sobota, 5 października 2013

trudne tematy


Napoleonkaaaaaaaaaa aach ten krem, ciacho, rozpływałam się w tych smakach, gdy nagle dotarły do mnie głosy.Tym razem z radia.

- .. w ten sposób straciłam 42 kilogramów.

(jak ktoś mówi o otyłości to momentalnie mój organizm wyłącza połykanie, więc zastygłam w trakcie rozkoszy, auć!)


- Super! Piękny sukces! - dziennikarka nie zdążyła rozwinąć dalszych słów uznania, gdy gość przerwał mówiąc ze śmiechem:

- Niech się pani tak nie napina, już przytyłam 20 kilogramów.

Właśnie, nie ma co się napinać w życiu. I nie warto też popuszczać. Zwłaszcza w gacie.
Otworzyłam czekoladę, by się dobić. A co mi tam. Jak słodko, jak bosko. Chwilo trwaj!

Rzuciłam się w wir porządków, co by w sobotę nie skrzeczeć o sprzątaniu. Zresztą mam alergię na sobotnie prace domowe. Koszmar dzieciństwa. Wyrzucanie z pościeli po 8.00:
- Bo piorę!
- TERAZ?!
Teraz uruchamiało modlitwę, która kończyła się przy obiedzie. Po obiedzie zaczynał się nowy cykl wykładów. Ha, ha, ha ...choć wówczas nie było mi do śmiechu.



Rzuciłam się w wir porządków, bo taka będę świetna. Idealna.
Mężunio wróci do chatki: czystość powali go na kolanka, pyszna kolacja rozłoży na łopatki  i już jest gotowy! HA!
Plan w życiu trzeba mieć, a jak doda sie do tego przebiegłość to sukces murowany.





Gotowanie i sprzątanie, gotowanie i sprzątanie - zajebista pieśń, hahahahaha

Jaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!pierniczę dzieciaki trzeba odebrać. Wsiadłam do auta. Co za drogi. Co za nierówności. To nie bułka z masłem, tylko drogi polne. Jadąc mam zawsze wrażenie, że pod tym asfaltem trupy leżą. Zombiaczki czekają na 4 jeźdźców, na znak i zacznie się: dzień sądu. Niektóre osobniki już nie wytrzymują nerwowo, normalnie rwą się do góry, a my dziwimy się skąd te dziury?! Ech....

Dzieciaki przejawiły bunt na wiadomość - dzisiaj idziemy na sztukę teatralną. Ba! córka była na tyle perfidna, że godzinę przed spektaklem zasnęła. Tak po prostu. Ale takie numery nie ze mną. Bestyjkę obudziłam i pojechaliśmy. Cała sala była zajęta. Fuksem znalazłam trzy miejsca niedaleko sceny.
Czar krzesła przywrócił córce uśmiech. Jak to dzieciakom nie wiele potrzeba do zachwytu.

Sztuka nas wciągnęła. Inscenizacja, gra, żartobliwe tony. Żywiołowość na scenie. Dzieci są bardziej wymagającym widzem. Nie bawią się w żadne konwenanse - jak jest nudno to się nudzą. I niektóre się nudziły. Z moich byłam dumna - wciągnięte w spektakl nie trzaskały krzesłem, nie mówiły, nie spały. Ale i też niewiele zrozumiały.
Ale sztuka jest pretekstem do podjęcia rozmów.
W sposób delikatny, mądry, wyważony poruszono ważne kwestie: przyjaźń, tęsknota, za tym co się utraciło, śmierć.
A czy my doceniany to co mamy?!
A ilu ludzi powiedziało - nie zdążyłam/nie zdążyłem powiedzieć, że ....
A ilu ludzi swoje ja, urażone ja stawia wyżej od wszystkiego? Własne urazy stawiamy ponad wszystko. A to, ze ktoś teraz potrzebuje wsparcia, słowa, pomocy, to co tam.... Odrzuceni -odrzucamy.
Tyle, że w obliczu śmierci wszystko wygląda inaczej. Czy warto zatem czekać na śmierć?!
Ale życie życiem, szlag człowieka trafia i ślepnie na wszystko.
A odbudowanie więzi gorsze od budowania piramid. Zwłaszcza jak się wkradną zranione uczucia, poczucie zdrady, brak zaufania i szereg innych negatywnych emocji.
Choć z drugiej strony po co nosić w sobie ten rozkładający dusze bagaż?!
Bycie człowiekiem to takie trudne...wszystko jest takie kruche.

Po spektaklu były zbierane pieniądze na ratowanie życia kobiety. Dzieciaki wrzuciły do puszki. I nie wspominam o tym, żeby "chwalić się", ale zaskoczyła mnie reakcja syna.

- A nie mogą zarobić? Jak można tak zbierać pieniądz: dajcie, dajcie. Trzeba pracować.

- Synku, koszty leczenia są większe niż wypłata. Czasami ludzie, by żyć muszą liczyć na innych. Jeśli możemy pomóc to pomagamy. Wiesz,jakbym potrzebowała nowej nogi i proteza kosztowałaby 200 tys to stać by nas było?
- Nie.
- I skąd miałaby wziąć pieniądze by móc chodzić?! To są trudne sprawy. I czasami ludzie musza liczyć na pomoc innych ludzi. Nie można być obojętnym.

