piątek, 15 listopada 2013

tajemnica różańca


(bo to wzięło się z- notki Anki  -  http://calm-down.blog.pl/2013/11/14/jak-sie-popiesci-to-sie-zmiesci/)


Dawno dawno temu, pomiędzy synem a córką, jechaliśmy w górki na weekend. na spotkanie z ludźmi ze studium. Na weekend,  bo takie spotkanie z takimi ludźmi nie kończy się na herbacie. Po drodze zatrzymaliśmy się w pewnym malym miasteczku. Miasteczku, gdzie co roku bawimy sie na koncertach.
Z sentymentu wpadliśmy do "naszego" baru. Bar był mały z nieziemskim klimatem. Ściany do połowy są porysowane przez ekipe wbijającą na koncerty. Tam też wciąż jest mój wpis z 1999 roku.
Powyżej malunków znajdują się trofea myśliwskie, instrumenty, stare radia, kufle i co tylko może być. Mała zagracona przestrzeń, która ma w sobie coś surrealistycznego. Wchodząc tam z nasłonecznionego rynku ma się wrażenie, ze nasze ciało zostało teleportowane do dziwnego okresu. Okresu, kory wymyka się z rak.




Mężulo jako kierowca zamówił kawę, a ja, jako wcielenie zła - piwo. Zasiedliśmy w naszym ulubionym kąciku.
Barman, pięćdziesięcioletni blondyn o zawodowym uśmiechu,  jeszcze raz na nas spojrzał.
- A ja was chyba znam...
- Ja myślę - zaczęłam chichotać - w końcu od paru lat jeden weekend tu spędzamy, buhahahaha
- No tak, tak ...a w tym roku tez będziecie?
- Jasne.
- A macie nocleg?
- A mam pan jakaś propozycję?
- Jaki pan? Krzysiek jestem. No Anka ma wynajmować całe mieszkanie
 - Anka?
- Znacie ją na pewno.
Krzyś zwrócił się do tubylców siedzących po drugiej stronie sali., którzy też sączyli piwo:
 - Gdzie Anka poszła?
- A skąd kurwa mamy wiedzieć? Zadzwoń do niej.
- Pewnie siedzi u fryzjera i pierdzieli głupoty....

Krzyś zadzwonił
- Anka chodź do baru
- .......................
- Kurwa, przecież mówię, sprawa jest, chodź natychmiast.
- .....................
- Dobra, nie pieprz, rusz dupę. 



- Anka, zaraz będzie to wam wszystko powie. Puścić wam waszą muzykę?
- Jak chcesz, to dzięki. -
W końcu muza z radia tyłka nie urywa, a wręcz muli, bo ile można słuchać tych samych kawałków?


Zaczęliśmy rozmawiać o lokalu. Krzyś opowiedział cała historię, pokazał zaplecze, oprowadził. Dawno, dawno temu był to kultowy lokal dla ludzi z miasta wojewódzkiego, którzy po drodze wpadali tutaj na obiad. Czasy zmieniły  się a w raz z nimi pierzchła renoma.

Do baru wpadła Anka. Kobieta o nieustaloej dacie urodzenia, ścięta na krótko, twarz zniszczona życiem. Ogólnie i krótko - typowo męski typ. Znaliśmy ja z widzenia. Sprzedawała w barze placki ziemniaczane.
- Co jest, kurwa?! 
- Masz klientów.
Popatrzyła na nas, zamówiła browara i dosiadła się. Maż też wziął mi browara, w końcu polskim zwyczajem trzeba jakoś targu dobić.
- Chcecie wynająć noclegi na czas koncertów?
-No fajnie by bylo...
- Słuchajcie ja się wyprowadzam. Mieszkanie będzie puste. Ja mam pokoik, dla was dwa pokoje. Ono jest na gorze nad barem. 25 zl od osoby. Stoi?!
Zachłysnęłam się z  radochy piwem. Stoi? Toz to bomba. Mieszkanie do naszej dyspozycji. Znaczy się ekipy. Nam wynajmie, bo nas "poznała".  No cóż, tacy jesteśmy wyjątkowi. Wyjątkowi szczęściarze.
Znowu poczuliśmy się jak w domu, jakbyśmy wrócili na stare śmieci.
Zero przesranych kibli na polu namiotowym. Pływających podpasek. Zero kolejek pod prysznic. Zero nawalania słońca od samego rana. Po prostu luksus!


Dotarliśmy w górki uskrzydleni. Potem w ogóle był odlot. Ale to inna historia.



Przyszły wakacje. spakowaliśmy plecaki. Zanim wpakowaliśmy się do auta na masce zrobiliśmy strzał absynthu - za wyjazd.  Po czym wpakowaliśmy się w auto i otworzyliśmy browary.Wesoła ekipa zajechała. Wesoła była, bo w koncu dotarliśmy do wc. T, jako kierowca, z zemsty, ze został kierowcą, nie chciał się zatrzymać się po drodze.
- Mówię ci, kiedyś obsikam nam tapicerkę....
- My z tobą
- Będzie szczoch foch ...

Anka już czekała na nas i na mnie z browarem.
- No Ziuta, ten interes musimy opić.
Zszokowana byłam, ale co tam. W końcu zmontowałam niezła ekipę. W jednym pokoju byłismy w piątkę, a w drugim była druga piątka.

Nie ma to jak rozmowy w kuchni przy piwie...

Koncerty, piwo, bujanie, śpiew.....W nocy głupawa totalna. Dostałam instrukcję zdejmowania glanów.
Ale zdjąc nie mogłam, bo wciąż śmialiśmy się. Zamieszkaliśmy w beztrosce i był to cudowny czas. Czas przestał istnieć. Przestało istnieć cokolwiek. Staliśmy się wielkim chichotem.

Rano Anka zapukała do drzwi pokoju:
- Ziuta śpisz?
- Nieeee, wstaję, chyba .... - zamruczałam spod śpiwora.
- Dobra to chodź z T. na dół na placki. Czekam.

Zeszliśmy. "Nasz" stolik czekał z rezerwacją. Anka zamówiła po browarze. Zanim zjedliśmy śniadanie wypiliśmy po 4 piwa. W końcu placki zrobiły się. Dla nas gratis.

Potem znowu były koncerty, bujanie się, piwo i brecht. Ekipa była mocna i mocno się działo.
A potem były nocne rozmowy przy wywietrzałym piwie. Z Anką. Doszedł kumpel. Ktoś jeszcze przywlókł swoje umęczone ciało.

Rano Anka dała mi na pozegnanie różaniec. Sama zobila z owoców jakiegoś drzewa.
- Ziuta, masz na pamiątkę, bo ja tego nie zapomnę....
- Ja też,. Anka, dzięki za wszystko.

Różaniec noszę w torbie.
I niech mi zawsze  szczęście sprzyja.

----------------------------------------------

Pół tygodnia kombinuję jak tu z pracy wyskoczyć dwie godziny wcześniej, by syna na zajęcia z robotyki zawieźć. Odmawiam konsumpcji napoju piekielnego, bowiem w sobotę rano syn ma kolejne warsztaty, więc wypadałoby bym była przytomna. Odmawiam wszelkich uciech, bo w niedzielę mamy wyjazd do teatru. Pastwię się nad starszym wieszając go na drążku, bo przecież za tydzień czeka go egzamin z karate. I co?
I w dzisiejszy poranek syn stwierdza, ze swędzą go plecy. Zawisłam nad swym talerzem: nie panikuj kobieto. Swedzenie nie jest równe swędzeniu.


- Tak? To chodź pokaż...

Syn podciągnął koszulkę.
Oprócz pieknego strupa, bo tym jak wyrżnał w kaloryfer, zobaczyłam małe czerwone kropki.
Swiat się zatrzymał.Bezdech.
Ospa.
Zeszło ze mnie powietrze i poczułam smutek. Po prostu smutno mi się zrobiło, ze aż smutno mi. Plany wzięły w łeb, syn będzie miał dwa tygodnie wycięte z życiorysu.
Starszy tez nie był pocieszony, bo chciał być, iść, zdawać i:
- Mamo ja nie chce mieć zaległości! A teatr?

Kolejna biedronka w domu. Znowu matkę będę musiała prosić o opiekę nad dzieckiem. Cholera, a życie powoli stawało się takie piękne, bo wydawało się, ze wróci na stare, utarte tory... Nie znoszę uzależnień.


Pojechałam. wiem. Syn wyzdrowieje będzie zdobywał żółty pas :)


10 komentarzy:

  1. To kolejny dowód na to, że Anki to fajne babki. ;) :)
    Oczywiście, podobnie jak Ziuty :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam, czytam... Kuchnia? Jest. Piwo? Jest. Wtywietrzałe? Jest. Tylko włosy mi się nie zgadzają i zmęczona życiem facjata.

    ps. a ty musisz od razu informować, że to nie będzie porno tylko o torebce? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie fajnie :). Żyć nie umierać ekipa jak znalazł :D Glany! Ja bym komicznie wyglądała z moim rozmiarem 37 :). Ogólnie dobrze że tak spędzaliście czas. Macie teraz co wspominać! A to najważniejsze. Aj Ospa :(. Ja miałam w wieku 12 lat... I przez to teraz mam odporność obniżoną ale daję radę- jakoś.
    PS. Z maluchem już lepiej o wiele! Za to mnie rozkłada na łopatki :(. Mam nadzieje jednak że przejdzie mi tak jak dla małego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejku, To Wam życze nieustannie szybkiego powrotu do zdrowia !!! Trzymajcie się cieplutko :)

      Usuń
  4. a jeja : to tak jak u Nas. u Starszego pierwsze kropki a równo 14 dni później u młodego i u mnie :(
    powodzenia i zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ospa, odra, różyczka, świnka - wszystko przede mną :D

    OdpowiedzUsuń