Poszłam po syna, by odebrać go zaraz po zajęciach. Księciunio sobie życzy- Księciunio ma.
- Mamo, a pojedziemy do parku? odbierzemy Młoda i pojedziemy dobra?
- Weź synu, ruch taki jest o tej porze, że nawet auta nie ruszam.Nie będę stać w tych korkach...
- Nie autem - rowerami!
- AAAAA Rowerami! W porzo.
Rowerami? Szok. Ale czad. Coś drgnęło, tra la la la.
Szok drugi - syn nie oponował, że poszliśmy na zakupy. Zero marudzenia.
- Pomogę ci nieść zakupy.
- Super, dzięki.
Za to jęczadło zaczęło się, kiedy pojawił się temat karate.
- Mamo, ale ja nie chcę, to jest głupie.
- Synu, dla ciebie wszystko jest głupie.
- Rysowanie nie jest głupie.
- Ale o czym ty dla mnie rozmawiasz?! Jakie rysowanie? Ty poza tym głupkiem i pierdami nic nie potrafisz narysować, ani drzewa ani domu, ani zwierzaka, ani człowieka.
- Drzewo to umiem narysować - odparł oburzony.
- No dobra, ale na rysowanie masz czas, a warto coś ćwiczyć. I nie daruję ci.
Nie no kurde, będę tupać, wyć i nie wiem co jeszcze. Wszystko na nie, wszystko jest głupie - co jest?! I zero fioła sportowego. Egzemplarz trzeba naprawić. Nie będzie siedział i marudził jak dziad stary. To nie ten wiek na puszczanie pierdów w kanapę.
- Synu, od dzisiaj zaczynamy wprowadzać czytanie, nie ma że boli. I dodatkowe szlaczki.
- Nie będę się uczył to jest głupie.
No zastrzelę, zjem, odgryzę pięty!!!!! Oddychaj głęboko, głęboko...
- Gdyby było głupie nie mielibyśmy tyle książek.A poza tym nikt , by nie czytał, bo mało kto lubi robić głupie rzeczy.
Popatrzył. Hm...chyba coś trawi ...
- Mamo, a poczytasz mi o tym baranie, co? No wiesz ta zielona książka.
- Poczytam, jeśli będziesz uczył się czytać. Mówię ci, ze to czad. Właśnie dwa horrory zamówiliśmy.
- Horrory? Poczytasz?
- Sam się naucz czytać!!!!
Syn zaszył się w pokoju, ja sobie ruszyłam na kuchnię. W końcu trzeba jakiś obiad zmontować przed wyprawą rowerową.
- A właśnie, ze umiem rysować! - syn przyszedł z kartką, by pokazać psa.
- Mam ci jeszcze coś narysować?
- Pewnie!
I tak powstał cały zwierzyniec. Krowa rozwaliła mi nadgarstki. Biedna krasula zapadła na głęboką anoreksję. Niedźwiedź wygląda jak duch podtrzymujący swój zadek. Nietoperz -patrzcie jakie mam gacie!
No po prostu Boschowska kreska buhahahahaha.
Wyprawa rowerowa była super. Syn sobie pędził przed siebie nie trzymając mnie na oku. Dzieciaki zrobiły sobie w parku gonitwę, potem pozbierały kasztany. A jak wróciliśmy do domu to na nic nie miały sił - konały przy bajce. Zero kłótni. Full symbioza. Aż miło.
DNIA NASTĘPNEGO.....
Rano, przy myciu zębów syna złapała refleksja.
- Mamo a w piątek jak idę na urodziny to co z moim karate?
- Zdążysz, bo w piątki są późno zajęcia.
- Aha, to dobrze.
Zatkało mnie. Ale nie mówiłam nic. Z radochy, że może jednak coś drgnie. Póki co widzę zmiany - rozkręca się i super. Energia nakręca energię, a monotonia dnia zabija. I moja dusza tez odżyła.
