piątek, 25 października 2013

dwudniówka

Syn został odstawiony na karate, a my w tym czasie miałyśmy iść do parku. Córka miała jednak inne plany:
- Chce iść do teki.
-Teki?!

Teki?Jezu co ona mówi? Mlekiem się opiła czy co?! Teka?! Jaka teka?! Czarna aktówka Stana?! Będzie szukać haków? Podobno wciąż to w modzie jest. No ale...

- Nooo, chcę bawić się w tece.

  W tym wieku? Podobno na każdego można znaleźć coś ....coś mi zaświtało ....chwila moment, moje zwoje ruszyły do galopu - bawić się, hm ..teka ...MAM! EUREKA!

 - Do biblioteki chcesz iść?
- No mówię do teki
- Dobra, to idziemy. Powtórz bi blio te ka
- Te ka
- Chyba ka tet. - zbrechtałam, Mroczna wieża w sercu mym ...

- Co?
- Jajco, chodź. - no co będę z Kingiem wyjeżdżać, to jeszcze nie ten czas....hm, chyba ...


Dziecko prawie godzinę bawiło się zwłokami zabawek. Stare, plastikowe rzęchy oczarowały córę. Normalnie jakby w domu nie miała nic oprócz kocyka przytulanki. No biedne maleństwo ....




Zanurkowałam w półki: Pippi, Emil, Puchatek ... Mała encyklopedia potworów domowych?, hm ..biorę, Niesmacznik? hm...biorę.

Wieczorne czytanie ma na celu zarażenie młodych strasznym wirusem- książkomanią. No i też odesłaniem ich w krainę magii...by tam na noc zostali. Zresztą czytałam im jak pływali w mych wodach oceanicznych.

Emil ze Smalandii nie był dobrym pomysłem. Starszy wił się ze śmiechu rycząc przy tym przeraźliwie. Tak rżał, że zęby swe wbił w moje ramię. Te wielki przednie łopaty wrył w  me ciało.
Wyciągnełam go ze swojego ramienia i dzielnie czytałam dalej. Dalej było coraz gorzej. To nie był dobry pomysł na wieczorna lekturę. Oczywiście Młoda zaraziła się śmiechem brata i razem dogorywali ....



Dzisiaj syn został oficjalnym studentem Uniwersytetu Dziecięcego. Otrzymał koszulkę i indeks. Wziął udział w dwóch warsztatach.




A te dwie godziny były tylko moje z córką.
Poszłyśmy do parku. Pogoda boska, gama kolorów powalająca. Trzeba się nacieszyć, zanim świat zamieni się w chlapę, w biel, w błoto.







tyle liści a Młoda buuuuuuu nie chciała wojny 






Mówiłam: - -dziecko łap mięcho, będzie na kolację!
No w końcu nie przelewa się ...
Młoda zamiast czynić karmę wpadła w śmiech.
;P







niektórzy ludzie są jak bluszcz ....









zazdroszczę tym, którzy potrafią malować - pędzlem, słowem
choć umiejętność zatrzymania się i zachwycenia też jest darem
w tym pędzącym świecie



 złych ludzi spotkał ten los - zakopani głową w ziemi przez setki lat tak tkwią...





















wujek mi mówił, ze kamienie to ślad po wojnie między czortami a czarownicami



 fajnie jest mieć kogoś, na kim można się oprzeć....






 Syn wyszedł z zajęć zadowolony. Chętnie weźmie udział w następnych warsztatach. I dobrze, bo jutro rano ma kolejne zajęcia. I nie będzie walki o nic. Ufff.....

Ledwo wróciliśmy do domu. Syn wciągnął papu i pojechaliśmy na karate. W aucie paplał, że dzisiaj spać nie będzie.
- Dlaczego?
- Bo nie chce. Chce nie spać całą noc.
Nie wiem czemu ma zajawkę na bezsenność, ale w głowie zamajaczyła mi się myśl o strasznej nocy przy świecach i upiornych opowieściach i filmach. Taki halloweenowy prezent. Hm.....Czego matka nie zrobi dla syneczka?!

