czwartek, 15 maja 2014

Agrecha




Nie poruszam swojego tzw. środowiska lokalnego. Dziwne rzeczy się dzieją. Na przykład kobieta, która od 10 lat marzy, by mieć dziecko, nie potrafi mówić do swojego brzucha uważając, ze to jest głupie, a zabawki z fishera  price są za kolorowe i takie plastikowe.
Dziwni są ludzie, wiec jak mogę to unikam.
Wiele jest rzeczy dziwnych i nie zrozumiałych dla mnie. Ale nie będę tego rozkminiać. Nie chce mi się.
Bo nie ma ideałów.
Sama mam wiele przetrąceń.
Więc choć słyszę wiele rzeczy dziwnych to mam je w dupie. Nie mój lajf.

Ale teraz to mnie trafiło. I pojadę.



Rozumiem wszystko, że jakiś łobuz łobuzuje i ponosi konsekwencje swoich czynów.
Rozumiem, że cichy podpiera kąty i jest przezroczysty.
Ale, ze maminsynek pieroński zgrywający twardziela trenuje na moim synu, tego za cholerę nie rozumiem.

I szlag jasny mnie trafił. A potrafi, że o kurde.

- No bo synu, takich troli od razu pacyfikuje się! Przywal mu, rozumiesz?

Chłopak, który jest agresywny w klasie, a który jednocześnie przy byle jakim pierdzie płacze, zaczął dręczyć mojego syna. Musiał mocno już go dręczyć skoro syn przyszedł z tym do mnie. A syn rzadko przychodzi, bo sobie jakoś radzi. Ja za niego życia w końcu nie przeżyję.

Aczkolwiek nieustannie trzeba pamiętać, ze to, że cenimy dziecko, nie oznacza tego, ze dziecko ceni siebie. Można, ba! trzeba dzieciaka chwalić, ale wciąż trzeba pracować nad jego system wartości i wartości własnej.

I to nie jest miejsce na asertywność. To jest miejsce, gdzie trzeba spuścić manto.

Owy chłopak to syn wojskowego. Generalnie wiadomo jak jest. On wymaga dyscypliny i pierze mu dupsko, a matka rozpieszcza wpatrzona w syneczka jak wrona w gnat. To jest chłopak, od którego syn uczy się przekleństw, kretyńskich wierszyków. Chłopak, który bije wszystkich na około. Psychopata mały. Ten, któremu matka mówiła: jeśli nie możesz, oszukuj, że robisz. 

Pokazałam synowi jak należy chwycić za ciuchy, popchać, przywalić. Pociągnąć z laczka. Kurde, nauka szkolna to nie tylko pisanie, czytanie i liczenie, to również umiejętność przebywania w społeczeństwie. A takie mendy to trzeba szybko ustawić do pionu. Bez litości. Bo inaczej, jak to mendy, na głowę wchodzą.
Karate jest dla ciała, duszy i samoobrony, wiec póki co niech wykorzysta podwórkowe chwyty.
Przeszedł trening ze mną. Mocny trening.

- Nie bój się, wal w ta ścianę, patrz - zademonstrowałam ciosy (czując się bardziej jak ojciec niż jako matka).  - teraz ty.

Strach przed uderzeniem. Ale kiedyś musi nastąpić przekroczenie granicy.
Natłukłam synowi do głowy. Wyzwoliłam agresję. Agresja jest podstawą stanowczości.  Jest formą obrony. Inaczej, bez niej, można pozostać ofiarą. Trzeba mieć siłę, by mocniej wypowiedzieć słowa. By wypowiedzieć je z taką siła, by zabrały napastnikowi oddech. A jak to nie wystarczy to trzeba mieć w sobie tą niszczycielską siłę, by i gestem wytłumaczyć, ze ta droga prowadzi tylko do klatki lawa.- GRRRRR: Zjem cię robalu!

I po raz pierwszy zakazałam synowi z kimś się kumplować. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Rozumiem, ze dzisiaj jest git, a jutro lecą pięści, a pojutrze jest sztama. Bywa i tak. I tak jest zresztą.
Naprawdę nie wtrącam się w takie rzeczy. Pokłócili się? To się pogodzą.
Ale ten chłopak, jak żaden inny, po prostu mi nie pasi. Kawał szui jest i tyle. Mendy najgorszej.
Bijesz się? To po co lecisz na skargę? Twardziel jesteś? To nie płacz, ze ktoś cię popchnął. I taki wafel skacze do mego syna?
Oj synu, synu ...Poza tym dobroć i tolerancja ma swoje granice.

Inni owszem też drażnią syna, ale na wesoło, bo drażnienie ma swój cel. Pobiegaj za mną. To takie zabawy lwiątek, ale ten chłopak nie ma żadnych zasad, poza biciem kumpli i skarżeniem się pani.
Zresztą jak ten typ był u nas na urodzinach to dwóch chłopaków zdzielił znienacka kijem do golfa. Po głowie. A jak. Zabawne, prawda? A matka dziwi się, ze synka na urodziny nie zapraszają, ze to dopiero jego pierwsze.

- I nazwę  go chujem - rzekł syn.
- Nie klnij synu. Nie życzę sobie słuchać takich słów! ROZUMIESZ?
 - Przepraszam ...
 - Wystarczy, ze powiesz:  spadaj mendo, póki jestem dobry.
- Mamo, bo to jest dzidzia taka, wiesz? taka dzidzia....pierdolona dzidzia.
- SYNU! Weź przestań kląć! Jeszcze raz usłyszę takie słowa to.....nie wiem co zrobię, ale zezłoszczę się na maksa.

Szkoda, ze agresja słowna nie równa się agresji fizycznej. O przekleństwach nie chce mi się mówić. Moja wina? Szkoły? Podwórka? Wybielać się nie mam zamiaru.

- Pamiętaj synu, jeśli ty będziesz kogoś przezywał, dręczył, bił bez powodu to ja ci nogi z dupy powyrywam, rozumiesz? Sam widzisz jak to boli i jakie  to jest nie mile. Nie rób drugiemu czego sam nie chcesz doświadczysz. A chłopaka ustaw, niech wie, ze tak nie wolno i nie kumpluj się z nim. Nie daj się, bo raz się dasz i zostajesz frajerem. 


Bycie za dobrym czasami nie popłaca. Zwłaszcza jak gnida próbuje upuścić krwi. Nadchodzi czas bez litości: pstryk.












11 komentarzy:

  1. Grunt nie zaczynać, ale jak ktoś zaczepi, to się bronić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - :)

      mendy trzeba tępić, nie tępione wyrastają na karierowiczów, co tu świnie podkładają, a tu kablują
      :P:D

      Usuń
  2. Arte, widzę, że Ty na sierżanta byś się nadała. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj... Powiem Ci, że ja się tego boję. Na razie Szymon chodzi do przedszkola i jest nieźle, ma kumpli i koleżanki, lubi się i nie bije. Ale wiadomo, że... no, przyjdzie na to czas. Przyjdzie jak nic. I wtedy trzeba się z tym zmierzyć. I podoba mi się Twoje podejście, trzeba uczyć tak właśnie dzieciaków - by nie dali po sobie jeździć, by wiedzieli, jaką mają wartość. Tak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Syn sobie poradzi, bo ma twardą Mamę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, no nie wiem, mam nadzieję, ze jednak poradzi sobie :)

      Usuń
  5. Masz rację, że dziecko nie powinno być zbyt uległe, ale też agresywny kolega zawsze będzie problemem w klasie. U mojej córki była w podstawówce taka dziewczynka, identyczny typ - najpierw wyzywała dzieci, groziła pobiciem, potem zaczęła posuwać się do rękoczynów, potrafiła zepchnąć koleżankę ze schodów, ale jak ktoś ją uderzył, wtedy natychmiast leciała na skargę. W dodatku jej matka przychodziła do szkoły i awanturowała się, że jej córunię ktoś śmiał tknąć i nie przyjmowała do wiadomości, że córunia to prowokatorka i bez przerwy "zaczyna" z innymi. Mojej córce też się dostało z jej powodu, bo N. uderzyła ją kiedyś kilka razy pod rząd w twarz, więc moja oddała, na co akurat wszedł nauczyciel i wyszło na to, że moje dziecko pobiło biedną N. Całe szczęście inne dzieci widziały całe zajście i powiedziały jak było. Wreszcie N. po szkole tak sprowokowała jedną z koleżanek, że ta uderzyła ją za mocno i prowokatorka przewróciła się tak niefortunnie, że uszkodziła kręgi szyjne i musiała jakiś czas nosić kołnierz ortopedyczny. Sprawa zakończyła się na policji - szkoda gadać. Te dziewczęta są obecnie w tym samym gimnazjum co moja córka, całe szczęście N. jakoś się uspokoiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze chciałam dopisać, bo trochę chaotyczny ten komentarz mi wyszedł :) - chodzi mi o to, że dobrze, że uczysz syna samoobrony, ale musi uważać, bo agresywny kolega może odwrócić kota ogonem i wyjdzie na to, że to Twój syn bije innych bez powodu, prowokator nie przyzna się przecież, że pierwszy zaatakował. Najlepiej by było chłopców rozdzielić, a to z kolei jest trudne skoro są w jednej klasie

      Usuń
    2. No właśnie i takie mendy są najgorsze, prowokują biją, a jak dostaną - skarżą. Rodzice takich mend uważają, że ich mendowate dzieci są niewinne i przyjmują słowa prawdy jak nieuzasadnioną krytykę. Ale to im dzieci odpłacą w swoim czasie.
      Mam nadzieje, że syn obroni się, a jakby co- niech wzywają mnie do szkoły, chętnie porozmawiam.

      Usuń