Pewnej nocy zadziwiła mnie cisza. Cisza, która była ciszą zbyt cichą. Coś mi nie grało. Ale co?Opadające powieki zamknęły moją świadomość. Odpłynęłam, na rozstaje dróg, gdzie problemy duszy siedziały w trampkach z lekka gwiżdżąc. Schyliłam się, by rozwiązać im poplątane sznurówki....
Nieznośny sygnał budzika wdarł się we mnie. Zachłysnęłam się dźwiękiem jak tonący wodą. To dziwne pomyślałam, ale.poranek też przyniósł ciszę.
No tak, w końcu nie mieszkałam na Alasce, by budził mnie Chris o Poranku. A szkoda ...Już słyszę jak swoim odlotowym głosem mówi:
Po mojej przygodzie z utratą głosu podzielę się z wami przemyśleniami na temat mowy. Nie lekceważcie jej. Jeśli muzyka to klucz do serca jak mawiał Wolter, mowa jest kluczem do ludzi.
Ale nie mówił, nikt nic nie mówił i nic nie wydawało dźwięku. Panowała cisza,
To niemożliwe ....to niemożliwe chwyciło mnie za serce, rozum i powiodło do .....
Leżał w pozycji embrionalnej, jakby chciał siebie otulić....
NIE!!!!!!! NIEEE!!!! NIEEE!!!! TO NIEMOŻLIWE!!!!
Łza spłynęła mi po policzku, a smutek zalał serce...Wstrząsnęło mną okrutnie.Nie mogłam się ruszyć.
Nasz Zygmunt nie żył.
I jak teraz powiem dzieciom, ze nasz chomiś nie żyję?
Obudziłam Maluchy. Brak mojego śmiechu trochę ich zaniepokoił.
- Co się stało?
- Mamo?
Nie lubię kłamać. Nie umiem kłamać. Powiedziałam prawdę.
Ciałem córki wstrząsnął szloch. Tak potężny, tak pełen żalu ...Przytuliłam mocno Młodą.
Syn starał się ją pocieszyć:
- Wiesz to jak z dziadkiem, stary był i dobrze, że umarł, już nie cierpi, wiesz?
- Ale, ale ....ja ...- spod strumienia łez wyrywały się słowa - ja ....chcę ...do ...chomika .....do chomika...ja ...chcę ....
- Kochanie ....- zaczęłam córce tłumaczyć, ale nie chciała słuchać, Chciała Zygmunta.
- Wie pani - zwróciła się do mnie przedszkolanka, kiedy odbierałam dziecko z sali - Młoda miała dzisiaj smutny dzień. Trzykrotnie wybuchła płaczem za chomikiem. Nawet podczas próby...
- Cała Młoda, bardzo to przeżyła. Mogłam nie mówić rano, ale nie sądziłam, że tak zareaguje ...
- Jest bardzo uczuciowa...
- Wiem.
W trójkę, niczym kondukt pogrzebowy, poszliśmy do ogródka teściowej. W rękach trzymałam pudełko z ciałem Zygmunta. Pudełko owinięte białym papierem. Córka płakała nie pozwalając na pochówek. Wraz z synem próbowaliśmy ukoić żal Młodej. Bezskutecznie.
- Nie, nie ...chcę chomika ....chcę chomika ...chcę chomika, ....mojego kochanego chomika ....
Ta rozpacz niczym pieśń pogrzebowa towarzyszyła nam w ostatniej drodze Zygmunta.
Chomik został pochowany koło mojego psa.
Pod jabłonką jest nasz
"cmętarz zwieżąt".