| Ja się zabijam w kuchni, a dzieciaki malują |
| Budowa z klocków syna |
Dzień był zdecydowanie poszurany. Milion spraw do zrobienia, a tylko parę godzin. Plus moje szaleństwo wynikające z ułomności ciała, które deorganizowało logiczne myślenie. Zaczęłam sobie w ramach ulgi wargować na T. A jak. Każda baba ma zawsze jakiś problem, bo jak nie ma problemu nie jest babą.
W międzyczasie wpadła mama:
- To co jedziemy?!
T miał mega mocny dzień także i ruchy, który doprowadzają mnie do obłędu. Wyniosło mnie pod sufit. Z łazienki. Z suszarką w ręku. Zawsze w ramach obrony mogę zrobić wichurę i kogoś może wywiać.
Mama z T stanęli w progu zastanawiając się, które kolano mi uszkodzić: czy te po artroskopii czy te po chirurgicznym cięciu. Zabawne, hehehe. No proszę jaka komitywa doskonała. Pogoniłam oboje. Rozbroili mnie normalnie. Wariaci. Wiedzą jak mnie uciszyć.
Potem zamknęłam się w kuchni i straciłam oddech. Nogi weszły mi do głowy. Szlag, kiedy odzyskam swoją sprawność, no kiedy?!!!
Imprezka u mamy. Dotarliśmy na czas co ostatnio bywa cudem. Tort, szampan, potem żarełko i wódeczka. Mama kończyła 65 lat- Jezuuuuu!!!! Nic tylko się napić.
Zadzwonił telefon. Wyskoczyłam do słuchawki, nie mogąc sobie odmówić zrobienia jaj jak przed laty.
-Dobry wieczór. Rezydencja hrabiny J....S.... Hrabina nie może podejść bo siedzi na kiblu. W czym mogę pomóc? - w tle słychać mamę jak się drze bym przestała, reszta się brechta.
- Arte! Ty głupku, co ty mówisz? hahahahah - braciszek dzwonił, wiedziałam.
- Proszę pana! Jestem służącą hrabiny a nie głupkiem a hrabina już nadciąga.
Mama zabrała mi telefon stukając palcem w głowę.
- Widzisz jaką masz powaloną siostrę .......
Towarzystwo było przednie, klimat jeszcze lepszy. Dzieci zasnęły w pokoju obok, pomimo zapowiedzi, że szaleć będą do północy. Padły po prostu. Zresztą ile można latać i drzeć się?
Sami wróciliśmy do domu. Kiedy odpływałam w łóżku T ryknął, ze po domu lata chomik. Ja piedzielę, co on mówi? Buhahahaha
- Ty chyba myszy widzisz? hahahahaha Białe myszki buhahaha
- No mówię ci, że sierciuch lata.
Podniosłam się z wyra, bo słyszę że chłop oszalał, patrzę a na progu pokoju stoi Zygmunt. Stoi sobie na dwóch łapkach niczym surykatka i się lampi cały zadowolony. Jakby nigdy nic.
- O żesz w mordę! Jak?!
- Nie wiem, sam jakoś wylazł z klatki, sprawdzałem jest zamknięta!
Zygmunt pognał w stronę łózka, prosto w moje ręce.
- Ty bestyjko mała jak się wydostałeś?
T odkrył, ze szczebelki z tyłu są rozszerzone. O ty cwaniaku. I z szafki zszedł? Skubaniec. Taki widok po imprezie naprawdę mógłby zabić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz