czwartek, 19 czerwca 2014

Dwa dni ...



Komunikacja międzyludzka jest podstawą dobrych stosunków. Czasami rozumiemy się z kimś bez słów. Czasami po długich rozmowach odnajdujemy porozumienie.
Lata dialogu powinny prowadzić do rozumienia wzajemnej mowy.
Powinny...
Ale z latami bywa tak, ze czasami mózg obumiera....
I każdego człowieka może to spotkać.

Rozmowy z moją matką stają się wielkim absurdem. Właściwie to zapytałam się męża:
- Czy ty nie masz dziwnego wrażenia, że moja matka jest coraz bardziej trzepnięta? By nie powiedzieć maximum pierdolus?

Mogę mówić do rodzicielki, mamusia potwierdza, ze wie, że dotarło i rozumie, po czym postępuje tak jakbym jej nie nic mówiła mając potem pretensje, że jej nic nie mówię.
Potrafi mnie wrzucić do studni szoku.
Gdyby mężu nie był świadkiem prowadzonych rozmów pomyślałabym, ze to wszystko co zostało powiedziane to tylko głosy w mojej głowie.
Ot, wiatr, co świszczy pomiędzy moimi uszami. Przeciąg robiący sobie jaja udając ludzką mowę...
Rozumiem, że mamusia przygrzała się nad morzem. Przygrzała się dość mocno, bo, o laboga, kupiła bilety na koncert disco polo. Wszystko zrozumiem. Tylko nie rozumiem dlaczego nie rozumie co do niej mówię. Więc sobie mogę mówić, choć właściwie nie wiem po co wciąż mówię.
Chyba nadchodzi czas przybijania wielkich szablonów w jej przedpokoju z datami "proszę pomóc".

- Mamo, to co? Idę teraz po Młodą i przyjdę z nią tutaj. Tak jak prosiłam, zaopiekujesz się dzieciakami, gdzieś tak do osiemnastej, bo chcemy opróżnić szafy, posprzątać. One niech latają, robią co chcą, ale nam nie przeszkadzają.
- Nie ma sprawy.
- Super. Dzięki.

Przychodzę z łobuzami do matki, a mamusi nie ma. Dzwonię. I co? Mamusia sobie przypomniała, ze musi odwiedzić kumpelę, przed jej wyjazdem, a potem leci na cmentarz, bo przecież rocznica śmierci ojca. Będzie po 18.00.
Fajnie tyle, ze o pomoc prosiłam dzień wcześniej, przypominając się już tylko w dniu remontu, by nie było. A jednak było
A grrrr..... mogła powiedzieć:
 - Nie! 
czy też:
- Może zaplanujcie na inny dzień, bo ja mam plany.
Mogła.
Ale to jest przecież moja mama, ha!

- Mamo, przecież cię prosiłam. ...
- Nic nie mówiłaś, o której i kiedy.

Nie nie mówiłam. Wcale nic nie mówiłam. Ja nigdy nic nie mówię.

I tak wciąż kot jest obracany. Nie ma sprawy - ojej, zapomniałam. Tyle, ze naprawdę może powiedzieć NIE.
Prosto i na temat. Ech...

- Idę dzisiaj do znajomych na kolację.
- Jak? Przecież prosiłam cię, byś Młodej towarzyszyła w czasie próby, bo my chcemy być na egzaminie Starszego, bo potem mamy spotkanie organizacyjne przed wyjazdem. I powiedziałaś, że nie ma sprawy.....
- Kiedy mi mówiłaś?
- MAMO!!!! Cholera jasna, masz mózg? Bo już zaczynam w to wątpić... W poniedziałek ci mówiłam, prosząc o pomoc, i po to ci wcześniej mówiłam, by wiedzieć czy masz plany czy też nie by nie było jak z poniedziałkiem, dżizas!

Matka zadzwoniła do znajomych, ze spóźni się, bo dzieci jak zwykle pokrzyżowały jej plany.
Zabić to mało.
Ale może by tak podgryźć tętnice? Stara metoda spuszczania krwi była dobra na wszystko.




Zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy. Matka poszła z Młodą na próbę, a my na karate.
Syn zdał egzamin na 7 kyu. Żółta belka na niebieskim pasie.
Naprawdę wyrabia się.
Widząc jak robi pompki w tym swoim małym synku zobaczyłam mężczyznę. Taki chłop.



Potem odbyło się spotkanie przed wyjazdem. Słuszna była prośba, by nie dawać telefonów, bo dzieciaki, kierowane aktualnymi emocjami, będą dzwonić co chwila.

- Mamo, a ten mnie nazwał downem....
- Mamo, ale ja tęsknię buuuu, przyjedź....
- Mamo, a chłopaki opowiadają o duchach a ja się boję...
- Mamo,  a ja się topiłem, ale mnie uratowano....
- Mamo, a ja zgubiłem portfel ....

Straszne?
Chyba dla tych, co zapomnieli o swoich pobytach na koloniach.

W czasie rozmowy okazuje się, ze portfel leżał na stołówce. Dziecko wcale się nie topiło tylko chciało pokazać jak umie pływać nie mając tej umiejętności opanowanej. Chłopaki wprawdzie opowiedzieli kawał o duchach, ale już dawno spali. A sprzeczki między chłopakami to rzecz normalna i każda ze stron potrafi wobec siebie dziwnych epitetów używać, by za chwilę grać wspólnie w piłkę i to w jednej drużynie, bo taka komitywa.
Kto tego nie zna ten nie był na wyjazdach i jest dupa.

Synowi nie dajemy ani telefonu, ani tabletu. Pieniądze trafiają do wychowawczyni, która co dziennie będzie wydzielała odpowiednia kwotę.
I nie będziemy go odwiedzać, bo czymże jest 10 dni? No bez przesady.
Zero matkowania, zero ojcowania - niech radzi sobie sam. Basta. Czas dorosnąć.

Po spotkaniu zadzwoniłam do matki.
- U nas już koniec a u was jak? Kończy się próba?
- Oglądamy film.
- Film?! Jaki film?!Co ty mówisz? Jak oglądacie film skoro miała być próba?!
- Ale nie ma prób, jest film.
- My już tam idziemy.

Faktycznie jakieś dzieciaki oglądały film, ale nie było znajomych twarzy. Hm....
Mąż odwiózł matkę do znajomych, a w tym czasie  skończył się seans.
Powłóczyłam się po korytarzach  i znalazłam ludzi z tańca.
- O jesteście!
- No tak....
- Macie szczęście, były opóźnienia, zaraz zaczynamy próbę...
Opadłam. Ze zdziwienia, radości, mocy absurdu...
Młoda  szybko wskoczyła w przebranie pszczółki i wraz z innymi dziewczynkami wybiegła przed scenę. Światła wraz z muzyką zostały włączone, poszły dymy, a wraz z nim płacz jednej z pszczółek.
Stop!
Matka opanowała córkę.
Od nowa...
Prowadząca znowu ustawiła dwa rzędy "owadów", ale co stawiała jeden to drugi się rozbiegał.
Zaczynało być zabawnie.
W końcu udało się: Dziewczynki bzycząc i machając rękoma wybiegły na scenę. Młoda odstawiła taniec martwej pszczółki. Patrząc na widownię nie ruszyła nogą. Ręka też nie.
Syn popłakał się ze śmiechu.
Młoda nie tańczyła, bo nie chciała zdjęć.
- Jakich zdjęć? Dziecko, o czym ty dla mnie rozmawiasz, co?
- Nie chcę zdjęć buuuu, chcę loda.....
Nie dogadałyśmy się. Rośnie kolejne pokolenie bez wzajemnego zrozumienia?

Potem mąż zaciągnął mnie do księgarni.
- Zbliżają się twoje urodziny to wybieraj...
On jest taki kochany i romantyczny.
Wybrałam trzy tytuły, która rzekomo powinny być na półkach, a których, wstyd przyznać, nie przeczytałam.
Ale przeczytam.
Taj jak zrobię wiele rzeczy, które należy zrobić przed śmiercią.
Nie ma to jak umrzeć w pełni życia.





Córka wskoczyła na mnie krzycząc, ze jest słońce i trzeba wstawać. Zerknęłam na zegarek. Było parę minut po szóstej .....po szóstej. A!ła, godzina zabolała, zapiekła pod powiekami.Nakryła głęboko kołdrą.

- Słońce świeci, nie ma nocy, wstajemy.
- To wstawaj.
- Ty też.
- Mnie nie ma
- Mamo!!!!
- Tak jest dziecko idź i wołaj swoją mamę. Szukaj, szukaj ...
- Hahahahahaha, ty jesteś moją mamą.
- Tak?!
I śmiejąc się wygilgotałam, podroczyłam, wycałowałam córkę. Zresztą inaczej być nie mogło. Tak łatwo jest kochać dzieci o poranku.

- A co tam jest w tych pudłach na górze?
- Twoja siostra Klementyna.
- Hahahahahaha

- Mamo, a w nocy ptaszki śpiewały, wiesz. Dlaczego one nie śpią?
- Bo lubią rozmawiać.
- Aha.


- Mamo, a ty masz spódnice, sukienki?
- No coś tam mam.
- To załóż w końcu!
- Ale dziecko dzisiaj jest Boże Ciało, a nie boskie ciało. Hahahaaha....

Dobrze, ze syn wstał, więc nie było tematu. Jego też podręczyłam porcją gilgotek i całusów.
- Mamo! litości!
- Nic z tego, giń!
- Ahahahaha......przestaaaań....
Potem oboje ubrali się i nie mogąc u mnie wynegocjować bajek stwierdzili, ze lecą do babci. Ha! a idźcie, idźcie...
Oto moja zemsta na babci, za kręcenie. I na dzieciach też: za pobudkę.
Na dzieciach, bo może babcia wyciągnie je do kościoła.
A ja co? Kawa, muza i  "Marzenie Celtów". Dzień jak co dzień. Po prostu.
A mąż nadal spał snem kibica.
Błogi spokój.

Dzieciaki przyleciały wymigawszy się od śniadania i kościoła. Moonka zrzuciłam z wyrka. Po czym zrobiłam awanturę.
Wciąż o to samo - że nie idzie z dziećmi na rower. Że nie idzie z nimi zagrać w piłkę.
Bo ja siedzę.
No tak ....
Kurwa, niech no tylko ten ból mi zniknie....
A jak połamię kręgosłup to co?
Wszyscy będziemy leżeć.

I wszyscy legliśmy na występach w domu kultury. Młoda jednak zatańczyła coś. Machnęła i łapką i noga i biodrem. Byliśmy z niej dumni.

Występy trwały dwie godziny. Zakończenie tanecznego sezonu. Pożegnanie starszych tancerzy, co odchodzą do studium, na studia. Taneczne oczywiście. Atmosfera była nieziemska. Rodzina jedna wielka.

Młoda zasnęła szybko, a syn kibicował z nami Urugwajowi.





Czasami, pomimo nieporozumień, życie bywa piękne.



Starszy pomaga Młodej założyć buty. Nieprawdopodobne, prawda? :)))

21 komentarzy:

  1. A nie napisałaś, jakie tytuły wybrałaś. I mnie ciekawość zżera, co będziesz czytać. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie napisałam, ze wstydu, ze jeszcze nie czytałam :)

      Usuń
  2. Moje dziecko też namawia mnie do założenia sukienki... Cóż...

    Mężuś naprawdę romantyczny, ale wiesz, mój nie wpadnie nawet na to. Zazwyczaj dzień przed się pyta, a potem udaje że zapomniał...


    Gratulacje dla synka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój najczęściej nic mi nie kupuje na urodziny , a jak pytam czemu, to odpowiada, że nie chce mnie denerwować, że kolejny rok mi przybył.
    W sumie lepiej, że zapomina o urodzinach, niż miałby zapomnieć o dziecku w samochodzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, grunt to dobra ideologia :D

      Usuń
    2. no i to fakt, lepiej o wszystkim zapomnieć niż o dziecku ...

      Usuń
  4. Aha, no przecież, oczywiście, gratuluję Twoim młodocianym udanych występów / zawodów

    OdpowiedzUsuń
  5. Młoda jaką ma seksowną sukienkę i adidasy do niej! :D :D :D
    A co do Twojej mamy, to nie jest może tak, że jest cholernie zakręcona...? A do tego może jakaś obniżka hormonów Jej się trafiła +upał nad morzem i to wszystko dlatego??? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj moja mama to taki model, żę......ale ma szczęście, ze robi zajebiste pierogi, oooo :)

      Usuń
  6. Może ma problemy z pamięcią? ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamy tak już chyba mają, ze można do nich mówić i mówić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego zacznę pisać i przybijać te postulaty na Jej ścianie :D

      Usuń
  8. Nastepnym razem nagraj mamę, jak się z nią umawiasz. Odtworzysz i .... pewnie znajdzie się jakieś 'ale' :)

    Zaraz, zaraz.... kiedy te urodziny? Mogłam se looknąć na spis lokatorów, to bym ci chociaż laurkę wysłała drogą tradycyjną, a tak co? Adres znam i co napiszę? Arte? Hahaha:)

    No, a z tymi sukienkami to Młoda ma rację.

    Ps. O Cyganach, yyyy tzn procesji , nie wpomniałaś :P :P :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahaha, no tak, nagrywanie jest teraz w modzie :)

      o raju faktycznie, nie wspomniałam, ech, bo mi tak jaakoś z głowy wszystko ulatuje ....kurde, jak mamusi, o wow!!!:DDD

      Usuń
  9. Arte Arte..... moja mama ma identycznie.
    Wdech-wydech.. to starość.

    Syn da radę-to Twoje dziecko! musi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. toż prawie respirator sobie zamówiłam, ech....:)

      Dzięki, wiesz jak musi, no musi, bo inaczej trampek :P:D

      Usuń
  10. Kochane te Twoje dzieciaki...
    A boskie ciało mnie zabiło :D:D

    OdpowiedzUsuń