"Jakiekolwiek byłoby źródło mej głupoty, jeszcze się nie wyczerpało."
Kurt Vonnegut
Nie wiem dlaczego tak ciężko mi wstać i pójść pod prysznic. Godzina dwunasta, a ja wciąż tkwię w piżamie. Jakby jej zapach, ciepło wciąż trzymało w inkubatorze snu. Nie ma dnia, są marzenia senne. Zawiśniecie na pograniczu. Rozkładu własnego. Za oknem, w pierwszych promieniach słonecznych, czai się wiosna, ale nie kusi mnie, by wyjść. Nie chce mi się nic. Tonę sama w sobie. Lubię pływać we własnych urojeniach. I w piżamie. Niestety czas nie chce zatrzymać się.
Na nic zdają się różne sztuczki, ani te misterne, ani te prostackie. Jestem tu, w kuchni swojej. W świecie, którego nie rozumie. Wyobcowanie rośnie.