Jak będzie -zobaczę. Dziecko jest mieszanką genów. Ma prawo być sobą. Ale muszę coś zrobić, by syna pozytywnie nakręcić. Może to tylko bóle wzrostowe powodują zmęczenie, a może nie. Nie wiem.
Ale facet choć ma potencjał i mózgownicę za szybko poddaje się. A ja mu nie pozwolę na to. Niech odkryje własną siłę. I to, że sukces nie jest na pstryknięcie palcami. Ale za to smakuje wyśmienicie jak się go wypracuje ciężką pracą. Trening czyni mistrzem, hahahaha.
Za to Młoda biegła sobie całą drogę do przedszkola. Ta to jest perpetuum mobile- nakręca się swoim dobrym humorem.
Wracaliśmy z synem ze szkoły i koleś co rusz klepał mnie w tyłek. Nie wiem co to za zabawa, ale jak dla mnie to łapki przy sobie.
- hahahaha - brecht i klap, no tak fajny żart.
- SYNU! -spojrzałam wzrokiem mega czarnym i złym
- Wiem co powiesz, wiem -i robiąc komiczne miny z intonacją wrednej małpy rzekł- Starszy, przestań, bo zaraz cię pacnę! Aaaaaa hahahahaha
No rozwija się. Strzeliłam pogadankę. Tylko, ze jak weszliśmy do domu zawołał:
- Jak taty nie ma to ja rządzę!
- A co wybierasz ? Pralkę czy piekarnik?! HM?!
Hahahaha, też mogę sobie pożartować.
Porządził sobie syn, oj porządził - biedactwo musiało wciągnąć talerz rosołu, potem drugie danie. Poszedł zadania robić. Przeholował to zamilkł. Jak miło. Zamilkł dopóki jego kumpel nie wpadł. Czasami mam wrażenie, że mam dwóch synów, ech...
O TYM JAK MŁODA UŚWIADOMIŁA FACETÓW (podsłuchane)
- I ta babcia szła hahahaha i uderzyła się w jajka hahahaha ....- Kolegi głupoty rozśmieszyły chłopaków na co córka nie odrywając się od malowania Pony zareagowała dość żywo:
- Chyba w cipkę, w cipkę się uderzyła, a nie w jajka
- Noooo tak - chłopcy przyznali Młodej rację .
Wlazłam do pokoju i utknęłam nad synem:
- Chyba masz zadania robić, prawda?!
Potem usłyszałam, ze studia i praca są beznadziejne.
- Prawda Starszy?!
No tak i wszystko na ten temat.
Pojechaliśmy na trening. Starszy został na sali, a my poszłyśmy do parku. W parku na placu rozsiadła się patologia i jakoś mnie zmiotło.
Nora huśtała się z Nikolą.
Hahahaha, ale jama - ni ma coli....buhahahaha -nie mogłam powstrzymać brechtu.
Matki jak wrony obsiadły jedną ławkę i na zmianę to plując słonecznikiem to paląc papierosy (dmuchając dzieciakom w nos jak przybiegły) miały taką gadkę, że wolałabym posłuchać swoich skarpetek. Po prostu na pewne rzeczy nie chce mi się patrzeć. Ani słuchać mimo woli.
Za to wpadłam na pomysł, EUREKA!,przecież niedaleko jest biblioteka, gdzie możemy choćby w razie deszczu czy zimna schować się. Można tam poczytać, porysować, pobawić się. I z wc też skorzystać.
Syn po zajęciach sam przebrał się w szatni. Prawie chciałam zawyć z radości. Ale spokojnie, by nie zapeszyć zapytałam się od tak sobie:
- I jak było?
- Od tego skakania brzuch mnie boli. Mamo, ja nie chcę...
- Bo brzuch cię boli?
- Nooooo
- Kochanie, to mięśnie zaczęły ci pracować.