W tym czasie Młoda została pod opieką babci. Wróciłam do domu.
- Chcę kromkę z wędlinką i pomidorkiem - zażądała córa stanowczo.
- Naprawdę? - ucieszyła się babcia
- Ja lubię pomidorki! - córka wykazywała coraz większy entuzjazm. Nie ma to jak wkręcić babcię.
W przeciwieństwie do mnie, bo wiedziałam czym to się skończy.
- Zobaczysz te jej lubienie - szepnęłam matce i poszłam do kuchni.
Kanapki podałam na stół i tak zostały. Nie ruszone. Entuzjazm dla kromek znikł w momencie pojawienia się ich na talerzu przed nosem.

Pojechałam po syna. Kolejny kurs.Na szczęście ostatni dzisiaj.
Im więcej jeżdżę tym większa mam ochotę oznakować niektóre samochody taką nalepką: UWAŻAJ, JEŻDŻĘ JAK PIZDA
No inaczej się nie da. Dobija mnie to już ruszanie na światłach, albo  wyskakuje taki prawie na blachę, bo tak się śpieszy i co? i wlecze się prawie 30tką.  Co za......kierowcy .....

- Młoda, idź umyć zęby albo jedz!
- Ty nie jesteś mamą
- Ale mama zaraz ci to powie! MAMO POWIEDZ COŚ!
- Za pięć minut widzę was w łóżkach z czystymi kłami! 

Dzieciaki zażądały Emila. Fajnie jest zasnąć z uśmiechem na twarzy. I tak zjechały.
Mi też ryjek dzisiaj się wykrzywił na uśmiech - Sapkowski wydał Sezon burz. Uwielbiam Wiedźmina. Ten świat jest moim alternatywnym światem.
I znowu, cholera, mokro mam w majtach.
Choć mąż ledwo zdążył otworzyć drzwi ...........
Gotowa na wszystko, hahahahahaha













czwartek, 24 października 2013

mocne, nie dla delikatnych



Są historie, które nie są do opowiedzenia. Bo nie i już. Ale ja opowiem.  Całą historię ciała ludzkiego, choć Abelardem Gizą nie jestem.




On może mówić o wszystkim,  i zawsze to swój urok ma.
U mnie uroku nie będzie, ostrzegam.


Bo był to fatalny dzień. Gorszy dzień od wtorku. Bo we wtorek to była masakra. Strzał znikąd, który pozamiatał mnie.
Bywają takie dni, bo ciało ludzkie duszą nie jest i nie kumuluje tego co mu szkodzi. Tylko pach - wyrzuca wszystko na zewnątrz.
Co za perfidia boska, by duszę ludzką, taką artystyczną lotność, zamykać  w tych zwojach pełnych dziwnych organów, które swoje robale mają.
Wyższy stan istnienia uwięziony w takiej powłoce. O, bleeee
Przeżyłam wtorek, ale to jak się okazało było tylko preludium.....




- Chłopaki robimy zadymę?
- Jasne.
- Włączamy sprzęt!!! 


 Bakterie potrafią imprezę rozkręcić jak nikt. Bruuuuuuu....grummmmm jelita wpadły do miksera. Bruuuuuuuuummmmm.
Skręcone zafurczaly ...bul glych, ech, bul .....aż dupsko krzyknęło oburzone, bo już czuło, że ktoś oszukał je w wyliczance:
- Chłopaki, się bawicie to się bawcie, ale czemu ja mam bawić się z wami?! Nie chcę.....

Za późno było. Usta dupska zamilkły ....

Jednak po chwili łobuzy strawiwszy "veto" zadka zmieniły koncepcję. Zresztą nudno się zrobiło....


- No to teraz wulkan!!!! - krzyknęły chłopaki.

Blehhhhhh.....łokcie opadły na rozgrzaną już porcelanę, tym razem wyliczanka wskazała głowę - paw.

- A teraz mikser! Włączaj!

Jasna dupa....FUCK!!!!!!!!!!

Siad, klęk, siad, klęk........zabawa trwa.
Bakterie wyłączyły mózg zabawiając się ciałem. Mają moc.
Siad, klęk, siad, klęk.
Tresura trwa - tańcz, głupia, tańcz.  Danse macabre.


Ciało padło w  loże.
Zadrżało blade.
Zamarło.
Zamknęło oczy.
To był błąd.
Kiedy bakterie wariują, ciało powinno być czujne. Ciało jednak zapadło w sen ...w nieistnienie całe zdruzgotane siłą przeżyć.

Bakterie nie darowały, zakradły się i:

- Wulkan!!!

Atak był za silny. Wizja bakterii zaś kolosalna.

Paw w deszczu.


Blade i bezmocne ciało musiało zmienić pościel. Udręczony organizm musiał zdjąć pokrowiec z materaca. Materaca, które wazy ok 40 kilo.
To wyzwanie nie lada. Podnieść, przytrzymać, materiał ściągnąć. Kawał ciężkiego materiału ...

Biedne ciało wciąż targane do porcelany, i to biegusiem, dzielnie walczyło z pokrowcem. Pokrowiec duży - nie wszedł do pralki.
Ciało padające na podłogę, opadające na porcelanę nie dawało się. Wyprało. Ręcznie.
Ostatkiem sił zaniosło materiał na balkon. Wzięło zamach, by ten pokrowiec na sznur zarzucić. Taki duży zamach, bo cholerstwo ciężkie było...
Błąd kolejny ......



Byłoby fruuuuuu. Jak jesienny liść.
Na szczęście mniejsza cześć pokrowca była na zewnątrz i nie pociągnęło w dól swoim ciężarem.


A może tak nie było. Może to był spirytus w towarzystwie bezrobotnej kumpeli na sprecyzowanie wizji:
- Tak, tak, założymy firmę.
I wyniosło mnie dalej gdzieś tam, gdzie rozum nie mógł dojść.

Jedno jest pewne - byłam blisko Nagrody Darwina.







-------
****   A potem byłam bliska zejścia z tego padołu ze śmiechu. Bo udręczone, przerażone ciało chciało się swoim nieszczęściem ze światem podzielić,  a świat zadrżał,......ze śmiechu. Śmiech jakoś te zwłoki otrzeźwił, postawił na nogi, aż zwłoki ciałem się zrobiły i krupnik uwarzyły. Dzięki  !!!:))))))))















środa, 23 października 2013

sito w korze





Jestem szurniętą szują, która czasami wypływa na oceany spokoju, a czasami coś zrobi w główce PSTRYK i pozamiatane.

I nie to, ze jadę na negatywnych emocjach od wczoraj. Nie. Choć może człowieka szlag trafić.Wczoraj oglądałam program publicystyczny w którym poruszono sprawę wypuszczania psychopatów. A mają wypuszczać. Bo im, w okresie zmian, karę śmierci zamienili na 25 lat!!! Nie dostali dożywocia, bo nie było takiej opcji w kodeksie. Prezent od państwa. Przecież miało być solidarnie i bosko, hehehehe.
I teraz będą wychodzić. Jak zombi z grobów. Jak kreatury ze ścian.
Podobno sejm podjął pracę, by prawo działało wstecz. Super. Może zdążą. Choć jak sędzia z trybunału powiedział, że to w sumie jest zamach na demokrację to mnie szlag jasny zalał. Na ciula mi demokracja jak psychopaci wyłażą na ulice!!!
No ale z drugiej strony rozumiem, wymiar sprawiedliwości czasami bywa niesprawiedliwy, więc może dojść do nadużyć. Choć to raczej nie ustawa a ludzie zawodzą. A do dupy z tym wszystkim. Trzeba być czujnym i tyle. Jak zawsze ....o ile pamięta się o tym. Mam nadzieję, że będzie głośno.

Ale ja nie o tym chcę mówić, chcę napisać o tym swoim szale. Nie, takim na szyję, tylko emocjonalnym granacie. Choć to smutne jest ...i przydałoby mi się leczenie farmakologiczne. Albo biały pokój.

Więc teściów podrzuciłam do lekarza. Teściowa kawał kobiety a teściu też jakiś wiekowy. Więc pod drzwi przychodni zajechałam - prze bardzo.  Nawet do poczekalni weszłam zobaczyć czy wszystko w porządku.
- Wiesz mamy nowego lekarza. Jest taki młody i fajny taki - teściowa zaczęła rozpływać się po wyjściu z gabinetu lekarskiego
Kiedy teściu wchodził - zerknęłam. Hm, niezły. Przynajmniej jest na kogo popatrzeć. Nie mówię by od razu badał cycki, ale ...hahahaha.
Teściów wpakowałam do auta i pod dom, psze bardzo. Teściowa wyskoczyła, pognała. Nagle wrzask teściowej spod samego domu, po przejściu paru metrów i to niezłych jak na nią.
- Moja laska została w aucie!
Zbrechtałam:
- Tobie kobieto młodego ciała brakuje. Jedno zerkniecie na klatę i lecisz do przodu jak strzała, buhahahaha.....i laski nie potrzebujesz...buhahahaha
Mina jej bezcenna.

Od razu poszłam po syna, odpalam auto: kierunek: sklep. Jazda na zakupy, jasne nie mam co robić tylko nosić te cholerne wody, soki i w ogóle.To że mężulo wyprał firanki i powiesił to nic- on nie zrobił zakupów i będzie miał przekichane, bo teraz ja muszę się pałętać, grrrr. Ciśnienie idzie do góry. Warga podniesiona obnaża jednego zęba.
Nie policzyłam do dziesięciu ....Włączam muzę. Na wyciszenie. Gucio. Płyta wyskakuje. Znowu ją pcham, znowu wyskakuje. Wepchnięcie - wyskok. wepchnięcie - wyskok. Wepchnięcie- wyskok. Klikam gdzie się da i gówno - nic, nic, NIC!!!! Nie mam muzy swojej!!!!! AAAAAAAA!!!!!!!!GRRRRRRRR!!!!!!
Dostałam szału.
Znowu mi sprzęt wyłączył. Ledwo dupsko wsadzi za moją kierownicę od razu offuje odtwarzacz, bo go to wkurwia. Ale ja z jego psychodeliczną muzą muszę jeździć po całej Polsce i jest okej.
- Zatłukę gada normalnie, ręce mu obetnę.....
KURWA! znowu wyskoczyło. I płyta i płytka bezpieczeństwa z głowy.
Ja pierdolę zbiegło się z uderzeniem pięści w radio. I tak ze trzy razy, a co. To sobie ulżyłam..AAAA, pisk, skrzyżowanie, dałam po hamulcach i stojąc na czerwonych światłach przeprosiłam grzecznie syna za wybuch.
-Wiesz bo muza mnie nosi a cisza mnie zabija,...i jeszcze te zakupy, kurde....
- Wiem, wiem, nic nie szkodzi......
Stoimy na tych światłach. W ciszy ...Nie, nie w ciszy....co to? Coś klika. Migacz. Przecież nie mam włączonego migacza. Co jest? Kurwa, no ja pierdolę. Jeszcze to. Macham drążkiem, a cyk, cyk wciąż słychać....Coś mi przeskoczyło w drążku jak wiozłam teściów, zrobiło gryk plech i pewnie szlag trafił. Ja pierdzielę. Jak mam jechać jak mi migacz nawala?
A moje zakupy? Cyk, cyk, cyk ...I jeszcze bankomat muszę zaliczyć! Cyk, cyk, cyk .... A do tego słońce nawala, nawala przez szyby - ugotuję się normalnie żywcem. .......Przygrzało mi  masakrycznie. Cyk, cyk cyk, migacz mruczy. Wróciłam pod teściów. Wściekła, ugotowana, żądna mordu....
- Idź po dziadka - powiedziałam do syna a sama sięgnęłam po telefon. Oczywiście dryń dryń do męża.
- Halo?
- Halo? Ja ci dam halo!!!! Kurwa, jak mi ruszysz jeszcze raz muzę w aucie to cię zatłukę rozumiesz? i szlag kurwa jego mać trafił migacz, nie żyjesz stary i jeszcze te cholerne zakupy, nie! no kurde rozwód normalnie! Bez auta w tym tygodniu trupem jestem!!
Wyłączyłam tela, bo co będę gadać z kolesiem, gdy teściu nadchodzi.
- Patrz dziadek, migacz oszalał. Nie wiem co jest. I kurde auto mam wyłączone. Co  za grat...
- No widzę, że mruga.
- Co?! Z tamtej strony też?! - ryknęłam zszokowana....
Ja pierdzielę, zamawiam złomiarza, niech zabiera tą kupę żelastwa.
- A ty czasem nie masz włączonych świateł awaryjnych, co?
- CO?!

