środa, 19 sierpnia 2015

próby pisania :)





Każdy ma jakiś obraz w sobie. Wspomnienia są niczym elektrony. Prąd życia jest nieustanny. Zatrzymuje go tylko brama śmierci. Ale tylko na chwile.A potem dusza nas unosi. Bez niej, marna egzystencja. I brak szans na odrodzenie. 


Pamiętam ten pokoik w hotelu małego miasteczka,w którym domy tuliły się do siebie, a przechodnie trącali się ramionami w wąskich uliczkach.
Prowadziły do niego skrzypiące, drewniane schody z chwiejącą się poręczą. Drzwi były duże, stare toporne. Miałam wrażenie, że nie są to drzwi, a portal do innego świata. Weszliśmy. Mała izba z szarymi  ścianami była odpychająca, ale jednak miała swój urok. Było to dziwne miejsce. Po prawej stronie stała rozłożona wersalka, która wciskała się w ścianę, jakby nie chciała istnieć, zaś po lewej zamontowano malutką umywalkę. Pod oknem stał kulawy, niewielki,  drewniany stół, a przy nim, niczym strażnicy, tkwiły dwa krzesła. Zapach środków czystości mieszał się ze stęchlizną rozkładającego się czasu, który zatrzymał się tutaj. Pierwsze słowa jakie wypowiedziałam stały się poniekąd moim przeznaczeniem.
- Tu powinna stać maszyna na której będę pisać. Widzę siebie: moje samotne ja płaczące w rytm stukających czcionek.
- Z takimi cyckami nigdy nie będziesz samotna - mówiąc to rzucił bagaż w kąt - Patrz, a tu stoi łóżko, które musimy przetestować.  Wiesz jakie jest spragnione nowej historii? -rzucił się na wersalkę, która stęknęła - słyszysz, jaka już jest głodna. Ona cierpi, ja też cierpię.
Mówiąc to pociągnął mnie za rękę. Wpadłam na niego. Jego ręce wplatały się w moje włosy, zaczął mnie całować. Mocno, zdecydowanie, pożądliwe. Jego żar rozpalił mnie. Poddałam się dotykowi, który uwiódł mnie w krainę rozkoszy.


- Wiesz, ile tu musiało być kochanków, par? Posłuchaj tych sprężyn.
Zaczął skakać po łóżku niczym dziecko, które nie chce iść spać. Dołączyłam do jego wygłupów, krzycząc z radością w głosie:
- Albo pajaców, którzy skakali i skakali.
Byliśmy tacy szczęśliwi.
Ale to tego wieczoru  zrodziło się we mnie ziarno niepokoju, które z czasem wyrosło na ogromne drzewo zagubienia. Coś jednak było w atmosferze tego pokoju.i  nie był to tylko kurz czy pióra z poduszek.

Pisanie uwalania dusze, ale więzi ciało. Kolejny dzień tkwię w łóżku, w Beethovenie, w słowach. Rozgardiasz dookoła może być zalążkiem rozwodu. W końcu pisanie jest  ucieczką w głąb siebie. bywa też pretekstem do ucieczki poza dom.


Czasami widzimy to, czego nie ma, a czasami nie widzimy tego co jest,  Akt zwątpienia i braku wiary przyczynia się roztrojenia procesu dostrzegania: bo i nie wiemy czy widząc to, co widzimy jednak istnieje, czy raczej wydaje nam się, bo tak naprawdę niczego nie ma. Przekorność losu zaburza pole widzenia. Nadzieja tworzy halucynacje. Ułuda wzburza krew. Ale w tym wszystkim przecież  jest gdzieś prawda. Tylko gdzie? Czołgam się w poszukiwaniu śladów, wącham grudki ziemi, które rozkruszam w dłoniach.  Namacalność daje poczucie koegzystencji mojej ze światem. Nieoczekiwanie w nozdrza wdziera się wiatr. Czuję, jak ten zapach wnika we mnie. Niepokojąca nuda aromatu podnosi mnie na nogi. Ruszam w poszukiwaniu kuszącego źródła woni.

I znowu rozbijam duszę o .......




"Niekiedy miał wielką ochotę pójść sobie dokądkolwiek, zniknąć stąd zupełnie; nawet podobałoby mu się jakieś ponure, odludne miejsce, żeby tylko był sam ze swoimi myślami i żeby nikt nie wiedział, gdzie on się znajduje (...), żeby mógł rzucić się na kanapę, wetknąć twarz w poduszkę i przeleżeć w ten sposób cały dzień, całą noc i jeszcze dzień."
Fiodor Dostojewski "Idiota



Czlowiek to taki numer. numer ma w szkole, jest trzecia zona , pierwszym mezem, piata kochanka, drugim przypadkiem glupoty w rodzinie, piatym leworecznym, szosty w kolejce, dziesiątym przyjacielem ...,,numerologia zywota losu ludzkiego. 




