niedziela, 21 stycznia 2018

zjazdy:)

Pomiędzy kawą a piwem życie toczy się. Pomiędzy nartostradami a wyprzedażami życie toczy się. Pomiędzy zawsze coś jest.
Jedziemy w góry. na narty. Po raz kolejny zamknięci w puszce spędzamy czas razem. 
- Jeju, ile zakrętów. Wrócę tu na wiosnę. Młoda przejdziemy się tutaj co? 
- Nie, bo nie mam stroju ani kasku.
- A przestań, nie bądż drętwa - podpuszczam dzieciaka.
- Nie można tak. A poza tym ty jesteś wariatem, wariatem drogowym. Jeździsz za szybko. Nie wiem czy wiesz o tym, pewnie wiesz, że jesteś wariatem, ale masz to pewnie w dupie - dziecko zamyśliło się - jak wszystko.
- Wiesz co kochanie?
- Co?
- Rozmowa z tobą to jak dialog z sama sobą - zbrechtałam, bo już nie wytrzymałam.

Na wyprzedażach kupiłam w końcu strój i buty na moto. I zaczynają się chwile miłego napięcia i oczekiwania, kiedy to przyjdzie? Czy będzie dobre? Jak będę wyglądać? Zmieszczę się ??? Chcę już wiosny. Tych chwil swoich na drodze. Swojej adrenaliny. Ryku silnika. Zapomnienia. Lekkości ducha.
Ucieczki w nieznane.

- Auć, Młoda, wymasuj mi ,proszę, palce u ręki, bo mi zdrętwiały.
Młoda masuje, masuje.
- Wiesz, masz bardzo delikatne dłonie i robisz to rewelacyjne. Świetne dłonie, naprawdę
- To od pykania. Muszę grać jeszcze więcej na tablecie!
Śnieg za oknem. Zima zakradła się na południu kraju. Pięknie wyglądają drzewa iglaste przybrane w biel. Zmrożone zimnym oddechem wiatru. Bajkowa zima. Niewiarygodny krajobrazy. Wystarczyło tylko 100 km przejechać by odnaleźć inny świat. Czasami można zrobić krok w bok by znaleźć inną przestrzeń. 
- Ja chce kotka! małego kotka - po raz setny Młoda wydarła się na temat kotka, który jest do wzięcia. Małego kotka. Temat męczy od rana. Ech.  W sumie ja jestem za, bo co młode kocie to młode kocie, a nie nasza stara, znudzono-leniwa Diana.
- Nie! - po raz kolejny stanowczo zareagował Mooniek - nie!, przedyskutowaliśmy ten temat i nie, nie zgadzam się!!!
- Będę grzeczna, Mamo, ja spróbuję być grzeczna.Naprawdę będę grzeczna.  Przez tydzień będę grzeczna, bo co mi w końcu to szkodzi?
Na co Igor wyparował:
- Jak to co? Życie...życie ci szkodzi, hahahahaha
Młoda jednak jakby nie słysząc uwagi brata dalej jęczała:
- Tato! Ty zawsze jesteś na nie. Nie staniesz na jedzenie, bo kromki są w aucie, kotka też nie chcesz, wszystko nie, nie, nie, nie. Na wszystko Nie! To nie jest fajneeee!!!!
- Kochanie i to sobie zapamiętaj:  znajdź sobie faceta który, będzie mówił tak, a jak zacznie mówić nie to się rozwiedź - zripostowałam.
Muzyka lekkiego niepokoju płynąca z głośników była  niczym nuta wiatru co za oknem gnał. Za czym my gonimy?  Ułuda karmą każdego z nas. Byle tylko by nie zatrzymać się. Passe, passe. Trzeba gnać, zajebać się, by być cool.
A ja lubię tak, siedzieć w kącie, w czterech ścianach, zasłuchać się i trwać. Zanurzyć się w kurzu co osadza się z czasem na ubraniach. Jestem antykiem, reliktem, rupieciem. Przestrzenią między kartami książek.
Nie mam za dużo tych chwil. Ostatnio nie mam żadnych chwil. Nie mam nic. Praca. Zarypanie. Bez sił i energii. Żywy trup.
Dobrze, że na narty jeździmy. Mooniek już patrzeć nie mógł. Nawet mnie nie wkurwiał mnie. Nic nie działało na mnie. Nic. Zobojętnienie na świat.
- Mooniek, rozwiodę się z tobą......
- Ale po co? robisz co chcesz, wszystko masz gdzieś, i co ty chcesz?
- Miłości? Ej Młoda jak będziesz mieć nie czułego faceta to się rozwiedź, tzn. nie wychodź za mąż, znajdź takiego co będzie dla ciebie wszystkim...
- Czyli jak nie będzie fajny to mam się rozwieść, a potem znaleźć fajnego?
- No tak. Żyję się raz. I mam być bosko. Miło. Czule. 
Zamyśliła się.
- Wiesz mamo, życie to jest jednak trudne, trzeba podejmować ciężkie decyzje...
Zapadła cisza.
Konsternacja.
Jednak nie trwała ona za długo. Tym razem syna wzięło na opowieści.
- Starszy, ale dlaczego nie wypowiadasz się precyzyjnie? Jesteś jak twoja babcia, ten, tego, no wiesz, tam...
- Bo oszczędzam słowa.
- Nie oszczędzasz słów tylko nie tegujesz.
- Zaimki są od zaimkowania wiec zaimkuję.


Wypożyczalnia. Znowu zaczynają się dramaty dzieci. nie te buty, Kaski. Denerwujące skarpetki. Uwierające rękawiczki. 
Zaciskam zęby.
Kolejny dramat jest solowym występem córki. 
Kiedy wjechaliśmy na szczyt Młoda nagle dostała szału. Nie będzie zjedżać. 
No stanęła i w płacz. 
Nie docierało nic. Nic nie docierało. Tylko gile leciały gęstym strumieniem z nosa.
Zostawiłam ją z Moonkiem a sama pognałam za synem. 
Musiałam ochłonąć. 
Ostre zjazdy, muldy. piękna trasa. Wymagająca już jakiś umiejętności. Co chwilę ktoś gdzieś zarył sobą w śniegu.
Kiedy wjeżdżaliśmy kolejka zadzwoniłam do męża:
- I jak tam?
- Stoję w tym samym miejscu.
- Ok, już jadę z synem. Wezmę Młodą.
Dojechałam.
- Dawaj rękę Młoda i zjeżdzamy.
- Boję się - i płacze a gile lecą ...jak ja nie znoszę zasmarkanych dzieci...
Złapałam Młodą za rękę. Zjeżdżałyśmy wzdłuż stoku:
- Nic się nie dzieje, jedziesz wzdłuż i skręt. Skręcaj!!!
- Ale ja się boję!!!!!
- Gówno mnie to obchodzi. Umiesz jeździć więc koniec. skręcaj!!! w prawo!!!
Udało się jakoś.
Stanęłyśmy:
- Młoda , powiem tak nie wychowawczo, ale kurwa mać , zaraz szlag mnie trafi , potrafisz zjeżdżać, potrafisz!!! inaczej nie wjechalibyśmy tutaj, ja pierdolę, Młoda, weź się w garść. Błagam Cię. A teraz jedź, jedź i zakręty, nie na dechę, zakręty i wzdłuż stoku. Rozumiesz??!!!
I zjechała.
Zjechała sama.
I po co te dramaty? no po co?
Ech...
Stałam wyżej patrzą jak sobie radzi, czasami jechałam nad nią krzycząc:
- Pięknie! Brawo! Jestem z ciebie dumna!!!!!
Na dole wycałowałam buziola.
- No i brawo ty. Dałaś radę!!!! a teraz chodź na ośla łączkę...
- Nie!, chce jeszcze spróbować.
- Serio?
I wjechałyśmy na szczyt i to nie jeden raz.






















czwartek, 28 grudnia 2017

Noc








Brak swobody to jest dla mnie = bzik i śmierć.





 Noc. Bezludność. Bezkotność. Bezpsiowość. A w człowieku jakby milion żyć. Lampy, cienie, zdjęcia. Fragmentowanie życia. I muza niczym granica nie życia. Na załamaniach i białych pasach łapię oddech. 

Krok gubiony w muzyce. Idę. Cicho. Cicha ta noc. Nawet wiatr złożył skrzydła. Śpią upiory. Jest niewiarygodnie. 

Przystaję na krawężniku. Bujam się na krawędzi. Łapię równowagę w słowach, które utkały ostatnie dni.  

Są słowa, które nie zabijają. Są ludzie, którzy pozwalają żyć. Jest mleko, które nie psuje się.

I choinka wciąż ma igły.

W zaspanych oknach słychać sny ocierające się o framugi. Chciałabym wedrzeć się w nie. Zobaczyć o czym śni ludzkość, kiedy nie widzi nikt.

Skradam się.

Nie, nie chcę. Nie chce psuć sobie tej nocy.


Nie ma nic. Nie chcę nic. Trwam. W ciszy uśpionego świata. Jestem jak intruz. Oddycham lekko, by nie wydać się. 

Kradnę te chwile dla siebie.

Wolność.

Lekkość.


Noc. 

Bezludność. 


Otulenie w dotyku.

















 Pięta cywilizacji ;)






niedziela, 24 grudnia 2017

Wesołych Świąt :DDD




Wesołych Świąt :D

Ukojenia, zbawienia, zapomnienia
uchlania, najedzenia
i wszystkiego najśmieszniejszego
cudownego nastroju
kochani życzę Wam
niech troski rozbijają się
jak spadające bombki
niech znika wszystko
i niech spadnie śnieg
niech Wam się zdarza
i wymarza
Bądźcie szczęśliwi
kochani i wspaniali
Niech ten czas
odmieni na lepsze co się da.

Wesołych Świąt :)))))












sobota, 9 grudnia 2017

life

- Aaaaaaaaaa lecę sprawdzić wyniki konkursu...
- Jakiego konkursu? - zainteresował się syn.
- A na fb. Należało napisać tytuł najlepszej książki jaką przeczytało się w 2017 roku - odpowiedziałam.
- I jaka to była książka?
- Ginekolodzy.
- Pingwin i jego lody????
- Synu!!! Ginekolodzy!! Rozwój ginekologii od średniowiecza po dzień dzisiejszy. Wstrząsająca literatura faktu.......

W kuchni wybuchła kłótnia pomiędzy rodzeństwem.
- Nie będziesz się wtrącał w moje życie- dobiegł mnie krzyk córki - nikt nie będzie się wtrącał w moje życie......
- Będę, będę- odparował syn.

Taki tekst córki w wieku 8 lat ?
Taka troska syna w wieku 1l lat ?
Po kim? Po kim tak?

Team doskonały. Razem ćwiczą karate. W domu też razem ćwiczą. On podnosi ciężary, a ona robi brzuszki. Za chwilę razem robią serię pompek. Są razem. Kłócą się, wspierają, bronią. Są.
Lubię ich rozmowy. I nawet ich. Czasem.

Życie gna. Rozwala. Przynosi zadziwienia. Staję na nogi. Porzuciłam pracę urzędniczą na rzecz nowych wyzwań. Bo jeśli nie ja to kto? Reszta świata. Wiem, wiem.
Wróciłam do swojego zawodu. Tworzę nową strukturę. Chowam się z niemocy pod biurkiem, by za chwilę wyruszać w świat stojąc przed rzeszą ludzi. Jestem. Znikam.
Odnoszę sukcesy.
Odnoszę porażki.
Walczę z nieśmiałością.

Żyję. Żyję, choć mi się nie chce.









czwartek, 23 listopada 2017

za ciasne słowa
za ciasny stanik

rzucone w kąt
zaciasności
tłoczą się

jak skarpetki

jak myśli
zaciasne
w głowie

rozsadza mi
czaszkę

od tej
rzeczywistości
za ciasnej

duszę sie
zdejmuje myśli
stanik

rzucam
skarpetkami
przekleństwem

chleb mi spada
powieki też
serce zwalnia

przestań
bić
proszę

duszę się
za ciasno mi

-----------------------------------











poniedziałek, 20 listopada 2017

Młoda

Siedzę zamyślona przy kolacji. Wpadła Młoda. Z impetem. Oto powrót laski z karate.
- Mamo a wiesz, że jeden chłopak się we mnie zakochał ..............chyba się zakochał...
- No i luz.
- Ale mamo...on dziwnie patrzy...
- No co? jesteś fajna, zabawna i śliczna...
Na córka stanowczym tonem przerwała mi:
- Ale nie do kochania!!!!!
I wyleciała z kuchni.  Za kotką.
Nie do  kochania. Cała moja córa. Klon. Po prostu klon.
- Młoda, może jednak wrócisz do kuchni i zjesz kolację, opowiesz jak było w szkole.....
- W szkole to ja narysowałam psa, tak mi się wydawało, że to pies, ale to był koń. Jak koń? Patrzę, ale to był pies, srający pies, więc dorysowałam gówno.
I wyleciała.
A ja?
Zjadłam parówkę. Włączyłam film. Tak będzie dobrze.

piątek, 3 listopada 2017



Alle Götter waren unsterblich!



Dusza ma zrodzona z przepaści,  pewnego dnia będąc ciekawa świata, wzniosła się ponad krawędzie i  uleciała do góry, do góry tak. Tak wysoko poniosło ją i nosi ją wszędzie, ale w głębi, gdzieś pod drugim żebrem, czując ból, wszechogarniający, zniewalający ból, wiedziała, że tęskno jej do domu. Na to dno. Do tej przepaści, z której zrodziła się, chce wrócić i przytulić swoje skrywane oblicze.
Na początku i na końcu życia zawsze jest upadek człowieka. Wypada płód z pomiędzy nóg na podłogę, powije się powije, by wpaść metr siedemdziesiąt pod ziemię.


Utkana z czarnych nici atomów pochłaniania wszystko.  Wciąga inne  dusze i piwo i pizzę. Wódkę też, ale zmrożoną bardzo. Odkaża szramy. Uczy się śmiechu.

Kiedy taka dusza umiera nie leci do nieba. Nie leci do piekła. Staje się częścią czarnej dziury. Dupy wszechświata, która działa na odwrót. 
I nikt nie wie, gdzie sobą sra.
Wszyscy ją widzą. Tylko nie ja. 
Ten kawałek czarnej dziury we mnie.
Skręcam kolejnego papierosa patrząc w monitor laptopa. Prawdy objawione spływają nurtem jak woda z kranu PRL-u.
Powoli. Słyszalnie. 
Jestem wkurwiona.
Wychodzę na miasto. Wieczorne piwo w popularnej restauracji, by w tłumie się zagubić. Siadam przy jedynym stoliku wolnym. rozpinam kurtkę, nie wyciągam telefonu. Zamawiam. 
 - Z pięćdziesiątką proszę, 
Biorę po marynarsku na te fale w duszy. 
 - Cześć kobieto o szatańskich oczach......
Umrę.
Umrę kiedyś naprawdę.
Nie ma ucieczki.


Albo napiszę romans. Nie, nie, historię prawdziwej miłości. Zrodzonej ze snów.


- Mooniek, Moniek napiszę romans.

- A rób co chcesz...
Jak zwykle pomyślałam, a potem dziwi się ..ech...
- A ty się choć raz tak zakochałeś szaleńczo, by stracić rozum?
- Nie.
- Ja też nie, ale jak sobie wyobrażę to musi być to fajne, takie wzdychanie no nie?
- Astmę masz. Nie wystarczy ci?
- Spadaj Gru. 
- Gru?
- A co minionków nie widziałeś i siebie w lustrze?


Zaczynam od sceny.


-Szlag, jasny, czy tylko ja mam zmywać w tym domu?


Nie, od tej sceny.


- Kurwa, gdzie moje klucze!!!


Od tej sceny też nie.! To parę lat później. Tzn. rok później po ślubie.



Spała. Poprawił jej kołdrę i pocałował lekko w czoło, muskając palcami palce. Patrząc na nie zalała go fala czułości. Schylił się, by je pocałować: jeden po drugim. Wyszedł po cichu do kuchni. Zamyślony oparł się o meble: " Jestem szczęśliwy, jestem szczęśliwy....." Uśmiechnął się i mrucząc pod nosem postanowił ugotować rosół dietetyczny, a kiedy zaczęło w garnku bulgotać sięgnął po  książkę. Od czasu do czasu odrywał się od kartek oraz garnka  i opierając się o framugę drzwi spoglądał jak słodko śpi i choć dłonie go świerzbiły nie chciał dotykiem zabierać jej snu. 
"Śnij spokojnie, śnij" -myślał patrząc na nią z rosnącym uczuciem pożądania, fascynacji i czułości.
Wyszedł z domu szybkim krokiem i udał się do kwiaciarni po różę.
Miał plan, gdy ona będzie budzić się, on będzie przebudzał ją kwiatem, będzie pieścił lekko jej ciało, od noska po paluszki u nóg. Na samą myśl nabrał mocno powietrza. Nie wiedział, że można tak tęsknić mając ukochaną tak blisko.
Kiedy obudziła się przysiadł koło niej. Kwiatkiem pieścił jej ramiona, dekolt  patrząc w jej oczy.
- Co mi się tak kochanie przyglądasz?
- Coraz mniej w twych oczach przepaści.......















czwartek, 2 listopada 2017

Trzygłów

Aby istnieć, człowiek musi się buntować

Albert Camus









 lubię kadrować świat
ciąć go okiem na kwadraty
wyrzucać za horyzont
miejsca bez znaczenia
mam milion twarzy
jestem Trzygłowem
z pochwą
na miecz
humorem tnę
tworząc własne zasady 
zmieniam je
kreślę kręgi
piekielne Dantego
jestem 
dla siebie 
religią 
LSD
drogą
bez znaczenia
jest wszystko
lubię kadrować świat
ciąć go okiem na kwadraty
wyrzucać za horyzont




środa, 1 listopada 2017

poza murem


— “Wyśnione miłości”

Dla mnie… Byłam zadurzona w takim rodzaju miłości. ,.. Chyba byłam bardziej zakochana… no wiesz, w lataniu… nie wiem, w lądowaniu, w kawiarniach, w papierosach… w powiewie nowości, Tego nie ma. To idea miłości. Kochasz ideę bardziej niż ... Kochasz odległość. A kiedy odległość znika… Kiedy… kiedy nie trzeba już przemierzać oceanu, wszystko. co trzeba przemierzyć. to korytarz… W każdym razie wszystko skończone.
Po prostu mi przeszło. Teraz to tylko złe wspomnienie. Jedno z wielu. Kiedy sobie przypomnę, co wyprawiałem, ...i myślę o tym wszystkim i jest mi cholernie wstyd… Zaczynam… śpiewać. Kurwa, śpiewać! Śpiewam w pokoju, pod prysznicem, przy zmywaniu. Śpiewam.




Idea miłości.
Idea polowania.
Idea poszukiwania.
Idea tworzenia.
Idea przyczepności.
Idea wolności.

Szukania życia poza murem. Bo może jednak jest coś ponad.

