niedziela, 1 września 2013

eureka


No właśnie. Rozpoczęcie roku szkolnego, przedszkolnego, hm.....hm....hm....czerwona lampka zabłysła nie chcąc zgasnąć, ale o co chodzi?!

Po godzinie 20-stej, prasując Starszemu białą koszulę, przypomniało mi się, że to trochę łyso, by uczeń nie umiał sznurówek zawiązywać. Zazwyczaj syn miał buty na rzepy, więc jakoś ta umiejętność nie była potrzebna. Ale teraz ma buty wiązane, w których będzie śmigał do szkoły, więc wypadałoby, żeby umiał sobie je wiązać.
Kurka. Wodna.
T przeprowadził przyspieszony kurs. Po 7 minutach synek zawiązywał supełki prawie bardzo dobrze jednak przez to prawie nieoczekiwanie zwątpił:
- NIE UMIEM, NIE CHCĘ, NIE POTRAFIĘ! -wykrzyczał wybiegając z pokoju.
Jasne, bo tak najprościej.
Dałam mu czas na ochłodę klnąc sobie pod nosem. Noż kurczę pieczone, przecież to są słowa blokady, ja mu dam, kurde. Grrrr.......Jakby był osłem to rozumiem. Ale tego nie rozumiem! Tak się szybko poddać?!

Trzy wdechy, poszłam do Starszego. Strzeliłam kwiecistą mowę. Nie za długą, by się nie nakręcać. Wyszłam z pokoju zostawiając go z myślami.

W tym czasie dopadła mnie Młoda żądna pieszczot i zabawy. Sklepała mi głowę.
- Ej, nie rób tak. Co mnie tak klepiesz?
- Bo ja jestem klepiarka!
Dziecko roześmiało się, przestając jednak mnie dręczyć. Za to ja zabawiłam się w kotka pożerającego myszkę. Hahahahaha, ależ ona ma dziki śmiech, który kocham ponad wszystko.

JEST!!! JEST!!! JEST!!! Doczekałam się - przyszedł syn do nas.
- Chcę jeszcze raz spróbować.
Trzy minuty później - zwycięstwo!!!
- MAMO! PATRZ!!!
Jestem  dumna  z syna.
Małe rzeczy, a cieszą.
Mam tylko nadzieję, że z czasem upór wyprze niecierpliwość. Że cierpliwość wyprze zwątpienie.
Że potrafię zastąpi nie umiem. Że zawsze osiągnie swój cel. Albo będzie dążył. Ale nie po trupach oczywiście.

- Idę spać, bo jutro mam przedszkole - zakomunikowała nam Młoda i poszła do swojego łóżka.
My zostaliśmy z wielkimi oczami nie potrafiąc wykrztusić słowa.
Jednak było by to zbyt piękne,  gdyby było prawdziwe. Po paru minutach rozległ się krzyk Młodej:
- MAMO!!! POCZYTAJ!!!!
Wiedziałam....


Po godzinie 22- giej dopadła mnie kolejna myśl. Ha! nie ma to jak zacząć myśleć. Ale kiedyś trzeba zacząć.
Przecież jak Młoda idzie do przedszkola to musi mieć ręcznik, kapcie. I nie wiem co jeszcze, ale obuwie zmienne to postawa egzystencji przedszkolnej.
Gdzie są kapcie?! Ha! Byłoby to proste zadanie znaleźć i spakować, gdyby dzieciaki chodziły w kapciach. Ale tak nie jest.
Po kwadransie znalazłam - w maskotkach.

Nie wiem czy o czym mam jeszcze pamiętać.

Nastawiam budzik na 6.30.
Dawno nie widziałam świata o tej porze.
Koniec wakacji.



A poza tym marzę, żeby w końcu zacząć się ogarniać i przestać sobie strzelać w kolano czy też samobóje.
Arte, fuck!, zacznij myśleć!!!!!







dziki na Mierzei Wiślanej i nie tylko

dezorient


Wpadła kumpela. Z piwem.
- Jak fajnie widzieć inne twarze oprócz buziaka swojego dziecka!
- A jak fajnie usłyszeć inną gadkę niż dzieci.
Zamiast piwa zdecydowaliśmy się na wino.
Więc butelka pękła.
Dlaczego tylko anioły mają latać?!


