niedziela, 24 lutego 2013

oj, oj ,oj

Córka maluje. Nowy szał. Produkcja obrazków. Pół przedpokoju jest w dziełach, które schną. Nadeszła godzina kąpieli. Zaczyna się:
- Córa do łazienki, czas kąpieli.
- Zaraz, maluję
- Już dostałaś czas dodatkowy, kończ i sio do łazienki!!!
-Nie, bo muszę dokończyć
-Czy ty chcesz żeby mnie trafiło? wiesz ze ze mną nie ma żartów!
-Oj, oj ,oj
Ahahahaaha, rozbroiła mnie więc myślę, ze dam jej jeszcze 5 minut Trzecia minuta:
 - Mamo, skończyłam. Mogę iść się myć.



jubil

Ja się zabijam w kuchni, a dzieciaki malują


Budowa z klocków syna



Dzień był zdecydowanie poszurany. Milion spraw do zrobienia, a tylko parę godzin. Plus moje szaleństwo wynikające z ułomności ciała, które deorganizowało logiczne myślenie. Zaczęłam sobie w ramach ulgi wargować na T. A jak. Każda baba ma zawsze jakiś problem, bo jak nie ma problemu nie jest babą.
W międzyczasie wpadła mama:
 - To co jedziemy?!
T miał mega mocny dzień także i ruchy, który doprowadzają mnie do obłędu. Wyniosło mnie pod sufit. Z łazienki. Z suszarką w ręku. Zawsze w ramach obrony mogę zrobić wichurę i kogoś może wywiać.
Mama z T stanęli w progu zastanawiając się, które kolano mi uszkodzić: czy te po artroskopii czy te po chirurgicznym cięciu. Zabawne, hehehe. No proszę jaka komitywa doskonała. Pogoniłam oboje. Rozbroili mnie normalnie. Wariaci. Wiedzą jak mnie uciszyć.




Potem zamknęłam się w kuchni i straciłam oddech. Nogi weszły mi do głowy. Szlag, kiedy odzyskam swoją sprawność, no kiedy?!!!

Imprezka u mamy. Dotarliśmy na czas co ostatnio bywa cudem. Tort, szampan, potem żarełko i wódeczka. Mama kończyła 65 lat- Jezuuuuu!!!! Nic tylko się napić.



Zadzwonił telefon. Wyskoczyłam do słuchawki, nie mogąc sobie odmówić zrobienia jaj jak przed laty.
 -Dobry wieczór. Rezydencja hrabiny J....S.... Hrabina nie może podejść bo siedzi na kiblu. W czym mogę pomóc? - w tle słychać mamę jak się drze bym przestała, reszta się brechta.
- Arte! Ty głupku, co ty mówisz? hahahahah - braciszek dzwonił, wiedziałam.
- Proszę pana! Jestem służącą hrabiny a nie głupkiem a hrabina już nadciąga. 
Mama zabrała mi telefon stukając palcem w głowę.

- Widzisz jaką masz powaloną siostrę  .......

 Towarzystwo było przednie, klimat jeszcze lepszy. Dzieci zasnęły w pokoju obok, pomimo zapowiedzi, że szaleć będą do północy. Padły po prostu. Zresztą ile można latać i drzeć się?
Sami wróciliśmy do domu. Kiedy odpływałam w łóżku T ryknął, ze po domu lata chomik. Ja piedzielę, co on mówi? Buhahahaha

- Ty chyba myszy widzisz? hahahahaha  Białe myszki buhahaha
- No mówię ci, że  sierciuch lata.
Podniosłam się z wyra, bo słyszę że chłop oszalał, patrzę a na progu pokoju stoi Zygmunt. Stoi sobie na dwóch łapkach niczym surykatka i się lampi cały zadowolony. Jakby nigdy nic.
- O żesz w mordę! Jak?!
- Nie wiem, sam jakoś wylazł z klatki, sprawdzałem jest zamknięta!
Zygmunt pognał w stronę łózka, prosto w moje ręce.
- Ty bestyjko mała jak się wydostałeś?
T odkrył, ze szczebelki z tyłu są rozszerzone. O ty cwaniaku. I z szafki zszedł? Skubaniec. Taki widok po imprezie naprawdę mógłby zabić.





piątek, 22 lutego 2013

fajny gość




Telefon mi ruszył !!!!  Rozmowa ma w sobie moc!!!! I buziak też. Hahahaha, mój cudny tel. Cmok, cmok, cmok.
Naprawdę go lubię. Bo nie tonie.

I dostałam kubeczek. O, taki fajniutki. Od T. A potem mnie zjechał za brak kapci i za zimne nogi.
Kurde, a zimne nóżki niczym przekąska ....



T to fajny koleś jest. No, kurde.



z krzyża zdjęcie



Mama postanowiła zadbać o duszę wnuka i  jakimś cudem namówiła go na Drogę Krzyżową. Po powrocie z kościoła okazało się, ze synkowi nie przypadł do gustu mszalny klimat. Był niegrzeczny, marudzący, płaczący. Full zestaw. Pełna opcja.

- Dlaczego synku tak zachowywałeś się?! co się stało?
- Bo mieliśmy iść na tą, nooooo....drogę krzyży, a nie na mszę.

No i jak matki nie udusić?!
Jak się bierze za coś to należy tłumaczyć. Każda ze stron uniknie rozczarowań. Elementarną podstawą relacji ludzkich jest rozmowa. Mówienie o swoich oczekiwaniach, o tym co będzie etc.
Muszę z matka porozmawiać. Ale po urodzinach.

Córkę "coś" bierze, mnie też. Jeszcze tego brakowało. Ech...






bo tak

Wracam z rehabilitacji, śnieg w oczy, nieprzyjemnie. Z naprzeciwka mija mnie facet na rowerze. Tak jakoś popatrzył, obciął, nogi prawie zaplątał i nagle słyszę za sobą:
- Arte?!
Odwracam się, a to koleś z rowera złazi. Grubo.
- Tak -mówię zdzwiona a procesory palą sie w szukaniu - kto to? skąd?
- Cześć! Jestem K. Nie pamiętasz mnie?
 A mam ? myślę sobie, że kurna, że jak? - impreza? koncert? wtf?!
- No nie Przepraszam, ale jak mi się przypomnisz bedzie miło.
- Bawiliśmy się razem. Jestem synem .......
Sąsiedztwo u babci na wsi. Prawie kuzynostwo. Jezu! Ale i tak nie pamietam, hahahahaha
 - To nie pamietam cię. Pamietam D. i M., .ale chyba mały byłeś hahahah
- No wiesz co? hahahaha. Ale zatrzymałem cię, bo chce wiedzieć co ci się stało.

Rozmowa. Sam  jest po wypadku -czołówka. Wszystko miał połamane oprócz kręgosłupa. 37 lat i rencista, bo krwiak mózgu też zrobił swoje.

 - Kurde, to jak pedałujesz tu i tam to do zobaczenia w parku. Hahahaha, dwie ofiary rodzinne będą się rehabilitować. 

Ale do śmiechu nie było mi. Nie narzekam na los. Naprawdę można mieć gorzej. O wiele gorzej.

Dość często wracam z rehabilitacji  nie pół godziny, a godzinę, dwie. Nie dlatego że szuram nogami, a dlatego, że spotykam znajomych, dalszych, bliższych, ludzi, którzy mnie znają. Miło, naprawdę. Klimat małego miasta ma swoje uroki. Stanąć, pogadać w czasach wilków wydaje się być rzeczą niewyobrażalną, ale jednak istniejącą i jakże cenną.Człowiek bez człowieka dziczeje.
Uśmiechnęłam się na widok grupek ludzi, którzy jak za dawnych lat, zbici w swoje  grona dyskutowali, czekając na wiejskiego dostawcę. Forma sportu, bo przecież towaru nie zabraknie, a facet stoi dość długo na osiedlu chcąc jak najwięcej towaru sprzedać. Ale on jest pretekstem, by wyjść z domu, spotkać się, pogadać.
O swoim życiu towarzyskim nie piszę. Ono się toczy. Jak u każdego. Albo i nie.Nieważne.
Odnotuję tylko fakt- baniak zza kuchennych drzwi znowu jest pusty. Znowu T będzie musiał zapolować w piwniczce swoich rodziców. A mnie  z kolei, dyskusja na temat przechowywania kawy zmusiła  do zanurkowania w googlu.
http://www.przyfilizance.pl/porady/jak-przechowywac-kawe-by-zachowala-swoje-walory.html
http://www.palona.pl/?artykul=82
http://pl.dallmayr.com/index.php?&navID=10
http://forum.gazeta.pl/forum/w,77,98408910,,kawa_ziarnista.html?v=2

I bądź tu człowieku mądry - czy kawę przechowywać w zamrażarce czy też jednak nie?!
---

Dzisiaj to ja wpadłam do mamy na śniadanie. Nie ma jak maminy omlecik, ale czasmi też trzeba porozmawiać bez towarzystwa czujnych uszów.

- Nie wyczyściłaś Młodej kurtki po bananie i wiesz, ze ja to mówię, - opowiada mi matka - a Starszy zwrócił mi uwagę : Mama ma wszystko na głowie, mogła zapomnieć, a co ty myślisz!
- Hahahaha, no co ty? powiedział tak? I dobrze, nie komentuj. 




Pla, pla, pla ....

- Kurde, te zdjęcia z przedszkola to jakiś obłęd. Nie chciałam nic mówić przy maluchach, ale Młoda wyszła jak zmęczona życiem sprzątaczka, znudzona, połamana wiejska baba, a syn jak od pługa oderwany. Obłęd. 
- Co ty mówisz? Fajne masz dzieciaki. Weź przestań!
- Może i fajne, ale jak zobaczyłam te fotki to padłam z brechtu. Czy one są takie brzydkie,  a ja cierpię na ślepotę matki? A swoją drogą ten fotograf to łajza. Nie sztuką jest pstrykanie, ale sztuką jest ustawienie modela. I do tego przekombinował z kolorami. 

Pla, pla, pla.......

Omówiłyśmy menu. Mama kończy 65 lat. Wpadają jej "czarownice", tzn. koleżanki od lat. Pozytywnie trzaśnięte babki. I rodzinka. Będzie tłumniasto. Super!
Babki żyją pełnią życia. Podróże, ludzie, odwieczne szaleństwo. Łapie ich energię. Na przyszłość.

Sześćdziesiąt pięć lat! Niesamowite! W sumie z matki fajna babka, jak mnie nie wkurwia. A ma w tym wyjątkowy dar.  
Ale jak mama nie świruje i jak mi nie odbija - mamy fajny kontakt. Zresztą dzieci patrzą- niech się uczą budowania dobrych relacji i wzajemnej troski. Hahaha, to tak egoistycznie, by samemu nie dostać  miotłą na starość od własnych dzieciaków, hahaha.
Starość lubi mieć bzika, a wiek średni winien mieć wyrozumiałość.
Uczę się, uczę ...

I tak mamę dorwę w kuchni i ugryzę w piętę, jak za dawnych lat. A niech ma!






bunt



Młoda przebudziła się w nocy:
- Chcę pić.
Córcia jest bombowa, grzecznie ze mną maszeruje do kuchni. Wie, że nie mam jak przynieść jej picia. A skakać nie będę. Wystarczy, że za dnia mam tygrysiasty klimat. Pierdzielę kule, mam dość, naprawdę.
- A teraz myjemy ząbki - mówi córka.
Super, że pilnuje się, bo przecież Gwiazda wody nie wypije.
Powrót do łóżka. Oczywiście mojego. Nie ma T jest atak klonów. Zamykam oczy, chcę odpływać, a tu:
- Mamo, a ile to jest 5 dodać  6? - pyta się córka.
- Jedenaście - mruczę.
-A ile to jest jedenaście odjąć sześć?
- Pięć. Kochanie śpij, porozmawiamy póżniej- jejku ją też pogięło?
- Mamo, a ile to jest trzy dodać dwa?
No zaraz mnie kuźwa trafi....

- Pięć. Zaraziłaś się od brata ? I słusznie, bo masz mądrego brata, ale proszę nie rozmawiajmy o tej porze! Litości!
- Mamo -NIE WIERZĘ!!! tym razem braciszek, nagle wybudzony włącza się do rozmowy -a prawda, ze zero razy zero to zero i wszystko razy zero to zero?
No trafi mnie!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAA!!!!!!!

-Tak - mówię już lekko wkurzona, patrzę na zegarek a tam 5.35! - nie! no, zaraz kogoś zatłukę! - A może porozmawiamy o fizyce kwantowej, co?!
- Nooooo - synowi otworzyłam oczy, ze ja nie mogę. Co ja zrobiłam!!! Ratunku!!!- a co to jest, mamo? 
- Jak zaśniesz a potem otworzysz oczy to ci powiem, a teraz spijcie.
JASNENie było takiej opcji.

Eureka!, dzieci mnie obudziły a nie ból! Hura! Już wole takie pobudki, jeśli takowe musza być.

Mama przyszła, bo odprowadza dzieci, a ja pogoniłam na rehabilitację. Dobrze, ze pogoniłam, bo dogoniłam szczęście. Młot prawie po pięcie mi przejechał jak przechodziłam przez ulicę i to wyjątkowo na pasach. Chciałam rzucić za trolem kulami, ale stwierdziłam, ze nie będę się potem po ulicy pałętać by je pozbierać. Jeszcze jeden młot nadjedzie i będzie dupa blada. Fuck!, młot cholerny.
Zadzwoniłam do T:
-Ty wiesz, że jak umrzesz to ja nic nie wiem, za co ile płacić, kiedy, gdzie i w ogóle? Nawet haseł do kont nie znam! Musimy to zmienić!
- Ale dlaczego mam umierać?!
- Bo dureń mógł mnie przejechać i tak pomyślałam o śmierci.
- Ahahahaha,  i ty mnie już pogrzebałaś? Spadaj, bo nie mam czasu.
I się wyłączył. I może słusznie, bo jak gadam to muszę stać, a w nogi przypiździć potrafi. Zwłaszcza jak ma się na sobie tylko dresowe spodenki. Dresiara, a jak! hahahaha.....

W przedszkolu zapytałam się wychowawczyni o córkę. Młoda ma swoje zdanie i wie czego chce. Jak mówi;  nie,  to one z tym nic nie zrobią -córka zdania nie zmienia - nie to nie i kropka.  Czasami bawi się z dziećmi,  a czasami nie ma na to ochoty, więc odłącza się od grupy i sama sobie organizuje zabawę  np. układa puzlle. Jest uparta otwarta, wie czego chce ma charakterek.
Oj, wiem o tym.

Po drodze rozmawiamy. Dzieciaki też mają dość mojej kontuzji. Nie ta mama. Buuuuuuu, ale co mogę?

- Synku, też mam dość. Nawet na zakupy nie mogę iść, bo jak mam trzymać koszyk, zakupy?! - hm, a mam już małą listę książek do kupienia, a jak, tylko jak je w ręce wsiąść jak w ręce kule są.
- Ale małe możemy zrobić, bo lekkie rzeczy mogę nieść, wiesz mamo?! Ja ci mogę pomagać.
- Kochany jesteś! Taki synek to skarb - mówię wzruszona.

No to poszliśmy do sklepu. Po płatki. Urwis kochany.

Synek wpadł w wiek humorów -od anioła po czorta. Jestem mamą najfajniejszą na świecie, i bywam też i najgorszą. Oj obrywa mi się. Nie misiem.


- Synu, idź się kapać, bo zaraz będą Pingwiny. A bez piżamki nie ma bajki, pamiętaj!
- Zaraz, mamo. Tylko kraba zrobię.
- Ok, ale pamiętaj.