Słów mi zabrakło na siebie .....kierowca z koziej dupy.

Ale tak to jest -furia oślepia. A mnie jak poniesie to w ciemny las szaleństwa.

A na gadu mężulo odpowiedział spokojnie:

włączyłaś awaryjne ale przecież nie dałaś mi dojść do słowa

Palantka ze mnie czasami jest normalnie. Pif paf w ten pusty łeb.

Oczywiście mój wybuch spłynął po nim  jak po kaczce.

Wie, że szaleństwo mi mija i znowu jestem do życia. Na moment.

Jak on ze mną wytrzymuje?!

Mężu, podziwiam cię, naprawdę.

Ale wyłączanie mojego sprzętu w moim aucie jest ZBRODNIĄ!!!! I to mega! Więc drzyj, jak wrócisz!!!!





-------------
Starszego rysowanie :)


------------------


Ale tak sobie myślę, ze skoro muzyka wycisza lekkich psychopatów, jak np mnie, to nagle uderzyła mnie taka wizja. Muzyka w więzieniach. Nie ma, że boli. Muza i taniec. Nie mówię balet, bo to by było hahahaha chyba za mocne. Takie wydzierane morduchny i lekkość kroków, buahahaha  I te obcisłe getry i baletki. I ten zryw i krok.  Chyba  łykaliby tonami  gwoździe  by nie było takiej obsuwy. "Zimny Bolo" rozgrzany łabędzim drygiem. Choć może Figle Szatana skusiłyby niektórych. Tytułem, a potem ups .....przepaść, hahahaha
Ale ogólnie przydałby sie przymus dwu godzinnych dryfowań w muzie. Na pozbycie się wszystkiego. Muza i taniec dobre są na wszystko. Artystyczne doznania w pląsach. Wszak muzyka łagodzi obyczaje.





z kopyta

Syn wrócił ze szkoły. Pierwsze moje pytanie:
- I jak ci poszło z anglika? 
- No nie wiem ...kiepsko jakoś - a oczka śmieją się, przy uwadze też się śmiały...hm...
- No trudno. Pokaż mi test.
Przecież nie będę szat rwać. Bywa ....
Syn pokazał, a ja patrzę i nie wierzę. Test zaliczył na szóstkę. Wszystkie punkty zdobyte. Chapeau bas.
Aaaaaaa -  zatańczyłam taniec radochy, z synem na rękach. Bosko, Starszy, bosko.

To ważne, że pierwszy test tak wyszedł, bo dodaje skrzydeł i wiary. I dziecku i rodzicom, że jakoś obleci. Może, hahaha
Choć mam wrażenie, że po synu spłynęło jak po kaczce i większą radochę miał z naszej reakcji.
Nawet to, że dostaje pieczątki znakomicie muszę wyduszać, albo widzę w zeszycie.
- Ej co się nie chwalisz, co?
- Zapominałem  ...
No właśnie, podobno ocen miało nie być w pierwszej klasie, a tu "szóstka". Mam nadzieję, że nie jedyna.
Ale z powodu słabszych ocen jazdy synowi nie zamierzam robić. Bo wół nie zapomniał jak cielęciem był hahahaha.....
Najważniejsze, by był kumaty i szedł do przodu. I ogarniał ludzkie stado.



