Poranne show -czas zacząć. Ja skacząca na jednej nodze, bo jest to szybszy środek trnsportu niż chodzenie o kulach, pędzę między pokojami zbierając dzieciaki, kompletując ich ubranie, puszczając muzę.
Minęło prawie dwa miesiące od zabiegu. Dwa miesiące tak skaczę na jednej nodze- hop, hop.
Dzieciaki jedzą śniadanie. Młoda jak zwykle się guzdrze. Mleko z łyżki wylewa się na nią, na podłogę. Lepiej wyjść niż zabić.
- Młoda, kończ już to zanim mnie trafi, choć się ubierać.
Wyskoczyłam do pokoju dzieci. Prosto na plastikowego dinozaura czającego się w dywanie.
- KUUURWA! KURWAAA! JA NIE MOGĘ!
Dzieciaki momentalnie stanęły w progu pokoju patrząc na oszalałą matkę co ryczy jak ranne zwierzę. Nie, no zwierzę jest bardziej kulturalne. Jak potwór.
- Przepraszam, wpadłam na waszą zabawkę, ten bałagan mnie zabije normalnie!
- No to możesz klnąc - odezwał się synek.
- Nie, nie mogę klnąc, bo to brzydko -ale szeptem i tak wyrwało mi się -kurwa, moja noga...
Siadłam na łóżku by wymasować stopę. Jeszcze tego brakuje bym straciła drugą nogę. I wtedy co? Dupna sprawa, po prostu.
Czas pędził....
- Ale nie dyskutuj ze mną, synu.
- Ale ja lubię się z tobą droczyć.
- No dobra, ale nie teraz.
- Łeeee
i spacyfikowałam i były gotowe do wyjścia. Matka przyszła po nie.
- Dziękuję. I do zobaczenia. Pa.
Zaszyłam się w książce, we śnie ....w krainie, gdzie można chodzić po tęczach.
Dzwonek do drzwi. Oszalały dzwonek.Din-dong, din-dong...
- No człowieku, nie dzwoń tak.
- Ale muszę, bo chce kupę!
Syn wparował do przedpokoju. Ściągnął szybko kurtkę. Była cała ubłoconą, bo biegł całą drogę. Schylając się do butów wyrżnął głową o szafkę. Niezły odgłos ...
- Oooooł!
- Hehehe, jak chce się kupę to już się świata nie widzi, co?
- Noooo.
I poleciał. Śpiewał sobie z wc:
- To skandal, to skandal, toooo skaaaaandaaaalll.
W tym czasie matka przyprowadziła Młodą.
A Starszy koncertował.
- To skandal, to skandal, toooo skaaaaandaaaalll ....
Zaczęłam gwizdać.
- Brawo, brawo, braaawooo, ale już dziękujemy artyście, dziękujemy.
- Będzie bis- ryknął synek z posiedzenia - Skandal skandynawski.
I dalej wył:
- Skandaaal skaaaandynaaawski, skaaandaaal skandynawskiiii
Młoda śmiała się, a moja głowa chciała zamieszkać w ...., nie powiem gdzie.
Obiad oczywiście był traumą. Dzieciaki więcej gadają niż jedzą, ale w sumie to fajnie, że rozmawiają z sobą.
Upominam ich, jak na matkę przystało, nie mówiąc już o tym, że Młoda zaraz musi iść na zajęcia taneczne.
- Jedz córa, Czas, czas, czas ...zaraz musisz być gotowa do wyjścia
- No własnie - wtrącił się syn- jedz Młoda, a nie rozmawiasz.
- Ty też jedz, a nie tylko rozmawiasz. - upomniałam syna.
- Mamo a on mówi co mam robić - córka jednak postanowiła pociągnąć wątek.
- Kochanie to twój starszy brat i dobrze ci radzi. Faktycznie późno się zrobiło i musisz się pospieszyć. Ale ty też - zwróciłam się do syna - musisz jeść a nie rozmawiając kogoś za to upominać.Oboje cisza i szamać.
I możemy tak sobie gadać Rozmowa ta nasza jest niczym pies latający wokół własnego ogona.
Młoda w końcu zebrała się sama w sobie, choć krzykiem pomogłam:
- No czas kobieto moja, CZAS!!!
Czekając na babcię dzieciaki zaczęły pedałować. Oby tak zawsze wspólnie potrafiły wiele robić rzeczy.
Przyszła babcia i zabrała córę.
- Synek, bądź tak dobry i przynieś mi kawę z kuchni i poczytamy, co?
- Dobra.
Starszy wylał trochę kawy na dywan.
- O kurczę...
- O a co to? czyżby dywanowi chciało się pić czy jak?
- Hahahaah nie wiem - odparł syn biegnąc do kuchni. Wrócił z ręcznikiem papierowym i posprzątał.
- Wiesz, może napiszę bajkę o chłopczyku, który rozumiał mowę dywanów, co?
- Hahahaha dobra, fajnie by było...
Nie powiem, na samą myśl dostałam głupawki, bo niektóre dywany mogłyby mieć niezłe opowieści, ale nie koniecznie dla dzieci.
Zaczęłam z synem czytać książkę. O stworach baśniowych.
- Nie przypomina ci to kogoś? co? hahahha. Tato ogr i mama ogrzyca - zaczęłam się śmiać z własnej legendy rodzinnej, która głosi, że ...ale może o tym kiedy indziej.
- Nie, tato jest ogrem ale ty jesteś księżniczką.
- Hahahaha, och ty słodziaku. Ale tato też jest fajny.
- Wiem, wiem...
- Taki fajny ogr, no nie?
- Hahahahaha...
- A dlaczego straszono dawniej dzieci?
- Nie wiem by słuchały rodziców. Teraz też rodzice straszą.
- Tak? A jak?
- Cyganem, czarownicą, no że ktoś przyjdzie i zabierze dziecko z domu jak będzie nadal niegrzeczne.
- To weź mnie strasz, będę taki niegrzeczny, no proszę ....
Znowu wygłupy .....
- A teraz ty odrób zadania a ja sobie utnę drzemkę, dobra? potem obudzić mnie to pograsz ok?
- OK - ryknął zadowolony synek. Pognał, a ja się wyciągnęłam na kanapie. Nagłe coś na mnie wskoczyło:
- Wiesz mamo, lubię ja ty się tak przez sen uśmiechasz fajnie.
- Wiesz synku, a ja nie lubię jak tak na mnie wskakujesz.
- Oj lubisz, lubisz.
- No dobra, ale daj spać. Bądź człowiek.
Niestety, nie był ludzki ....
- MAMO ! nie ma nożyczek!
- To popatrz do szuflady, druga od góry.
Grzebie, stęka...
- Nie ma!
- Kurde, wszędzie bałagan, jak odzyskam nogę to ja już zrobię porządek! - zaczęłam odgrażać się
- Ty nie musisz odzyskać swojej nogi, tylko musisz odzyskać swoją przytomność!
No zabawne, hehehe..
Mistrz słowa. No zabił mnie. Znowu.
- A wiesz, że dzieci dzisiaj dostały uwagi i to do dzienników, bo nie chciały dać pani zeszytów.
- No to już wiem.
- A pamiętasz moją uwagę?
- Pamiętam i ty pamiętaj nie chcę więcej, bo wiesz....
- Tak dostanę kulami po dupie - i zaczął się śmiać.
Porozmawialiśmy na temat odpowiedniego zachowania w czasie lekcji. Pochwaliłam syna za dobre zachowanie oraz pogratulowałam wygranej w bingo na języku angielskim.
Syn grał na tablecie, ja czytałam.
- Słyszysz jak pada. Posłuchaj jak fajnie krople tańczą na parapecie.
- Kuu ...- syn zatrzymał się w połowie słowa- mamo, a mogę brzydko powiedzieć?
- Nie.
- Kurde, ale pada.
Wróciła Młoda Matka zaczęła mówić o świętach..
- Święta? A kiedy są?! - przerwałam zdumiona, naprawdę zapomniałam.
- Czy ty w ogóle wiesz na jakim świecie żyjesz?
- Nie......
Bla, bla bla, spadło na moją głowę. Słowa jak katowski topór.
Wiem, że Młoda będzie kurczaczkiem, ale nie powiązałam świąt z żadną datą. Daty to mam, ale wizyt lekarskich i sądowych. Reszta jakoś poza mną.
Młodą porwałam do wyrka. Na szaleństwo i pierdziochy. Niech Bestia ma swoją część dnia.
- Ej ale ni bij tak po głowie. To nie fajnie tak.
- Nooo dobra.
- Dziecko zapamiętaj to sobie: w głowę nie biję się, głowę się odkręca, o tak!
Hhahahahahaha....Skoki, gilgotki, cały zestaw naj.
Kolacja.
- To jest arbuz. - powiedziała Młoda jedząc marchewkę.
- Nie to jest marchewka - odparł Starszy.
- A właśnie, ze jem arbuza.- Młoda dalej trwała przy swojej wizji.
- Nie mów tak, - syn krzyknął - bo takich głupot będziesz uczyć swoje dzieci i tak z pokolenie na pokolenie taka głupota będzie.
Kawę wyplułam do zlewu. Hahahahaha, on dzisiaj ma dzień słowa. A ja tak będzie się rozwijał z dnia na dzień co to będzie? Zgroza.
Bajki, czytanko, ich sen, mój papieros.
Błoga cisza.......
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na wieczór - polecam - piękna muzyka i słowa :)
Marzysz o miłości
Która jest prawdziwa, bez warunków
silna, wieczna jak Słońce
Z którą wyciągasz namiętność
Marzysz o miłości
która jest czysta, z poświęceniem
być wolnym, porozcierać skrzydła miłości
i lecieć gdzie gniazdo
namiętności
Miłość jest jak niespokojny wiatr
które staje się wolne
to jest znane, ze znajduje się ktoś, który żyje inaczej
pragnąc znaleźć Ciebie
to jest podróżowanie bez strachu przez gwiazdy i ogrom
to jest przechodzenie przez ogień, chodzenie po wodzie
dokonanie prawdziwych marzeń
Namiętność jest wielką siłą
Które przenosi wszystkie stworzenia
to jest znane że ktoś na ciebie czeka
Poza tym miejscem, gdzie słońce
wymazanie na zawsze samotności ze świata
To są dwa dusze, które łączą się razem na zawsze
Nigdy nie będziesz potrzebował
kogoś któremu zaufać
Anioł który weźmie twoją rękę
i doprowadzisz do odkrycia świata z namiętnością
żyjesz z miłością
To jest silne, bez warunków
Być wolnym i wkładać skrzydła do twojego serca
Lecieć gdzie gniazdo namiętności.
A do tego wino i świeca i chwila wytchnienia :)
Zatrzymajcie się :)
na kawałku tęczy....:)
na kawałku tęczy....:)
Masz racje, Twoje dzieci mają Mistrza :) Ale po kimś musiały ten tytuł odziedziczyć :)
OdpowiedzUsuńhahahaha, po sobie - przechodzi z jednego na drugiego :DDD
UsuńWiesz, że jesteś niesamowita? Połowa rodziców jakich znam dostałaby przy takiej rozmowie z dziećmi zawału .
OdpowiedzUsuńSą sztywni i nadęci.
A tu jest luz-ale nie totalny-macie granice. ale jest wesoło :D
nadęta jestem jak zjem za dużo i to masakra :P :D
Usuńdzieci to radocha, choć czasami oj, bywam złem wcielonym :)
Dzisiaj piątek. Każdy chyba się zatrzyma - a przynajmniej każdy, dla kogo jutro jest dniem wolnym ;). Weekend. I tyle. Jedno słowo, a daje tak wiele nadziei na luz ;).
OdpowiedzUsuńoj, bardzo :)
Usuńa przynajmniej nie ma tej porannej gonitwy :)
świetne są te dialogi - mistrzowskie ;)
OdpowiedzUsuńmiłego dnia życzę :)
dziękuję i życzę miłego weekendu :)
UsuńTy uważaj na te swoje nogi :D :P
OdpowiedzUsuńJak ja nie lubię stanąć na jakąś zabawkę, albo cokolwiek innego wrrr :/
najlepsze kultowe lego :)
Usuń