środa, 9 kwietnia 2014

Proza życia w kadrach

Matka czytała synowi o potworach.
-Cerber -pilnował świata zmarłych
- Ale był odważny! - wykrzyknął synek.

- Chimera to.... -czytała dalej matka, gdy syn zaczął rżeć
- Ty zachowujesz się chimerycznie! Ty, chimero!
- No zabawne ....doprawdy synu:
- Ahahahahahahahahahahaha jesteś chimerą



Normalnie dziecko konało we własnych łzach ze śmiechu. Matka go siostrą poszczuła, czyli wrzuciła Młodą na niego. Ostrożnie by jednak nie połamać więcej niż trzy żebra.. Zaczęły się piski, wariacje i śmiech.
Tak matka usypia swe dzieci.

- Mamo opowiedz coś!
- Dzieci grzeczne były i poszły spać.
- Nie tak. Nuda!
- Ale jaka piękna, sio spać.

Dzieci jednak miały inną wizję:
- Dręcz nas!
Matka jednak miała sprytniejszy plan  i zawołała ojca na odsiecz.
- Tato, ty opowiedz bajkę.
Ojciec zamyślił się:
- Hm...
- Myśl, myśl.... - ryknęła córka stukając lekko w głowę ojca swego. Dzieciaki ogarnął śmiech
Młodej też niczego nie brakuje, a zwłaszcza charakterku.
Ojciec uśpił ich pogawędką o dobrym zachowaniu.
Nic dziwnego, każdy schowałby się pod kołdrę. To jest dopiero nudziarz.



A kiedy zegar sąsiadów odśpiewał północ to:
- No dlaczego nie idziesz spać?
- Na ciebie czekam.
- Aha. To cudowne, wiesz?
Wena zaburzyła rytm życia małżeńskiego. On siedzi dopóki ona siedzi. On ogląda filmy, a ona pisze wściekając się, że ucieka jej głębia, to nie to, nie to, nie to ...



miłość nie może być zła

bo i dlaczego miała być taka,

skoro jest esencją dobra?

pijąc ją z twojego kubka
chce krzyczeć
– chce mi się żyć!!! 

chcę pić ten nektar

z Twojego kubka

w naszym sekretny ogrodzie

pod drzewami emocji
z ukradzionym czasem
i nawet ten płacz w chwilach samotności
byłby deszczem nadziei na jutro
przecież przyjdziesz, prawda?

wiesz wieczorem, kiedy zasypiałam pomyślałam o Tobie

tak lekko muzyka niosła mnie

w ramiona Twe

nuty pełne tęsknoty

schowałabym cię w ramionach

opowiedziała dotykiem

póki jest czas dla nas
o pięknych rzeczach
albo pocałunkiem ofiarowała ciszę



Czasami skuszona obrazami i pełna własnej pustki siada koło niego obejmując go czule.
-Wiesz, kocham cię.
-Wiem.
- To skocz po zimny browar, hahahaha



- No weź kurde, obejmij mnie mocno, wiesz tak jakbyś mnie kochał,  chyba nie po to tyle czekałeś, by być kołkiem, no dobra musisz być kołkiem, ale obejmij mnie.
Po chwili....Ona wyrwała jak głupia:
- Hahahahaha....
- Tobie co znowu?
- Pomyślałam sobie, ze jak mam spać z kołkiem bez rąk to lepiej mi do lasu iść, świerka wyciąć i z nim spać, przynajmniej pachniałoby mi fajnie.
- Głupek.
- I w trumnie hahahaha czułabym się jak w łóżku hahahaha....tak samo buhahahahahaha
- Idź spać, idź ....

(................) :p


Najpierw zadzwonił. jej budzik.
- Nie wstaję.. o nie ....nie, nie, nie ....
Przewróciła się na bok.
- Czego szukasz hm?
- Trzeciego jajka, tak w nocy stękałeś.
- Kupę robiłem wiesz.
- Wiem, jak zwykle posrany jesteś ze szczęścia.
- Nie gadaj tyle, daj muzyki posłuchać.
No tak tym razem jego telefon budzikował....obłędny dzwonek. Taki sam jak poranny romantyzm.



- Pobudka!!! Dzieciaki wstawać, trzeba krowy wydoić i kury nakarmić - matka wydarła się w pokoju dzieciaków wydając przy tym odgłosy zwierząt. Ko ko ko, muuu, muuu. Czas walki na poduszki. Szybko się zrywają. Choć Młodą to krokodyl musiał ugryźć w nogę.
- Ale ty jesteś gadatliwa - stwierdził syn.
- No, mam to po kimś.

Dzień popędził swoim torem codziennych spraw.

W przychodni.
-Kurde, patrz tam też jest dermatolog. Ty wiesz do kogo ja idę? To te drzwi czy te drugie?
- A skąd mam wiedzieć? Przecież to ty idziesz.
- Teraz mi to mówisz? Ja? Weź idź się zapytaj w rejestracji.
Mąż przewrócił oczami - cała żonka, brak słów, ale poszedł.
- To nie w tym budynku wiesz?
- Hahahaha....jasne.
- To ten pokój.
- No to luz.


