Zabawy dziecięce mają to do siebie, że czasami zaskakują. To jest nurkowanie w maskotkach. Bul, bul, bul i dzieciaczków nie ma. Wyglądały jak kaczki nurkujące w jeziorku.
I wcale nie zamierzały stąd wychodzić. Ale syn jak usłyszał, ze musimy pójść do sklepu to szybko pozwijał się. I wyniósł swój łup, który zostal umieszczony na drzwiach pokoju.
Popoludniu mlodzi skakali po basenie dmuchanym. Fryzurka Młodej rozbawiła wszystkich. Nic tylko na sabat zapisać.
A wieczorkiem wpadł kuzyn.
Cały dzień zgody między rodzeństwem to było za dużo.
Siedzieliśmy z moim bratem w pokoju, a dzieciaki bawiły się w swoim królestwie.
Nagle bratanek krzyknął:
- Bijo tu tato bijo!!!
- Kogo bijją?
- Mnie biją
- Nieprawda - krzyknął Starszy - nie bijemy.
- Synu dlaczego kłamiesz? -brat zapytał się swego syna.
- Ja nie kłamię, ja siedzę - odkrzyknął P.
Przestaliśmy się śmiać, kiedy rozległ się płacz Młodej. Wpadłam do pokoju. Walczyła z bratem na miecze. Jedno spojrzenie. Pod okiem plama czerwona a na oku krwiak. Zabraliśmy broń.
Syn otrzymał mega opierdziel. Też się popłakał. I słusznie, przecież mógł siostrze wybić oko.
Dzieci dostarczają wiadro emocji. I właśnie takie wiadro wylano nam nam głowę, bo byliśmy krok od tragedii.
Na drugi dzień rozmawialiśmy z obojgiem. Ale dzieci jak to dzieci - niczego nie można być pewnym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz