wtorek, 7 maja 2013

wyrok - zsyłka

Wracając do zdarzeń sprzed miesiąca .....

Przedłużające się zwolnienie stało się pretekstem do "zaproszenia" mnie do orzecznika.  Za biurkiem siedziała  nieprzyjemna baba. Baba bez karku. Mlasnęła okiem podejrzliwie i zaczęło się:
- Długo pani zamierza chorować?! - co za ton, kroi człowieka niczym brzytwa. Grrrr,,,,,
- A co mam zrobić?! Wciąż powracam do zdrowia. Rehabilituję nogę. Boli mnie....
- Ćwiczenia jak nie pomagają to trzeba iść na rekonstrukcje.
-To ja mam o tym decydować?! Przecież nie jestem lekarzem.
- Tak nie może być!
- To proszę o skierowanie na operację i i już.
Popatrzyła, o mało nie zabijając mnie wzrokiem. Normalnie pod ciężarem tego spojrzenia  znikłam pomiędzy szczebelkami krzesła. Tak na wszelki wypadek.
- Proszę się rozebrać!
Popatrzyła na nogi. Pozginała. Pojęczałam. Kurde, na prawdę coś mnie trzyma, coś mnie boli...cholerne kolano..
- Lewa noga jest chudsza.
- Wiem, od ćwiczeń! - - mówię dumna.
- Jakich ćwiczeń?! To zanik mięśni!
- Proszę?!?!?!?!

Jaki zanik mięśni? Po 8 tygodniach rehabilitacji?! Co jest grane?!
Dostałam papierek do ręki. Patrzę i nie wierzę: mam skierowanie do sanatorium. Skierowanie do sanatorium w ramach prewencji rentowej. Wyjazd za 2 dni.
Rentowej? Że co?!!!! Kiedy?!!!!!!!!!!!!!?
Szok.
Sanatorium?!!?!?! W tym wieku?!?!!?!
Jezu.........
A dzieci?!
Nie tak dawno martwiłam się o Maluchy idąc do szpitala na 4 dni, a teraz mam Je zostawić aż na tyle dni?
Rentowej?!!!!!!!!

Natłok myśli. Zagubienie totalne. Naprawdę. Do tego praca. Totalny chlew. Kiedy coś się rozsypuje walka jest brutalna. Koszmarne dni zatłoczyły synapsy. Odrętwienie na maksa. Korki spalone.


Poszłam do ortopedy. Pokazałam skierowanie. Mówię, ze orzecznik stwierdził zanik mięśni.
- To normalne po tego rodzaju operacji.
- To dlaczego pan nie mówi, jak należy ćwiczyć nogę.I dlaczego trzeba ćwiczyć. Poza tym sugerowano rekonstrukcję wiązadeł.
- Tak? Wróci pani to zobaczymy.


Wróciłam z sanatorium.
Zalecenia:
utrzymujące się dolegliwości kolana, ograniczenie ruchomości, utrudniony chód. Wymaga dalszego leczenia.

Idę do ortopedy. Zbadał nogę. Zrobił usg. Zwolnienie do końca tygodnia - powrót do pracy. Nic się nie dzieje.
- To skąd ten ból? Dlaczego boli? Kuleję!!!
- Nie wiem, nie powinno.
- I tak mam wrócić? Koniec?! Zero dalszej pomocy tak? Nie powinno a jest ..ciekawe. I co tak ma być? Tak mam żyć?!
- Proszę pani, usg nie wykazuje żadnych odchyleń, koniec leczenia. Można jeszcze zrobić artroskopię, ale te bóle to jeszcze będzie pani przez dłuższy czas
- Tak? A przecież nie pwoinno boleć, prawda?! Za artroskopię dziękuje, już jedna miałam.  A nie można inaczej zbadać stan kolana?! Może rezonans?! Naprawdę się martwię.
Dostałam jeszcze skierowanie na rezonans.  I powrót do pracy z wpisem -odciążać nogę! Hahahaha......ciekawe.

A kolano daje czadu. Więc idę na prywatną konsultację do innego ortopedy.


bez mocy

Życie ludzkie jest takie śmieszne ...........



Wróciłam.
Bez mocy.
Przywitania się nawet......
a pisania tym bardziej.


Ech............










czwartek, 11 kwietnia 2013

filozoficznie

Życie rzuca przynęty, wabi, mami, zmienia bieg.
Trzeba być wyluzowanym, by nie dać się zaskoczyć.
Giętkość jest istotą przetrwania.
Sztywność zaś wystawia na ciosy. Nie pozwala też na zrośniecie się złamań. Nic tak nie boli jak niezagojone rany.
A życie potrafi połamać, więc by nie dać się zaskoczyć, warto być sprężystym.




Zakręconym na total.



:)




Byle by nie tkwić w miejscu. Byleby nie osiąść. Na mieliznach czy też w tapczanie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto będzie skakał nam po głowie. Albo rzuci kamieniem z brzegu.
Oby i  na szczycie nie utkwić, bo słońce potrafi przysmażyć. Oby i w dole nie zasiedzieć się, bo łzy potrafią utopić.







„Kto (...) żyje wędrówką, wie dobrze, że zawsze zachodzi taka chwila, kiedy trzeba odejść."”
                                                                                                 
                                                                                                               - Paulo Coelho (z książki Alchemik)











Zatem wyruszam w drogę. 









Ze słuchawkami w uszach. Nie po to by być głuchym,
ale po to by muzyka mnie niosła.








By wrócić.






Kiedyś.






Jak zakwitną bzy...       ;P



:PPPPPPPPPPPPP




Życie to nie świnia, by dla niej robić chlew.

Syn miesza łyżką w talerzu. Miesza tak i miesza. O! łyżka trafiła do buzi! Pięknie. Są dni, kiedy można się wykończyć. Chce być królem anorektyków czy co?! Model rośnie mi niezły.