- Dzień dobry. rok temu miałam wycinane włókniaki i chcę jeszcze. Proszę to dokumentacja od chirurga.
- Oooo z piersi prawej i pomiędzy łopatkami wycięto pani włókniaki?
- Proszę? z piersi?, nie, nie,  z nóg pani doktor. Hahaha, niee no piersi mi aż tak nie zwisają.
- Ale tu jest tak napisane.
- Że mi tak piersi zwisają? Hahahaha, z nóg miałam wycinane, mogę pokazać blizny.
Lekarka zajrzała w kartę - faktycznie: prawe kolano, lewa łydka,. Chirurg popełnił błąd w dokumentacji. Ona zaś pomyślała, że ma blizny jak człowiek po przejściach. Znowu na twarzy zagościł uśmieszek. Choć przejść nie lubi, woli gdzieś przemknąć obok. Ocierając się o koła losu.
Dostała skierowanie na kolejne cięcie.
- A teraz proszę do zabiegowego.


- Będzie bolało i piekło.
Mówiąc to lekarka ciekłym azotem potraktowała brodawkę na palcu.
- Jak nie wytrzymam to najwyżej będę krzyczeć.
- Nie mam nic przeciwko temu - odparła lekarka z uśmiechem - może paru pacjentów pani wystraszy, bo naprawdę mam na dzisiaj dość.
Chciała krzyknąć, ale ze śmiechu nie mogła.


Zajechali do teściów, by zawieźć jedną rzeczy.
- Wybacz, ale nie chce mi się wychodzić. - Awersja do teściów silniejsza niż kultura, no bywa, bywa ..
- Nie ma sprawy ja i tak idę tylko na moment. Oddam i wracam.
- To ich pozdrów ode mnie.
Moment przedłużył się, a teściowa w tym czasie wyszła z na podwórko. 80-letnia bardzo otyła kobieta kuśtykała  o lasce do swojej synowej.
Synowa wyszła z auta, by do końca nie być cieciem.
- Kochanie wiesz jak się za tobą stęskniłam.
No to był  niedźwiedź i cmoki.
- Jak ty fajnie wyglądasz, Piękna z ciebie kobieta. Zawsze mi się podobałaś,ale teraz...
Piękna kobieta? Smoki w kuchni?
Zachwyt w głosie teściowej mówił jej, że spacer był jednak dla niej zbyt dużym wysiłkiem - normalnie matka męża oślepła! Ale co tam...
- Dzięki - i zwracając się w stronę męża powiedziała - Słyszałeś synu co mamusia mówi? Ucz się. I doceniaj. Dziękuję. Ty się też fajnie trzymasz. Jak tylko będę mogła normalnie chodzić wpadnę do was na kawę.


Wpadli do domu po dokumentację i pognali do następnego lekarza. Kontrola nogi.
- Patrz światła nam sprzyjają, same zielone - powiedział mąż do żony, która się ocknęła.
- Aha, szczęście nam sprzyja.
I ryknęła śmiechem , kiedy przypomniała sobie opowieść o zielonym szpinaku  i kupie. To długa historia ...
- Znowu masz fazę?
- Nooo, taka reakcja na stres. Mam nadzieję, że dostanę się.

Weszli do przychodni. Tłum ludzi kłębił się pod pokojem. Oni - wejście bez wyznaczonej godziny. Zapowiadało się rewelacyjnie, parę godzin w poczekalni.
- Teraz wiesz skąd mieliśmy tą zieloną przychylność? Bo teraz mamy długi czerwone.
Popatrzył.
- Trudno.

Rozmowa z ludźmi  w poczekalni uświadomiła jej jakie miała szczęście. By dostać się do lekarzy z tej przychodni, a zwłaszcza do tego to są miesiące oczekiwania. Niech żyje NFZ.
Cudem jest, że ona w ciągu 5 dni od otrzymania skierowania na zabieg załatwiła wszystko. Zwolnienie, termin  operacji. Los sprzyja głupcom. Nie ma co mądrzeć, nie ma co.


- Czy ktoś jest na po szpitalu na zmianę opatrunku? - zawołała pielęgniarka w tłum.
Ona nic nie powiedziała, w końcu nie ma szwów ani plastrów.
Po chwili pielęgniarka znowu się wychyliła:
- Czy jest pani X. Y.?
- Jestem - odparła.
- To czemu pani się nie zgłasza?
- Bo nie mam opatrunku.

Weszli oboje. Lekarz obejrzał nogę. Nadal kule, ale już można lekko postawić stopę na ziemi. Goi się powoli. Laski do końca miesiąca, a potem zastrzyki. Trzy co trzy tygodnie. Omówił wszystko. Jak ćwiczyć i odpoczywać też. Szybko i rzeczowo.

- To jest lekarz- podsumował mąż, kiedy zasiedli na papierosa na ławce.
- No nie? Wszystko wiadomo.

Powrót. Ona padła, a on robił obiad.

Zaskoczenie dnia - puściły kołki przy półce w pokoju dziecięcym i poleciały książki. Na szczęście żadna głowa nie ucierpiała.
- Trzeba coś z tym zrobić. Meble dokupić, wymienić, nie wiem
- Chyba zrobimy im remont. Młoda za rok pójdzie do szkoły i też będzie potrzebować biurko.



- Zapytałabym się  ciebie o coś ale pewnie i tak powiesz nie. 
- A skąd wiesz? Zaryzykuj.
- Mogę pograć na tablecie?
- Tak
- Wiesz mamo - odparł szczęśliwy syn - ty ostatnio chyba schudłaś.
- Słyszysz ojciec i od syna ucz się, ucz, póki jestem buhahahaha


Niebo spochmurniało na chwilę. Zaczął padać deszcz.
A potem za oknem pojawiła się tęcza. Duża, we wszystkich kolorach.










------------------

Arte siedzi w kuchni i zalewa się winem - moja, wina, moja wina ...:)))))




23 komentarze:

  1. Ha, ha :) A wiesz, że jak na FB pisałaś o Chimerze, to ja myślałam, że to o czasopiśmie. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta tęcza wyszła specjalnie dla Ciebie :D :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje teksty sprawiają, że raz umieram ze smutku, a za chwilę ze śmiechu :) Potrafisz wyrazić piórem każdy nastrój, każdy niuans chwili...
    Proza codzienności i za nanosekunde Siedzisz już w chmurkach i Majtasz nogami :) I Patrzysz w dół z przymrużeniem oka i Śmiejesz się do rozpuku:). Mistrzyni Nastroju. Czarownica :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o raju....dziękuję :)))

      Usuń
    2. O przepraszam, Pani Lauro! Czarownic a- to JA! Arte, to Czarodziejka! A przy okazji zapraszam do mnie - też jest z czego się pośmiać

      "Zapisane w locie"
      http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl/

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. O tak, Czarownicę polecam :))))
      Warto zajrzeć i zostać :)))


      Usuń
    4. Ja Cię kręcę :) Dwie Czarownice na jednym blogu :)) A to wpadłam :) Jedną czarownicę już poznałam i okazuje się, że to Czarodziejka :) Pewnie z Księżyca :) Natomiast druga.... Dziękuję za tak miłe zaproszenie :) Już lecę:) Jako specjalistka od mietły, muszę sprawdzić blog koleżanki po fachu :)

      Usuń
    5. hahahaha z Księżyca Twardowski, ja mieszkam na ...Plejadach :)

      Usuń
  4. I jeszcze jedno. Rozumiem, że Kochasz słońce i ciepło stąd pewnie u Ciebie wciąż czas kalifornijski :) Ha ha ha :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale Ty pokręcona pozytywnie jesteś ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wina, wina i nic nie mówisz?! Też bym się napiła! ja juz chyba z miesiąc nie piłam... Czasu ciągle nie mam i za kółko muszę siadać :( A takie winko Mogen Davids... hmmmm ;)
    Twój mąz może nudny w usypianiu, ale jaki SKUTECZNY! :D
    I na lekarza nawet trafiłaś jakiegoś w miarę normalnego... :) Oby do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo nie piłam :)
      z picem żartuję ;) wciąż muszę chodzić, mówiąc kolokwialnie :D:P, suchym pysku :)
      ale zapowiedziane jest, że w dniu zakończenia to ........i tak przez tydzień, dwa, hahahaha ;P :DDDD

      tralalalalala oby do przodu :))))



      Usuń
    2. Eirene, ale w końcu to kółko zamień na fotel przy stoliku :)))
      i wypij za tych co nie mogą :)
      za ten przód, pozytywny by był wciąż do przodu :)

      Usuń
    3. Obiecuję, że jak tylko znajdę chwilę, to siadam do stolika i piję za ten przód, by był do przodu i za tych, co pić nie mogą, aby kule odrzucili i gnali do przodu ;)

      Usuń
    4. No, ale za długo nie czekaj, proszę :)))

      A kiedy będziesz pić, przysiądę z boku i wzniesiemy toast za - odwieczną radochę :))))

      I za skopanie tyłka "pewnemu maczo" ;) :D

      Usuń
  7. No tak, bo dobrego wina nigdy za dużo ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nigdy, nigdy :)))
      zwłaszcza w dobrym towarzystwie :)

      Usuń
  8. Jaka zmiana pozytywna Kochana.
    podoba mi się
    Lubię czytać o Waszej pokręconej rodzince...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :)

      to dla zmiany następny będzie jazdą w dół :P :D

      Usuń