"Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą."
Edgar Allan Poe "Eleonora"
Znowu zasypiam. Zasypiam nieoczekiwanie gdzieś pośrodku dnia i gdzieś na początku. I na końcu też. Nieoczekiwanie wyłączam się. Uciekam. Gnam. Zastygam. We śnie gdzieś, co nagle łapie mnie na początku dnia, na środku, i na jego końcu.
Strefa ciszy i bezpieczeństwa. Systemy powyłączane. Nikt i nic nie targa moimi komórkami.
Chyba, że sen.
Upadająca choinka zatrzymała się na moich plecach. Stanęłam zszokowana, zapierając się w dywan, a drzewko klując mnie w plecy, napierało na mnie. Naciskało, jakby było żywe. Siedząca na kanapie, na przeciwko mnie, ciotka i córka, zwijały się ze śmiechu patrząc na moje poczynania. Zabawne. Choinka ciążyła mi coraz mocniej, aż się zaparłam, trzymając się z jednej strony blatu stołu, a z drugiej regału, zaparłam się, by nie upaść pod naporem oszalałego drzewka.
- Nie mogę, pomóżcie - zaczęłam krzyczeć tracąc równowagę- złapał mnie jeszcze ten cholerny skurcz nogi, pomóżcie!!!!
I tak stojąc na jednej nodze krzyczałam błagając o ratunek, ale nikt nie kwapił się by mi przyjść z pomocą. Dziewczyny dalej śmiały się ,a choinka ciążyła mi na plecach coraz bardziej. W progu stanął Mooniek pytając się co ja znowu wymyśliłam.
- Nic, nie wymyśliłam, weź ją, weź, proszę...nie mogę ...
I poleciałam na dywan. Choinka mnie przybiła. Choinka, drzewko, drewno, wieko trumny?Nade mną nagle za panoszył się śmiech. Dziwny śmiech. Chichot nieziemski. Śmiech, który brzmiał....
Strefa ciszy i bezpieczeństwa. Systemy powyłączane. Nikt i nic nie targa moimi komórkami.
Chyba, że sen.
Upadająca choinka zatrzymała się na moich plecach. Stanęłam zszokowana, zapierając się w dywan, a drzewko klując mnie w plecy, napierało na mnie. Naciskało, jakby było żywe. Siedząca na kanapie, na przeciwko mnie, ciotka i córka, zwijały się ze śmiechu patrząc na moje poczynania. Zabawne. Choinka ciążyła mi coraz mocniej, aż się zaparłam, trzymając się z jednej strony blatu stołu, a z drugiej regału, zaparłam się, by nie upaść pod naporem oszalałego drzewka.
- Nie mogę, pomóżcie - zaczęłam krzyczeć tracąc równowagę- złapał mnie jeszcze ten cholerny skurcz nogi, pomóżcie!!!!
I tak stojąc na jednej nodze krzyczałam błagając o ratunek, ale nikt nie kwapił się by mi przyjść z pomocą. Dziewczyny dalej śmiały się ,a choinka ciążyła mi na plecach coraz bardziej. W progu stanął Mooniek pytając się co ja znowu wymyśliłam.
- Nic, nie wymyśliłam, weź ją, weź, proszę...nie mogę ...
I poleciałam na dywan. Choinka mnie przybiła. Choinka, drzewko, drewno, wieko trumny?Nade mną nagle za panoszył się śmiech. Dziwny śmiech. Chichot nieziemski. Śmiech, który brzmiał....
- Hahahaha mamo, ty naprawdę jesteś Vaderem, hahaha. Tak oddychałaś, jak zasnęłaś na moim łóżku. Uuuha! uuuuuuha!
Popatrzyłam na swoją córę i moderując głos rzekłam z ciężkim oddechem Dartha:
- Dziecko, nie mów za dużo, bo przejdziesz na złą stronę mocy.
- Ty się zawsze musisz wygłupiać, noooo mamo, no weź ....
- Twoja mama jest w szeregach rebeliantów, kobieta nie wie co robi, ale ty, dziecko, chodź, chodź za mną...przejdź na ciemną stronę mocy, pokaże ci, jak ketczup super smakuje z parówką, chodź, chodź, przejdź na stronę ciemności...
- Maaaamooooo, hahahahaha.
- No chodź dziecko, chodź do kuchni....
Ale Młoda choć daje porwać się w świat nierealny to jednak ma realne problemy:
- Mamo, a dlaczego w Star Wars nie robią siusiu ani kupy?
No właśnie, dlaczego? Przecież świat nie jest sterylny. I pewnie też z tej przyczyny ten świat jest taki nierealny i taki nieludzki. Za mało gówna.
Wracając z urodzin, z jednego końca miasta na drugi, zagadałam Młodą, by przeszła półgodzinną drogę drogę bez jęczenia. Takie pokolenie- trzy kroki i płacz, gdzie auto? no gdzie?
Szłyśmy obsadzając rodzinką role w Star Wars. Teściowa bezsprzecznie otrzymała nominację na Yodę - nie dlatego, ze ma moc i jest prawa, ale dlatego, ze jest mała i pomarszczona. A jak się wkurwia to i nawet jest zielona.
- A tato?
Hm, przypomniało mi się niedzielne popołudnie, i nie tylko te, ale każde poobiednie i przedobiednie też.
- Dżaba!!!
- Hahahahaha, mamo, ale tato to niech będzie Han Solo.
Han? jaki Han? Córki naprawdę maja słabość do ojców. Han. Harrison. Hm, no nie obraziłabym się. Moja wyobraźnia ruszyła galopem, nie na koniu, a na Fordzie, przepraszam w fordzie, skręcając w niemieckie produkcje.
- Aha, dobra. Może być. Coś tato w oczach ma. A kto będzie Czubaką?
- No ty,hahahahaha
Dziecko, ty Brutusie! Zadrżało moje serce. Wyczaiła, ze jest ze mnie jakaś małpa! Auć!
- -Jak ja? Jak ja?! Córciu, mam ogolone nogi i twarz! Ja jestem Vaderem. Kto tak wszystkich denerwuje jak nie ja? no? i tak dyszy?
- Hahahaha, ty jesteś Vaderem, ale Starszy to będzie .....wiem, Artuditu. Bo on potrafi tak trzymać ręce, popatrz - i tu Młoda zademonstrowała robota. Idealnie. Gestami ciała i układem rąk. rozbawiła mnie niesamowicie.
- Hahahaha, super to zrobiłaś.
Drugą babcię postanowiłyśmy owinąć złotkiem i zrobić z niej robota protokolarnego.Ona przecież wie wszystko najlepiej.
- A ty Młoda to kim będziesz, co?
- Reyą, chcę być Reyą.
- Idealnie. Zadziorka to ty masz, Nie powiem.
- Mamo to już jesteśmy w parku?! - Młoda jakby ocknęła się ze snu- Tak szybko?
- Mówiłam ci, że to niedaleko. Auto zabrało by nam zabawę. Wiesz, lubię z tobą rozmawiać.
Klimat parku, a właściwie lampy i śnieg, przypominał mi baśnie Andersena. A właściwą jedną - Dziewczynkę z zapałkami. Historia, która strasznie mnie poruszyła i to tak mocno, ze wszelkie bajki porzuciłam.
Wieczorem, na życzenie dzieci, przeczytałam to opowiadanie. No i popłakałam się. Nie wiem dlaczego. Przecież jestem już stara. I nie mogłam przestać płakać. Dzieciaki spojrzały na mnie zdumione.
- Ty płaczesz? Nigdy nie płaczesz. Mamo, ale ty jesteś jakaś wrażliwa- syn przytulił mnie mocno.
- Przepraszam, ale mówiłam wam, że to była dla mnie bardzo smutna i straszna historia.
- A ja wzięłabym dziewczynkę do domu, wiesz mamo, to nie ładnie tak. Dlaczego nikt jej nie pomógł?
Siedzieliśmy w trójkę rozmawiając dość długo. W życiu są piękne chwile. Ta chwila uświadomiła mi, jak piękne dusze mają moje dzieciaki.
Pewnie póki dzieciakami są.
- Mamo, a ty mnie kochasz?
- A co dzisiaj mamy?
- Środę..
- To nie, przykro mi, ale we środy nikogo nie kocham.
- Mamo, ale każdy dzień jest taki sam, zawsze się o nas troszczysz, to znaczy, ze nas kochasz.
- No widzisz. Brawo. Dokładnie tak jest. Kocham cię i zawsze będę kochać.
A mnie kocha choróbsko, które wprawdzie wycofuje się ze mnie, ale wciąż ściska mnie za gardło. Swój stan oddałam w rysunkach.
W końcu jak Kahlo nauczyła się malować? W łóżku.
Ale naprawdę powaliła mnie siła rażenia kaszlu. Odpadłam z życia.
Jednak powoli do siebie wracam. I proszę jak przy kawie poniosło mnie w świat fantasy. Miła odmiana, siła antybiotyków i książki - uczę się rysować.
No właśnie, dlaczego? Przecież świat nie jest sterylny. I pewnie też z tej przyczyny ten świat jest taki nierealny i taki nieludzki. Za mało gówna.
Wracając z urodzin, z jednego końca miasta na drugi, zagadałam Młodą, by przeszła półgodzinną drogę drogę bez jęczenia. Takie pokolenie- trzy kroki i płacz, gdzie auto? no gdzie?
Szłyśmy obsadzając rodzinką role w Star Wars. Teściowa bezsprzecznie otrzymała nominację na Yodę - nie dlatego, ze ma moc i jest prawa, ale dlatego, ze jest mała i pomarszczona. A jak się wkurwia to i nawet jest zielona.
- A tato?
Hm, przypomniało mi się niedzielne popołudnie, i nie tylko te, ale każde poobiednie i przedobiednie też.
- Dżaba!!!
- Hahahahaha, mamo, ale tato to niech będzie Han Solo.
Han? jaki Han? Córki naprawdę maja słabość do ojców. Han. Harrison. Hm, no nie obraziłabym się. Moja wyobraźnia ruszyła galopem, nie na koniu, a na Fordzie, przepraszam w fordzie, skręcając w niemieckie produkcje.
- Aha, dobra. Może być. Coś tato w oczach ma. A kto będzie Czubaką?
- No ty,hahahahaha
Dziecko, ty Brutusie! Zadrżało moje serce. Wyczaiła, ze jest ze mnie jakaś małpa! Auć!
- -Jak ja? Jak ja?! Córciu, mam ogolone nogi i twarz! Ja jestem Vaderem. Kto tak wszystkich denerwuje jak nie ja? no? i tak dyszy?
- Hahahaha, ty jesteś Vaderem, ale Starszy to będzie .....wiem, Artuditu. Bo on potrafi tak trzymać ręce, popatrz - i tu Młoda zademonstrowała robota. Idealnie. Gestami ciała i układem rąk. rozbawiła mnie niesamowicie.
- Hahahaha, super to zrobiłaś.
Drugą babcię postanowiłyśmy owinąć złotkiem i zrobić z niej robota protokolarnego.Ona przecież wie wszystko najlepiej.
- A ty Młoda to kim będziesz, co?
- Reyą, chcę być Reyą.
- Idealnie. Zadziorka to ty masz, Nie powiem.
- Mamo to już jesteśmy w parku?! - Młoda jakby ocknęła się ze snu- Tak szybko?
- Mówiłam ci, że to niedaleko. Auto zabrało by nam zabawę. Wiesz, lubię z tobą rozmawiać.
Klimat parku, a właściwie lampy i śnieg, przypominał mi baśnie Andersena. A właściwą jedną - Dziewczynkę z zapałkami. Historia, która strasznie mnie poruszyła i to tak mocno, ze wszelkie bajki porzuciłam.
Wieczorem, na życzenie dzieci, przeczytałam to opowiadanie. No i popłakałam się. Nie wiem dlaczego. Przecież jestem już stara. I nie mogłam przestać płakać. Dzieciaki spojrzały na mnie zdumione.
- Ty płaczesz? Nigdy nie płaczesz. Mamo, ale ty jesteś jakaś wrażliwa- syn przytulił mnie mocno.
- Przepraszam, ale mówiłam wam, że to była dla mnie bardzo smutna i straszna historia.
- A ja wzięłabym dziewczynkę do domu, wiesz mamo, to nie ładnie tak. Dlaczego nikt jej nie pomógł?
Siedzieliśmy w trójkę rozmawiając dość długo. W życiu są piękne chwile. Ta chwila uświadomiła mi, jak piękne dusze mają moje dzieciaki.
Pewnie póki dzieciakami są.
- Mamo, a ty mnie kochasz?
- A co dzisiaj mamy?
- Środę..
- To nie, przykro mi, ale we środy nikogo nie kocham.
- Mamo, ale każdy dzień jest taki sam, zawsze się o nas troszczysz, to znaczy, ze nas kochasz.
- No widzisz. Brawo. Dokładnie tak jest. Kocham cię i zawsze będę kochać.
W końcu jak Kahlo nauczyła się malować? W łóżku.
Ale naprawdę powaliła mnie siła rażenia kaszlu. Odpadłam z życia.
Jednak powoli do siebie wracam. I proszę jak przy kawie poniosło mnie w świat fantasy. Miła odmiana, siła antybiotyków i książki - uczę się rysować.
- Ja pierdzielę, nieźle - Młoda wie jak matkę ocenić.
----------------------------------------------
muzycznie.....
* * * * *
przepraszam za każdy dotyk schowany w kieszeni
przepraszam za słowa przemilczane
przepraszam za wykrzyczany gniew
przepraszam za każdy wzrok wbity w chodnik
przepraszam za nie zacałowanie
przepraszam za nie trzymanie
przepraszam za nie zatulenie
przepraszam za oszczędność i strach
przepraszam za siebie
ale przecież wiesz,
że to co jest
jest wciąż
schowane
czekając na ciebie
Arte
* * * * *






Ech te choróbska, ja również coraz wolniej z nich wychodzę. Dobrze, że masz na miejscu rodzinę. Ja muszę się zmagać z moją niedyspozycją sama, nawet szklanki wody nie ma komu mi podać. Dzieci już daleko ode mnie..., a choroba czasem niestety dopadnie i nie chce puścić.
OdpowiedzUsuńniestety, i w takich chwilach docenia się obecność najbliższych, że jednak ktoś jest kto wesprze..
Usuńi niech zdrowie wraca i nie opuszcza Amen :)
Mnie też się ostatnio ciągle chce spać, ale to dlatego, że za późno się kładę.. :/
OdpowiedzUsuńZdrowiej ;)
już jest ok, dzięki :)
UsuńNadal się wyłączasz... Ja już Ci powiem, że zaczęłam widzieć te skutki mojego wylączania się- nic nie widzę i wcale nie wiem czy to dobrze :P
OdpowiedzUsuńdzieciaki są cudne w tej swojej dobroduszności. Są też cudne, kiedy się cieszą :)
wyłączam się, właczam- tracę równowagę :P powiem więcej , jak nie pójdę do pracy to oszaleję- korba na maksa będzie :P :D
Usuńa lepiej czasami widzieć czy częściej nie widzieć?:)
Rysowanie wychodzi Ci świetnie. Trenuj dalej. I wyłaź z łóżka. Dużo zdrówka! :)
OdpowiedzUsuńDzięki, Wolałabym, jednak by mi pisanie wychodziło :P :D
UsuńWylazłam już. Wracam powoli do formy. Ale powoli :P