"...... inteligencja jest niczym;
prawdziwe wartości spoczywają w sercu.
Szkoda, że nie mogę sprawić, by zrozumiał, że dobre,
Szkoda, że nie mogę sprawić, by zrozumiał, że dobre,
kochające serce to prawdziwy skarb;
skarb sam w sobie, i że bez niego intelekt to ubóstwo.
skarb sam w sobie, i że bez niego intelekt to ubóstwo.
Kiedy mocno pierdolnąłem o ziemię, zauważyłem, że jednak można się podnieść. Wystarczy tylko zacząć wykreślać wszystko to, co zabija. Sytuacje, przeżycia, chwile, miejsca i ludzi. Ludzi, którzy potrafią zrobić taki rozpierdol w głowie, że człowiek ląduje albo u psychologa, albo szuka mostu. Można jeszcze inaczej przerwać cierpienie, ale trzeba żyć. Jutro może okazać się lepsze. Jeżeli człowiek nie ma już nic do stracenia, to dlaczego nie może budować pragnień od nowa?
~ R. Damian Castor
Kiedy siadłam i przy braku ruchu, jakiegokolwiek, zaczęło mi się przelewać, pomyślałam, ze jakoś mi się przelewa. Wewnętrznie tak jakoś drga i burczy i przepoczwarza. Potworkuje. Stan gnilenszczyzny.
Tak być nie może. A co może? Co może być?
Zagubiłam się w książce.
Nuda. Nuda zabijana dziwnymi rzeczami. Ucieczka przed starością. Znużeniem. Walka o kawałek życia. Ale już nie o człowieka.
Co robić, gdy tyle czasu jest wolnego. W którym kierunku iść i jakimi dechami zabić dziurę w sobie? Pytania wydarły się z "Najgorszego człowieka na świecie".
Zastygłam w lawie tej.
Moje Pompeje.
Poległam.
Kurwa.
Uciekam na trening. Kickboxing. Paczka ludzi, którzy ciosami tną powietrze, walą worki, w siebie i łączy ich dyszenie. Po pierwszym treningu obudził mnie ból dupy. Nie sądziłam, że tyłek i uda mają tyle mięśni. Ponaciągałam się jak nigdy. Więc ile jest jeszcze przede mną? Na ile stać mnie jeszcze?
-Twarde masz uda- stwierdziła Gocha kopiąc mnie z półobrotu. Zeszłam ze śmiechu. I jak tu walczyć?
- A ja ci zaraz kozy z nosa wyciągnę, jak nie będziesz bronić twarzy!
Ruch, myślenie, ręce skoordynowane z pracą nóg. Ochrona twarzy, brzucha, i jednoczesny atak. Piękna rzecz. Skoki, rozciąganie, bieg, wymachy i te rękawice. Opętało mnie doszczętnie.
- Opętało mnie. wreszcie znalazłam coś dla siebie i fajnie, że jesteś. Mam z kim ćwiczyć.
Popatrzyłam na nową znajomą.
- Dzięki. Też się cieszę. Ma mnie kto mordować.
Fajnie tak usłyszeć, że ktoś się cieszy z naszej obecności. Fajnie też tak mówić. Fajnie jest nie tylko brać, ale dawać.
Umówiłyśmy się na browara. Piwo najlepiej leczy zakwasy, ale chcę też usłyszeć jak waliła ludzi pałkami pracując jako ochroniarz.
Trening zabija. Przegrana walka to 20 przysiadów. Nie wygrywam. Lecę z 60tką. Potem brzuszki. Na koniec tak. 200, 300 ...szkoda, ze nie w portfelu.
Jestem mokra. Zdyszana. I jakże szczęśliwa. Można by rzec, że poziom szczęścia jest wprost proporcjonalny do mokrości. Jakkolwiek to brzmi to jednak tak jest.
- Mooniek, zmocz mnie sobą - byłoby to wyznanie dość perwersyjne aczkolwiek znając Moonka to on, po wyjściu z łazienki po prostu wytarłby się we mnie jak w ręcznik, mówiąc:
- A masz.
Jaja wcierane we włosy.
Maseczka czy perwersja?
Pędzę, przebieram się, biegnę.Spóźniona plącze się w zrzuconych na ławkę spodniach.
- Jestem! Cześć!
Piątka, piątka...przynależność daje poczucie ...przynależności. Tak tworzyły się plemiona. Narody. Sekty.
Kiedyś marzyłam, by zostać guru własnej religii. Robić ludzi w konia. Niech zapierdalają jak są tacy naiwni. Kładłabym im papkę to głów, a oni łykaliby słowa jak nektar. Jednak do tego marzenia nie przyznam się za nic na świecie. I nikomu tego nie powiem. Ale kiedyś nauczę się chińskiego i tak żółtasków strolę. Za miseczkę ryżu. Zen. Spokój. Słońce grzejące twarz. Szum wiatru. Przestrzeń.
Wartości mają dziwny wymiar.
Odkształcane są siatką kartograficzną.
Gdzieś tam jestem mniej warta niż koza.
Ty, kobieto, także ...
- Arte, a ty niczego nie boisz się, prawda? - zapytała kumpela.
- Nie....... - przelała się fala myśli zysków i strat - .nie wiem ....hahahaha.. - myśl - nie, nie boję się.
Przywilej wieku, obrośnięcie w głupotę, zachwaszczenie duszy? Nie boję się już niczego, Pierdolę.
W pracy, gdzie odbywam staż,
(- Dajcie mi cokolwiek, bo za podyplomówkę muszę zapłacić.
- To wracaj do nas.
Wróciłam.)
mam w dupie kierowniczkę i pracowników. Przerażający absurd przed którym uciekam do archiwum.To nie na moje nerwy. Sarkazm wycieka mi nawet ze skarpetek.
- O, pani tutaj jest!
- O, pani tutaj nie jest, pani tutaj pracuje!
Dzisiaj wszedł petent i oniemiał. Stałam z twarzą umazaną kremem po ptysiu:
- Muszę pożreć kalorie, bo krople deszczu wpadające do powiększającej się kałuży wzbudzają we mnie demony depresji ,
a reszta załogi płakała ze śmiechu. Płakała nie tylko na mój widok, ale i na mój krzyk pełen zdziwienia
- Nie nasypałam kawy.... - i stałam taka zdziwiona, zszokowana, taka skremowana ptysiem, stałam taka nad tym kubkiem z samym wrzątkiem, stałam z oczami pełnymi rozpaczy: - bo jak to tak, gdzie moja kawa? no gdzie?
A ci, poskładani po prostu wyli, wyli ze śmiechu. Jak wiele nie potrzeba ludziom do śmiechu. Petent poczuł się nieswojo. Nawet przez moment przebiegła mu myśl, taka wypisana na twarzy, by wyjść i spojrzeć czy wszedł do dobrego pokoju. Wyjść, by sprawdzić czy nie pomylił budynku.
Kolejny petent przerwał rechoty:
- Można?
- A musi pan? - zapytałam z tym nosem umazanym w kremie. Spojrzał z uśmiechem.
- Muszę.
- To można.
I śmieję się. Świat jest tak poważny i tyle ludzi ma zaciśnięte zwieracze, że aż szkoda mówić. Aż miałam ochotę zaśpiewać:
Witajcie w naszej bajce, gdzie ......
Czasami ci ludzie sami się wykreślają i o jest najlepsze co mogą zrobić ��
OdpowiedzUsuńAle ja jestem
I trwam
Niezmiennie
Od lat.
K.
sami,ich wola...ale ja jestem, jak św. T z K. :)
UsuńK - thx :) Buziak :D