klatki:)
W wędrowaniu po ulicach można odkrywać wiele cudownych zjawisk. Jak np. to suszenie skarpetek w styczniu. Niby nic, a jednak powiewają jak smutne chorągwie. Dla mnie zjawiskowe. I swojskie. Obrazek jak z wiejskiego podwórka. Zniewala naturalnością co przy nowoczesnej architekturze sterylności daje świadectwo, że istnieje jakieś życie.
Balkon - pułapka. Nie ma to jak nieoczekiwany atak na przechodniów. Balkon dla tych co chcą być bohaterami kreskówek.
- Jestem Batmanem! - i fruuuuuu.
No i jak zwykle wydumane marzenia roztrzaskają się o bruk. Chlast.
Wąska uliczka tak charakterystyczna da małych miasteczek. Nie była urokliwa, ale swój małomiasteczkowy czar miała. Tunele czasu.
Biała Lądecka wije się swoim korytkiem. Ujęcie z mostu z figurą Jana Nepomucena. Pod pomnikiem mamy focię, ale wyszłam jak wyszłam, więc fotek nie wrzucam. Definitywne postanowienie noworoczne zrzucić do 10 kg.
Za to z internetu wytrzaskałam tą oto focie
Uwaga, tu się wymądrzam wiedza wyczytaną z netu :DDDD
Stojąca na moście figura św. Jana Nepomucena z 1709 r. jest w miarę dokładna kopią figury z mostu Karola w Pradze. Tyle, że, jak dla mnie, te wszystkie pomniki są do siebie podobne.
W każdym bądź razie ta należy do najstarszych tego typu przedstawień na Śląsku.
Aczkolwiek wyczytałam, tropiąc skąd wzięła się ta mania Jana, że najstarszy projekt pochodzi z 1701 r i można ujrzeć go w Wierzbnej (powiat świdnicki).
Ciekawostką jest to, że sam św.Jan był kanonizowany dopiero w 1729 roku.(a beatyfikowany w 1721 przez Benedykta XIII)
Sam most (dwuprzęsłowy) jest gotyckim zabytkiem z 1565 r, a jego niezwykła odporność na działanie silnego prądu wezbranej rzeki jest podobno efektem zastosowania jako spoiwa kurzych białek zamiast wapna.
Nepomuki czyli figury Jana Nepomucena są charakterystyczne dla miasteczek Dolnego Śląska.
Dlaczego? Podobno Jan Nepomucen został patronem Habsburgów i tak oto ten skromny kanonik awansował do rangi obrońcy cesarskiego porządku. Jego pomniki były rzekomo manifestacją, by pokazać przywiązanie mieszkańców Dolnego Sląska do Domu Austriackiego w obliczu pruskiej aneksji w 1740 roku. Ale do mnie to jakoś nie przemawia. W ogóle nie trafia. Jakaś bzdura.
Jan był spowiednikiem Zofii, drugiej żony Wacława IV i utopiono go w Wełtawie zrzucając z mostu Karola, bo nie chciał zdradzić tajemnicy jej spowiedzi. Aczkolwiek być może przyczyną jego szybkiego zejścia był spór o prawa Kościoła Czeskiego, w który to został uwikłany.Nie wiadomo, ale trupem został trzymając język za zębami i koniec.
Powściągliwość słowa uczyniła go ofiarą wody więc został patronem od powodzi dlatego też jego wizerunek panuje na mostach.
Jego grób znajduje się w katederze św. Wita w Pradze ,gdzie odbywają się liczne pielgrzymki. Ale dla samej katedry warto się do Pragi przejechać. Zresztą Praga zniewala swoim urokiem. Kto jej nie widział niech nie umiera, póki nie zobaczy.
Kult Jana jako męczennika rozpropagowała szlachta czeska. Jana przedstawia się z charakterystycznymi 5, 6 gwiazdkami nad głową, które to miały wskazywać miejsce, gdzie znajduje się wyrzucone przez rzekę ciało cichego mordu.
Ogólnie za dziecka cudem uleczony, został ofiarowany przez rodziców Bogu. Jako biskup czynił wiele dobrego da wiernych. Wybrał tortury i utopienie nie chcąc zdradzić spowiedzi, choć za zdradę mógł uzyskać bogactwa.
Nepomucen jest patronem Czech, Dolnego Śląska, dynastii Habsurgów, jezuitów, spowiedników, flisaków, żeglarzy czy mostów.
A ja słyszałam, ze także zakochanych. I to tych beznadziejnie.
To ten kościół spłonał sobie w 1999 roku. Jego wieża jest charakterystycznym punktem, kiedy patrzy się z drogi na miasteczko.
Tylko szkoda, że historia tego budynku jest taka banalna. Taka polska - spłonęło, straszy, brak kasy, sorry.
Ale może miejscowi już jakąś legendę stworzyli, kto wie...póki co robi za tło dla śmietników.
Można byłoby opowiedzieć o duchach śmietnikowcach, które zeżarłyby wszystko, włącznie z mieszkańcami, gdyby nie to, ze szereg śmietników chroni ludzi przed pożarciem. Duchy jak wyłażą mają swoje talerze z przekąskami, znaczy śmietniki te. I tak się potrafią obeżreć, że nawet na rynku nie straszą.
Młoda zaaferowana kawałkiem lodu. W jednej rękawiczce, bo drugą zgubiła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak wsiadała do auta miała dwie. Jak wysiadała została jedna. W aucie przejrzanym na wszystkie strony zaginionej rękawiczki nie było. Takie czary mary po mamusi.
Mamusia tego dnia też dała rady. Po wycieczce, po krzątaninie domowej, kiedy zasiadała do stołu na kawę ze znajomymi co wpadli nieoczekiwanie, zainteresowała się nie wygodą skarpetki. Sięgnęła do stopy i bezceremonialnie zdjęła skarpetkę. Włożyła do niej dłoń i oto co wyciągnęła, niczym królika z kapelusza:
Bo to, że zwraca mi się uwagę, że mam sweter na lewą stronę czy koszulkę cy skarpetki to norma. Ale widzę, że mój kosmos rozrasta się powoli. Może to jakaś choroba mózgu?
Tye, że hm...ja mózgu nie mam.
Zaintrygowała mnie ta krata. Czyżby to tutaj było ulubione miejsce miejscowych żuli do siusiania?
Kamieniczki rynku w stylu barokowym i renesansowym były ujmujące.
Wymarcie miasteczka także.
Pewnie połowa szalała na stokach :)
Starszy chwycił za aparat. Jejku zrobił nam zdjęcia. Dawno nie mieliśmy wspólnego ujęcia.
Spanie z Furbym. A potem dziada biorę i to to się budzi i gada. Wiem, wiem bateryjki trzeba wyciągnąć.
Straszy ubrał się sam, a potem stwierdził, uhahany, że wygląda jak bracia, których ściagał Luki Lucky.
Starszy obłowił się w nowe pozycje i chwali się siostrze.
Po czym Młoda ma ataki nauki czytania.
Mistrz i adeptka :D:P
- Mamo, ale obłędnie nudzisz :))))))
więc już nie nudzę:))))







