czwartek, 3 października 2013

Nooo, mamo ...

 Poranna pobudka. Koszmar każdego dnia. Ja nie wiem dlaczego człowiek musi tak rano wstawać. Sam sobie narzucił jakiś chory system. Zero hedonizmu - za to maksimum heroizmu, bo wstawanie poranne wymaga nie lada siły i pokonania własnej słabości. I w imię czego o tej porze wstajemy?! Przecież nie musimy polować.
A nie można tak od dziewiątej, dziesiątej, zacząć żyć...?
Ludzie sami siebie katują budzikiem.


Puściłam muzę.  Nuty dotlenieniem mózgu. Rozhasane wśród czerwonych krwinek biegają po całym ciele. Powieka ruszyła się, drgnęła ręka ...







Zwlekam się z wyra jak siedem nieszczęść i wyję jak siedem nieszczęść, znaczy śpiewam sobie pobudkowo w łazience.
Prysznic. Prysznic co rano przypomina - olewaj wszystko, olewaj, olewaj.....czystość duszy gwarantem zachowania rozsądku.

Jestem prawie gotowa, jeszcze tylko parę cichych, małych, niewinnych przekleństw znaczy się poprawek fryzurowych  i  człapię do "strefy bąków".
Muza ryczy, ja mruczę łagodnie:
- Cześć kochane łobuziaki. Wstawać proszę.
Odganiają mnie jak komara, nie poddaję się.
- Nie wyspałam się.
- Nie chcę wstawać, głupie jest wstawanie.
- Ja tez nie chcę. Ty idziesz do szkoły, Młoda do przedszkola a ja dlaczego muszę wstawać?!
Idźcie sobie sami.
- He he he
- He  he he?! To słuchaj tego, kolego:

Z ciemności wyłoniła się ma głowa,
na gadanie twe gotowa

Hehehehe, dobra jestem sobie myślę. A co. Przecież mogę się pogilgotać dobrym słowem, no nie?

- A ja puszczę mamie bąka niech się mama błąka

CO?!!!!!!!!! Ale mi wyjechał. Kara-gilgotki. Ha! Teraz śmiej się cwaniaku.
- MAMO! PRZESTAŃ! AAAAAHAHAHAHA ....

Śniadanko, ubieranko, wyścig z czasem.
- Ja się w przedszkolu wyciągnę... - córa pomimo deklaracji i tak próbował  łyżką dotknąć sufitu.

Młoda nie wyciągnęła się w łóżku, więc Młoda zawiesiła się nieoczekiwanie.I zagubiła się w ruchach gubiąc czas okrutnie. Musiałam paszczować:
 - Ruchy, kobieto, ruchy!!!! SZLAG!!!

Dzieciaki w aucie, silnik odpalony, skrobię, skrobię, szyby skrobię. Jeszcze tego brakowało w gamie szczęść porannych Ufff, wsiadłam.
- Mamo, jestem niezapięta
Wysiadam, otwieram drzwi pasażera, ale od strony kierowcy: jedna noga na zewnątrz, druga w samochodzie, walczę z zapięciem  i ...nagle samochód zjechał do tylu. CO JEST?! Uffff, zatrzymał się. Wyciągam łeb. OOOOOOO FUUUCK!!!  Przywaliłam otwartymi drzwiami w auto stojące z boku. Drzwi się zaklinowały. Moje drzwi wbiły się w drzwi obcego auta. Nie miałam wyjścia, przelazłam przez fotel na miejsce  kierowcy i podjechałam do przodu. FUCK!!!! Dobrze, że w tym wszystkim nie zaklinowałam się przechodząc przez fotel!

Szlag, zarysowałam komuś auto. Może nie tak jakoś ohydnie, ale jednak. Nienawidzę takich rzeczy.
Czas nie dał mi czasu na myślenie. Pojechałam odwieźć dzieci.

Wróciłam na parking i łypię okiem na auto. Zerkam z partyzanta, by nie było. Kurde, facet ma na dole jeszcze dwa wgnioty. Made in ja?! Hm...Chyba nie, ale czy ja wiem?
Spierdzieliłam na górę, spuściłam nos na kwintę i zaczęłam prasować. Żelazko przyda się jak przyjdzie poszkodowany. Adresu nie zostawiłam, bo po co? Sąsiedzi mają wiedzę potrzebną do wszelakiego życia.

Prasowanie ma moc. Zapadłam się w sobie. Znowu ta nie moc. Nie chce mi się nic. Myśli odbiegły na boczny tor. Wpadka sięgnęła po bicz i zaczęła chlastać po duszy.
Nic dziwnego, że kiedyś ludzie krótko żyli. Umierali w moim wieku jako starcy. O ile dożyli. Zmęczenie wciąż ma tą samą moc.Tyle, ze ja za mamutami nie latam i nie walczę o ogień. Choć z drugiej strony ...

Stop! Mnie nie ma. Żadnych problemów. Zjazd. Wraz z papierosem wszystko zamieniłam w popiół.
Jeszcze życie mi dokopie, więc sama siebie nie muszę poniewierać.

Zadzwoniłam do kumpeli. Ustaliliśmy plan działań: jutro z dzieciakami idziemy na spektakl, w sobotę synowie mają pierwszy wykład Uniwersytetu Dziecięcego (zapisałam, a co), a w niedzielę jedziemy górki.
W razie deszczu - wino i film. Weekend doskonały. Mężulo nic nie wie. Ha! Niech się jeszcze po upaja myślą, że się wyśpi, hehehehe. Jego też nakręcę. O! jak ja go nakręcę. Kurde, niech wraca, bo zaczynam ryczeć ...

Power, power, power, muza, dziki taniec, życie jest cudowne! Wystarczy sprytny plan. Coś na przekór tych samych dni. Niech życie będzie marmurkowym ciastem.
Oby tylko koleś z tasakiem do mnie nie przylazł, oby, oby, oby ....

Poleciałam po syna do szkoły. Hrabia zażyczył sobie wcześniejszego odbioru.
Potem oboje musimy iść do przedszkola.

- Synu, idziemy po Młoda, ubieraj się!
 - A musimy już iść? Niech wybiega się w przedszkolu....

Droga powrotna była drogą płaczu i lamentów. Młoda darła dzioba o wszystko roniąc przy tym łzy na potęgę. Bo nie tą droga poszliśmy, bo chciała się bawić, bo chciała iść do domu, bo chciała się pohuśtać, bo chciała jeść, bo nie chciała zbierać kasztanów, bo chciała zbierać żołędzie, bo ....nie wiedziałam co robić, bo za każdym podjętym działaniem szedł inny komunikat.
- Co za baba, znowu ryczy....
- Przyzwyczajaj się synu. Baby czasami nie wiedza czego chcą, a zmęczona baba  to już totalna porażka, jak widzisz....

Dotarliśmy do domu. Dom ! Sweet dom! Nie dostałam obłędu, ale czułam się jakby ktoś na mnie spuścił 100 ton flaków z wypatroszonych śledzi.
Masakra.

Młoda w domu zarządziła zabawę. Ja byłam tronem, a ona siedząc na mnie odgrywała króla Juliana. Dobrze, że nie byłam Mortem. A może wszystko przede mną.

- To ja idę sikać, przyjdę a ty puścisz mi bajkę ROZUMIESZ?


ROZUMIESZ?! Prawie stanęłam na baczność krzycząc:
- Jawohl !!!!!

ale rzuciłam w jej stronę poduszką, niech ma, hahahaha.

- Noooo, mamoooo...

" Nooo mamo", " mamo, przestań" -łeeee, nie czają zabawy. Hahahah.
Dobrze ze mała jest mała i nie wpadła na pomysł wyrwania i rzucenia w odwecie klozetem:
- Mamo, łap muszelkę!


Wydrukowałam  Zdrowaś Mario, by syna nauczyć modlitwy. Umiem ją jak mówię szybko i bezmyślnie. Zaś wymawianie powolne słów, takie świadome i z sensem po prostu mi nie wychodzi. (przetestujcie ::PPP)

- Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami chrzestnymi...
- Jakimi chrzestnymi? Grzesznymi synu, grzesznymi.


Chrzestni? Aaaaaaaaaaaaa, muszę w końcu do brata zadzwonić, bo przez tę ciszę naprawdę, o zgrozo!, zgrzeszę.








:P





9 komentarzy:

  1. Tron to całkiem dobra rola, nie musiałaś przynajmniej nic robić. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak nie? musiałam odpowiednio trzymać łapki i nic nie mówić!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Made in ja - nie, nie przekroczyłaś granice. poza tym, że zerżnęłaś temat ;) ;) ;) z naciskiem na ;) - ale nie chcę wiedzieć w jakiej pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesu, Młody mnie zagadał i zrobiłam błąd. Miało być" nie, no...."

    OdpowiedzUsuń
  5. hehehe, a to ty nie wiesz, ze ja wszystko potrafię zerżnąć- drzwi, tematy , swoje ręce nożem (ggrrr) etc ba! i nawet gofra potrafię zeżreć ! :D:P ze ze ze ze ze ze ze zu za zi do :PPPP


    OdpowiedzUsuń
  6. Gofra i lody :D No i te nieszczęsne drzwi samochodu ;)

    OdpowiedzUsuń