Oczywiście nie idzie. Dwa razy przypomniałam mu, ale oczywiście padło nieśmiertelne:
-Zaraz!
Za to Młoda zaczęła krzyczeć, że chce Pingiwny.
-Kąp mnie!!!
Szybki prysznic. Piżamkowo. Tv. Pingwiny lecą. Syn przyleciał. Pcha tyłek przed tv. Hehehehe, hola, hola.
- Nie kochanie. Prosiłam cię byś się wykąpał. Mówiłam - nie ma piżamki nie ma bajki. Proszę, idż i szybko umyj się.
- Jesteś niefajna! Jesteś okropna. To niesprawiedliwe!!!
Dziecię wyje przeokrutnie.  Płacz. Jęk. Normalnie jakbym mu głowę  wyrwała,  serce żywcem zjadła. I na koniec obrzydliwie bekła.  Wyje, strzepi jęzora, ale idzie do łazienki. Konsekwencja jest bolesna, ale skutkuje. Na szczęście woda zgłusza słowa skragi. Nie słyszę, nie uduszę. Niech się wykrzyczy. Ja krzyczeć teraz nie będę. Bo po co? Krzyk zagłusza słowa.  Droga donikąd.
Przyleciał wykąpany.
- Mogę oglądać? Ząbki umyję później, dobrze mamo?
 - Jasne, ale chyba należą mi się jakieś słowa?
Popatrzył.
 - Przepraszam.

Obejrzeliśmy Pingiwny w trójkę, a po bajce wróciłam do tematu. Spokojna rozmowa, wytłumaczenie. No kuźwa - nie chcę być już widzem tak żałosnego teatru. Hahahaha, zapewne do następnej akcji jak się narażę szanowanemu panu. Albo szanownej pani. Bo pani też niczego nie brakuje.



środa, 20 lutego 2013

K jak ....

Narada- chcemy by przeszła cała grupa.  Zobaczymy jak szkoła jest otwarta na sugestie i prośby rodziców.
Grupa jest zgrana, mocna, pozytywna. Jak rzadko kiedy. Przedszkolanki są ZA.



 Mój telefon znowu wpadł do kibelka. Ja pierdzielę.
Tym razem zdążyłam wodę spuścić... .:P



bo woda była za czysta


Blada kurza twarz. Buuu, lubiłam go. Trudno. Może pogadam do niego to się reaktywuje?!
Ale czas zmian nadchodzi.

Hm, wezmę sobie tela z Hello Kitty, polubiłam tego kociaka po przeczytaniu tego artykułu:

http://www.gloria.tv/?media=386731

Zresztą, z telem nie mam co szaleć, jak widać.

K-jak kanał

K jak kibelek.

Hm

K -11 litera w alfabecie

11 przykazanie:  Kurwa, uważaj.






prasowanie

Prasowanie jest tą czynnością, która zabija bądź uwalnia proces myślenia.
Tak sobie myśłałam o synku i jego fascynacji liczbami. Pomyślłam też o sobie.
I tak sobie pomyślałam, ze może synek wymyśli domowy sposób na odsysanie tłuszczu.
W końcu wszystko da się sprowadzić do liczby, i wszystko podobno składa się z atomów. Kurde, a na pewno istnieje zapis matematyczny atomów!
Neciu, neciu i mam!
Występujące w atomie elektrony znajdują się w ściśle określonych stanach. Stany te są określane przez liczby kwantowe. Wyróżnia się cztery rodzaje liczb kwantowych:

 Kabina prysznicowa spełniałaby formę domowego gabinetu odnowy biologicznej. Żeby oddessać tkankę trzeba poluzować atomy, a potem odeseparowaną grupę zdetronizować.

Szybko, pięknie i bez bólu.
Hm, poluzowanie atomów człowieka byłoby wstępem do przeniesienia się w czasie albo teletransformacją.
Tylko trzeba od nowa dobrać się to teorii Einsteina, hahahahahaha

Jednak wiele istniejących teorii pokazuje, że nie można ich wykluczyć. Szczególna teoria względności czy ogólna teoria względności (obie autorstwa Alberta Einsteina) pokazują, że odpowiednie geometrie w czasoprzestrzeni albo szczególne rodzaje ruchu w przestrzeni kosmicznej mogą umożliwić podróże w czasie, jeśli spełnione zostałyby odpowiednie przesłanki. Obserwatorzy zauważają jednak, że fizycy formułując swoje teorie, unikają używania fantastycznej terminologii, dlatego rzadko odnajdziemy w ich pracach pojęcia takie jak: podróże w czasie czy wehikuł czasu.

