niedziela, 18 sierpnia 2013

dialogi rodzeństwa



- Beksa
- Nie jestem beksa.
- Jesteś beksa.
- NIE JESTEM!!!
- Jesteś, a kto płacze jak rodzice wyłączają bajkę! No kto?
Młoda zaczynając już pochlipywać pod nosem wyjęczała:
- Ale ja nie jestem beksa .......to ty.

Dzieciaki zamknęły się w pokoju. Jednak pokojowy czas w pokoju nie trwał za długo.
- TAKIE TEKSTY TO KOLEŻANKOM RZUCAJ! - wydarł się Starszy.
Weszliśmy do "Strefy".
- O co tym razem Wam poszło?
Młoda udała, że nic nie słyszy a syn odparował:
- Bo ona mnie wkurwia!
- Dziecko, czy ty wiesz co mówisz?!
- Wiem
- To jeszcze gorzej dla Ciebie! Ostatni raz to słyszymy, rozumiesz?!
- No dobra.
Zobaczymy.

A co poszło?

A oto.

Młoda zapytała się brata:
- Lubisz mnie? -bo co jak co, ale baby lubią deklaracje słowne.
- Nie - odparł brat.
- Dlaczego?
- Bo mnie wkurwiasz.




Nadszedł czas rozbrojenia min. Memo to taka fajna gra dla całego pokolenia.

T zagrał ze Starszym,




a z Młoda zagrałam ja.




Wynik rozgrywek nie był szokujący.
Ojciec przegrał z synem trzykrotnie, a ja z córką -remis, albo wygrana jedną parą. A Młoda niby taka rozkojarzona ....

Chyba z T tracimy rozum. Na stare lata człowiek po prostu głupieje. .Albo te zaduch zabiera nam powietrze - niedotlenienie.
Albo mamy pod nosem bystrzaki :)

Wieczorem wpadł brat. Impreza pożegnalna. Wyjeżdża. Pewnie zobaczymy się za kolejne 2 lata. Zresztą nie wiem, bo i sam nie wie nic.

- A ty musisz się tak wiecznie śmiać ? - zapytał się Młodej
- Muszę bo lubię - odpowiedziało dziecko.

I tak oto Kudłaczek zamienił nam się w Pannę Chichotkę.
Dzieciaki oblazły wujka i nie dały mu żyć. Walka na żarty nie miała końca.

Wieczorna rozgrywka w memo też musiała być. Brat przegrał. Z dzieciakami przegrał.
- Weź brachu nie podkładaj się - jęknęłam patrząc na grę.
 - Ale ja naprawdę staram się, chyba sam zacznę grać z córą.
Bywa, że życie zaskakuje. A brak treningu rozmiękcza mózg. Ha, ha, ha, no ale nam też nie szło lepiej, kiedy graliśmy z Pisklakami.
Wpisujemy grę na stałe w rytm życia rodzinnego. Jakieś stałe w życiu muszą być.


A od jutra szewski tydzień. Tydzień decyzji.
Bóg jeden wie co mam robić, by nie wyjść z ręką w nocniku.
Cień strachu zasiada na sercu mym niczym na tronie. W świecie niejasnych przepisów zwykły człowiek ginie. Atak paniki wraca. Ale o tym pomyślę jutro.

A póki co - polewka. Łapanie oddechu przed zaduchem życia.



ps. Syn nie podarował, bo jak to z mamą nie zagrać! Zagraliśmy. Rozgrywka była ciężka.
- Nie mogę na to patrzeć - powiedziała córka.
REMIS
:)

Młoda wyciągając bajkę o  Czerwonym Kapurku zapytała się:
- A poczytasz?
- No pewnie!
- Ale szybko, bo nie mam czasu.

Jest godzina 22.03 - na co ona ma miec czas?!?!?!?!




























2 komentarze:

  1. Dzieci spieszą się nawet spać :)
    I będzie dobrze. Czasem to tylko kwestia nastawienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Problem w tym, że Młodej nie chciało się spać :) - spanie jak jedzenie - boli :)

    OdpowiedzUsuń