Bo na przykład komar nie polatał. Wpadł w sieć. Pająk go zeżarł.  Tego aktu konsumpcji  dokonał  na naszych oczach. Jakaś alegoria?!
Aha, no tak, trzeba siedzieć cierpliwie, by coś dostać.

A pająka zostawiliśmy. Niech sobie tkwi pod sufitem. I mam nadzieję, że nie zejdzie, bo ja zejdę.
A póki co zejść postanowiła kumpela:

- Spadam już, bo ostatnio co od ciebie wracam to na drugi dzień długo macam się z kibelkiem.
- Skoro nie masz z kim to co ci zrobię?! 
- Weź już mam dezorient.
- Ale za tydzień browar?
- No jasne!

I super. Przecież bycie matką nie pozbawia nas prawa do bycia sobą. Równowaga musi być. I własne życie.
I czas dla znajomych,. I jak mówi przysłowie ludowe - człowiek nie wielbłąd- wypić musi. Choćby kawę. Musowo w boskim towarzystwie.
A mnie niesie już na jakiś koncert. Muszę coś sobie znaleźć. I pobujać się. Póki jeszcze mogę.



Na dezorient cierpi ostatnio Młoda. O co jej się nie pytam odpowiada:
- A mogę pomyśleć?!
- Możesz
- To pomyślę.
I zaczyna myśleć opierając na ręce swoją głowę. Ciężką głowę od natłoku myśli.

Jutro rozpoczęcie roku szkolnego. Syn idzie do pierwszej klasy.
Jakieś emocje?
Żadne.
Dziwna jestem. Trudno.
Po prostu wiem, że będzie dobrze. Bo czy może być inaczej?!

A syn? Syn też ma to w nosie. Cieszy się na spotkanie z kumplami. I słusznie.

Nie ma co straszyć, bo strachy same wyłażą ze ścian.
Mam tylko nadzieję, ze do szkoły się nie zrazi i będzie lepszym uczniem niż ja.

Synu! Powodzenia!Jak dla mnie jesteś Mistrzem! :))))))
















sobota, 31 sierpnia 2013

romantic


Będąc w dużym sklepie odzieżowym poszliśmy z T w stronę działu dziecięcych ubrań.
- Młoda, przymierz bluzkę! 
A Młodej nie ma! Starszego również! FUCK!
- T, gdzie one są?
- Nie ma ich?

- A co ja mówię, że są?!

Wokół pustka.

T pobiegł, pomimo, ze nie biega. Ja krzyczałam na sklep:
- Młoda! Starszy!
Bez odzewu.
Są! T je znalazł. Były przed sklepem. Wyszły sobie zakręcone.
- Ale numer - Starszy miał ubaw. A ja już chciałam szukać ochroniarza, niech trąbi przez megafon.

Posadziłam dzieciaki przed telewizorem w sklepie.
- Macie oglądać i zadków nie ruszać! Zrozumiano?!
- TAK!!!!
- My idziemy jeszcze zrobić zakupy a wy tu czekacie. Rozumiecie? CZE KA CIE TU!
- No nie gadaj już ...
Nie ruszyli się. Ufff....
Nie ma co dzieciaków z oczów spuszczać, choć wydaje się, że kurczaki kwoki powinny trzymać się. A jednak......brrrrrr.


To, że marudzę przy ubraniach to rzecz zrozumiała. ale kiedy T szukał żarówki do lampki to po prostu  wyniosło mnie.
No ile można?!
Przecież przy tylu żarówkach powinno oświecić!
No dobra, nie, bo żarówki są wyłączone.
Czekam przy innej półce z wybranym obrazem, podjarana jak chomik na widok muchy, a tu kolesia nie ma.
Kolesia wcięło.
Koleś dalej tkwi przy żarówkach, mimo, że minęła wieczność. Moja wieczność.
Podeszłam.
- Ile można durną żarówkę wybierać, co?
- No wiesz różne są firmy, gwinty,.....
- Przestań, masz tu osraną żarówkę i zobacz.
- Za mało watów.
- To masz wyżej 75 chyba starczy, co?

T wkręcił wybrany model i pasował jak ulał. Ha!10 sekund i żarówka była. Ale faceci lubią swoje pierdoły i tutaj czas nie ma znaczenia. Mogą stać, mlaskać, oglądać, wybierać....
A ty, kobieto stań przy półce z ciuchami i zacznij to samo to nagle czas zamienia się wartość olbrzymią.
- Jednak na coś się przydajesz -zabrzęczało za mną.
- Nooo,  w przeciwieństwie do ciebie!

Uwielbiam wymianę zdań z T.
-Wiesz może w przyszłym roku wybierzemy się na Mazury? Kajaki, namiot i takie tam. - zaczęłam sobie gadkę patrząc na program o Hańczy.
- Znajdź najpierw pracę - zaczęło się choć dopiero jestem na wypowiedzeniu.!
- Jezu,ale smuty walisz
- A ty pierdoły
- Tylko jedną, starą!

- Lubię jak spełniają się moje marzenia. Chociaż jedno moje marzenie nie spełniło się....hm... 
- Jakie?
- Miał być piękny, młody i bogaty a nie, że ty - chichoczę, czekając na strzał słowny.
- Wiesz, wszystko przed tobą. A ja też mam marzenie.
- Tak? Jakie?
- Święty spokój!
 - Hahahahaha to jednak zgrana z nas para hahahaha tylko powiedz mi czy umierasz czy się rozwodzimy?!

T jest boski. Czasami. Tyle, że to nie on pisze takich smsów


W ramionach Twoich budzić się codzień
z uśmiechem Twoim księżyc nocą witać
Czy można jeszcze więcej czegoś chcieć?
Was, zapędzonych ludzi pytam
Bo wśród codziennych tak nieważnych spraw 
Wśród gwaru miasta, który rośnie wciąż
Tak łatwo zgubić oczy pełne gwiazd
Tak trudno znaleźć czułą dłoń

Poczekam księżyc wzejdzie i gwiazdy na niebie
wskażą mi
drogę ma miła do ciebie.
Będziemy wtedy zupełnie sami
będziemy krążyć zaułkami
będziemy wróżyć z gwiazd
jak kochankowie z innych miast.

dobranoc Czarny Aniele


Fajowo no nie?! Fajowo!

Takie sms śle mi gość po paru godzinach rozmowy ze mną
. Ale mam moc, co?! buhahahahaha

Zazdroście :PPPP














prawo

Wieczorem wrócił T.
- Masz tu dzieciaki, sprzęt do złożenia a ja mykam - jak powiedziałam tak zrobiłam.
- Gdzie?
- Na wolność, chłopie, na wolność.
Wyszłam.
No ile mogę w domu tkwić?
Czasami trzeba wyjść, przewietrzyć się. Wyprostować ramiona.

W dawnych czasach wystarczył telefon, sms.
- Piwo?
I zawsze ktoś był. A teraz?! Porażka normalnie.
No niby wiadomo, rodzinka, praca, internet. Milion wymówek na zabicie spontaniczności. Życie zamiera. Zamykanie się w domu powoduje nie odwracalne uszkodzenie duszy.
Na zachodzie życie zaczyna się późnym wieczorem, a tu? Wymarłe ulice straszą.
Brrrr....

A ja muszę być.

Bo za długo to ja tkwić nie mogę. Tyle, że mnie wyniosło do matki. Szaleństwo, no nie?! Buhahaha.
W pewnym wieku zmiana tela łączy się z bólem. By mniej bolało, a mózg stał się operatywniejszy mama wyciągnęła wino. Jedno, z tych które przywiozła ze swoich wojaży. Boskie wino. Zresztą siedziała u niej kumpela.

- Wiesz ty nic się nie zmieniasz przez te lata.
- Tak? Dziękuję.

Co miałam rzec? Że wino dodaje wiadro optymizmu, i zaczyna się inaczej postrzegać świat?!
Ale to miłe. Miłe słowa są najlepszym napędem życiowym. Tyle, że ludzie oszczędzają dobre słowa, chyba po to by im nie zabrakło.

Szybciej człowiek powie coś złego niż dobrego. Nawet o sobie. Wyższość wad nad zaletami.
Yyyygggghhhhh....nieważne.

Popędziłam do domu, a T wciąż walczył ze składaniem biurka. Syn jak cień nie opuszczał go.
Pomogłam w trzymaniu szuflad, półek drzwiczek. Przecież bez pomocy żonki ani rusz ......
Na to musi być jakieś prawo, zasada. Hm ...hm....mam! Eureka!

Prawo Arte ;P :

"Bez kobiecej dłoni,
facetowi wszystko się pierdoli".



T był nieźle wkurzony. Zresztą który facet jak ma meble do złożenia nie jest? Wszystko nie tak. Nie tak mocowania, nie takie dojście.

- Dobrze, że gdzie indziej dochodzisz, hehehehe.
- Weź bądź cicho kobieto! Trzymaj prosto!
- A o czym mówicie?
- O niczym synku. Idź się w końcu myć!
- Ale ja chcę patrzeć!
- Idź się myć!

Mężuś wyszeptał, ze nawet po klnąc sobie nie może, a chyba nie wytrzyma. No i nie wytrzymał.

- Ja pierdolę!!!! - zasyczał z wielką ulgą.
- Słyszałem !!! - syn z radochą pojawił się zza pleców ojca i stanął obok.
- Przepraszam, myślałem, że już ciebie nie ma.
- Jestem.
- To już zmykaj do łazienki!

Biurko udało się złożyć. Zatem jest już wszystko, a tydzień temu nie było nic.
Można rok szkolny rozpoczynać! Tylko lampy brak. Jutro pojedziemy ....


Pojechaliśmy. Najpierw z córką na konsultację do chirurga. Dziecko, które już w genach wyniosło niechęć do lekarzy, o dziwo nie buntowało się, nie powiedziało ani jednego słowa oprócz "do widzenia:". Było grzeczne i współpracowało z lekarzem. Byłam w szoku.

Narośl ma tkwić, może sama sobie pójdzie. Zatem, ufff, obyło się bez cięcia. Za rok do kontroli, a jak będzie coś nie tak -natychmiast przyjechać. I to mi się podoba!

- Byłam grzeczna?
- Pewnie! Byłaś nie tylko grzeczna, ale i dzielna. Jestem z ciebie duma!
- A mogę gumę?!

Potem powłóczyliśmy się po sklepach. Z mojej wypłaty nie wiele zostało, ale .....to takie fajne uczucie puścić od czasu do czasu trochę szmalu. Tyle, że i tak nas to czekało, więc by nie rozmieniać się na drobne zrobiłam kumulację.

A nie znoszę robić zakupów. Męczy mnie to. Jeden sklep, dwa, a potem przychodzi rozdrażnienie. Tak naprawdę pełno jest szmat, a jak chcę kupić cholerną prostą bluzę czarna sportową z kapturem to uj - nie ma.
Albo jak jest to z logo firmy takie, że siara nosić.
I tak też jest z butami.
I o normalne spodnie też czasami trudno.
I w ogóle mam dość.
Dlaczego nie ma normalnych, prostych rzeczy?!

- Patrz! jak to możną nosić?!
- Hehehe widziałeś to? co to jest?

Nie wiem dla kogo robią niektóre ubrania. Naprawdę.

A poza tym lubię prostotę. Jako prosta kobieta.



I oto nastał  kolejny cud!!!. T nie tylko wykazał zainteresowanie, ale  i znalazł mi taką bluzę, jaką chciałam mieć. Kupiłam od razu czarną i w innym kolorze. I jeszcze jedną ...i ....dzieciakom oczywiście też....i przy kasie T opadła szczena.

- No co? W końcu nie długo będę bezrobotna. A tak otwieram szafę i mam.

Hehehehehe.........nie ma to jak sprytny plan. A zawsze musi być plan. By przetrwać. Tak jak i marzenia muszą być. By żyć.

- No chyba poszukasz pracy, co? Bo ja już cie znam. Zaraz załapiesz doła, jak łapiesz doła to chcesz wyjeżdżać, a na to już kasy nie będzie.....
- Jezu, ale smucisz, weź. Będzie jak ma być. Nie trol.


Jakoś tak wszystko przestało mnie obchodzić. Czy jak zacznę zamartwiać się to wpłynie to jakoś na los?! Tylko będzie kwach i dzieciaki będą miały przybitą marudzeniem matkę, a tak - niech uśmiech przyciąga szczęście.

W dupie wszystko mam - będzie jak ma być.


Codzienne życie jest zabawne. Tylko trzeba umieć się śmiać. Obracać w żart.
I niech lekkość bytu odwiecznie trwa.
Bo nic nie zabija tak jak ludzki jad.


















czwartek, 29 sierpnia 2013

bo porządek musi być




- Hello Kitty jest głupie - syn stanął w progu łazienki - bo tam straszą małe dzieci, ze jak nie robi się porządków to z syfu robi się potwór. A u nas w pokoju co jest?! No co? Burdel jest.

- Co ty opowiadasz? Jaki burdel? Patrz znaleźliśmy w końcu twoją skarpetkę - zawołałam szczęśliwa wyciągając ją z filtra pralki.






środa, 28 sierpnia 2013

podróże sentymentalne - Mierzeja Wiślana



fajne miejsce na odpoczynek z dzieciakami
i bez dzieciaków
można sie powłóczyć
bo w "dole" jest parę magicznych miejsc
zresztą który kawałek Polski nie jest ciekawy?!
:)


wtorek, 27 sierpnia 2013

bo trzeba mieć ...

W piątek spotkaliśmy znajomą. Gadka szmatka.
- Zamówiliście już podręczniki?
- Nie.
-To na co czekacie?!
- Nie wiem ...na cud?!
 - Słuchajcie, zamówiłam w firmie X -polecam, najtaniej wychodzi i właśnie czekam na paczkę. Oby zdążyli.
- Aha, no widzisz to teraz może zamówimy. Jak mamy cynk, gdzie najtaniej, hahahaha
Hahahahahah.....
No właśnie, na co czekaliśmy?!
Więc w końcu zamówiliśmy.
Dzisiaj obudził mnie jeden kurier. Potem drugi. Wszystko po 9.00. Spania nie mają cholera?!
Są książki, fotel. Czekamy na biurko.
- Synku, niedługo idziesz do szkoły.  
Tekst Starszego?
- Szkoła jest głupia.

I tak znajomi oświecają mnie dalej, bo ja jak zwykle nic nie wiem, to już wiem, że rozpoczęcie roku szkolnego rozpoczyna się mszą świętą.
- Co?! To żyjemy w państwie watykańskim?
- Idź diable do kościoła, przyda ci się.
- Spierdzielaj... a o której?
- W niedziele powiedzą na mszy ...
- Oooo to szkoła ma radio watykan? hahahaha, ok, to puść mi sms

- Synek rozpoczęcie roku szkolnego zaczyna się od mszy!
Tekst Starszego?
- Kościół jest głupi.


7 lat to podobno magiczna liczba, ale nie wytrzymałam, musiałam poszukać rys psychologiczny dzieci w tym wieku, bo Starszy mnie przeraża. Malkontent. Zmęczony, znudzony i w ogóle co mu jest? ...czytam, czytam i , noż blaszka,wszystko jest w normie.
To są marudy! Oj....


- Nie będę tego jadł. To jest okropne, ohydne - słowa doleciały szybciej niż mówiący. W ten sposób syn wyraził dziką radość na wieść, że kochana mamusia zrobiła syneczkowi jego ulubioną pomidorówkę . I to z ryżem.
Wzbogacona o wiedzę, bez większych emocji skwitowałam:
- Spoko, skoro tak mówisz.





Po 10 minutach wywracania oczami zjadł. Masaż oczny chyba poprawia pracę żołądka.


Pojechaliśmy w trasę. Klęłam pod nosem, bo moim szrotem to tak stówę można pociągnąć, ale więcej to już akt samobójczy. Płytka Moby'ego (18) dawała radę. Fajnie się jeździ.

https://www.youtube.com/watch?v=xAh6fk0KD1c&list=PL7C7E1507747F9865

Tyle, że jak słyszałam In my heart to miałam ochotę szukać telefonu. Długo miałam taki dzwonek. Odruch Pawłowa. Hau!

-Ty wiesz mamo, że tym żelastwem to już w zakręt 130 nie weszłabym, bo drzewo byłoby murowane - stwierdziłam oburzona pijąc kawę z matką.
-Ty chyba oszalałaś a kto przy takiej prędkości wchodzi w zakręt?!
- No kurde, jak masz dobre auto, a zakręt nie zawijak to wiesz.....
Wysłała mnie do diabła.

Ale poszłam do fryzjera.
- Chcę się obciąć, bo dostaję depresji od tej fryzury. Najlepiej na łyso.
- Hahahaha, oj nie nie nie, już ładnie odrastają. Przytniemy, ścieniujemy i będzie dobrze.
- Skoro pani mówi to niech pani tak robi. Wszystko mi jedno tylko niech już tak nie wyglądam. bo naprawdę oszaleję.
Lekka poprawa jest,ale to nie jest to ....daję włosom miesiąc- może się ogarną?!


Potem wkręciłam sobie niezły makaron na uszy. Zawsze demony niepokoju muszą w nocy przyleźć i dręczyć duszę. Ale co tam - otwieram piwo, puszczam muzę.
Niech się świat pie....  no dobra, goni.

Świat jest prosty, gdy wiadomo kto jest wróg, a kto przychylny. Natomiast dwulicowe gnojki zabierają oddech. Sztuka jest rozmawiać z takimi ludziakami.  Nie wiesz, czy walnąć z ręki czy śmiechem.
Dla mnie to za dużo.

Ja mam downa. Seryjnie. No bo nie dość, ze mam pozytywny stosunek do ludzi to jeszcze zawsze mówię prawdę. Dla takich ludzi to siedzenie w domu a nie społeczeństwo. Ale dryfuję, dryfuję ...

Heheheh, hm....jeszcze 10 lat i może obetonuję swoją dusze do końca.

Wczoraj czułam powera i nie dam sobie tego zabrać. Choćbym piła przy rozkładającym się gównie.
Dobre życie jest kwestią priorytetów.
Mój to rodzina. A reszta?! Tylko rozum może odebrać, a ja nie chcę głupieć do reszty.

A potem pójdę spać na bezczelnego, do jednego z dzieciaków, i chowając nos w karku odlecę szczęśliwa.

Bo naprawdę po tylu miesiącach wychodzę z ciemnej dupy, no może jeszcze tkwię tam jedną nogą i to może nawet głęboko (bo podobno wciąż wymagam rehabilitacji, bo okres wypowiedzenia) ale powoli odzyskuję siebie.
Tą lekkość, ten humor i wyjebanie na wszystko.

Bo trzeba mieć odwagę by żyć.
I charakter by śmiać się.
I duszę, by zrozumieć.
I serce, by przetrwać.

Amen









sentymentalne podróże - morze bo może :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

big słofa




Rozmowy  prowadzone  z synem w łazience mają moc. Wyjątkową moc.
- Mamo, a jak byłem u dziadków to używałem brzydkich słów....
- Fajnie, ze się przyznałeś. Dzięki.
Hm...brzydkie słowa?!!!
- A jakie słowa mówiłeś?!
- No wszystkie brzydkie jakie znam.
- Aha.  - strach zajrzał mi w oczy - Czyli jakie?
- Nooooooo  - syn zamyślił się - nie pamiętam, no wszystkie oprócz kibel i idiota.



Oglądamy z córką zdjęcia z moich wypadów. Z wypadów sprzed paru lat.
- A kto to jest?!
- No jak kto? JA!
- Dlaczego byłaś taka odlotowa? Dlaczego byłaś taka super?


Hahahahaha, ja z nimi nie wytrzymam.




Na dobranoc puściłam Hello Kitty.
I co? Cytuję! :)

NIE ROZPAMIĘTUJ TEGO CO BYŁO, TYLKO NAPRAW CO MOŻESZ.
KAŻDY DZIEŃ TO NOWA SZANSA





Dobranoc :)