Syn obudził mnie o szóstej rano. W piątek. W piątek, kiedy wszyscy ledwo zwlekają się z łóżka mając dość porannego wstawania i marząc o sobotnim leniuchowaniu, ten wyskoczył ze swojej pościeli jak młody bóg i przygnał do mnie.
- MAMOOO, pobudka, kocham cię.
- aaagrrr hehe grrrr....
- No weź, mamo, wstań proszę, POBUDKAAAA! Młodą trzeba budzić.
- Cześć kochanie, która to godzina? - wymamrotałam pomiędzy ziewaniem a spaniem.
- Szósta! hahahaha...
- Nie! weź synku spadaj, wstanę jak budzik zatrąbi.
- Ale co mam robić?
- Czytać? Ubrać się? nie wiem, cokolwiek, ale daj mi spać.
- Mamoooooo......no weź........
I po śnie. Sprawdziłam czy syn ma gilgotki. Jeszcze są. Ale fajnie się wywijał i wrzeszczał. Ma głos.
Za to Młoda wstawać nie chciała, ani o wpół do siódmej, ani o siódmej. Pocieszające jest to, że do mnie nie krzyczała jak do ojca swego:
- IDŹ STĄD!!! IIIIIDŹ!!!!!
A mężulo co?
- Dobrze, idę, ale wstawaj, bo nie ma czasu....
Zatem zamieniłam się w kotka, mrauuuuu. który chce mleka, więc chodź kochanie do kuchni. Niestety, dziecko powiedziało, że kotka kocha, ale wstać nie może bo bolą i nóżki i rączki.
Kotek zamruczał o awarii telewizora. Nie ma dla Młodej większej motywacji - wieczór bez bajek? Wleciała do kuchni, znalazła talerz i poprosiła o płatki. Kocham takie "cudy".
Wiem, wiem - szantaż jest zły. Ale jaki skuteczny! :)
- Synu, jak jutro mnie obudzisz przed ósmą to masz po tablecie, rozumiesz?
- Oj tam oj tam.
- Nie żartuję - chcę spać, starość kocha poduszki.
- No mamo...
- No co?
I mogliśmy sobie pogadać - poranny z niego wróbelek i koniec. A siostra -sowa. I możemy sobie pogwizdać ...
Babcia odprowadzała dzieciaki do instytucji.
- Ja mam piasek w butach - stwierdziła Młoda po drodze - stój, trzeba wysypać.
- To mama nie zrobiła tego wczoraj, nie sprawdza wam butów?
- A co ty myślisz - wtrącił się starszy - że mama ma wszystko wiedzieć? Nie musi wiedzieć wszystkiego. Skąd miała wiedzieć, że byliście w piaskownicy? Co?
Obronił mnie. Jak zwykle. Babcia ma nieświadome zapędy dowalania mi - lata praktyki weszły jej w krew, więc czy chce czy nie chce robi to. Bo ja zawsze nie tak robię.
- Wiesz powinnaś mi dać na imię porażka.
- Ależ córciu co ty mówisz? - by za chwilę zamienić się w instruktorkę mego życia - wiesz nie tak się kroi, nie tak się wiesza, nie tak ....bla, bla, bla.
Boże, proszę Cię, upierdziel mi głowę jak wdam się w swoją kochaną mamusię.
Ale to moja wina. Powinnam wyprowadzić się z 600 km stąd. I tyle. A tak?
I jeszcze ta moja niemoc skazuje mnie na jej pomoc. Nie chce być niewdzięczna, ale...no kurde.
No cóż,... a dzieciakom mówię - sprawdzajcie swoje buty i tyle. Na zewnętrzny brud zareaguję i nie puszczę, ale to co jest w środku, to skąd mam wiedzieć?!
Jak będę je we wszystkim wyręczać i za nie myśleć to wychowam jakieś gluty nieogarnięte. A wystarczy, że Starszy i tak ma swój świat i potrafi zaplątać się we własnych nogach. Zaś Młoda, jak to babka, ma głowę na karku, ale nie zawsze :)
Jedenasta - piękna pora. Wylazłam z wyra. By nie było:
- Mamo! Ty znowu w piżamie!
Zrobiłam ryż z jabłkami. A skoro piekarnik był rozgrzany to w międzyczasie namieszałam jakieś proste ciasto. Też z jabłkami.
Nie jest ze mną dobrze, oj nie.
Hm.....lazania! Od roku obiecuję, że zrobię. W końcu mężulo coś z Garfielda ma. Właściwie to dużo z niego ma. Właściwie to taka ludzka odmiana Garfielda. Czasami, zazwyczaj.
Chociaż nie- teraz to musi latać, sprzątać, aż miło patrzeć. I tak rozwinął skrzydła, że chce robić zrobić w mieszkaniu rewolucję - remont przedpokoju i nie wiem co jeszcze. Mówię, żeby mnie tym nie zanudzał. Ma wolną rękę.
Tyle, że nie wiem kiedy.
Ale przepis mam - jest postęp :)
Ja wiem co mi dolega - po prostu dostaję korby z nudów. Zastój i lot w dół.
Jasne czytam, oglądam, ale ten bezruch, a raczej ruch gałkami ocznymi nie jest tym o czym marzę, choć marzyłam, kiedy pracowałam. Kocham samotność, ale bez wypadu i bez ludzi dusza ma umiera....
Swoje jednak muszę odczekać zanim będę mogła wyruszyć...
Zawsze człowiek chce mieć to czego nie ma a jak dostaje to to zaczyna chcieć czegoś innego.
Więc by nie popaść w destrukcyjną frustrację postanowiłam zapakować wszelkie emocje do woreczka i zatopić.
Życie do tej pory nie skrzywdziło mnie, więc don't panic, Arte. Bo wpier**l. O!
A nalatać się to jeszcze się nalatam się za poszukiwaniem pracy :)))))
ps. jak widać, stuknięcie klawiaturką w mą główkę pomogło :)
a niżej są trzy nowe posty jakby ktoś nie zauważył :PPPP ,a miałby ochotę poczytać- płodność mam, ale na szczęście w słowach :PPPP
.jpg)
Co Ci powiem, to Ci powiem... ale mnie ten bezruch też dobija. Normalnie powietrze dzisiaj ze mnie zlazło jak nic. Nie wiem, czy przesilenie wiosenne, czy choroba psychiczna. ;)
OdpowiedzUsuńCo Ci powiem, to Ci powiem......to choroba psychiczna ;P
UsuńTak podejrzewałam. :)
Usuńhahahahahaha
UsuńNa wiosnę niejednemu odbija :) Może by tak dla równowagi... zakochać się ? :) Klina klinem :) Trzymaj się cieplutko, Arte :) Dasz radę :)
OdpowiedzUsuńano właśnie....może?! :DDDDDDDDDDD
UsuńKażdy bezruch jest zły. Rozleniwia. I potem nie dość, ze nic się nie chce, to jeszcze coraz gorzej i gorzej się myśli ;-)
OdpowiedzUsuńAleż mnie energia rozwala, ta nieujarzmiona, pełna bezczynności, aż normalnie przygnieciona jej ciężarem wstać nie mogę z wyrka a i głowa przybita poduchą .....oj nie chce się, nie chce...
Usuń:)
Ja to nie wiem, że dzieciom nie chce się dłużej spać, tylko wstają równo z kogutem, wesołe, energiczne i gotowe do zabawy :D hehe
OdpowiedzUsuńCórka złoto śpi na maksa, a Syn znowu pobudka po 7.00- nie chciał nas budzić,zaczął czytać - tyle, że : - Mamo? a co to znaczy?
Usuń:D
Ale chęci miał żeby się zająć sobą hehe
Usuńto fakt, ale wiadomo jak to jest z dobrymi chęciami :):P
UsuńOj prawda, prawda - starość lubi poduszki... Może dlatego czuję się ostatnio chronicznie niedospana ;)
OdpowiedzUsuńPozdrowionka dla całej Rodzinki
Oj lubi :)))
UsuńPozdrawiam :)
I jak tam woreczek z emocjami? Wypierniczony gdzieś daleko od domu? :-) Miłego nowego tygodnia :-)
OdpowiedzUsuńniestety, wali mnie po głowie :)
UsuńDzięki, nawzajem :)