No, kurczę .....


; P




Yin i yang!


Wszystko fajnie - ale ład i spokój ....u nas?! Hm......chyba po transfuzji krwi i to obojga:)

Wczoraj byliśmy na spotkaniu informacyjnym w szkole. Dzieci zwiedzały sale, a nam przedstawiono ofertę edukacyjną. Piękne słowa i idee. Zobaczymy "w praniu". 

- Chce sam chodzić i wracać do szkoły! -stwierdził po raz n-ty  Starszy - to siara być odprowadzanym.
Proszę, proszę, dwa zęby kolesiowi wypadły i wyrosła bestia. A zaczyna cwaniakować, oj.

Synowi spodobała się szkoła. On już może iść, bo przedszkole jest nudne. A rok temu?
- Szkoła jest głupia, chce do przedszkola.
Nie chciał słyszeć o szkole. Ani słowa. Nie i nie i nie!!!! Kategoryczne NIE! no NIE i już!!!

A co by było gdyby musiał pójść?! Może zaadoptowałby się, a może zraził. Nie wyobrażam sobie, by dziecku fundować jazdę emocjonalną w imię obowiązującego prawa. 
Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać.
Córka niestety nie będzie miała wyboru.

Dzisiaj mam kolejne spotkanie, tym razem w przedszkolu. No mega. Ale jestem karnym rodzicem- grzecznie chodzę jak trzeba. 
Przy okazji ustalimy z matkami czy chcemy, by nasze dzieciaki poszły w swojej grupie do jednej klasy.  Dyrektorka szkoły mówiła, że weźmie to pod uwagę, jak zapiszemy kto z kim chce być, aczkolwiek z doświadczenia pedagogicznego nie poleca. No, ale w końcu całej grupy przedszkolnej nie chcemy przenieść. Jest ich tylko 7 wspaniałych.
Fakt, że dzieciaki szybko potrafią się zintegrować, zaprzyjaźnić, ale skoro już w domu zaczyna się:
- Ja chce być z .........(i pada lista imion)
to co można zrobić?!
I syn nie jest wyjątkiem - jest 7 takich głosów!!! Trudno być głuchym. Więc w swoim gronie zrobimy za i przeciw. Narada druga-tajna.

Rozmawiałam z synem na temat zajęć szkolnych. Nie chce zajęć sportowych,
- Że co? Kopać pilkę? To głupie.
 Ucieszył się, za to, że liczenie będzie. 
Kurde, zamienił się w synka tatusia!!!! Kiedy?!!!
- A wiesz, ze jest liczba kwadrylion? Tata mi mówił.
Matematyka matematyką, a sportu i tak mu nie daruję. Nie ma takiej opcji.
T stanie będzie mózgiem, a ja ciałem. Nauka i sport. Idealnie.
T jest umysłem ścisłym, a ja ....bajki mogę opowiadać.
Yin i yang!


Wczoraj dzieciaki zagadałam do snu.  Na prośbę synka o Himalajach i o Yeti na prośbę córki.
Nic tak nie zabija jak niewinne, dziecięce -dlaczego? Potrafią tym zaplątać zwoje w jeden supełek. Aż do oblania potem. Jak na ringu - grunt to opanować sztukę uników. By nie paść znokautowanym"daczego".


Rano dzieciaki znalazły powód do wydarcia ryjków, co uczyniły to z pewną radością w głosie:
- Ja to znalazłem pierwszy!
- Nieeeeee!!! ja  to znalazłam pierwsza!
- A wcale że nieeee!!, bo jaaaaaaa!!!!!!!
-NIIIIEEEEEEE!!!!!! JAAAAAAAA!!!!!!!!
- Nie klóć się zasmarkana marudo!

