środa, 2 kwietnia 2014

Jak skradziono mi "Żółtą tabletkę".

WSTĘP

Jak zauważył Van Furio w dzisiejszych czasach głupota ludzka jest windą do sławy, a nie pisze się o rzeczach dobrych bądź ważnych, jak na przykład wydanie książki Kury,  O tym cisza.

Ale nie było ciszy na blogach, gdzie Anki książka  spotkała się z ciepłym przyjęciem blogerek. Pisały o niej Calm Donw i Ula Brzydula.



Pisze teraz i ja, bo książkę mam. A nie piszę o rzeczach, o których pojęciach nie mam. A że teraz mam pojęcie, więc napiszę o książce.

Anna Sakowicz znana jest w przestrzeni blogerskiej jako Kura Pazurem.  Prowadzi blog, gdzie czaruje słowem. Więc jako jej czytelnik wiem, że Anka ma i talent i poczucie humoru. Nie napisze, że bywa boska, bo do dupy wchodzić nie będę. Ale powiem, po cichu, ze jestem fanką. Ale ciiiiiiiiiiii......, proszę.

Jak tylko wyszłam ze szpitala i zobaczyłam, że książkę można kupić, to w te pędy rzuciłam się do Anki. Biedna nie dość, że musiała zapakować książki to jeszcze autografy napisać. I dla mnie dedyk. No nie ma łatwo, nie ma ...Autorko, dzięki.:)




JAK SKRADZIONO MI "ŻÓŁTĄ TABLETKĘ"


Jest wtorek. Znowu mam moc. Mocarnie zaciągam małżona do sypialni. Mój wiek wymaga większej ilości sportu i doświadczeń.
Zaczyna być dobrze....rozpływam się w sferze odlotu.....
Pik, pik, pik, domofon!!!
Cholera!
Wskoczyłam pod kołdrę, bo w końcu chora jestem. Małżon szybko zaczął się ubierać.  Ma tylko pięć sekund zanim syn otworzy drzwi. Wpadł Starszy.
- Chcę pić!
- Pij i uciekaj! I masz tu dwa zeta i nie lataj tam i z powrotem ok?
- No dobra.

Syn wypadł, a mężunio znowu wpadł. Odlot....
Dzyń dzyń dzyń puk puk puk!!!
Ktoś dobija się do drzwi.
- Olej - szepczę.
A tam ktoś, pod drugiej stronie drzwi wciąż natarczywie: dzyń dzyń dzyń puk puk puk.
- Cholera- jęknął małzon i wskoczywszy w spodnie poszedł otworzyć drzwi.

-I? - zapytałam się dociekliwie męża o to kto był.
- To do ciebie. Chyba książki.
- AAAA!!!! Super!

Mężulo chciał dokończyć rozmowę, ale miałam to w nosie. Bezstresowo wolałam sięgnąć po " Żółtą tabletkę".

Jedno opowiadanie i śmiech. Taki o : HAHAHAHA!

- Ty to jesteś popieprzona. Albo cieszysz batona do ekranu, albo do książki.
- To masz przeczytaj.


Mężulo przeczytał pierwsze opowiadanie.

-  Hahahaha, no zabawne. Spoko pisze. 


Niestety godziny pognały, więc książka została odłożona na bok. Musiałam pojechać, by w kwiaciarni odebrać wezwanie do sądu. Odebrać Młodą z przedszkola. Potem była karuzela z dziećmi i plac zabaw. Wieczorem film i dokończenie ćwiczeń sportowych...

Rano mąż wyjechał do pracy, dzieci zostały odstawione do placówek. Mój czas, moja wolność, czas by sięgnąć po książkę, w ciszy rozkoszować się słowem.

I co?

Książki nie ma. Książki nie ma! Szukam, latam, przeglądam półki. Nie ma, nie ma, NIE MA!

-Wziąłeś mi książkę, moją książkę wziąłeś? - drę się do tela.
- Nooo, jest fajna, to sobie poczytam,  a ty i tak siedzisz przy kompie - odparł mężulo spokojnie.
- Jak mogłeś?! - burknęłam obrażonym tonem i rozłączyłam się.

I tak oto nałóg pozbawił mnie lektury. Przeczytam książkę w sobotę. Za to męża pochłonęło.
A mężulo lubi dobre poczucie humoru i dobre książki.

Więc polecam w ciemno "Zółta tabletkę" Anny Sakowicz. Wystarczyło mi jedno opowiadanie, by wiedzieć, że warto po tą książkę sięgnąć. By wiedzieć, że to nazwisko zagości na moich półkach z książkami.












piątek, 28 marca 2014

po strzale


Pojechałam do szpitala. Miesiąc minął. Nie wiem w jakim stopniu sprawności jest noga. A boli jak zginam. Nic nie wiem.
Ani jak długo będzie trwało leczenie. Ani nic a nic nie wiem. NIc.
Tak to jest jak prowadzącego lekarza brak. Ha!


Izba przyjęć. Godzina z głowy.
W końcu poszliśmy do przebieralni. Czekając na pracownika porozglądaliśmy się trochę dookoła. Odpady medyczne?
- Chcesz hemoroida?!
- A może tak hemoroida?!

poniedziałek, 24 marca 2014

o gnoju



Są słowa, takie proste słowa, które w swym przekazie albo zabierają grunt pod nogami albo łamią kręgosłup w trzech miejscach. Łamią dla pewności, by nie można pójść dalej.

Tak też i  muza na mnie działa, jak i tekst. Jakikolwiek. Skądkolwiek.
I życie samo w sobie też.

Z kreski tworzę wiersz.

Bo pójdziesz do kościoła!



W sobotę syn  obudził nas o kosmicznej porze. O 7.15. Deszcz bębniąc  o parapet przesympatycznie mnie utulał, a ten nadawał, że nie szło ponownie zasnąć. O zgrozo, kolejny weekend z kosmicznym wyrwaniem z łoża. Chwilę później, trąc oczka, przybiegła Młoda.  Jeszcze jedna taka pobudka a normalnie szyję odgryzę!
Zakończyło się mega gilgotaniem, przy czym Młoda płakała ze śmiechu a syn grał twardziela.
- Co ty? nie masz łaskotek?
- Mam, ale dzisiaj gdzieś poszły.
O ty!. I piórkiem go. Wymiękł, ha!
Wykopałam towarzycho do kuchni, a sama poległam. Jakoś brak mi motywacja do ściągania zadka z łoża.

W sobotę wieczorem zapowiedzieliśmy Starszemu, że jeżeli obudzi nas po siódmej to czym prędzej go ubierzemy i poleziemy z nim do kościoła. Popytał o godziny mszy, ja mu pogroziłam odpaleniem czerwonych strzał i dziecko poszło spać.


piątek, 21 marca 2014

Koniec




Przemarzłam. Zrobiło mi się mega zimno. Mega cudnie. Drżę. Jeszcze bardziej wkopałam się pod kołdrę. Coś czuję. Jednak coś czuję .....
Musiałam się rozgrzać.
To ciepło co rozgaszcza się leniwie w każdej komórce.
Cudowne uczucie.
Naprawdę.
Uwielbiam to.

środa, 19 marca 2014

wypalenie


Mam te kilkadziesiąt lat, choć w porównaniu do wieku żółwiego to młoda jestem, ale tylko w stosunku do lat gadzich, bo w stosunku do ludzkich to już gorzej wypadam, pomimo, że staram się nie  być gadem.
Więc stara jestem i nie umiem robić kotletów mielonych.Tragedia? Nie.Większą tragedią jest wpierdzielanie kolejnej paczki popcornu. Smak życia, słony smak życia. Ale nie mogę oderwać się od kolejnej paczki. A potem odzywa się próżna babska natura.

piątek, 14 marca 2014

Mamo! Pobudka!


Syn obudził mnie o szóstej rano. W piątek. W piątek, kiedy wszyscy ledwo zwlekają się z łóżka mając dość porannego wstawania i marząc o sobotnim leniuchowaniu,  ten wyskoczył ze swojej pościeli jak młody bóg i przygnał do mnie.
- MAMOOO, pobudka, kocham cię.
- aaagrrr hehe grrrr....
- No weź, mamo, wstań proszę, POBUDKAAAA! Młodą trzeba budzić.
- Cześć kochanie, która to godzina? - wymamrotałam pomiędzy ziewaniem a spaniem.
- Szósta! hahahaha...
-  Nie! weź synku spadaj, wstanę jak budzik zatrąbi.
- Ale co mam robić?
- Czytać? Ubrać się?  nie wiem, cokolwiek, ale daj mi spać.
- Mamoooooo......no weź........

czwartek, 13 marca 2014

Bęcki w szkole

Syn wrócił ze szkoły. Na przerwie, kiedy zawiązywał buty, ktoś gwizdnął mu picie.

- Ale jak? - spytałam się zdziwiona.
- No z tyłu było.
- To daj przed siebie. Kochanie, szkoła to zbiorowisko rożnych dzieciaków, uważaj.

Nie krzyczał na szkołę kto zajumał mi picie?!, nie. Nic nie powiedział pani. Był zdziwiony, że tak można.
Dlaczego? Po co?

takie g.




Odwiedziłam szanowny ZUS. To, że miałam ich odwiedziny w domu to mało. Musiałam przejść badanie lekarskie mające na celu wykazanie zasadności wystawionego zwolnienia lekarskiego. No w końcu prawie miesiąc minął od pobytu w szpitalu, więc czas już wyzdrowieć.
 Szkoda, że nie zbadał zasadności wskazania chodzenia o kulach przez 8 tygodni. Tak długo? Hm...
- Proszę odrzucić kule i się przejść.O upadłaś? oooo, to faktycznie chodzić nie możesz....ups...