanować w życiu.
Zapakowałam dzieciaki do auta. Zapięłam Młodej pasy i obchodząc samochód stanęłam jak wryta. Facet wycofywał z miejsca parkingowego z naprzeciwka jadąc prosto na mój samochód. Kurde, taką małą puchą nie umie wycofać? Zamiast skręcić to jedzie prosto na wstecznym?! Na mnie? Co to jest?Co za koleś! Nie mogę. On stanął, a ja zaczęłam się śmiać. Ale przestałam, gdy koleś ruszył uderzając swoim tyłem w moje auto. Nie wierzyłam, że można być takim idiotą, myślałam, że wyhamuje i pojedzie w swoją drogę. Wyhamował, tyle, że zamiast jedynki wrzucił wsteczny.....bum.
Zamurowało mnie.Stanęłam przy bagażniku oglądając blachę. Myślałam, że zajarzył, ze poczuł uderzenie, że mu się coś pomyliło, ale gdzie tam.
Nigdy nie wolno myśleć, że głupek umie myśleć.NIGDY!
On nie wysiadł, on podjechał trochę do przodu, i....... i znowu zaczął jechać do tyłu!!! Uskoczyłam, dzięki temu przywalił w bagażnik, a nie we mnie. Skoczyłam do jego bocznej szyby waląc w nią. - Co robisz?!?!?!?!
Wyszedł wielki, spocony, stary, nieogarnięty. - Odbiło panu? Co pan robi? - Ale nic się nie stało? Nie widziałem, przepraszam- był zaskoczony - jest ciemno. - Kurde, człowieku, uważaj, na to co robisz. - Ale pani chyba przed chwila przyjechała. - Od godziny tutaj stoję. Dobrze, że nic się nie stało, ale niech pan uważa. W aucie były dzieci, to nie są żarty.
Ech, niedawno sama wycofując auto wpadłam na inne auto, które nie wiadomo skąd się wzięło. Ale poczułam, ze w coś uderzyłam pomimo tego, ze to było lekkie uderzenie. Wyszłam, przeprosiłam. Wiem, ze takie rzeczy się zdarzają. Ale tak wycofywać? Albo facet nie ma wprawy, albo wyobraźni, albo, teraz mi przyszło na myśl, był "na gazie". Ten jego wygląd ...Oby nikogo nie zabił.
Jadę do domu. Ciemno jak przystało w Ciemnogrodzie.Warunki takie sobie. Noga sama schodzi z gazu, by nie walnąć jełopa. Jełop to przechodzień bez wyobraźni.
I jasna cholera! Wiedziałam!
Nagle na pasach znalazł się facet. W ciemnym ubraniu. Wyskoczył sobie, jak sarna z lasu. W końcu przejście jest dla pieszych. - By cię szlag- warknęłam.
Choć miałam ochotę krzyknąć:
Człowieku masz mózg? To zacznij go używać!Czy to takie trudne?! Myślenie, kurwa, nie boli!!!!!!!!
Dlaczego ludzie są popieprzeni? Bo nie mają wyobraźni. Nie wiedzą, że jednak pole widzenia kierowcy nie jest takie jak przechodnia. Olewają to. Włażą na paski, bo to ich prawo. Nie rozejrzą się, albo się rozejrzą mając to
i tak
w dupie. Niech hamuje ...pewnie, a co tam.
Naprawdę - ciemnej postaci stojącej z boku nie zauważa się tak szybko.
Chyba, że ta postać jest w przedpokoju ...
Zaszyłam się w kuchni. Sos pieczarkowy. Wyzwanie mega. Ale byłam dzielna. Tylko raz zadzwoniłam do matki, gdy zwisłam podczas duszenia. Upewniłam się także, że jednak muszę iść do sklepu.
Poleciałam zostawiając dzieciaki same. Sklep był jeszcze otwarty, produkt dostępny, a na oblicze wkradł się uśmiech satysfakcji. Sos będzie uratowany.
Ledwo otworzyłam drzwi mieszkania jak syn wpadł do przedpokoju: - Mamo, a Młoda powiedziała do mnie - " i co młotku?" - Wcale, że nie!!!! - krzyknęła córka - Słyszałem i jeszcze robiła miny, że niby to nie do mnie, a jej warga uśmiechała się ...o tak, patrz -
Starszy próbował przyjąć hultajski wyraz twarzy Młodej.
- Mówiłam do ściany! Nie do ciebie! - powiedziała Młoda, ale w oczach kryła się iskierka łobuziary. -Młoda, nie świruj, przeproś brata. Oboje macie wybór albo szaleństwo albo Pingwiny - przygwoździłam ich szantażem.
Przy kreskówce nadeszła chwila wytchnienia. Uwielbiam słuchać ich rechotu.
Odzyskałam spokój.......tyle, że nie duszy.Choć dusząc pieczarki chciałam udusić wszystko co złe.
Póki co wyginam śmiało ciało nie tylko przy garnkach, ale i na myśl o duchach, pająkach i przy z skrzynce z listami.
Biała koperta zabiera mi oddech. I porusza jelita.
Trwam w oczekiwaniu.
Pik...pik. ...pik..........
Czuję oddech na karku. Coś lezie za mną, zbliża się niespokojnie kołysząc się na boki. Idzie niezdarnym krokiem, choć pewnym. Coś..... pieprzone fatum....z zepsutym oddechem ...
- Patrzcie co zrobiłem - syn pochwalił się swoim dziełem.
Cudownie! :)
Rozbawiła mnie nie tylko pisownia Starszego.
Łudko?
A może udko?
Udko droidów brzmi pysznie, nieprawdaż?
Zabiła mnie ortografia, a kula pirata zmiotła mnie z ziemi.
Dostałam ataku śmiechu na widok tej kuli.
Od kiedy piraci mają taki sprzęt?!
Widzieliście taką kulę?!!!!
A ja taką kulę widziałam.
Czerwoną kulę.
Więc teraz zadradzę sekret. To ja jestem piratką! I to wielką! Mam taką kulę.
Ba!, nawet dwie.
Czekają na mnie w pokoju. Pod łóżkiem lezą ja wierne psy.
Powiem więcej. Od dwóch zimowych sezonów piratuję. Bo skoro nie mogę szusować na nartach.
Dwa lata temu złamałam pietę. Kule.
Rok temu poszło kolano. Kule.
W tym roku powtórka z kolana. Kule czekają.
Życie pirackie jak cholera, hahahahaha
Pirackie kule
Ha, ha, ha, niedługo nadejdzie ten czas, czas wypłynięcia na szerokie wody. Po skarb i przygodę :P
Mam nawet swoją piracką apaszkę, która na szyi powiewa niczym bandera.
Syn wpadł w piractwo na całego. Powiększył swoją armadę o parę statków, ale ten był najlepszy:)
A potem biedny siedział kując pisemnie słowo: łódka, łódka, łódka.
z matką na karku, która jak papuga powtarzała: łódka, łódka ....łódka re-be-lia-ntów...
Mam nadzieję, że dopłynie do brzegów poprawnej ortografii.
Młoda wstała z fochem, a właściwie wstawać nie chciała troskliwie pielęgnując focha. - Dobra, to powyciągaj się jeszcze, a ja będzie gotowe śniadanie to cię zawołam....... - Yyyyyhyyyy....
Zrobiłam śniadanie. Parówkę. Bo co córa mogłaby zjeść innego?
Aha, jajecznicę z parówką.
Młodą, jak niemowlaka, musiałam zanieść do kuchni. No pieszczoch mega. A do tego foszek związał nóżki. - Z ketchupem chcesz? - Tak.
Otworzyłam butelkę, polałam.
Młoda w brecht.
-Hahahahaa, taki sam uśmiech jak twój, hahahahaa.......
Śmiech przegonił focha - odzyskałam dziecko.
Czasami tak niewiele potrzeba, by wzbudzić czyiś uśmiech. A zwłaszcza dziecka.