Tłumaczyłam jak to działa. A potem w kuchni odbył się pokaz pompek. Cieniara ze mnie już jest mega - 10 i padam na ryj szukając tlenu.
Byłam czystym przykładem co robi się z człowiekiem jak nie ćwiczy. Przerażający obraz degeneracji.
A rower zaczął za wieszak robić. Dałam sobie żółtą kartkę. W końcu przykład idzie z góry. Koniec lenistwa.
- Mamo, a pojedziemy do parku? odbierzemy Młoda i pojedziemy dobra?
- Weź synu, ruch taki jest o tej porze, że nawet auta nie ruszam.Nie będę stać w tych korkach...
- Nie autem - rowerami!
- AAAAA Rowerami! W porzo.
Rowerami? Szok. Ale czad. Coś drgnęło, tra la la la.
Szok drugi - syn nie oponował, że poszliśmy na zakupy. Zero marudzenia.
- Pomogę ci nieść zakupy.
- Super, dzięki.
Za to jęczadło zaczęło się, kiedy pojawił się temat karate.
- Mamo, ale ja nie chcę, to jest głupie.
- Synu, dla ciebie wszystko jest głupie.
- Rysowanie nie jest głupie.
- Ale o czym ty dla mnie rozmawiasz?! Jakie rysowanie? Ty poza tym głupkiem i pierdami nic nie potrafisz narysować, ani drzewa ani domu, ani zwierzaka, ani człowieka.
- Drzewo to umiem narysować - odparł oburzony.
- No dobra, ale na rysowanie masz czas, a warto coś ćwiczyć. I nie daruję ci.
Nie no kurde, będę tupać, wyć i nie wiem co jeszcze. Wszystko na nie, wszystko jest głupie - co jest?! I zero fioła sportowego. Egzemplarz trzeba naprawić. Nie będzie siedział i marudził jak dziad stary. To nie ten wiek na puszczanie pierdów w kanapę.
- Synu, od dzisiaj zaczynamy wprowadzać czytanie, nie ma że boli. I dodatkowe szlaczki.
- Nie będę się uczył to jest głupie.
No zastrzelę, zjem, odgryzę pięty!!!!! Oddychaj głęboko, głęboko...
- Gdyby było głupie nie mielibyśmy tyle książek.A poza tym nikt , by nie czytał, bo mało kto lubi robić głupie rzeczy.
Popatrzył. Hm...chyba coś trawi ...
- Mamo, a poczytasz mi o tym baranie, co? No wiesz ta zielona książka.
- Poczytam, jeśli będziesz uczył się czytać. Mówię ci, ze to czad. Właśnie dwa horrory zamówiliśmy.
- Horrory? Poczytasz?
- Sam się naucz czytać!!!!
Syn zaszył się w pokoju, ja sobie ruszyłam na kuchnię. W końcu trzeba jakiś obiad zmontować przed wyprawą rowerową.
- A właśnie, ze umiem rysować! - syn przyszedł z kartką, by pokazać psa.
- Mam ci jeszcze coś narysować?
- Pewnie!
I tak powstał cały zwierzyniec. Krowa rozwaliła mi nadgarstki. Biedna krasula zapadła na głęboką anoreksję. Niedźwiedź wygląda jak duch podtrzymujący swój zadek. Nietoperz -patrzcie jakie mam gacie!
No po prostu Boschowska kreska buhahahahaha.
Wyprawa rowerowa była super. Syn sobie pędził przed siebie nie trzymając mnie na oku. Dzieciaki zrobiły sobie w parku gonitwę, potem pozbierały kasztany. A jak wróciliśmy do domu to na nic nie miały sił - konały przy bajce. Zero kłótni. Full symbioza. Aż miło.
DNIA NASTĘPNEGO.....
Rano, przy myciu zębów syna złapała refleksja.
- Mamo a w piątek jak idę na urodziny to co z moim karate?
- Zdążysz, bo w piątki są późno zajęcia.
- Aha, to dobrze.
Zatkało mnie. Ale nie mówiłam nic. Z radochy, że może jednak coś drgnie. Póki co widzę zmiany - rozkręca się i super. Energia nakręca energię, a monotonia dnia zabija. I moja dusza tez odżyła.
Jak będzie -zobaczę. Dziecko jest mieszanką genów. Ma prawo być sobą. Ale muszę coś zrobić, by syna pozytywnie nakręcić. Może to tylko bóle wzrostowe powodują zmęczenie, a może nie. Nie wiem.
Ale facet choć ma potencjał i mózgownicę za szybko poddaje się. A ja mu nie pozwolę na to. Niech odkryje własną siłę. I to, że sukces nie jest na pstryknięcie palcami. Ale za to smakuje wyśmienicie jak się go wypracuje ciężką pracą. Trening czyni mistrzem, hahahaha.
Za to Młoda biegła sobie całą drogę do przedszkola. Ta to jest perpetuum mobile- nakręca się swoim dobrym humorem.
Wracaliśmy z synem ze szkoły i koleś co rusz klepał mnie w tyłek. Nie wiem co to za zabawa, ale jak dla mnie to łapki przy sobie.
- hahahaha - brecht i klap, no tak fajny żart.
- SYNU! -spojrzałam wzrokiem mega czarnym i złym
- Wiem co powiesz, wiem -i robiąc komiczne miny z intonacją wrednej małpy rzekł- Starszy, przestań, bo zaraz cię pacnę! Aaaaaa hahahahaha
No rozwija się. Strzeliłam pogadankę. Tylko, ze jak weszliśmy do domu zawołał:
- Jak taty nie ma to ja rządzę!
- A co wybierasz ? Pralkę czy piekarnik?! HM?!
Hahahaha, też mogę sobie pożartować.
Porządził sobie syn, oj porządził - biedactwo musiało wciągnąć talerz rosołu, potem drugie danie. Poszedł zadania robić. Przeholował to zamilkł. Jak miło. Zamilkł dopóki jego kumpel nie wpadł. Czasami mam wrażenie, że mam dwóch synów, ech...
O TYM JAK MŁODA UŚWIADOMIŁA FACETÓW (podsłuchane)
- I ta babcia szła hahahaha i uderzyła się w jajka hahahaha ....- Kolegi głupoty rozśmieszyły chłopaków na co córka nie odrywając się od malowania Pony zareagowała dość żywo:
- Chyba w cipkę, w cipkę się uderzyła, a nie w jajka
- Noooo tak - chłopcy przyznali Młodej rację .
Wlazłam do pokoju i utknęłam nad synem:
- Chyba masz zadania robić, prawda?!
Potem usłyszałam, ze studia i praca są beznadziejne.
- Prawda Starszy?!
No tak i wszystko na ten temat.
Pojechaliśmy na trening. Starszy został na sali, a my poszłyśmy do parku. W parku na placu rozsiadła się patologia i jakoś mnie zmiotło.
Nora huśtała się z Nikolą.
Hahahaha, ale jama - ni ma coli....buhahahaha -nie mogłam powstrzymać brechtu.
Matki jak wrony obsiadły jedną ławkę i na zmianę to plując słonecznikiem to paląc papierosy (dmuchając dzieciakom w nos jak przybiegły) miały taką gadkę, że wolałabym posłuchać swoich skarpetek. Po prostu na pewne rzeczy nie chce mi się patrzeć. Ani słuchać mimo woli.
Za to wpadłam na pomysł, EUREKA!,przecież niedaleko jest biblioteka, gdzie możemy choćby w razie deszczu czy zimna schować się. Można tam poczytać, porysować, pobawić się. I z wc też skorzystać.
Syn po zajęciach sam przebrał się w szatni. Prawie chciałam zawyć z radości. Ale spokojnie, by nie zapeszyć zapytałam się od tak sobie:
- I jak było?
- Od tego skakania brzuch mnie boli. Mamo, ja nie chcę...
- Bo brzuch cię boli?
- Nooooo
- Kochanie, to mięśnie zaczęły ci pracować.
Tłumaczyłam jak to działa. A potem w kuchni odbył się pokaz pompek. Cieniara ze mnie już jest mega - 10 i padam na ryj szukając tlenu.
Byłam czystym przykładem co robi się z człowiekiem jak nie ćwiczy. Przerażający obraz degeneracji.
A rower zaczął za wieszak robić. Dałam sobie żółtą kartkę. W końcu przykład idzie z góry. Koniec lenistwa.


to miało być tu.
OdpowiedzUsuńSmok powiedział: Daj spokój Anka, dziś nie atakuję, idź spać :D i się zawinął :)
buhahahah, nie ryj mi mózgownicy jak siedzę w papierologii, pliiiiiiiiiiiiissssssssssssss:D
OdpowiedzUsuńA ta ośmiotnica to całkiem, całkiem mu wyszła, krowa faktycznie - anorektyczka :D
OdpowiedzUsuńi pewnie taka daje mleko -0.5% :D:
UsuńArte idzie w zaparte :P Dzieciaki mega, a matka niech się też zapisze na karate,sama gadasz, że przykład idzie z góry :P
OdpowiedzUsuńhe he he - poszłabym gdyby nie kolano...:P
UsuńHehehe, paluszek i główka ;)
UsuńMoże syn potrzebuje więcej czasu:)Jak zacznie "łapać"o co chodzi,to może mu się spodoba.A córa nieźle uświadomiła chopaków:)
OdpowiedzUsuńzagubiona
Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej :)
UsuńA wiesz, jak moja córka polubiła czytanie? Dostała od babci księgę dowcipów (ok. 300 str.) i jak miała 5 lat, czytała płynnie, ale fakt, że nie rozstawała się z książką i jak tylko ktoś do nas przyszedł, musiał wysłuchać kilkunastu dowcipów. :)
OdpowiedzUsuńPS Arte, nie myślałaś o zmianie tła na blogu? Wiem, że to nie moja sprawa, ale cholernie ciężko się czyta białe literki na czarnym tle.
hahahaha, dobre :)
Usuńps. ok, pomyślę, :)
Rany, Arte, doznałam olśnienia, światłość widzę!!! Dzięki. :) :) Sorki, że tak się wtrąciłam. Ale fajnie piszesz, a ja się normalnie zawsze umęczyłam, żeby te białe literki rozszyfrować. Buźka wielka. Teraz to ja widzę wszystko. :)
UsuńDzięki : i proszę :)
UsuńIm wcześniej dzieciak nauczy się czytać, tym lepiej. Jak połknie bakcyla, to sam się sobą zajmie i nie będzie truł d..., że mu się nudzi. Tylko ciekawą lekturę mu trzeba podsuwać, żeby się nie zniechęcił.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
miałam nadzieję, że we krwi będzie to mial a tu jakiś opór (pewnie po teściowej:P)
UsuńAle mam nadzieję, że jakoś uda mi się przełamać ten opór :)
Pozdrawiam :)
I zdjęcia lepiej widać. No, teraz jest super!!! :) :)
OdpowiedzUsuń:DDDDD
OdpowiedzUsuńArte! Gdzie moje kropelki co? zostaw sobie to białe tło do czytania, choc mi nie przeszkadzało, ale kropelki mają wrócić! no weź noooo artusiuuuuuuuu, wróć kropelki.... :D
OdpowiedzUsuńwszyscy sie cieszą z oranga tylko ja płaczę za kropelkami. :(
OdpowiedzUsuńAnka, uspokój się z tymi kropelkami, ważne, że światłość nastała! ;) :)
Usuń:(((( to jutro coś pomyślę ....:)
OdpowiedzUsuń