Chciałam wsiąść się za prasowanie. I co? I krzyk:
AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!
Wystraszyłam się widząc potwora!!!!
Na bluzce był chrabąszcz. O mać!!!!. Wyrzuciłam go na balkon. A on tam leżał jakiś poddechnięty. Niemrawy jakiś.
I naszła mnie myśl - chomik!
Zawołałam syna.
Narada.
Syn poleciał po łyżeczkę i złowił padlinę. Podaliśmy chomikowi. Rzucił się na nią, ze szok.
| Tam w łapkach to nie orzeszek, oj nie .... |
I zjadł ze smakiem.
Łańcuch życia.
Przegrywają słabi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz