niedziela, 21 grudnia 2014

o niebo lepiej



Syn wpadł do łóżka mego. Zaszczekałam radośnie i nosem obwąchałam jego kark lekko gryząc ucho. Gdybym miała ogon zamerdałabym radośnie.
- Mamo hahahaha ty masz mistrza w szczekaniu! jesteś prawdziwym psem!
- Hau!
Zawsze mówiłam, ze zwierze jest ze mnie i we mnie też. A jakże.

czwartek, 18 grudnia 2014

bezsenność

Nie mogę zasnąć. Nosi mnie, irracjonalny obłęd, a jednak w niewypowiedzianych myślach czai się siła co trzyma otwarte powieki. W takich chwilach brakuje mi ramion. Teraz.niestety nie ma kto mnie przytulic, więc demony debilnych myśli siadają spokojne na ciele. Na ciele, które nie jest schowane w objęciach, nie jest otulone oddechem. Obłażą mnie ze wszystkich stron. Pazurami drapią, dziobią. Masturbacja też nie pomogła, jak i wypite wino. Przybita jestem do krzyża niesprawiedliwości. 

czwartek, 11 grudnia 2014

....




Syn wrócił ze szkoły mówiąc od progu:
- Ty nawet nie wiesz jak ja cię kocham, ty mordeczko moja.
Wtulił się. Wycałował. Wow. Lubię takie powroty.
Facet naprawdę ma korbę pozytywną na moim punkcie.
- AUĆ!
- Co się stało?
- Znowu moje plecy, wiesz stara jestem...
- Jesteś młodziutka i taka chudziutka...
- Hahahaha, dobry z ciebie agent,,,buziak.
No i jak nie kochać takiego?

środa, 10 grudnia 2014

Kraków -Frombork :)

Pamiętaj, że kiedy kogoś spotykasz, jest to święte spotkanie.
Tak bowiem, jak ujrzysz drugiego człowieka, będziesz widział samego siebie, 
jak go potraktujesz, potraktujesz siebie, jak o nim pomyślisz, pomyślisz o sobie.
Nigdy o tym nie zapominaj, bo właśnie w nim znajdziesz albo utracisz samego siebie.
"Mała księga cudów"








Lubię rozpościerać skrzydła.




Czasami postać na jednej nodze.



wtorek, 9 grudnia 2014

furby


Syn wieczorem stwierdził, ze mamy zejść do piwnicy po małą choinkę.
- No bo co? przyjedzie Mikołaj i choinki nie ma, pomyśli, że jesteśmy psychopatami!
No to zeszliśmy do piwnicy. On trzymał latarkę, ja wpadłam w głębię ciemności, bo pomieszczenie, jako stara wózkownia, nie ma oświetlenia.
- No synu! świec mi tu,  bo ciemno jest jak w dupie!
Oglądam się, a on stoi. pod ścianą.
- Nie wejdę bo ktoś nas zamknie, a ja jestem za młody, by umierać ...



czwartek, 4 grudnia 2014

o Mikołaju - :)


Połamało mnie jak starą pierdołę. Zatem z czystym sumieniem wpadłam w pościel i zaniemogłam jęcząc i to okrutnie przy każdym ruchu. No niestety, ale tak się mści brak seksu przez tydzień. Porażka na całego...
 - Biedna mama. Ja ci we wszystkim pomogę - Starszy mówiąc to zaczął masować mi plecy dopytując się, gdzie dokładnie mnie boli. Święty człowiek normalnie. A świetny to na pewno. Tylko nie rano, kiedy go budzę, bo wówczas ilość much w nosie jest jak zaproszenie rąk do uduszenia marudy.


wtorek, 2 grudnia 2014

dzieciakofo :D





Starszy mnie rozwala. Ostatnio wyznał mi, że uwielbia moje poczucie humoru, zwłaszcza te, jak to określił, takie dziwne. 
- Ty jesteś taka zabawna, jesteś najlepszą mamą na świecie.
Potem tuląc się do mnie, przed snem, wyznał, że tak mógłby trwać do końca świata. 
A ja pomyślałam sobie, że jednak sławna będę, bo jak tak dalej pójdzie wezmę udział w programie: Kto poślubi mojego syna.

czwartek, 27 listopada 2014

taki weekend był :)







(z tej oto książeczki pochodzą cytaty dot formacji muzycznych)






Pewnego pięknego dnia wybyliśmy na zaprawę muzycznobrowarową. Właściwie mówiąc to ja wybyłam na piwo, a mężu z kumplem na muzę. Czekało nas parę dziwnych tworów, ale cel był jeden: Borghesia.
Ich cel, bo moim było oderwanie się od reala. Wybycie w świat szeroki. Złapanie innych atomów powietrza. 

Koncerty odbywały się we wnętrzu Starego Klasztoru, który swoimi cegłami nadawał niezły klimat, a stoliki rozmieszczone w kameralnym tonie zawierały niezwykłą aurą. 

 


wtorek, 18 listopada 2014

wdech, wydech....

Od świata już nic nie chcę. Kiedyś chciałam. Ale ten czas minął bezpowrotnie. Wraz z końcem młodości skończył się termin ważności na chcenie. Więc teraz niczego nie spodziewam się. I niczego już nie chcę.
Jedynie co mogę od siebie wymagać to trudu oddychania. W dzień w dzień machać nozdrzami. Ich praca przypomina mi skrzydła motyla. Szkoda tylko, że są za małe, by unieść resztę ciała.
Niech proces oddychania będzie jedynym wysiłkiem. Na resztę nie mam sił. Ani ochoty.
Zresztą czy czegoś chcę? Już nic nie chcę. Nie chcę już nic.Czas umierać.Przejść przez bramę metamorfozy.
I narodzić się na nowo.
Jako część nozdrzy.
Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech ...
W końcu to wystarczy, by żyć. Więc nie potrzebuję już nic. Ani, by istnieć. Będę oddechem. Ulotnością. Skostniałym mechanizmem w codzienności. Może czasami potknę się o zagubione zaskoczenie lezące gdzieś przy murku chodnika. Może nawet kichnę. I zawiążę sznurówkę podciągając skarpetkę.

sobota, 8 listopada 2014

takie dni ...

- Jestem ze spółdzielni. Przyszedłem wymienić liczniki na wodę.
- Nic na ten temat nie wiem.
 - Ale ja wiem
- Aha, to niech pan wejdzie.
- Pani ma licznika na zimna wodę i ciepłą w łazience i wc czy w kuchni też?
- Eeeee.....nie wiem.
- To zobaczę.
- A patrz pan.