Alle Götter waren unsterblich!
Na początku i na końcu życia zawsze jest upadek człowieka. Wypada płód z pomiędzy nóg na podłogę, powije się powije, by wpaść metr siedemdziesiąt pod ziemię.
Utkana z czarnych nici atomów pochłaniania wszystko. Wciąga inne dusze i piwo i pizzę. Wódkę też, ale zmrożoną bardzo. Odkaża szramy. Uczy się śmiechu.
Kiedy taka dusza umiera nie leci do nieba. Nie leci do piekła. Staje się częścią czarnej dziury. Dupy wszechświata, która działa na odwrót.
I nikt nie wie, gdzie sobą sra.
Wszyscy ją widzą. Tylko nie ja.
Ten kawałek czarnej dziury we mnie.
Skręcam kolejnego papierosa patrząc w monitor laptopa. Prawdy objawione spływają nurtem jak woda z kranu PRL-u.
Powoli. Słyszalnie.
Jestem wkurwiona.
Wychodzę na miasto. Wieczorne piwo w popularnej restauracji, by w tłumie się zagubić. Siadam przy jedynym stoliku wolnym. rozpinam kurtkę, nie wyciągam telefonu. Zamawiam.
- Z pięćdziesiątką proszę,
Biorę po marynarsku na te fale w duszy.
- Cześć kobieto o szatańskich oczach......
Umrę.
Umrę kiedyś naprawdę.
Nie ma ucieczki.
Albo napiszę romans. Nie, nie, historię prawdziwej miłości. Zrodzonej ze snów.
- Mooniek, Moniek napiszę romans.
- A rób co chcesz...
Jak zwykle pomyślałam, a potem dziwi się ..ech...
- A ty się choć raz tak zakochałeś szaleńczo, by stracić rozum?
- Nie.
- Ja też nie, ale jak sobie wyobrażę to musi być to fajne, takie wzdychanie no nie?
- Astmę masz. Nie wystarczy ci?
- Spadaj Gru.
- Gru?
- A co minionków nie widziałeś i siebie w lustrze?
Zaczynam od sceny.
-Szlag, jasny, czy tylko ja mam zmywać w tym domu?
Nie, od tej sceny.
- Kurwa, gdzie moje klucze!!!
Od tej sceny też nie.! To parę lat później. Tzn. rok później po ślubie.
Spała. Poprawił jej kołdrę i pocałował lekko w czoło, muskając palcami palce. Patrząc na nie zalała go fala czułości. Schylił się, by je pocałować: jeden po drugim. Wyszedł po cichu do kuchni. Zamyślony oparł się o meble: " Jestem szczęśliwy, jestem szczęśliwy....." Uśmiechnął się i mrucząc pod nosem postanowił ugotować rosół dietetyczny, a kiedy zaczęło w garnku bulgotać sięgnął po książkę. Od czasu do czasu odrywał się od kartek oraz garnka i opierając się o framugę drzwi spoglądał jak słodko śpi i choć dłonie go świerzbiły nie chciał dotykiem zabierać jej snu.
"Śnij spokojnie, śnij" -myślał patrząc na nią z rosnącym uczuciem pożądania, fascynacji i czułości.
"Śnij spokojnie, śnij" -myślał patrząc na nią z rosnącym uczuciem pożądania, fascynacji i czułości.
Wyszedł z domu szybkim krokiem i udał się do kwiaciarni po różę.
Miał plan, gdy ona będzie budzić się, on będzie przebudzał ją kwiatem, będzie pieścił lekko jej ciało, od noska po paluszki u nóg. Na samą myśl nabrał mocno powietrza. Nie wiedział, że można tak tęsknić mając ukochaną tak blisko.
Kiedy obudziła się przysiadł koło niej. Kwiatkiem pieścił jej ramiona, dekolt patrząc w jej oczy.
- Co mi się tak kochanie przyglądasz?
- Coraz mniej w twych oczach przepaści.......
Kiedy obudziła się przysiadł koło niej. Kwiatkiem pieścił jej ramiona, dekolt patrząc w jej oczy.
- Co mi się tak kochanie przyglądasz?
- Coraz mniej w twych oczach przepaści.......
Wpadam po kilku latach i co czytam ? Wygląda to jakbyś miała depresję dziewczyno :P Choć z drugiej strony na piwo to i w środku nocy bym wyskoczył ;))
OdpowiedzUsuńa czego ja nie mam ?:D
Usuńale na piwo ze mną ?:P :D hmm???
To czekam na ten romans. :) ;)
OdpowiedzUsuńA ja ba Ciebie w Kato 😎😁😂
OdpowiedzUsuń"Kwiatkiem pieścił ramiona?" :D Proszę Cię, Arte :D
OdpowiedzUsuńAle wiesz... ja Ci zawsze mówiłam, że styl masz nieprzeciętny i Twoją książkę bym przeczytała.
Ależ co?:D Żle? romantico:DDDD
Usuńmówiłaś, dziękuję :) i mów jeszcze.........do mnie mów :)