Spotkanie człowieka, który zasiada w kącie duszy i zaczyna być graniczy z cudem.
Tak po prostu zasiada i bawi się oglądając z ciekawością ciężary. Niewinnie jak dziecko i pyta się: a to? a to? a to?Rozbraja sobą. I spostrzegawczością. Głaszcze szramy.
Podchodzimy ze śmiechem do okna wyrzucając balasty.
Własne.


Fałsz zagłusza się krzykiem. Słowami wielkimi. One niczego nie prostują. Nie lepią. Jak się pisze to tak nie jest, ale chce się by tak było. Prawdziwość nie potrzebuje dokumentacji. Jest zbyt wrażliwa na łapanki. I gapiów. Nie sprzedajna. Poza widzem. Poza murem.
Fałsz lubi widzów. Myśli, że stojąc w świetle spojrzeń dojdzie do rozszczepienia i stanie się prawdą.

Chowam swoją prawdę głęboką.
Nie jest na sprzedaż.


Frustracja i gniew owszem

Spójrzcie na obrazy.

Dzisiaj odkryłam Santiago Caruso.

Wnikam w mrok. 

Ktoś wniknął w moją duszę.

Poza murem.











dychotomia



Zejdź z oczu tym, którym działasz na nerwy. 
Pierdolnij drzwiami, kiedy 
ktoś ciągle wali cię w dupę i robi z ciebie kretyna.
- Kaja Kowalewska / Bóg strzelił gola








Litania do własnego serca





jestem własnym więźniem

ograniczam siebie na wszystkie sposoby, gdy moja dusza wyrywa się ku wolności
dychotomia ta zabija mnie 
swoją manię wielkości mieszam ze swoim poczuciem bycia gównem
dychotomia ta zabija mnie
dystans do życia budowany z poczucia humoru zanika gdy z duszy wyłania się mrok
dychotomia ta zabija mnie
trzeźwość mieszana z pijanymi chwilami zapomnienia
dychotomia ta zabija mnie
radość życia z usilną potrzebą śmierci
dychotomia ta zabija mnie
wrażliwość mieszana z przekleństwem
dychotomia ta zabija mnie
delikatność z agresją 
dychotomia ta zabija mnie
pragnienie z niechęcią
dychotomia ta zabija mnie
Twój dotyk scala mnie
nie biegnę
nie 
nie uciekam
Jesteś mordercą
dychotomii mej.
Ale odejdę,
przecież wiesz




Mogę nawet rzec: 
Jesteś moją komunią. 



Gdy katolik klęcząc przed ołtarzem otwiera dziób daje sobie w tym momencie chwilę ułudy, spokoju. Zabija sumienie myśląc: 
 - Oto przyszedł Pan do mnie. Nie, nie jestem złym człowiekiem. 
Nie, nie jesteś. W tym momencie jesteś jak święty. Pełen boskiej zajebistości i niewinności. Chwila poczucia własnej świętości daję siłę i wiarę w niezłomne własne zasady. 
Idź człowieku, idź dalej i spuszczaj innym i sobie wpierdol. Werbalny, nie werbalny.
W niedzielę znowu oczyścisz sumienie.

Seks jest Styksem. Rzeką pomiędzy życiem a śmiercią. Chwilą zapomnienia, Ułudy. Oczyszczenia. Komunią.


W blasku świec zniczy, w ciszy, przerywanej szumem wiatru szeleszczącym opadłymi liśćmi może słychać czasami kroki umarłych, które wtapiają się w podmuch, a my pod murem cmentarnym w pragnieniu swych  własnych ciał i życia i śmierci dajemy sobie ułamek radości, chwilę spokoju. Właśnie tu, gdzie łączy się życie i śmierć. Na granicy tej stajemy się jednością. Dusze łączą się splątane w dotyku. 
Pieprze cię życie, pieprze śmierć, ty pierzysz mnie, pierzę cię.



Sacrum i profanum.

Seks i komunia.

Dusza i ciało.

Życie i śmierć.

Dychotomia.