Kolejny trudny temat wpadł nam do łóżka. Czytałam synowi - co jest ważniejsze mózg czy serce?



ulubiona książka syna




Syn doszedł do wniosku, że serce, można zastąpić pompką. A mózg też?!
Więc rozprawialiśmy sobie o organach, aż trafiło na nerki.
Temat transplantacji powrócił jak bumerang, który przed chwilą został rzucony.
- W tym przypadku dawcą może być ktoś z rodziny albo inny człowiek, bo z jedną nerką można żyć. Każdy rodzic oddałby swojemu dziecku nerkę i to bez wahania.
Syn ukrył twarz w poduszce.
Hm.....
- Płaczesz??? kochanie? Dlaczego?
- Bo ja nie chcę byś umarła, wolałabym sam umrzeć. Ja nie chcę nerki.
- Synku, ale jej nie potrzebujesz! My mamy szczęście, że jesteśmy zdrowi. Wiesz, jaka to radość?! Nie płacz .... kochanie.

Nie płacz, kochanie - jak to łatwo powiedzieć,  a sama jakoś nieporadnie powstrzymywałam łzy, które mi cisnęły. ...



Rano zebraliśmy się szybko na pierwszy wykład Uniwersytetu Dziecięcego. Zaniepokoił mnie brak samochodów na parkingu. Hm, czyżby wszystko było takie ekologiczne eee sobota to dzień spaceru?! Chwyciłam za klamkę -zamknięte.
Zadzwoniłam do kumpeli, która oświeciła  mnie, że wykład zaczyna się za godzinę. A! Kapitalnie.
- Cała ty - wymamrotał pod nosem mężulo.
- Weź, jeszcze jedno słowo!
Zabiłam go wzrokiem. Poszliśmy na spacer, bo co będziemy się kręcić tu i tam.

Wrzuciliśmy syna do auli. Uroczyste rozpoczęcie roku rozpoczęło się od  przemówienia burmistrza. Nie ma to jak lansik władz.
Staliśmy trochę pod drzwiami, ale na szczęście syn nie wyleciał z sali krzycząc: - ja nie chcę!, więc sukces był.
Przy okazji ze znajomymi dograliśmy szczegóły jutrzejszego wyjazdu w górki. Żyć nie umierać.

Przy obiedzie syn stwierdził, że jeść nie będzie. Ja stwierdziłam, że z krzesła nie zejdzie póki nie zje. W te przepychanki wtrąciła się córa:
- A ja już mówiłam koleżankom i kolegom i i i i i ... i pani, że ten mój brat to jest taki beznadziejny.....

Zatkało nas. A potem zaczęliśmy się śmiać. Zabiła nas po prostu. Co to za tekst?! Syna też zamurowało, bo nic nie powiedział. Wyjątkowo, bo zazwyczaj na siostrę pokrzykuje.
Po chwili zaczął jeść, mówiąc, ze co jak co, ale mięsa nie tknie. Poszłam na kompromis.
- Nie jedz, ale wciągasz surówkę.
Ha! Lekko nie ma.


A potem zabijaliśmy się śmiechem oglądając film familijny: Krudowie.

https://www.youtube.com/watch?v=21vWIjfCZ5Q&list=TLc4R5R9HuvjENwknFOb4tfinvHH6WhjI0

Film, który powala animacją, wykreowanym światem, poczuciem humoru i treścią.

- Mamo to jest jak Avatar!
- Ogladałeś Avatar?!
- Tak, trochę z mamą


Czy my wiemy co w życiu jest ważne?! Wiemy!
A jeśli wiemy, to dlaczego się gubimy?!
Czasami jednak trzeba wyjść poza czubek własnego nosa....czasami trzeba w życiu zrobić rewolucję.
A rewolucje warto zaczac od siebie.


























6 komentarzy:

  1. Trudne pytania, trudne odpowiedzi, i dobrze że je z dziećmi poruszasz. Całe nasze życie jest usłane kolcami róż i tylko od nas zależy czy te kolce zamienią się w płatki róż.

    Ciekawy wpis, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd ty bierzesz takie genialne teksty??? "Bycie człowiekiem to takie trudne'. Zakładam ci oficjalnie zeszyt zajebistych tekstów, które kiedyś, jak już zapomnisz, sprezentuję ci na 18-stkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze się czyta te Wasze małe-wielkie rewolucje...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo pouczający wpis.Daje do myślenia,ale to wszystko nie jest takie proste,komuś wybaczyć.Ja rewolucję zaczęłam od siebie,narazie nie narzekam na zmiany:)

    mężatka(zagubiona)

    OdpowiedzUsuń
  5. wiem, że nie jest proste, każdy ma swoje uczucia, i każdy ma czasami dość, bo ile można?! nikt tez nie jest workiem treningowym, by wciąż się wystawiać na ciosy

    wolę całki niż związki ludzkie

    rozkminie matmę, ale człowieka za cholerę nie rozumiem

    Ewolucja trwa.......

    pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że poruszasz takie tematy z dziećmi, a przede wszystkim odpowiadasz na pytania ich dotyczących. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń