piątek, 28 marca 2014

po strzale


Pojechałam do szpitala. Miesiąc minął. Nie wiem w jakim stopniu sprawności jest noga. A boli jak zginam. Nic nie wiem.
Ani jak długo będzie trwało leczenie. Ani nic a nic nie wiem. NIc.
Tak to jest jak prowadzącego lekarza brak. Ha!


Izba przyjęć. Godzina z głowy.
W końcu poszliśmy do przebieralni. Czekając na pracownika porozglądaliśmy się trochę dookoła. Odpady medyczne?
- Chcesz hemoroida?!
- A może tak hemoroida?!

poniedziałek, 24 marca 2014

o gnoju



Są słowa, takie proste słowa, które w swym przekazie albo zabierają grunt pod nogami albo łamią kręgosłup w trzech miejscach. Łamią dla pewności, by nie można pójść dalej.

Tak też i  muza na mnie działa, jak i tekst. Jakikolwiek. Skądkolwiek.
I życie samo w sobie też.

Z kreski tworzę wiersz.

Bo pójdziesz do kościoła!



W sobotę syn  obudził nas o kosmicznej porze. O 7.15. Deszcz bębniąc  o parapet przesympatycznie mnie utulał, a ten nadawał, że nie szło ponownie zasnąć. O zgrozo, kolejny weekend z kosmicznym wyrwaniem z łoża. Chwilę później, trąc oczka, przybiegła Młoda.  Jeszcze jedna taka pobudka a normalnie szyję odgryzę!
Zakończyło się mega gilgotaniem, przy czym Młoda płakała ze śmiechu a syn grał twardziela.
- Co ty? nie masz łaskotek?
- Mam, ale dzisiaj gdzieś poszły.
O ty!. I piórkiem go. Wymiękł, ha!
Wykopałam towarzycho do kuchni, a sama poległam. Jakoś brak mi motywacja do ściągania zadka z łoża.

W sobotę wieczorem zapowiedzieliśmy Starszemu, że jeżeli obudzi nas po siódmej to czym prędzej go ubierzemy i poleziemy z nim do kościoła. Popytał o godziny mszy, ja mu pogroziłam odpaleniem czerwonych strzał i dziecko poszło spać.


piątek, 21 marca 2014

Koniec




Przemarzłam. Zrobiło mi się mega zimno. Mega cudnie. Drżę. Jeszcze bardziej wkopałam się pod kołdrę. Coś czuję. Jednak coś czuję .....
Musiałam się rozgrzać.
To ciepło co rozgaszcza się leniwie w każdej komórce.
Cudowne uczucie.
Naprawdę.
Uwielbiam to.

środa, 19 marca 2014

wypalenie


Mam te kilkadziesiąt lat, choć w porównaniu do wieku żółwiego to młoda jestem, ale tylko w stosunku do lat gadzich, bo w stosunku do ludzkich to już gorzej wypadam, pomimo, że staram się nie  być gadem.
Więc stara jestem i nie umiem robić kotletów mielonych.Tragedia? Nie.Większą tragedią jest wpierdzielanie kolejnej paczki popcornu. Smak życia, słony smak życia. Ale nie mogę oderwać się od kolejnej paczki. A potem odzywa się próżna babska natura.

piątek, 14 marca 2014

Mamo! Pobudka!


Syn obudził mnie o szóstej rano. W piątek. W piątek, kiedy wszyscy ledwo zwlekają się z łóżka mając dość porannego wstawania i marząc o sobotnim leniuchowaniu,  ten wyskoczył ze swojej pościeli jak młody bóg i przygnał do mnie.
- MAMOOO, pobudka, kocham cię.
- aaagrrr hehe grrrr....
- No weź, mamo, wstań proszę, POBUDKAAAA! Młodą trzeba budzić.
- Cześć kochanie, która to godzina? - wymamrotałam pomiędzy ziewaniem a spaniem.
- Szósta! hahahaha...
-  Nie! weź synku spadaj, wstanę jak budzik zatrąbi.
- Ale co mam robić?
- Czytać? Ubrać się?  nie wiem, cokolwiek, ale daj mi spać.
- Mamoooooo......no weź........

czwartek, 13 marca 2014

Bęcki w szkole

Syn wrócił ze szkoły. Na przerwie, kiedy zawiązywał buty, ktoś gwizdnął mu picie.

- Ale jak? - spytałam się zdziwiona.
- No z tyłu było.
- To daj przed siebie. Kochanie, szkoła to zbiorowisko rożnych dzieciaków, uważaj.

Nie krzyczał na szkołę kto zajumał mi picie?!, nie. Nic nie powiedział pani. Był zdziwiony, że tak można.
Dlaczego? Po co?

takie g.




Odwiedziłam szanowny ZUS. To, że miałam ich odwiedziny w domu to mało. Musiałam przejść badanie lekarskie mające na celu wykazanie zasadności wystawionego zwolnienia lekarskiego. No w końcu prawie miesiąc minął od pobytu w szpitalu, więc czas już wyzdrowieć.
 Szkoda, że nie zbadał zasadności wskazania chodzenia o kulach przez 8 tygodni. Tak długo? Hm...
- Proszę odrzucić kule i się przejść.O upadłaś? oooo, to faktycznie chodzić nie możesz....ups...

Motoryzacyjnie :)



Motoryzacyjne, bo skoro Tata Szymona zadał pytania to grzech nie odpowiedzieć:))))


  1. Najstarszy samochód Twoich dziadków/rodziców jaki pamiętasz?
Dziadkowie nie mieli auta. Mieli konia z wozem. I my też nie mieliśmy auta dopóki nie pojechaliśmy nad morze. Przejazd był tak koszmarny, że aż do dzisiaj matka pamięta. My, maluchy siedzące na korytarzu, przy wc. Nie ma to jak podróż pierwszą klasą :) Zapachy gratis. Na drogę powrotną ojciec zamówił auto służbowe i wracaliśmy nyską. Na drugi rok został właścicielem fiata 126p. Żółty maluszek był niezły.Dopóki nam nogi nie urosły :)
Pamiętam, ze darł 120km/h i miałam wrażenie, że blachy zostaną z tyłu. I, ach, ten ryk dzikiej maszyny hahaha. Byliśmy tym maluchem nad morzem, w Bieszczadach, w Tatrach, w Karkonoszach - w całej Polsce :P