niedziela, 11 maja 2014

tr. v.1



Balkon. Mój spacerniak. Palę. Zaczyna mnie powoli męczyć kaszel. Wow, chyba jednak mam astmę.
Tydzień, no dwa tygodnie palenia większej ilości papierosów wystarczyło, by zaczęła się jazda. No, no, no, ciekawe.
Ciekawe, po ilu dniach picia wysiadłby cały organizm.
Dawno, dawno temu, pewnego pięknego wieczoru, po 10 dniach intensywnego treningu, wzięli mnie do szpitala.
Było Zostawić Las Vegas, może być Odstawić życie. Hm....




- Widziałaś te testy z matmy?
- Jakie?
- No maturalne, taki banał, ze w rozwiązałem je w głowie.
- No co ty.
- Łatwizna, a pamiętasz jakie nasze zadania były porąbane.

Porąbany to jest mój mąż. Wybrał szkołę średnią, bo nie znosił chemii. A studiował, co? Chemię. Skończył. Kujon. Nieważne, ale .....jak się napiję to proszę go, by mi przypomniał tytuł swojej pracy.

"Właściwości spektralne i nieliniowo optyczne monomerów z ugrupowaniem chromoforowym"

Buhahahahahahahaha,

WTF??? Nie jestem tego w stanie powtórzyć. Nawet na trzeźwo. A co dopiero o tym pisać.

No, ale skoro potrafił tak dogłębnie zbadać cząsteczki to wydało mi się kuszącym pomysłem przyjęcie zaproszeniem do dalszych badań nad innymi cząsteczkami.

Potęga mózgu potrafi zachwycić bardziej niż ciało.

Ja ciało, on mózg - zgrana para.

Już widzę, znając nas na wskroś,  ten dialog:
- Ale mojemu ciału nic nie brakuje!
- No nie, powiem więcej: wszędzie jest nadmiar, choć może jeszcze z 5 cm przydałoby się, buhahahahaha
- Głupek!
- Ale twój. Jeszcze, chyba ...hahahaha.


Matura....

Wciąż się uśmiecham na wspomnienie tego okresu. W sumie nie powinnam zdać. Ale skoro wróżka powiedziała, że zdam to w to wierzyłam.

Tak, tak, byłam z kumpelkami u wróżki.

- Arte, ty zdolna jesteś, zaszłabyś wysoko, ale wolisz rozrywkowe życie i nic z tego nie będzie.

Ponieważ żadnych zdolności u siebie nie widziałam ani tym samym żadnych perspektyw, więc i tym samym nie widziałam powodów, by rezygnować z życia towarzyskiego.

I sorki, wróżko - nie mam czwórki dzieci . Ani dwóch mężów. I mieć nie będę. Ale to nie to, że aż tak kocham swojego mężulka .... .


Matura - matma

Przed ogłoszeniem pisemnych wyników zaproponowałam towarzystwu sesję luzu. Poszłyśmy do pobliskiego parku, gdzie przy cudnej fontannie wypiłyśmy z gwinta mniej cudne jabole. Tajemniczy krąg. Butelka krążyła od ręki do ręki niczym fajka pokoju. Jedna, druga ...papierosy zresztą też krążyły.
W końcu biedne były z nas żaczki. Biedne i szczęśliwe. Teraz niektórym nie zostało nic.
Rozmowy o przyszłości też były lekkie Wypijmy za to, by by jakoś było, bo jakoś musi być. Coś musi być.
Kiedy skończyły się płyny to obudziła się w nas odwaga, by spojrzeć na listę.
Poszłyśmy krokiem fruwającym. A niech dzieje się co chce.

W progu szkoły spotkałam swojego ojca. Szok. Zamurowało mnie. Guma do żucia robiła za zasłonę dymną. On, który nie interesował się moją nauką, twierdząc: - co zrobisz twoja sprawa, ale pamiętaj, ze masz studia skończyć, przyjechał? Cztery lata bez wywiadówki i nagle wie gdzie jest moja szkoła? Wow. To było mocne. Naprawdę. Dobrze, ze więcej nie wypiłam, bo mogłabym, najnormalniej w świecie, rozpłakać się ze wzruszenia.

Tato popatrzył na mnie. Czoło zmarszczyło się, i ...... wyrównało. Uf, nie będzie się czepiał.
- Widziałaś wyniki?
- Nie i boję się zobaczyć.
- Poczekaj.

Wrócił.
- Gratuluję. - krzyknął ucieszony i mnie wyściskał. Wyciągnął z marynarki portfel, wcisnął kasę na dobry wieczór i pojechał. Pan dyrektor nigdy nie miał czasu. Ach te zebrania, narady. O imieniu Krysia.... ech...
Ale matkę kochał. Naprawdę.
Nigdy imion nie pomyli, nawet gdy był nawalony. Skurczybyk.

No to w ramach obiadu kupiłam flaszkę i już w domu u kumpeli oblewałyśmy dzień fuksa. Knajpę na razie musiałyśmy omijać po tym, jak podkręciłam barmana, który przy Niemenie tańczył na barze. Fajnie było dopóki z tego baru nie spadł. Wstał, poprawił okulary i zakochał się w kumpeli.
Takie to zawsze było moje szczęście, hahahaha.


Strach o matmę był, bo ...

Z matmy byłam nawet dobra. Tyle, ze na tle tej klasy to każdy byłby dobry. A to nie było dobre.
Jak byłam dobra tak olewająca. W trzeciej klasie miałam same jedynki. Matematyca stawiała mi je za pismo. Więc przestałam pisać.

Tak się zbiesiłam, że....

- Co to jest - zapytała się matemaca pokazując narysowana przez siebie figurę.
- Każdy idiota wie, ze to trójkąt - mruknęłam.
- Oczywiście, że jest to trójkąt - Ups, dotarło.
Hm, jaka ona jest miła, no ale z tyłu siedziała dyrektorka, która wpadła na kontrolę, wiec nie może mnie zjechać.
- Ale jaki to jest trójkąt?
- Równoramienny, i psze precyzować pytania.  - i już do koleżanki mruczałam głośniej -Ty, to jest lekcja banałów czy matematyki?

Dyrektorka opuszczając klasę powiedziała coś nauczycielce o klasie idiotów.

Miałam przerąbane? I to zajebiście. Moje drugie eNte imię - kocham problemy.

Przeczuwając, ze ten uśmiech pani wypełzający spod jej wąsikiem nie wróży nic dobrego wsiąkłam na parę dni w książkę ojca. Matematyka wyższa: logarytmy, ciągi ....Pasjonujące, naprawdę.

I nadszedł ten dzień. Dzień poprawek - I semestr.Wszyscy zdawali będąc przy tablicy. Pocili się przy rzeczach, które były tak proste jak bułka z masłem. No tak się wyedukowałam po prostu.
Ja natomiast, chyba w ramach bycia wyjątkową, dostałam kartkę z zdaniami.
 Ha!, miałam rację. Niech żyje instynkt.
Mogłam iść od dyra i pokazać te zadania jakie ona dla mnie przygotowała wraz z zeszytem. Różnica w poziomach zadań, aż kłuła w oczy.

Ale co tam.
Zresztą to nauczyciele pokazywali mi drogę do gabinetu Najwyższego, a ja sama tam nie szłam. To ich domeną było donoszenie, a nie moją.

Głęboki oddech, koncentracja.

Rozwiązałam zadania.Oddałam kartkę.
- Dziękuję, do widzenia.
 I opuściłam szkołę mając wszystko gdzieś.

Świeciło słońce, by piękny dzień. Poszłam na łyżwy. Zjawiło się wsparcie. Przybyli kumple z flaszka i kompotem gruszkowym, który ukradli z piwnicy. Trzciny robiły za lodówkę. Strzał za życie i jazda do tyłu. Gonitwa.
Życie było wtedy tak proste i zabawne. Beztroskie. Piękne. Multum jazd przecudownych. A wódka smakowała jak nigdy.

Pojawiła się kumpela.
- Arte zdałaś! Matematyca mówi, ze nie spodziewała się tego. Kazała cię pozdrowić.

Toast za życie!

I tym samym wojna zgasła.




Po maturze, nie wiedząc co zrobić z życiem poszłam na fizykę.
To nic, że pasjonowało mnie wiele innych rzeczy. Jakoś nie przyszło mi do głowy, by rozpocząć studia na kierunkach, które mnie intrygowały.
Zresztą do tej pory tak mam. Mało co dociera do mej głowy.


Na ćwiczeniach prowadzący wołał mnie do tablicy. Zawsze mnie wołał, bo jego kumpela miała tak samo na imię i nazwisko, a jemu nie chciało się patrzeć do listy studentów.
Szłam.

Wzór napisany na cała długość tablicy i szerokość też.
- I co mam z tym zrobić? - pytałam się z wytrzeszczem ocznym.
- Rozwiąż zadanie, korzystając z tego.

Albo taki tekst.

Wykładowca rozwiązał problem matematyczny.
- To jest różniczkowanie.
- A co to jest różniczkowanie?! - wyrwało mi się, ale skąd mam wiedzieć o czym on dla mnie rozmawia.
- Odwrotność całki!
- Aaaaaha.