Zasmarkana marudo? -nowość.
To sobie potrzeszczeli. Nie doszło do wojny to nie wtrącam się.

A mi za to potrzeszczało w kolanie od kolejnych ćwiczeń. I zatrzeszczało z bólu.
Mam dość. Chcę swobody ruchu!
Kiedyś jednak skończyć się to musi. O! Zimie podrzucę kule, jak będzie odchodzić.Niech idzie sobie z nimi gdzieś.

Znajomi twierdzą, ze nie dane mi będzie umrzeć śmiercią naturalną. No nie wiem, nie wiem. Zakrętasem jestem, ale z dużą dozą szczęścia. Pożyjemy zobaczymy. Ale i stąd ten blog. Piszę, póki żyję.
Ha, ha, ha...
I to rękoma! A nie nogami! Zawsze może być gorzej, więc dobrze jest jak jest.






wtorek, 19 lutego 2013

next level

Co tu dużo mówić:



JEST! JEST! JEST! - lewa noga schodzi coraz niżej, coraz swobodniej. 

Poczuć z siebie dumę- fajna rzecz. I nie ma co dumać, tylko trzeba siebie doceniać. Choć bez przesady. Równowaga musi być, by nie oślepnąć. "Ślepi" ludzie depczą po innych ludziach.
Czasami lepiej nie przekraczać granic, czasami lepiej zachować dystans.
Zachować dystans, by nie pogubić sie w manii. Bo mania ma wiele imion i twarzy. Z manii łatwo wpaść w matnię. A w matni oślepnąć.
Z czlowiekiem jak z autem- co z tego, że maska wydaje sie być idealna skoro silnik zesputy? Daleko się nie zajedzie. Niestety.
Warto więc pielegnowac i cialo i duszę. W pokorze.

Dystans do świata, a zwłaszcza do siebie zapewnia swobodne spojrzenie na świat. Radość istnienia, bez cienia. W cieniu chowa sie wiele dziwnych potworów, które czynią z nas potworaków. Choć w lusterku tego nie widać. Podobno. Więc tacy ludzie przeglądają sie w oczach innych ludzi. Patrzcie- jestem ech, ach!!!! Hm,....mania, zarośla wybujałego ego. Matnia. Óślepienie.

Umiejętność zdrowego balansowania jest trudną sztuką, tak jak poczucie humoru. Ale warto nad nią pracować. I pewne rzeczy sobie uzmysłowić. Dla siebie, dla dzieci. 



Artykuly niczym nitka do konstrukcji wychowania. Warto swoją duszę wciąż uplatać, bo przecież wciąż się rozwijamy, ewoluujemy.
Kolejny level- samoświadomość, autonaprawa i jazda bez trzymanki. Sztuką jest nauczenie siebie lekkości bytu.
Warto zachować dystans wobec świata, by zachować dystans wobec siebie. By tej sztuki nauczyć dzieci. Lepiej się żyje.
Bez emocjonalnych pierdów.



Zaszalałam. Kupiłam poduszkę sensoryczną. Jaka kapitalna rzecz na udręczone stopy. Masażyk i rehabilitacja. Fajna rzecz także na kręgosłup. Skoro tyle siedzę przed kompem, to warto i o tyłek zadbać.

Poduszeczka, piłeczka i doginam się. Niedobrze, gdy ubrania uwierają. To znak odwrotu. W życiu wszystko jest znakiem (...) Wszechświat przemawia jednym tylko językiem, mogą go rozumieć wszyscy, tyle, że wszyscy o nim zapomnieli- Paulo Coelho - Naucz się szanować znaki i iść ich śladem.
Odstawiam słodycze. Klamka zapadła.
Nie chce mi się zmieniać garderoby.
Hm, a może wypadałoby  przejść na ciuchy "starszej pani"? Przecież wchodzę w poważny wiek, hahahaha. Sweterki zamiast bluz. Czas dorosnąć, proszę pani.
Ale czy warto?!

Z rozmów przeplatanych rozmowami dopadło mnie:

Mniej internetu-więcej ruchu.

Uchu, uchu, uchu ...oby nie do lodówki.