Właśnie wróciłem z miejsca, gdzie byłem duszą towarzystwa, a z ust mych płynęły nieustannie dowcipy, śmiali się wszyscy, byłem podziwiany - ale myślami byłem daleko, na krańcu świata…
Wyszedłem i chciałem się zastrzelić.
— Søren Kierkegaard


Położyłam się na kanapie. Zwinęłam się w kłębek otulając samą siebie. Chciałam ochronić się przed chłodem, który wnikał w każdą cząstkę mego ciała. Zadrżałam. Odchodząc w sen nie miałam sił, by sięgnąć po koc. W upływających chwilach poczułam nagle smak samotności. Nieoczekiwanie przygniotła mnie swoja siłą. Tak jak duszący się człowiek łaknie oddechu tak i ja zapragnęłam, by ktoś przy mnie był i przytulił. Był dla mnie i przy mnie. Odgarnął mi włosy z czoła mówiąc przy tym czule parę słów. Nie chciałam być mięsem pożądania, ale zapragnęłam tej cholernej delikatności. Czy to za dużo: usłyszeć parę miłych słów, które przywrócą blask oczom. Wzniosą na górę wiary. Ogrzeją.

On nie mówi mi nic. Chętnie pieprzy, ale siła słowa zawiera w sobie tylko monotonię dnia codziennego. Ręce wskrzeszają poczucie kobiecości, ale cisza zabija kobietę we mnie. 

- Mooniek, pamiętasz ten hotel i to jak kiedy było międy nami?


Wytrzeźwieję i ze swoich marzeń. Stanę realnie na ziemi i powiem: dość. Dość bujania w obłokach i chciejstwa. Trzymaj się tego co masz. I krawężnika, by nie wpaść pod samochód. Zabiłam marzenia trzema mrugnięciami powiek. Trzy to taka liczba magiczna. Kurwa jego mać. Też trzy.
Realność.Stanęłam przed lustrem. Jakiś nieśmiały i cyniczny uśmiech wykrzywił prawy kącik moich ust. Znowu ogarnęły mnie torsje. Chlusnęło przesadą. Kiedy będę myć porcelankę pomyślę o przeorganizowaniu wszystkiego w sobie. Lepiej się myśli, kiedy ręce są zajęte. Poza masturbacją. Masturbacja poprawia oddech. A ja potrzebuję oddychania pełną piersią. Tyle, że żaden oddech nie zniszczy muru, który jest we mnie. I żadne działanie na zewnątrz, żaden gest i żadna emocja nie skruszą ani jednej cegły. Ograniczenie jest balastem, które nie pozwala na wznoszenie się. Pozostaje rzeczywistość w takiej formie jakiej jest. Schowanie głowy w przygarbionych ramionach i jedyne ogrzewanie się w słońcu.
Czy myślami można rozerwać serce? Wlać w pompkę tyle żali, że nastąpi eksplozja? Można. Ale ja się żalić nie będę. Jest jak jest i tyle.
Rezygnuję z marzeń, z siebie - niech to życie będzie jakie jest. Przestaję się miotać i chcieć.
W pizdu.



Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność.



— Witkacy



Ale smutek nie jest moim przeznaczeniem. Chce nauczyć dzieci usmiechu. Lepiej sie zyje. Przeciąg w ustach powoduje mniej smrodu.


W wieku nastu lat przeczytałam Kosińskiego, odkryłam obozy zagłady, spojrzałam inaczej na człowieka. Stosy i Inkwizycja z wiekami straciły na sile, ale II wojna uzmysłowiła, że człowiek nigdy nie przestanie być bestią. Ale czy można człowieka traktować jak zło? Przeciez wszyscy bylibyśmy wrogami. 


Kiedyś myślałam, ze największym bólem jest utrata zabawki. Potem, ze największym bólem jest zgubienie zeszytu. Potem myślałam, że najwiekszym bólem jest utrata przyjaciela. Później okazało się, ze jednak największy ból istnieje przy porodzie. Bół zeba uswiadomił mi, ze jednak bywają jeszcze większe bóle. Ale wszystko to zaćmiewają niesprawiedliwe słowa, i marzenia, które zostały cynicznie wyruchane.


Sen przerywany wizjami i łomotem serca. Mellisa potrójna pita o drugiej w nocy w kuchni nie potrafiła uspokoić niczego. Drżenie rąk. Kurwa...nie będę już czytać Kinga,









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz