Wpadłam w teleport. Przyspieszenie czasu. W głowie kotłuje się matematyczny wykres, gdzie czas, wraz ze swoja malejącą wartością zyskuje wymiar bezcenności. Z powodu znikających minut robię zamach na próżnię. Kończy się to lewitowaniem we śnie. A śnią mi się dziwne rzeczy....hehehe....
Cmentarny czas szybko minął. Chwila refleksji. Czasy zmieniają się. Mało kto teraz tkwi parę godzin przy grobie. Nawet tutaj, w te alejki wpadł superekspres. Zatrzymujemy się na moment i idziemy dalej. Takie czasy, jedna wielka gonitwa, chyba zarżę .....pata taj, pata taj ....iiiiiiiiha......
A kiedyś była wielka rodzinna tradycja - nasiadówka przy dziadku. Ciocie, wujkowie, babcia, te rozmowy i nasze, brzdąców maczanie palców w wosku z nudów ...a potem rozrywka - kurs alejkowy do pradziadków.
W tym roku nie spotkaliśmy nikogo. Tylko znicze świadczyły, ze były tu ręce, które postawiły. Byliśmy rano, potem wieczorem. Wieczorny kurs dla tej magii zapalonych lampek.
Atmosferę tego święta mam wmurowaną w duszę- moja dusza jest ja grób. Z tabliczką - odwieczny dół. Wciąż się gdzieś myślą ocieram o śmierć, o zwłoki. Zwłaszcza prosząc o zwlokę w czasie ...
Rodzinny obiad. Jeden, drugi, Przebłysk matki.
- Wiem dlaczego w zeszłym roku zabraliście mnie nad morze!
- Tak? Bo?
- Chcieliście bym powoli przyzwyczajała się do piachu ...
Ha, ha, ha ...
I niech życie trwa. Cieszmy się.
Na sniadanie gotuję płatki ryżowe na mleku, pilnuję mleka, bo wiadomo, że ta ciecz jest wściekła. Kuchenna nuda wpatrywania się w garnek została zakłócona wejściem syna. Idealne wyczucie momentu:
- Wiesz, ostatni to robiliśmy na treningu ...
Zaczął demonstrować ciosy karate. I zamiast w przedpokoju to w kuchni zrobiliśmy sparing. Ciosy rękoma, nogami:
- Ha! broń się!
Syn zarzucił nogę na krzesło, zawinął się wraz z nim i upadł waląc plecami w kaloryfer. Zamarłam. Starszy nieźle wmontował się w żelastwo. Dobrze, ze nie musiałam zeskrobywać ... Na plecach powstało duże otarcie ...
- No kochany, teraz jesteś prawie jak Bruce Lee - zaczęłam żartować po wylaniu przez syna wiadra łez.
Wyłączyłam płatki, pogratulowałam sobie głupoty, po czym weszłam na krzesło, by sięgnąć do apteczki po środek odkażający.
Zeszłam błyskawicznie - lotem waląc się przy tym po nogach krzesłem.
- Oszaleliście dzisiaj?! - mężulo wymiękł.
By za chwile dodać:
- Oby tylko dzisiaj .....
No cóż, mleko szkodzi zdrowiu........:)
Cmentarny czas szybko minął. Chwila refleksji. Czasy zmieniają się. Mało kto teraz tkwi parę godzin przy grobie. Nawet tutaj, w te alejki wpadł superekspres. Zatrzymujemy się na moment i idziemy dalej. Takie czasy, jedna wielka gonitwa, chyba zarżę .....pata taj, pata taj ....iiiiiiiiha......
A kiedyś była wielka rodzinna tradycja - nasiadówka przy dziadku. Ciocie, wujkowie, babcia, te rozmowy i nasze, brzdąców maczanie palców w wosku z nudów ...a potem rozrywka - kurs alejkowy do pradziadków.
W tym roku nie spotkaliśmy nikogo. Tylko znicze świadczyły, ze były tu ręce, które postawiły. Byliśmy rano, potem wieczorem. Wieczorny kurs dla tej magii zapalonych lampek.
Atmosferę tego święta mam wmurowaną w duszę- moja dusza jest ja grób. Z tabliczką - odwieczny dół. Wciąż się gdzieś myślą ocieram o śmierć, o zwłoki. Zwłaszcza prosząc o zwlokę w czasie ...
Rodzinny obiad. Jeden, drugi, Przebłysk matki.
- Wiem dlaczego w zeszłym roku zabraliście mnie nad morze!
- Tak? Bo?
- Chcieliście bym powoli przyzwyczajała się do piachu ...
Ha, ha, ha ...
I niech życie trwa. Cieszmy się.
SOBOTA - DZIEŃ KRZESŁEM
Na sniadanie gotuję płatki ryżowe na mleku, pilnuję mleka, bo wiadomo, że ta ciecz jest wściekła. Kuchenna nuda wpatrywania się w garnek została zakłócona wejściem syna. Idealne wyczucie momentu:
- Wiesz, ostatni to robiliśmy na treningu ...
Zaczął demonstrować ciosy karate. I zamiast w przedpokoju to w kuchni zrobiliśmy sparing. Ciosy rękoma, nogami:
- Ha! broń się!
Syn zarzucił nogę na krzesło, zawinął się wraz z nim i upadł waląc plecami w kaloryfer. Zamarłam. Starszy nieźle wmontował się w żelastwo. Dobrze, ze nie musiałam zeskrobywać ... Na plecach powstało duże otarcie ...
- No kochany, teraz jesteś prawie jak Bruce Lee - zaczęłam żartować po wylaniu przez syna wiadra łez.
Wyłączyłam płatki, pogratulowałam sobie głupoty, po czym weszłam na krzesło, by sięgnąć do apteczki po środek odkażający.
Zeszłam błyskawicznie - lotem waląc się przy tym po nogach krzesłem.
- Oszaleliście dzisiaj?! - mężulo wymiękł.
By za chwile dodać:
- Oby tylko dzisiaj .....
No cóż, mleko szkodzi zdrowiu........:)
Boszszszsz, Artuchna ile razy mam Cię prosić? No! Ogarnij Ty się, bo szkoda by było ;) Buahahaha
OdpowiedzUsuńno proś, proś ..... :P
Usuńcały czas tak się staram - się ogarniam, ogarniam i ąz wszystko dookoła zgarniam! :)
Cizas. Stamp ma rację: szkoda by byo. ;)
OdpowiedzUsuńniszczyć krzesła?! :P
UsuńCóż...wypadki chodzą po ludziach:)
OdpowiedzUsuńCo do cmentarzy, to racja, kiedys było inaczej, ale mnie drażnią te spotkania przy grobie,bo ludzie się wtedy zachować nie potrafia.
zagubiona
różnie z tymi ludźmi bywa .....oj, różnie ...:)
Usuńa wszystko to bo , nie nie zupa , ale wina mleka była ;)
OdpowiedzUsuńżycie rodzinne jest pełne emocji i to jest właśnie fajne ;)
czasami za fajnie :)
UsuńTo może ja Wam podrzucę to moje Jajo? Idealnie by się wpasowało, też ciągle poobijane. ;)
OdpowiedzUsuńhahaha, to podrzuć, będzie jeszcze większa jatka! ;)
UsuńHa, ha :) Żartowałam. Jaja nie oddam za żadne skarby. No, chyba że przyjdzie jakiś fajny kawaler, to wtedy się zastanowię. :) ;)
UsuńHahaha, kawaler jest i to fajny tyle, że trochę za młody ;)
UsuńA, i pijcie mleko z mniejszą liczbą procentów! ;)
OdpowiedzUsuńoj to już z 3,6 zeszliśmy na 3,2 :P
Usuń:D
To może spróbujcie do 2%? ;)
Usuńa nie, to już woda jest :D
Usuńi a nuż pokusi nas spacer po wodzie?! :)
Ty już lepiej żadnego mleka nie gotuj, mężulo niech się tym zajmie bo Ty albo szpagat w łązience, albo lot na niskim pułapie wraz z krzesłem :P :P
OdpowiedzUsuńps. za płatki owsiane na mleku dam się zabić (albo zmolestować :P ). Rano sobie zrobię przed pracą.
oj, mężulo to łapie chwile, kiedy komp jest wolny :D:P
Usuńnoooo owsianka rulez :)
Z krzesłami to trzeba uważać, bywają złośliwe. Ale przebłysk Twojej Mamy powalił mnie bez udziału krzesła. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń"Zapisane w locie"
http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl/
Nas też, hahahaha
Usuńpozdrawiam także :)
Arte, Arte.. jak długo Ty pożyjesz jestem ciekawa... ciągle coś :/
OdpowiedzUsuńObstawiam 2015/2016 :)
OdpowiedzUsuńco ty mówisz,no dziecko!, twój tatuś jest cudownym człowiekiem, wiesz, tylko tak inaczej ......
OdpowiedzUsuńtym mnie rozwaliłaś.... dobry tekst :D:D
:DDDDDDDDDDD
Usuń