Dzisiaj siedziałam na balkonie zapatrzona w zachodzące słońce, które było widać między gałęziami drzewa. Był to poruszający widok.
Dłońmi skadrowałam rozłożyste gałęzie, czarne paski na tle czerwonym.
Pejzaż kończacego się dnia.
Gałęzie były niczym zakradająca sie noc. Rozciapierzone palce czającej się ciemności
zdrarły slońce do krwi...
Tylko czy aby dzień był wściekły czy ranny?
Dłońmi skadrowałam rozłożyste gałęzie, czarne paski na tle czerwonym.
Pejzaż kończacego się dnia.
Gałęzie były niczym zakradająca sie noc. Rozciapierzone palce czającej się ciemności
zdrarły slońce do krwi...
Tylko czy aby dzień był wściekły czy ranny?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz