Są słowa, takie proste słowa, które w swym przekazie albo zabierają grunt pod nogami albo łamią kręgosłup w trzech miejscach. Łamią dla pewności, by nie można pójść dalej.
Tak też i muza na mnie działa, jak i tekst. Jakikolwiek. Skądkolwiek.
I życie samo w sobie też.
Z kreski tworzę wiersz.
Jeśli kiedykolwiek zmierzę się ze słowem to napiszę coś w klimacie Mdłości, lecz Sartre będzie przy mnie smakował niczym najlepsza pizza w Pizza Hut. Po niej wyciera się usta z przyjemności.
Chcę stanąć jak ość rybia w gardle. Uwierać gdzieś w coś, być nie do wyjęcia, ale do wyrzygania owszem. Własnego całkowitego oczyszczenia.
Albo być jak zielony chara, która rzucona na ściankę przystanku autobusowego leniwie ścieka na sam dół. Taki widok, że sama ślina nadpływa z trzewi atakując usta od środka Usta, które dzielnie starają się nie chlasnąć nagłym pawiem.
Uczucie niesmaku pozostaje pomimo, że autobus przyjechał.
Radość zakłóca wspomnienie plwociny i czucie cienia własnych wymiotów.
W piciu są takie cudowne uczucia. Cudowne uczucie zapomnienia i cudowne uczucie lewitacji
A potem przychodzi cudowne uczucie zawieszenia nad kiblem niczym nad światem.
I bryzg.
Leci.
Z prędkością światła nieposkromiony paw.
Trzeba umiejętnie trzymać zwisającą głowę, by nie opryskać się przetrawioną treścią.
Kochany świecie tyle mogę dać od siebie, już tyle, aż tyle.
A czy żółć nas nie zalewa?!
Zalewa z każdej strony ...
W sumie jest to lepsza opcja od gówna.
Rozkładam ręce nieporadnie, ale to za mało by zachować równowagę.
Rozdzielam płynące minuty na czworo. Nanosekundy jak szpilki wbijają się w pięty.
Nie da rady iść, nie da rady biec. Stać też trudno. Przebieram nogami, aż do posikania.
I leję w gardło, by nie czuć, nie czuć już nic.
Zapomnieć.
Zacząć czuć.
Przestać czuć.
Zacząć żyć.
Przestać istnieć.
Skaczę ........
A rano?
Bluzg i szpilki.
Taniec od nowa.
Nuty niepokoju wybijają rytm.
A ludzie zęby spokoju.
I te igły,co wbijają się już do tyłka.
Albo i dalej.
Mój mózg.
Rozpierdala mnie od środka.
Bryzg.
Czasami ręce jak liście na wietrze, drżą jakby chciały złapać sens, jakikolwiek sens. Złapać, przytrzymać: patrz. A jednak warto.
Ale ręce wciąż puste są. I tylko drżą.
Przestańcie drżeć!!! PRZESTAŃCIE!!!
Cholera.....
Nie ma nic.
Pustka.
Płacz z bezsilności rzuca ciałem mym. Właściwie nie mam sił na łzy...właściwie są to kolejne torsje, które dają mi zgubne poczucie istnienia.
Bryzg.
Ramię, które tuliło straciło moc, bo nie kołysze już do muzyki słów. Usta milczą.
Sprężyna od materaca mniej rani niż ten gest.
Pustka przygniata jak największy ciężar.
Wychodziłam w ciemność, w tłum chcąc zaistnieć. Gdziekolwiek i jakkolwiek.
Zatapiałam się.
Tam, gdzie się dało. W czymkolwiek.
Leżąc w kuchni, nad ranem, zdychałam w dobrobycie. Mogłam jeść i pić, do woli upajać się każdym smakiem, ale tak naprawdę mogłam tylko rzygać, rzygać bez końca.
Nieskończoność zamieszkała w gardzieli mej.
Leżąc w kuchni na zimnej podłodze wsysałam w siebie ten cały chłód. Drżałam. Leżałam i chłonęłam to zimno, by czuć cokolwiek, by czuć.... Ziąb cucił mnie.
A może jednak były to drgawki przedagonalne?
Nie wiedziałam czy umieram czy żyję.
Pewnego wieczoru przyjechała karetka. Trzy ciała uwieszone na moim ciele nie mogły powstrzymać tej siły, która siedząc we mnie rzucała mym ciałem. Nie mogli.....Ale i tym razem nie dane było mi umrzeć.
Kolejne dni, wciąż takie same.
Nie mam sił by wstać....stan zawieszenia pomiędzy życiem a śmiercią..
Otwarcie powiek groziło zmasowanym atakiem bólu. Nic tak nie bolało jak światło.
Promień nadziei zamieniał się sztylet.
Zwijałam się w kłębek. Jak bezbronne dziecko.
Wciąż się zwijam. To mi zostało. By pamiętać, że tak łatwo jest zamieszkać na dnie.
Czuję, czuję coś, och to zimno. Cudownie tak leżeć na podłodze.Tak bardzo chciałabym zamienić się w lód. W taką bryłę - co dryfując spokojnie rozpływa się. Nie ma mnie. Po cichu, bezboleśnie.
Ale jestem.....
Chcąc poczuć ciepło sięgnęłam po żyletkę.
Sztampa, kolejna sztampa, ale w najprostszych gestach kryje się największy krzyk.
Krew grzeje ręce me......
I znowu wychodzę.
By przestać żyć. By zacząć żyć.
Ginę wśród ludzi.
Gwar nie zagłusza myśli mych.
I znowu umieram leżąc gdzieś na podłodze nad ranem.
Nie mam sił.
Ani złudzeń.
Choć bezwiedny ruch warg obiecuje, że tak nie będzie. Że to koniec. Że tak nie da się żyć.
Nie chcę, nie chcę ....NIE CHCĘ!!!
Popołudnia potrafią zmienić wszystko.
Obrastam w siłę, by zrobić krok.
Nieudolny makijaż zakrywa wstyd.
Nadciąga zmrok.
Znowu wychodzę.
By umierać nad ranem.
Moje życie zamienia się w niedosyt co tańczy na krawędzi życia.
Balansuję nie wiedząc, gdzie wyląduję.
Znowu wrony mylę z aniołami śmierci.
Nadzieja dla głupców jest.
Gdybym urodziła się facetem miałam bym jaja, jaja by z tym skończyć.
Ale jestem tylko kobietą, której co miesiąc krew menstruacyjna przypomina, że jest tylko gnijącym kawałkiem mięsa.
.......
Zastanawiające jest, że mając taki burdel w duszy jak i w głowie wyrosłam .........i żyje.
Wiem, gnój ma moc.
Podobno na nim wzrasta nie jedna piękna roślina.
Ale swąd zostaje........
Bryzg.
Pękają mury
Na których wyryto przepowiednie proroków
Jaskrawa poświata światła
Odbija się w narzędziach śmierci
Kiedy każdego człowieka
Szarpią na strzępy
Koszmary nocne i sny
Nikt nie złoży laurowego wieńca
Gdy cisza zatopi krzyk
Pomiędzy żelaznymi bramami losu
Zasiano nasiona czasu
Zroszone poprzez uczynki tych
Którzy wiedzą i tych którzy nie wiedzą
Wiedza jest śmiertelnym przyjacielem
Kiedy nikt nie ustala reguł
Los całej ludzkości jak widzę
Jest w rękach głupców
Zamęt będzie mym epitafium
Kiedy tak pełznę popękaną i przerywaną ścieżką
Jeśli nam się uda możemy usiąść i się śmiać
Lecz obawiam się że jutro zapłaczę
Tak boję się że jutro będę płakał
Oj Arte, czytając Twoje wpisy, ma się tysiące myśli, skąd akurat taki wpis, a na koniec wszystko staje się jasne. Czasem jednak za Tobą nie nadążam ;)
OdpowiedzUsuńZ pokonanego nalogu:P:)
Usuńja za sobą tez nie:D
Arte, jakoś słów mi brak... Masz w tej główce mętlik, oj masz...;) Ale bez takich ludzi jak Ty życie byłoby szare i nudne :)
OdpowiedzUsuńHahaha jasne:D
UsuńZawsze czytam Twoje wpisy i... zawsze mam problem z komentarzem. Nie wiem, co napisać. Jak skomentować... Ale czytam zawsze ;).
OdpowiedzUsuńDzieki:D
UsuńJa mam podobnie, dlatego zazwyczaj wybieram sobie jeden fragment, do którego się "podwieszam" :D
UsuńA dziś napiszę tylko - trzymaj się! :D
Dzięki :)
Usuńhahaha, ale zawsze możecie kawał opowiedzieć :DDD
Ja tylko napiszę...
OdpowiedzUsuń"swimming the same deep water as you is hard"
:)
lubię się topić :):P
UsuńAleż toniesz ....we własnym umyśle :)
UsuńTo niech będzie to:
"To breathe deep
Breathe long and hard
To take the water down and go to sleep"
https://www.youtube.com/watch?v=0FhFMkd4u_U
a może tak :)
UsuńTonę w barze złym
Tonę w długim spisie win
Ja tonę, tonę w barze złym
I dobrze jest mi z tym
https://www.youtube.com/watch?v=25ZoVIj_af0
:)
Arte.. wiesz że jesteś wielka?
OdpowiedzUsuńnic wiecej nie napisze..
wiem, dlatego zamierzam odchudzać się :P :D
UsuńArte, a że ja uwielbiam Sartre'a, więc czekam na "Mdłości" w Twoim wykonaniu. Nawet może być "Bryzg", bo przecież po "Mdłościach" to logiczna kolej rzeczy. :) ;)
OdpowiedzUsuńhahahahaha, nie zawsze :P
UsuńMocne...
OdpowiedzUsuńTak jak TY :*
:DDD
Usuń