Aha i tylko tyle. Bo czym jest całka nie zapytałam się. Wiem czym jest- odwrotnością różniczkowania. Przecież to takie jasne i proste.

Zasiadłam do książek.
Matematyka naprawdę jest intrygującą, wciągającą.
Opanowałam całki, macierze. Siedziałam przy zadaniach. Naprawdę.

- Ale proszę pani - krzyknął facet od matmy, zdumiony roztrzaskanym przeze mnie zadaniem - gratuluję szybkiego rozwiązania, ale tu chodzi o pewne aksjomaty.
- Tak? a ja myślałam, ze chodzi o poprawny wynik.


Zdałam wszystko. Matma, fiza, ćwiczenia z chemii też.
Nawet zadania chemiczne okazały się świetna zabawą.


A jednak poległam. Poległam na braku cierpliwości, bo ile można zdawać teorię z chemii? Wykładowca pytał mnie dopóki nie padłam. To nie było miłe. Za trzecim razem, kiedy dopiero na 11 pytanie nie potrafiłam odpowiedzieć, podziękowałam mu, mówiąc, ze zmieniam kierunek.
- Następnym razem uda się pani na pewno.
- Już mi się nie chce, wie pan...

Bo tak naprawdę w studiowaniu liczy się cierpliwość.
A mi jak zwykle jej zabrakło.
Może i na szczęście?
Ale i swój honor mam.

Poszłam do studium, gdzie spotkałam bogów. Ludzi, którzy wyrwali mi mózg, serce, aż do dzisiaj chodzę z otwartymi oczami. Choć przez pierwszy rok podobno rzadko bywałam na zajęciach .....podobno, bo ja nie pamiętam...życie płynęło....













cd. nastąpi










1.
Dajcie mi apartament w Ritzu,
ja go nie chcę!
Biżuterię od Chanel,
ja jej nie chcę!
Dajcie mi limuzynę,
co z nią zrobię? papalapapapala

Podarujcie mi służbę,
co z nimi zrobię?
Dworek w Neufchatel,
to nie dla mnie.
Podarujcie mi Wieżę Eiffla,
co z nią zrobię? papalapapapala

Refren:
Ja chcę miłości, radości, dobrego humoru,
to nie wasze pieniądze uczynią mnie szczęliwą,
chcę umrzeć z ręką na sercu papalapapapala

idźmy razem, odkrywajmy mą wolność,
zapomnijcie więc wszystkie wasze frazesy,
witajcie w mej rzeczywistości!

2.
Mam dość waszych dobrych manier,
to za dużo dla mnie!
Ja jem rękami
i taka właśnie jestem!
Mówię otwarcie i jestem szczera
wybaczcie mi!

Kończę z hipokryzją,
ja rzucam to!
Mam dość napuszonych słów!
Patrzcie na mnie
nie chcę tych wszystkich waszych manier 
i taka właśnie jestem. 
(taka właśnie jestem)
papalapapapala

Refren:
Ja chcę miłości, radości, dobrego humoru, to nie wasze pieniądze uczynią mnie szczęliwą, chcę umrzeć z ręką na sercu papalapapapala idźmy razem, odkrywajmy mą wolność, zapomnijcie więc wszystkie wasze frazesy, witajcie w mej rzeczywistości!









10 komentarzy:

  1. Ja to chciałam zrezygnować z ustnej z polskiego. Jak zobaczyłam pytania to od razu wiedziała, że nic z tego nie będzie. Udało się, ale na forum tego opowiadać nie będę. Przyjadę, to ci opowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yaha, to opowiesz :)

      z resztą przedmiotów też maiłam cyrk niezły :P
      i napiszę o tym, a co! :D :P

      Usuń
  2. A ja do mat-fizu chodziłam, a potem zupełnie co innego studiowałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahah to niezłe, po takim kierunku polecieć w inna stronę, czad :)

      moja średnia szkoła to był niewypał, ale co tam
      suma sumarum też skończyłam kier. humanistycznym..:)

      Usuń
  3. Jak dobrze, że ja matury z matematyki nie pisałam :D Jestem humanistką, mata to dla mnie czarna magia ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, matma naprawdę jest niesamowita, ale do czasu :P :D

      Usuń
  4. Arte pokazujesz skrawki swojego życia.
    W swój sposób. niby wesoło ale widzę więcej chyba.
    Pokręcony świat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak świat prawie każdego człowieka :)

      ale nie warto tracić poczucia humoru ani dystansu - grunt, by nie dać się zakopać :)

      Usuń
  5. Kocham czytać to co piszesz:) jak dobrze, że nie przestałaś...kurcze taki szmat czasu za nami...fajnie, że spotkałam Cię jak Ci się "mózg otworzył"

    OdpowiedzUsuń