środa, 19 czerwca 2013

klapa


Pedalstwo miejskie owładnęło duszę mą. Jeżdżę na rowerze tu i tam. I będę mogła tak śmigać na lajcie jeszcze przez dwa miesiące. Mam zasiłek rehabilitacyjny. Dostałam.
Tylko rezo i artro.
I witaj zdrowie.
Tylko wypowiedzenie z pracy.
I witaj wolność.
Tylko zebrać odszkodowania.
I witaj szmalu.

Pięknie kształtuje się moja przyszłość.



Syn został absolwentem przedszkola. Były występy i łzy, w szczególności pań. Mówią, ze ta grupa była niesamowita. Nie wszystkie pamięta się, a tą będzie trudno zapomnieć. Co ryjek to indywidualność.
Ze Starszego mieliśmy ubaw. Jak zwykle zero uśmiechu. Spina. Koncentracja. Mumia 3. Maska.
Dżizas, co za sztywniak estradowy.


Odnośnie przeżywania. Nie lubię niedociągnięć. Jak pójdzie coś nie tak to będzie mnie męczyć do wybuchu mega.
Siedzę sobie, a mnie to dusi.
To się nazywa nakręcanie.
Właśnie łeb ukręciłam T.
No bo....
Spotkanie z orzecznikiem było, o dziwo, miłe.
Tyle, ze i tak miałam wszystko w nosie. Naprawdę.
Dadzą, nie dadzą ....co mi tam.

Więc nie pokazałam mu protokołu powypadkowego.
Dlaczego? Nie wiem.
Koncentracja moja - kolano, ból, reszta wyrzucona poza.
Nie jestem zdolna do konstruktywnego myślenia.
Obrony.

Pomimo, że facet nie jest od tego, tylko o orzekaniu o zdolności do pracy,a ZUS już protokół ma, bo takowy przesłał im zakład pracy to jednak w głowie siedzi mi, ze powinnam pokazać. Powiedzieć.
Nie wiem.
Zamulam się tym na maksa.

Tyle, że mi się już mówić nie chce o tym. No nie chce .......
Naprawdę.

I na cholerę przybijam się pierdami do krzyża udręki?!

Psychika człowieka to nie kostka Rubika - parę nakręceń nie wystarczy, by wszystko było na miejscu.

A ja siadam powoli.

I to nie przy stoliku z piwem, bo biorę antybiotyk.

Jednym słowem -kompletna klapa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz