Młoda wyspała się bosko. Przycięła komara jak gwiazda i wstała o 19.00 jak nowo narodzona. Wyszliśmy na podwórko. Niestety mój sprytny plan spalił na panewce - gonitwa jej nie dobiła. A wręcz przeciwnie!
Godzina 21.30, kiedy dzieci powinny spać bądź też przykładać się do snu, moja córa śpiewa sobie:
- Wyginam śmiało ciało
Wyginam śmiało ciało
Dla mnie to... Mało!
I brechtając bawi się przednie.
No i super. Nie ma co ...A książka czeka. Chyba nigdy z Pi nie dopłynę do brzegu ...
Syn natomiast zaszył się z tabletem i nawet nie kichnie, by nie przypominać o sobie. Ale czujne oko matki patrzy na zegarek.
- Synu, koniec mordowania świń. Oddaj grę. Dobranoc.
- Ale ja chcę jeszcze
- Ależ kochanie, granie ryje banię - oddawaj grę i żegnam.
- A poczytasz?!
- Pewnie! Młoda! czytamy, koniec wycia! Do wyra!
Co jak co, ale pół godziny śpiewu jak dla mnie wystarczy.
- AAAAAA, mój rower, muszę go schować do piwnicy - przypomniało mi - zaraz będę.
- Do piwnicy? Tam są potwory - Młoda to wie co mi powiedzieć.
Wprawdzie jestem już dużą dziewczynką, nie mniej jednak piwnica w nocy ma swoje uroki i tajemnice, których cień czuć na plecach. Coś siada na ramionach. Jakieś niedopowiedzenie ubrane w szatę strachu.
- Uważaj mamo - grrr, niech mi jeszcze coś powie to ją normalnie pacnę.
Wróciłam. Byłam dzielna i nawet ani jednego pająka nie zauważyłam.
Dzieciaczki były w łóżku, ale oczywiście moim.
- Chciałabym latać - marzycielskim tonem powiedziała córa.
- No i zleciałabyś na tyłek i co? Miałabyś siniaki i znowu beczałabyś - podsumował ją brat.
- Albo na głowę. Wiesz jakbym płakała, gdyby coś ci się stało?
- Nie, pokaż.
Skończyło się wojną na gilgotki. 2 na 1, ale dałam radę.
A potem czytałam Pippi. Jak zwykle syn zasnął, a Młoda nie.
Zasiadłam do kompa wertując przepisy, bo znowu mam zajawkę. I stwierdzam, że przepisy są niesprawiedliwe, chore i głupie, bo nie są jednoznaczne. Jak wszystko w tym kraju.
Znowu znalazłam się w czarnej dupie, ale tylko z przepisami. Aczkolwiek liczę na szczęśliwe zakończenie i na to, że wyjdę bez uszczerbku zarówno na zdrowiu jak i kieszeni.
Zaległam na balkonie by zobaczyć dzisiejsza noc spadających gwiazd. I co? Niebo jak zwykle zachmurzone, nie mniej jednak mruczę: oby wszystko zakończyło się dobrze, oby wszystko zakończyło się dobrze ...
Tyle, że mam wrażenie, że coś się szykuje. Wczoraj stłukłam bulionówkę. Roztrzaskała się na drobne kawałki, a myślałam, że takie rzeczy nie pękają. A dzisiaj co? Dzisiaj nagle zaczęła piec mnie lewa dłoń. Na linii życia miałam rozlane czerwone plamy. Rozmawiałam z dziećmi przy kolacji i nagle ręka zaczęła mnie palić. Dziwne. A potem przeszło.
W końcu dawno nic sobie nie zrobiłam, ani los mnie niczym nie zaskoczył, więc może czas czarnej serii się zbliża.
Z wiadomych atrakcji to czeka mnie tylko wycięcie tłuszczaka z ręki. Rozrósł się gnojek, więc głowę straci.
Witam. Widzę że dzieciaczki dają popalić :). Tak to z nimi bywa hehe. Ale w końcu dają za wygraną. Mam tak samo jeżeli mój mały wstanie ok 19-20 to jest walka ale jak już padnie to mogę odpocząć :). Przepisy no cóż ja jedynie jeżeli chodzi o ciasta jestem zadowolona bo na prawdę pomogły a inne no cóż dużo poprawek czasami muszę wprowadzać. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, to myśleć pozytywnie i nie czekać na katastrofę, bo takim przewidywaniem najgorszego tylko wywołuje się przysłowiowego wilka z lasu. Dzieci, jak to dzieci, potrafią umęczyć. To już poza mną, moje są dorosłe, choć jak przyjadą i zasiedlą się na dłużej, to moja cierpliwość też bywa wystawiona na próbę. Ale niech przyjeżdżają, bo samej w domu też smutno czasem.
OdpowiedzUsuńCo do przepisów, hmmm, są dla mnie inspiracją, ale jeszcze chyba nigdy nie zrobiłam niczego ściśle według przepisu. Zawsze jest choćby szczypta mojej własnej inwencji. Lubię eksperymentować.
Pozdrawiam :D
Zapisane w locie http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl
Ach te dzieci :) Uśmiech mam na twarzy i pomyśleć, że mnie to też może czekać he he :) Ja już dawno nie szukam przepisów w necie, przeważnie nie jest jasno nic napisane i nie wychodzi, bo np nie ta kolejność składników.
OdpowiedzUsuńRęka piekła.. Mnie czasem palą palce, ale to żyły dają znać o słabym kriwo-obiegu czyli daj nam pić i magnezu, ot taka zależność u mnie.
:)
hahahaha dziewczyny, chodziło mi o kodeks pracy, jestem w takim punkcie życia, że nie wiem co mam robić ...a interpretacja prawa jest różna bo oprócz kodeksu pracy jest kodeks cywilny i w ogóle chyba trzeba być prawnikiem, by niektóre aspekty rozkminić.
OdpowiedzUsuńAle fakt, że z przepisami kuchennymi miotam się doskonale, jako antytalent kucharski :)
Dzisiaj 13-ty, zbiłam talerz na dzień dobry, Czarownico , myślę pozytywnie, tyle że mam pecha i los lubi uszkadzać moje ciało, a ostatnio jakoś wybitnie.
A dzieciaczki oj dają popalić czasami, zwłaszcza wieczorem, kiedy chce się zasiąść przed serialem, książką, wyjść na papierosa (tego jednego chociaż!) - a one brykają jak nowonarodzone.
Madzia- po raz pierwszy miałam palenie ręki, plamy czerwone były tylko wokół i na linii życia, nigdzie więcej, więc można się wkręcić ...gdyby choć to znaczyło gorący sex :D:P
Pozdrawiam :)