- Je mój miś, je mój miś, niedźwiedziem zostanie jeszcze dziś - zaczęłam śpiewać stojąc obok, bo i co mam robić, zabijać się słowem - jedz?!
- Hahahahaha, znowu zaczynasz? Nie rozśmieszaj mnie. Przez ciebie nie jem.
- No jasne synku. Ucz się , ucz -cokolwiek się nie dzieje to zawsze wina mamy jest. Dzięki. Wiesz co? To ja teraz wychodzę, a ty jesz, okej?
- Nooo przecież jem.
- To fakt, i to od pół godziny.

Kuchnia. Zakręciło mną okropnie. Tu zmywanie, wycieranie, gotowanie - full zestaw. Syn stanął w progu, z bananem na twarzy w momencie, gdy coś znowu na podłogę mi zleciało:
-Ty naprawdę jesteś zakręcona
- Wyjdź! - krzyknęłam groźnie z radochą wielką w oczach.
-Ahahahaha, a ja mam to po tobie, wiesz? Oboje ześwirowani jesteśmy.


- Starszy mogę twojego cukierka? - zapytała się Młoda brata swego.
-Możesz.  Zjedz wszystko. Ja nie  jem, nie chcę być gruby. A ty chcesz być gruba?
-Nie chcę
- Ale będziesz bo jesz słodycze.
- A wcale że nie......MAMOOOOOOOOOOOOOOO!!!!

Córka zażądała pomalowania pazurków swoich. Uparła się tak, jak tylko ona potrafi się upierać. Pomalowane paznokcie?! To nie moja córka!!! Kto mi ją podmienił?! Ha, ha, ha ....Jednak zapału i wytrwałości wystarczyło dla jednej reki. Ufff, jest nadzieja, hahaha ....

- Ty chyba oszalałaś, by dziecku paznokcie malować. Niszczysz jej płytkę. I to jeszcze u jednej ręki. Jak to wygląda?! - matka zawsze stoi na straży, hahaha....Dzień bez komentarza to dzień stracony. Ech, te komentarze, ale widocznie tak mają stare pierdoły.
- No jak? jak to wygląda? Patrz!
Wzięłam ręce Młodej, która stanęła przede mną i wyciągając na przemiennie dłonie, raz jedną do przodu, raz drugą, zaśpiewałam:
- Polskaaaa biało-czerwoniiii...Polska biało-czerwoniii ....
Matka postukała się palcem po głowie, a Młoda miała mega ubaw i zabawę na moment.

Dzień był  zakręcony. Dużo spraw na głowie i gdzieś w tym "biegu" natknęłam się na człowieka. Przypadkowy przypadek okazał się koniecznością. Niektórzy ludzie są jak drogowskazy. Tego było mi trzeba. Od słowa do słowa potoczyła się rozmowa.
- Zajęcia  są z jogi? Tutaj? Pójdę. Zatem może do zobaczenia.
Czas najwyższy tyłek ruszyć. Nie mam wymówek. Wszystkie wyrzuciłam do śmieci. Program: realizowanie założeń, marzeń został uaktywniony. Pibip!

Wstąpiłam na wojenną ścieżkę. W życiu najlepiej bawią się najsilniejsi. Więc zatańczę sobie taniec zwycięstwa i radości. Na jednym kopycie. Włączając wycie.
Wino i śpiew.
Życie to nie świnia, by dla niej robić chlew.


:)))






z internetu -https://www.facebook.com/wiaderkoszczescia








optymistyczna muza jak zwykle, ale ona nie jest dla mnie, ona jest dla mojej duszy ;P

https://www.youtube.com/watch?v=xMoCbXIDJ7k&list=RD02G7npS4zw8Nk






filozo

foto ze str:















Życie pełne jest iluzji.






Magicy są wśród nas.










Pewien szaman mówił tak :


-Nie chcesz zagubić swojej duszy? Zawsze ufaj sobie. I w siebie nie wątp. Choćby inni udowadniali, ze są lepsi od ciebie -ty nie wierz złym duchom. Każdy ma swoją ścieżkę, nie musisz iść śladami innych, bo stracisz swoją wyjątkowość. Nie trać zatem swojej tożsamości. Bądź sobą. Zawsze.















----------------------

myślisz - ale jaja!!!
a tu bez jaj, ino  świnia normalnie

- bywa tak, oj bywa tak w życiu, bo i życie świniami się toczy 




patrz:  angry birds

ahahahahahahaha





;P







Epitaph - King Crimson





Chaos będzie moim epitafium
Gdy pełznę wyboistą i zawiłą ścieżką
Jeśli powiedzie się nam, usiądziemy
I zaczniemy się śmiać
Lecz obawiam się, że jutro będe płakał
Tak, obawiam się, że jutro będe płakał



cyt. Epitaph - King Crimson, 












słowem tak o ...- zsyłka

Wieczorem dzieciaki jak zwykle wylądowały w moim łóżku. Trudno. Władowałam się miedzy nimi.Jedno wierzga nogami, drugie wierzga nogami. Western kołderkowy. Iiiiihaaaaa!!!!!!! Zamiast wykombinować plan ewakuacji to zamykające się oczy odcięły mi dopływ myśli do głowy. Odcięły proces myślenia, zanim dotarło pomyśladło - wynieś je do łózek swoich.
Takie proste, a jakie sprytne.Czasami trudno wpaść na najprostsze rozwiązania.
Dzielnie przyjęłam kopy. Od kochanych Stworków nie boli.

Rano patrzę na śpiącego synka. Poprawiłam mu włoski. Kurde, mój Mistrzu...
- Idź precz!!!!
- Co?
-Oooo mama! przepraszam, myślałem, ze to babcia.
- Proszę? Ty do babci tak?
Synek zmieszał się, ale tylko na moment. Spod uśmieszku wypełzło:
- No tak.
No ładnie wita babcię z rana Znowu natłukłam mu do głowy pewną dawkę prawd życiowych. A niech ma.
Później babci, za to, ze nic nie mówi. Niech też ma.

Spotkanie z szefową. Pierwsza cegłówka na łeb. Hiobowe wieści. Choć nie aż tak. Wybory dane i tak są złe. Ale to i tak władza podejmie ostateczne decyzje.
  - Pani jest taka młoda energiczna z poczuciem humoru - słowa szefowej  zabrzmiały nie jako komplement ale jak wyrok.... Padły po tym jak ich wszystkich parę razy rozśmieszyłam, pomimo cmentarnego nastroju. Zakpiłam ze swego stanu, z naszego położenia.  A co pozostaje?! Samobiczowanie się? Zmieni to coś?
A chrzanić wszystko. Wrzuciłam na totalny luz. Jakoś tak mając wszystko w dupie. Rekreacyjny anal. Z uśmieszkiem. Ale mój anal, bo moja dupa. Ha! nikomu nie będę robić dobrze - nie będę nikomu wchodzić do dupy. Towar nie na sprzedaż. A co!

Hm...młoda, energiczna, jasne, kurwa, pojedźmy dalej, co jeszcze usłyszałam? aaaaaaaa!!!!!!!!:  inteligentna, zaradna, żywiołowa, kreatywna ble bla ble pierdoły do mydlenia oczu. Nie będę popadać w samouwielbienie. Nie ma nic gorszego niż chełpić się zagubionym słowem co lata od ust od ust, od ucha do ucha. Wyjątkowość człowieka nie polega na akcentowaniu swojego ja. Wyjątkowi ludzie znają swoją wartość, a ich słowa jak perełki są kunsztowne, będąc przy tym świadectwem ich wyjątkowości.
No cóż, nie jestem wyjątkowa, buhahahaha......no ale i nawet w tym nie jestem wyjątkowa....hahahaha

Słowa szefowej. Zwiesiłam się. Zbiesiłam się. Przestałam myśleć zagubiona w czarnej dupie.W tej ciasnocie przedostała się do mnie  jedna myśl -myśl niczym latarnia - taki wypasiony błysk -A! renta rodzinna.... Hm....Już pięć samobójstw miasto zaliczyło. Taki klimat. Takie wiatry. Takie czasy. Hm, rodzina kasę by miała .....
- A pani to tak długo będzie o kuli? - nieoczekiwane pytanie wyrwało mnie z myślozamulenia.
-  A nie wiem, dzień dobry. - odpowiedziałam znajomej z osiedla.
- Ale to nie choroba?
- Nie, nie, to eeee taki nieszczęśliwy wypadek. Bonus na brak nudy.
- Przepraszam, ze tak się pytam, choć boję się pytać, wie pani, córka teraz kuleje, ma stwardnienie rozsiane.
- Wiem ,wiem, a jak się czuje?
Diagnoza lekarzy  zapadła miesiąc przed ślubem córki pani E. Chciała zrezygnować, oddając wolność facetowi, ale chłopak nie zrezygnował z niej: - Przecież chcę ci ślubować miłość , wierność i to, że nie opuszczę cię do śmierci, więc teraz jakbym mógł postąpić co? Co ty o mnie myślisz? Kocham cię. Wesele odbyło się w stylu gotyckim: muza, stroje, świece. Bosko.  Wiele razy słyszałam tą historię. I nie mam jej dość. Prawdziwa miłość. Kochać kogoś -nie siebie. "Ja" przy miłości nie istnieje. Chyba, ze kocha się samego siebie ponad wszystko.
 - A wie pani, że lepiej. Choroba postępuje, ale jakoś się fajnie córka czuje. Nie daje się. Podobno na stwardnienie to marihuana ma być dobra. Prowadzą eksperymenty. W końcu czym szamani leczyli? Ziołami. Paliła pani kiedyś?
- Marychę? nie, nie paliłam nigdy  - śmiejąc się dodaję -  I bez tego mam jazdy hahahaha, wystarczy.
- O a szkoda, ja paliłam. Dwa razy. Wie pani byłam w pani wieku, zawsze znałam młodszych ludzi, bo starzy są nudni, więc poszłam na imprezę. Cudna była, zjeżdżaliśmy na tyłkach po schodach, latały buty i ktoś mi podał, myślałam,że to papieros. Jak się położyłam w domu to mnie wzory z dywanu atakowały. 
- Nic tylko zapalić hahahahaha
- Ale nic mi nie było. Przereklamowane to jakieś Ech, wie pani jak mnie wkurzają ludzkie pierdolamenty. Mają wszystko a narzekają nie szanując tego co mają. Chcą więcej i więcej. I narzekają na zdrowie, choć to są drobne ułomności. Wie pani,  pracowałam w przedszkolu, na stażu,  Był tam chłopczyk prawie trzyletni. Chodził na kolanach. Zanik mięśni. Jaki on ma cudny uśmiech, jaki jest kochany, zadowolony ze wszystkiego. Bałam się dotknąć myśląc ze to boska istota, anioł jakiś. Taki blondynek z takim uśmiechem równych, białych zębów.  I nigdy nie płakał, nie grymasił, był zadowolony ze wszystkiego a tu wyrok śmierci...
-  Może to jest M? 
 - Tak, zna go pani?!
- To synek kuzynki męża, przecudny chłopak, kurde, szkoda go, jest naprawdę nieziemski, ale cała rodzina żyje wyrokiem, nie ma szans, to niewyobrażalne, niesprawiedliwe, ech......urodził się miesiąc później od mojej córki  i jak sobie pomyślę ...
 - Takie życie, a szkoda chłopczyka, na prawdę przecudowne dziecko i ten uśmiech i ta radość - pani E pojawiły się łzy w oczach, mnie też, bo to naprawdę przewspaniałe dziecko, naprawdę ujmuje swoja całą rozanieloną osobowością - Ale już tam nie pracuję. Jestem teraz bez pracy. Czeka mnie operacja na przepuklinę, nie wiem kiedy to będzie, ale cieszę się każdym dniem. Tą codzienną kawą, Kiepskimi. Muzyką. W domu opuszczam zasłony, tak jakbym odcinała się od problemów. No co da jak się będę martwić?! Pracę mi da? Odda zdrowie córki? Mąż zmarł na raka w wieku 28 lat, teraz córka.....a koleżanka mówi -że jestem próżna bo śmieję się na komediach, a co mam robić?! Jakbym się zamartwiała to bym zwariowała. Cieszę się każdym dniem. Życie jest takie piękne. Trzeba się cieszyć tym co się ma. A nie marudzić. Bo boli, bo strzyka. 

Co racja to racja - trzeba się cieszyć życiem.  Z wiekiem życie smakuje coraz lepiej. Zmieniają się wartości priorytety, postrzeganie świata.
 Arturo Sz  gadał, ze gdyby cierpienie nie było najbliższym i bezpośrednim celem naszego życia, egzystencja nasza byłaby zupełnie bezsensowna. Wow, jak fajnie, mam swój sens, swój krzyż, wow, nic tylko radować się -przez ból wzrasta wartość życia..
Kto doceni picie? Spragniony.
A ci co nie mają zmartwień-szukają. Na sile. No i racja, bo przecież bez jęczenia byt traci na znaczeniu. Jestem więc jęczę. Jęczę, więc jestem.
A niektórzy jęczą, by jęczeć. Tylko trzeba pamiętać, ze losu nie oszuka się, los można skusić.

A  życie cudem  jest. Odwieczny uśmiech. I lot - wysoko, wysoko.....Umiejętność zachowania dystansu do świata, do siebie wyzwala uśmiech. Ale trzeba żyć, cierpieć, by przestać czuć to co jest nieważne, chwilowe. I dziękować za to co się miało, ma. I cenić dzień póki dnia starcza.

Fryderyk też pocieszył klepiąc mnie banałem po lewej łopatce: - hej hej, co nas nie zabije to nas wzmocni.
- Stary,  a byłeś na fb?!
I jak poszedł tak nie wrócił, zemdlał chyba ...


Hahaha, no tak,  trwajmy zatem w cierpieniach
- niech cierpienia trwają dodając siły naszego żywota, 
by  z naszych rąk czy ust nie wypadała głupota! 
Ha, ha, ha ...to byłam ja.
Bo jak człowiek doświadczył wiele w życiu to potrafi wznieść się ponad wszystko. Taki paradoks - im cięższe buty, tym lżejszy krok.
A każdy bluszcz kołka musi swego znaleźć.

Będę w tej sile trwać. Życie coraz bardziej bawi. Taki bieg z przeszkodami. Nie patrzę pod nogi, rozglądam się. Jakie widoki!!! Piękne, nawet te przepaście zadziwiają zielenią mchu. I kwiatkami. Takimi małymi, kolorowymi, które cudnie pachną. I te wierzby, drogi polne ...Więc pobiegnę gdzieś tam, gdzie mnie niesie....na manowce, rozdroża, do nieba, ....hahahaha.

Orzecznik, badanie. Cegłówka druga na łeb. Jest źle. Ale zawsze mogło być gorzej. Więc źle nie jest. Trudno. Bywa. Szarpanina słowna.
- Ja nie jestem lekarzem! To lekarz decyduje o formie leczenia a nie ja!
Ja miałam sugerować lekarzowi jak ma mnie leczyć,  ja miałam sugerować lekarzowi jak  mam chodzić, ja miałam sugerować lekarzowi, ze ma mnie wysłać na rekonstrukcję?! Wara mi się podwinęła i to mocno.
Miałam ochotę przywalić tej babie biurkiem krzycząc:

- No tak kochana sama sobie zjebałam kolano by mieć ta wasza wypasioną rentę
 Albo jej krwią napisać to na ścianie, by dotarło..
Noż kurwa jego mać .......przepraszam.

Potem przeprowadziłam telefoniczną, dziwną rozmowa. Dzień wrzeszczących głów. Mam dość wrzeszczących głów. Dookoła sami mądrzy. Wszystkowiedzący.
Sama chyba w końcu zacznę drzeć ryja.
Ale nie potrafię. Ale to nie znaczy, ze dałam się, oj nie. 


Hm... no tak jakoś pojebało mi się w życiu. Z leksza.
Ale życiowa wywrotka przydaje się, by poukładać wszystko od nowa. Posegregować. Co na złom to na złom, co fajne na półkę.
Skarżyć się nie będę. Każdy z nas ma balast. Przylazło? Odejdzie! Zamknięte drzwi są po to, by przeciąg nie porwał przy otwieraniu innych drzwi, czy też okna.
Zawsze może być gorzej, a nie jest. Sukces? Kurczę i to jaki.

Jest zajebisty dzień, kochane dzieci, T na gadu , słońce świeci, kawa ma wyśmienity smak i ach te ciasteczka zbożowe z pełnoziarnistej maki- czego chcieć więcej?
A jutro?
Kto wie co jutro dzień nam przyniesie...Może ochotę na pączka z lukrem?






wtorek, 9 kwietnia 2013

i zawisnął miecz

I zawisnął miecz Damoklesa nad biedną głową mą. Poniedziałek zaczął się fantastycznie - wezwanie do lekarza orzecznika. A jak! Siadłam przy kawie, lecz zanim wzięłam łyka pierwszego, zadzwonił telefon. Szef.
- Arte, wpadnij jutro na kawę, jak możesz, oczywiście bo szefowa będzie. Ma nam zaproponować coś w związku z pracą i chciałbym, żebyś też była.
- Ok, bedę. Dzięki za zaproszenie.
O żesz kurwa cisnęło mi się w ta kawę niczym cukier. Bosko. Każą mi wracać do pracy której nie ma? Hahahahaha....
Będzie jak ma być. Trudno. Nie może być nudno. Ale zaplatałam się w myśli swoje.
- Co już przeżywasz?, weź to olej...
Optymistyczne słowo T na wagę złota.

Wczoraj byliśmy w parku. Najpierw był bunt. Starszy buczał całą drogę po nosem:
 - Ja nie chcę do parku....
- Głupi jest park...
I tak w kółko. Ale oboje, jak wpadli na plac zabaw, to zapomnieli o fochach.


- Młoda puść się, bo chłopaki idą! - krzyknęłam do córki, w trosce o jej ręce.
- Co ty mówisz kobieto?~-zapytał się T i śmieje się.
- No, co, zaraz jej ręce pode...ahahaahahahaha- załapałam, załapałam sens wypowiedzianych słów. Co też matka mówi do córki swej, hahahaha. Puść się, bo chłopaki idą. Piękne wychowanie, nie ma co, hahahaha.

- Mamo, otwórz mi batonika! - Młoda przyszła do mnie. Za nią przyleciał Starszy:
- Mówiłem ci już, ze ci otworzę! Daj!
- Nie!!! MAMA!
-Mama i mama a ja to co co? też mogę. A jak mamy nie będzie , jak umrze to kto ci pomoże?

Yyyyyyy.....w milczeniu, z głupią miną otworzyłam batonika. Nic nie powiedziałam. Bo co miałam powiedzieć?! I tak milczę więc.









piątek, 5 kwietnia 2013

niemowy

Rano mama wpadła na kawę. Poskarżyłam się na "niemego" mego synka:
- No wiesz, po kimś to ma. -odpowiedziała patrząc na mnie znacząco.
- Wiem, wiem, po mnie.
- To czemu się dziwisz? Ty nam też nic nie mówiłaś. Twój brat wszystko powiedział, a ty, szkoda słów.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cholera, za to na starość nadrabiam -rozgadałam się jak nic. Bezsensu zresztą. Ech...

Synek  wciąż twierdzi , że będzie taki jak ja. I będzie miał ten sam zawód. Hm, wierzę, ze zdanie zmieni. Nie ma innej opcji.
Jezu, jak on będzie taki sam jak ja w okresie buntu to go normalnie do szafy wsadzę i nie wypuszczę dopóki nie zmądrzeje.

- Bo ty mamo, masz lekką pracę.
- Synu, pracę mam ciężka, po prostu rzadko marudzę, bo po co mam jęczeć?!
- Ale chłopaki mogą być w twojej pracy?
- Pewnie, są lepiej widziani od kobiet.
- Aha, to dobrze.


Wracaliśmy z przedszkola. Syn jakiś grzeczny - zamiast biegnąć kilometr przede mną szedł trzymając mnie za rękę . Za to córę energia roznosiła i do kałuż wnosiła. Chlap, chlap, chlap.
- Młoda, nie wchodź w kałuże. Poczekaj na wiosnę. Będzie ciepło to sama cie w nie wrzucę.
- Hihihihihi ...
I chlap. W nosie miała moje gadanie. Cała Młoda- robi to na co ma ochotę.
- Kochanie, proszę cię, omijaj kałuże, bo będziesz chora.
Przez moment omijała kałuże. Wow, jakie grzeczne dziecko! -CHLAP! Weszła do najgłębszej, po łydki same. Uszami dym mi poszedł. A dziecko przeszczęśliwe brocząc w tej wodzie niczym bocian krzyczało
- OOOOO maaaamoooo! Popatrz!!!!!
- Jezu! o co cie prosiłam, co? Teraz masz pozamiatane - zero bajek na dzisiaj. 
Mina córce zrzedła natychmiast. Z błogości wpadła w płacz:
- Mamo jaj już będę grzeczna
- Ehe, prosiłam cię byś omijała kałuże i co?! Nie posłuchałaś się! Tak nie może być!
Córka wyła nadal. Nie ma to jak iść z alarmem. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuu........Chlap zamieniło się na chlip.
W domku Młoda rozbierając się zawisła na nodze mej:
- Mamo, ja już ciebie będę słuchać, puścisz mi bajkę?
Na co Starszy wpakował się w zdanie:
- A widzisz, a mama ci mówiła, o co cie prosiła, a ty jak zwykle swoje.
- Ale ja już tak nie będę!!!!
- Jak będziesz grzeczna to puszczę ci bajkę. A na razie nic z tego.

Poczułam falę takiego zmęczenia, znużenia, że wymamrotałam dzieciom:
 - Wiecie co, ścina mnie, zajmijcie się malowaniem czy co tam, a ja na pół godzinki muszę się zdrzemnąć.
Padłam w wyro. Coś mnie obłaziło, coś po mnie chodziło, nie miałam sił, by odpowiedzieć, że też kocham.

Obudziłam się półtora godziny później. Córka spała koło mnie. Wstałam. Młodą opatuliłam kołdrą. Poszłam zobaczyć co syn robi:
- Cześć mamo, wstałaś już?
- Nie widać?!  - cmok w głowę -Dziękuję, że mnie nie obudziłeś.
- Mamo, popatrz jak pomalowałem. Mogę zagrać?!





Córka wstała koło 19.00. A jak. Pierwsze słowa?
- Mamo, ja chcę Scooby Doo!
- A bedziesz grzeczna?!
-TAAAKKKKKKKKK!!!!!!!

Ale najpierw kąpiel, kolacja
 -NIEEEEEEEEE
- Obiecałaś być grzeczna. Bo nie będzie bajki.
- No dobra ....

W czasie kąpieli córka zaliczyła zawiechę:
- Boooo ja chcę, bo boooooooo ja chcę - jąkała się, bo tak czasami ma - bo ja chcę ...zapomniałam, mamo! co ja chcę?
- Ha, ha, ha, nie wiem, bajkę?
- Noooooooo, Scoby Doo chcę. Ja już się nie boję, wiesz?


- Młoda puścić ci Pies przerażony demonami?
-Demonami? TAK!!!! Ja lubięęęęęę.


Jest 23.30 - a Demon mój mały koło mnie siedzi. Czeka na tatę.
- A gdzie tato? Ja chcę do tatusiaaaaaaaaaaa
 - Ja teeeeeeeeeeeeż!!! - dołączyłam, ech....

Idę do małego wyjca. Z kuchni, z kawą ręku na przetrwanie. Nie ma to jak wyspane dziecko  o tej porze co nie trzeba.







Twórczość

------------------------------------------------

to co się zachowało ......





i stworzymy obraz naszych dzieci
zapominając o własnej, wczorajszej tożsamości
i będziemy tacy sami
będziemy krzyczeli
będziemy biegali i zakazywali
będziemy ślepi, głusi dla nich                          1990    (17 lat)






stoisz przy oknie
za nim inny świat
w oknie odbija się twarz
zniszczona bielą ścian

odwracasz się
twarz znika
świat zostaje

szyba brudna
brudny świat
brudna twarz
i krzyk białych ścian                                       1992




szukam w ciemnościach
mej drugiej połowy
widzę różne światełka
i promyk płowy
podchodzę bliżej
wyciągam ręce
i tańczę
dopóki serce mnie niesie
a gdy oczy się  otworzą
chowam ręce do kieszeni
krótki dramat
i idę przed siebie
znowu
                                                          1992





chciałabym wrócić do domu
lecz nie wiem gdzie on jest

chciałabym odwiedzić przyjaciół
lecz nie znam ich

chciałabym wreszcie odpocząć
lecz nie ma spokojnych miejsc                                     1992




naiwność
moje imię
wyrzeźbione
przez palce
czuć brud
to będzie
wyryte
istnieć
wszędzie na zawsze                                                         1993







krzyk duszy
rozdzierający niebiosa
ten ból
żyje we mnie

czasami zasnę
czasami zapomnę
inni tacy jak ja
czasami skaczą z okna                                                 1993





słowa rzucane na zapełnienie ciszy, odbijają się niezdrowym echem                                  1993




każdy gnębi aniołów
wzywając ich

a oni biegają
pomyleńcy

zarażeni przez Boga
wiarą
w człowieka                                                  1995









niektórzy zbroją się w zbroję
próbując stawić się
przeciw życiu
i tkwią w tym żelastwie
bez ruchu
a smród życia zabiera im oddech                             1995







jego uśmiech
zagościł na mych ustach
jego serce
zaczęło bić w mym wnętrzu
jego słowa
były treścią mych zdań
jego myśli mówiły mi dobranoc
jego ręce
rzeźbiły moje ciało
jego oczy
patrzył spod moich powiek
a kiedy palił ja wydmuchiwałam dym                            1996





zmęczona poszukiwaniem
zmęczona uciekaniem
odpoczywam
czasami
w ramionach
przydrożnych kochanków
tworzymy iluzję
opartą na przeznaczeniu
karmiąc się
słowami pełnymi złudzeń
prawda fatamorgana strachu
wreszcie ukojenie
zamienia się
w moja silę
odchodzę
w swoją stronę                                                            1996


gdybym mogła choć na moment
zadusić w sobie
głos tułacza
zabić tęsknotę
za wieczną wędrówką

gdybym mogła choć na moment
złapać wiatr
by przestał mną targać
może miałabym czas
dla siebie
dla ludzi
na życie
może znalazłbym miejsce
gdzie mogłabym wracać
być
bez obaw
na zawsze                                                           1996





czarne myśli zamieniają się w silę
co stanie się siła dla rąk
a ręce usłużne
ukręcą stryczek
na którym powieszą to
co do nich przyrosło                                                        1996



kubek herbaty
tyle ciepła dał mi świat
grzeję ręce
przez picę minut
wyciągam
kostkę cukru
z kieszeni
znowu mieszam
coś
w moim życiu                                                                     1997




wystarczy chcieć aby zaistnieć
wystarczy istnieć aby się odechciało                                        1997





moje życie
zlało się
w jeden dzień
już zmierzch
zabiera
mój cień
ostatni gest
nieśmiały tekst
zmrok
noc
moja pustka                                              1997


z rozdartą duszą
na noszach
zwiedziłam świat
w poszukiwaniu tego
kto by ją zszył
zacerował
niecierpiące zwłoki
bo uśpione
moje instynkty
zawiodły mnie
pod mury
gdzie szaleni ludzie
poczęli
rzucać
kamienie
we mnie
ktoś umarł
dusza zamilkła
w stygnącym ciele                                                 1998------------------------------------------------

to co się zachowało ......





i stworzymy obraz naszych dzieci
zapominając o własnej, wczorajszej tożsamości
i będziemy tacy sami
będziemy krzyczeli
będziemy biegali i zakazywali
będziemy ślepi, głusi dla nich                          1990    (17 lat)






stoisz przy oknie
za nim inny świat
w oknie odbija się twarz
zniszczona bielą ścian

odwracasz się
twarz znika
świat zostaje

szyba brudna
brudny świat
brudna twarz
i krzyk białych ścian                                       1992




szukam w ciemnościach
mej drugiej połowy
widzę różne światełka
i promyk płowy
podchodzę bliżej
wyciągam ręce
i tańczę
dopóki serce mnie niesie
a gdy oczy się  otworzą
chowam ręce do kieszeni
krótki dramat
i idę przed siebie
znowu
                                                          1992





chciałabym wrócić do domu
lecz nie wiem gdzie on jest

chciałabym odwiedzić przyjaciół
lecz nie znam ich

chciałabym wreszcie odpocząć
lecz nie ma spokojnych miejsc                                     1992




naiwność
moje imię
wyrzeźbione
przez palce
czuć brud
to będzie
wyryte
istnieć
wszędzie na zawsze                                                         1993







krzyk duszy
rozdzierający niebiosa
ten ból
żyje we mnie

czasami zasnę
czasami zapomnę
inni tacy jak ja
czasami skaczą z okna                                                 1993





słowa rzucane na zapełnienie ciszy, odbijają się niezdrowym echem                                  1993




każdy gnębi aniołów
wzywając ich

a oni biegają
pomyleńcy

zarażeni przez Boga
wiarą
w człowieka                                                  1995









niektórzy zbroją się w zbroję
próbując stawić się
przeciw życiu
i tkwią w tym żelastwie
bez ruchu
a smród życia zabiera im oddech                             1995







jego uśmiech
zagościł na mych ustach
jego serce
zaczęło bić w mym wnętrzu
jego słowa
były treścią mych zdań
jego myśli mówiły mi dobranoc
jego ręce
rzeźbiły moje ciało
jego oczy
patrzył spod moich powiek
a kiedy palił ja wydmuchiwałam dym                            1996





zmęczona poszukiwaniem
zmęczona uciekaniem
odpoczywam
czasami
w ramionach
przydrożnych kochanków
tworzymy iluzję
opartą na przeznaczeniu
karmiąc się
słowami pełnymi złudzeń
prawda fatamorgana strachu
wreszcie ukojenie
zamienia się
w moja silę
odchodzę
w swoją stronę                                                            1996


gdybym mogła choć na moment
zadusić w sobie
głos tułacza
zabić tęsknotę
za wieczną wędrówką

gdybym mogła choć na moment
złapać wiatr
by przestał mną targać
może miałabym czas
dla siebie
dla ludzi
na życie
może znalazłbym miejsce
gdzie mogłabym wracać
być
bez obaw
na zawsze                                                           1996





czarne myśli zamieniają się w silę
co stanie się siła dla rąk
a ręce usłużne
ukręcą stryczek
na którym powieszą to
co do nich przyrosło                                                        1996



kubek herbaty
tyle ciepła dał mi świat
grzeję ręce
przez picę minut
wyciągam
kostkę cukru
z kieszeni
znowu mieszam
coś
w moim życiu                                                                     1997




wystarczy chcieć aby zaistnieć
wystarczy istnieć aby się odechciało                                        1997





moje życie
zlało się
w jeden dzień
już zmierzch
zabiera
mój cień
ostatni gest
nieśmiały tekst
zmrok
noc
moja pustka                                              1997


z rozdartą duszą
na noszach
zwiedziłam świat
w poszukiwaniu tego
kto by ją zszył
zacerował
niecierpiące zwłoki
bo uśpione
moje instynkty
zawiodły mnie
pod mury
gdzie szaleni ludzie
poczęli
rzucać
kamienie
we mnie
ktoś umarł
dusza zamilkła
w stygnącym ciele                                                 1998













TEKST, MÓJ, SPRZED NASTU LATY :DDDDDDDDDDDD

Urodziłam się w Polsce, więc jestem... Polką, która od zawsze i na wieki mieszkać będzie w swoim kraju. To uparte trwanie na tej polskiej ziemi bynajmniej nie wpływa z patriotyzmu, tylko z nieznajomości języków (znam wprawdzie i jedynie rosyjski, ale życie jeszcze aż tak mi nie obrzydło, aby wyemigrować za wschodnią granicę) jak i z faktu, że póki co jestem za mało wkurwiono-rozruszona, by postawiwszy wszystko na jedną szalę rzucić się pod buty Zachodu. Szkoda zresztą zachodu...

Od czasu, kiedy zaczęłam coś tam widzieć i pojmować, aż do dni dzisiejszych mój kraj przeszedł przez wiele dziwnych rzeczy i dziwnych rządów, ale jak do tej pory trwa szał wkurwiania społeczeństwa. Wciąż żyjemy w zoo, niezależnie od tego, która strona nami rządzi. Brak normalności, obok orła i barw czerwono-białych, stał się symbolem Polski. Czasami wydawało mi się, że zagraniczni turyści przyjeżdżali do nas nie po to, by podziwiać nasze krajobrazy, czy po to, by opić się żytem bądź też żubrówką, ale po to by zobaczyć jak Polacy żyją. Sztuka przetrwania na co dzień. Oni mieli, mają swoich filozofów, my mamy rzeczywistość. Zresztą Polak to po prostu (obok białej, czarnej itd. i itp.) rasa człowieka.

Żyję w kraju, który fundował mi i wciąż mi funduje bogactwo nieziemskich przeżyć. Pierwszym takim wręcz traumatycznym zdarzeniem było odkrycie tzw. ogonków, które istniały wszędzie tam, gdzie był sklep. W kolejkach stali wszyscy: od dzieci aż po starców. Była to przerażająca konieczność przerażającej rzeczywistości, z tej racji, iż człowiek wiecznie był skazany na człowieka. Nie można było schować się w domowym zaciszu, bo należało wystać się za czymś do jedzenia. Matka nigdy nie skazała mnie na ogonek, więc miałam dzieciństwo. Lecz ówczesny okres zainspirował mnie i odkryłam czarne plamy na ŻYCIU. Wówczas też po raz pierwszy zapukała do mej głowy niepokojąco-kojąca myśl o samo-bójstwie: „jeśli moje życie ma polegać na staniu w kolejkach to po prostu się powieszę”. Ogonki zniknęły, niechęć do życia pozostała. Wyraziła się ona, w okresie młodości, w postaci połknięcia tabletek, ale dlaczego to świństwo wzięłam tego już nie pamiętam. Może zupa była zbyt gorąca? A może odkryłam „myślę, więc jestem”?

Teraz mam około trzydziestki, psa i wolność..., bo nie pracuję? Jakby mi było mało tego, to mam jeszcze paru znajomych. I ani chwili spokoju, bo nawet we śnie rzucam się.

Właśnie przypomniało mi się... Ja nie wiem czy wy wiecie, że Mojżesz nie był Żydem tylko Polakiem, i wcale nie był Mojżeszem tylko Nowakiem, a jego ksywą było - Oj Łżesz. Nie wiecie o tym? To ja nie wiem, co jecie na śniadanie. Pewnie kornika flakesy. W każdym bądź razie Oj Łżesz miał niesamowity dar opowiadania (podobno w wyniku reinkarnacji odrodził się jako Andersen),więc raz tak nagadał, że przez niego KTOŚ, bez konsultacji z ludzkością, wydał odgórną dyrektywę, nie kłamać i 9 innych podobnych nie-chów. Ale i tak Oj Łżesz mówił wiele dziwnych rzeczy i tym gadaniem wyprowadził ludzi w pole tj. na pustynię. I nie tylko ludzi, bo przecież nawet morze i to nie byle jakie, tylko same Czerwone, rozłożyło przed nim swoje nogi, tj. rozstąpiło się. Pewnie z tej przy-czyny, ci, którzy rzucili się na komunistów, tak fanatycznie opierają się o Biblię. A księga ta zawiera całą kupę gagów ludzkości, tylko trochę przekręconych, bo nikt nie lubi, gdy robi się z niego głupa, tym bardziej nie trawi tego żadna ze sfer ludzkiej świadomości. Przecież „człowiek to brzmi dumnie”. Szczególnie wtedy, gdy tuczy gęsi, podrzyna gardła „jadalnym” zwierzętom, robi wiwisekcje, zadręcza hodowlane zwierzątka, zabija wszelkie życie dla zabawy, pozwala, by ludzie z umierali z głodu i .... może na tym skończę, bo dusza zaczyna palić moje ciało, a ciało rzygać formą człowieka, do której wtłoczono mnie wbrew mojej woli. Bo tak naprawdę chciałam być .... sama nie wiem.

Mam kumpla, kalekę. Stracił on najpierw głowę, a potem nogi. Więc prowadzi się-dzący tryb życia, bo cóż może począć, kiedy jest nie tylko mężczyzną, ale i człowiekiem bez nóg. Czasami męczy nas swym wiecznym pytaniem - „dlaczego?”. Fakt, trudno jest się pogodzić z tragedią, tym bardziej, kiedy dotyczy ona naszych bliskich. Nie mogę oprzeć się pewnej myśli, że Ktoś, a czemu by nie UFO, traktuje nas jak zwierzątka, a raczej jak owady, te wstrętne, ohydne, które nie tylko nic nie czują, ale w ogóle nie powinny istnieć. Przecież dzieci łapią muchy, którym wyrywają łapki, tudzież skrzydełka, bądź też motylom fundują naukę pływania i tym podobne. Więc Ktoś łapie człowieka i upierdala mu n óżki, rączki, zabiera mu życie w wypadku samochodowym (resoraków?). Światem rządzi nie przezna-czenie czy też Wola Boska, ale zielona łapa kosmity. Dolar ?! I seks. Rypańsko. Bo o czym by tu gadać..., kiedy nie ma o czym gadać, a przecież trudno jest życie przegadać, bo nawet nie ma o tym co gadać! Od tego jest telewizja. I radio. Człowieka zamyka się w pięciu słowach - człowiek skazany jest na słowa.

Uszy do góry daj, by można było cię ustrzelić. Tekstem, słowem, wyrazem....literką,

Zbłądziłam, przepraszam. Czasami zdarza mi się to, ponieważ nie należę do tych uporządkowanych ludzi, którzy wiedząc czego chcą i dokąd zmierzają. Więc będę sobie mówić. Od rzeczy do rzeczy. Więc na czym to ja skończyłam?... Aha!, no więc żyję tam gdzie żyję i na dodatek mam znajomych. Kochanek też był, ale się powiesił. Biedactwo. Zresztą i tak się wypalił... Cokolwiek to znaczy.

Teraz stoję w pewnym w miejscu i przeżywam rozterki. Człowiek bez pracy zaczyna myśleć. Rzuć pracę, a zobaczysz. Naprawdę przeżywam straszne dylematy. No bo Ktoś rzekł: „kochaj bliźniego jak siebie samego”. Kurcze, a przecież ludzie są... po-pie-rdo-leni!! i podcinają sobie żyły czy też w inny sposób molestują własne ja. No to ja pieprzę taką miłość. Wy jak chcecie kochajcie się - frajerzy... I stąd też pochodzi całe zło - bo miłość jest niczym innym jak zadręczaniem - wysublimowaną formą pałowania. A zresztą....

Cha, cha cha,... przypomniało mi się - wiecie w jakim ja żyję kraju? W kraju, w którym brudne szyby są objawieniem. Niedociągnięcia mało doskonałej ręki ludzkiej stają się wizerunkiem Boskim. Bosko! Cha, cha, cha... Poważnie, niedomyta szyba staje się miejscem kultu, bo wygłodniali ludzie zachłannie rzucają się na wiarę i widzą Matkę Boską, czasami Jezusa. To dziwne, że nikt jeszcze w tych widzeniach nie zobaczył Boga. Ale to nie moje zmartwienie. Mój kraj naprawdę jest dziwny, a zresztą przecież przodujemy w spożywaniu napoi wyskokowych.

A propos alkoholu, wiecie jaki mój znajomy pędzi bimber ! Sam miodzik, tyle tylko, że o ścianę rzuca. Nie ma to jak rodzinna tradycja. Podobno alkohol szkodzi zdrowiu, ale czasami jednak trzeba zrobić skok w bok, by nie dać się zwariować. My mamy bimber, inni swoich psychoterapeutów. Ciekawe kto na tym lepiej wychodzi, nie bacząc na zawartość naszych portfeli, a na duszę.

W dzisiejszych czasach pieniądz stał się jedyną wartością względem której ocenia się ludzi. Masz szmal jesteś cool, nie masz – no cóż siedzisz w domu, o ile masz go, czasami wyjdziesz na spacer, a i wtedy idziesz ze zwieszoną głową wypatrując na chodnikach pieniędzy, zresztą bieda i tak nie pozwala nikomu w oczy spojrzeć. Ale ja mam to wszystko w dupie. Najważniejsze jest to, że mam super buty i mogę łazić tam, gdzie chcę i tam dokąd zabłądzę. I jest super. Mimo pękniętych podeszw, ale i na to jest sposób - trzy wkładki i nie czuję kałuż; 20 kilometrów i nie czuję już nic; .szklaneczka bimbru i nie wiem kim jestem. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba? No może od czasu do czasu obiadu. Jasny gwint!, która godzina? Na razie, mykam na małe coś niecoś do Caritasu.

Jeszcze tylko jedno słowo a propos żarełka...czyli mała rozprawka o potrawkach... Ludzie starsi mają w zwyczaju jeść, pożerać duże ilości jedzenia. Tak jakby czuli, że zbliża się śmierć, więc cóż im innego pozostało jak to, by odejść najedzonym? A może w życiu człowieka najlepszą rzeczą jaką może go spotkać jest jedzenie? Trzeba żyć, aby się o tym przekonać. Trzeba żyć długo żeby odkryć prawdziwy smak życia. Chociaż jeśli chodzi o kobiety to nic dziwnego, że na starość przyjmują duże ilości pożywienia, bo jeśli ktoś się zadręczał jakimiś chorymi dietami przez większą część życia (zapewne od 13 do 60 roku życia!), to chyba teraz może posmakować co stracił. Smacznego. Lecz w tej całej radości pożerania jest jeden mankament - sztuczna proteza, która ogranicza wybór pokarmu. Więc czy warto? I w imię czego?! Ja wam powiem: seks zagląda nam do misek, po prostu. Smacznego.



muza jak zwykle, polecam:D
https://www.youtube.com/watch?v=sR3DHCVov7s&list=RD02eKmNK92rn4g





Czy coś zmieniło? Chyba nic. dalej we mnie tkwi dusza, co nie pozawala żyć ............

:D