Postanowiłam być dzielna i zmierzyć się z bestią kuchenną - nie z rogami, a z kopytkami. Właściwie to obeszłam temat od tyłu prosząc mężula o ugotowanie ziemniaków. Potem facet sam rozwinął skrzydła, spojrzał na przepis, wrzucił mąkę, jajka i robotem zamieszał mówiąc:
- Dalej ty rób.
I zaczęło się piekło. W jasnościach wielkich. Nie wiem co on zrobił, ale wyszedł jakiś klejący się glut, więc dosypałam maki. Większość na siebie. Trzeba mieć talent. I to wyjątkowy, więc w ogóle wszystko do dupy poszło. Albo na podłogę. Albo na mnie. No kuchnia wyglądała tak jakby ktoś ją z kopyta pociągnął.
Upaprana byłam niesamowicie, a ta breja nie chciała zamienić się w produkt jadalny.
To nie był dzień na gotowanie, po prostu. Jak większość moich dni, hahahaha.
Dobita zaczęłam myć stolnice. Wielkie, drewniane nieporęczne coś. Woda podstępnie wyciekła na podłogę. Mężulo z synem jak loża szyderców stanęli w progu kuchni i z uśmieszkiem mówili o jakimś zakrętasie.
- No mama tak ma, hahahahaha.....
Wysłałam ich do piekieł. Znaczy się do sklepu po ziemniaki. Bo myślę, ze tam diabeł utkwił z rogami i żadne kopytka wyjść nie mogły. Chyba ...
Opanuję tego czorta. 
Jeszcze raz spróbuję, niech tylko ochłonę.

Zajęłam się układaniem puzzli. Trening cierpliwości i opanowania, zwłaszcza przy tych, gdzie niektóre elementy lecą. Przyszedł Starszy.
- Pomożesz?
- No pewnie.
Zaczął układać.
- No, no ... nieźle ci idzie.
- Bo wiesz mamo, im jest się mniejszym tym bardziej kumatym.



I złożył globus sam.

Ten dzień rozłożył mnie na łopatki. Z kopyta.





poniedziałek, 21 października 2013

bo to poniedziałek był :)

Wracamy z synem ze szkoły. Spacerkiem w ten cudny dzień idziemy sobie leniwym krokiem, a liście szeleszczą pod nogami...
- A wiesz dostaliśmy jabłko i paprykę od pani. Jabłko zjem, ale papryki nie ruszę....
- No właśnie, dlaczego nie lubisz już papryki?
- Nie wiem, nie ruszę jej i koniec
- Mówisz tak jakby ci kazali zjeść robala jakiegoś,o na przykład takiego tępoodwłokowca!
Syn popatrzył na mnie i z uśmiechem rzekł:
- Wiesz, jakby go fajnie przypiekli to może bym go zjadł, ale papryki nie ruszę.




 robal konta warzywo


(fotki z netu)


Młodą ścięło po przedszkolu. Zażądała bajki, więc dostała. Patrząc zasnęła. Spała do Pingwinów. Pierwsze akordy pieśni od razu wyrwały ją z wyra. Po prostu wkroczyła do pokoju jak zombi. Ledwo patrząc na oczy żądała obrazów.
Uzależnienie mega, bo jak jeść nie chce wystarczy, że powiem:
- Ok, to nie będziesz oglądać Pingwinów
A Młoda natychmiast kapituluje mówiąc:
- Noooo dobraaaa.
i zaczyna wcinać "tą paskudną zupę", ten "wstrętny kotlet" .
Dzisiaj też tak było. Odmówiła jedzenia. Jasne obiad w przedszkolu był taki wypasiony, ze wystarczy do śniadania. Ehe.
- Mam wyłączyć?
- Nooo dobraaaaa zjem.

A potem zamiast spać jej świeży, wyspany umysł zażądał gry w memo. Zagraliśmy. Wygrałam.
- Młoda co z twoją koncentracją, co?
W drugiej rundzie córka zrobiła mi pogrom i zaśpiewała:
- Baran, baran, baran - z diabelskim chichotem.


Kazałam iść im spać, nawet ojciec czekał na nich w pokoju z książką ....

Dzieciaki jednak spać nie chciały. Miały inny plan. Zachciało im się jeść. Dawno już wykminiły, że jest to dobry sposób na niespanie. Która matka odmówi pożywienia głodnemu dziecku?! No  która?!
Więc utkwiłam w kuchni przygotowując im super wyżerkę. Parówki.
- Kurde, ale mnie wkurzacie. Teraz zaczyna się mój czas, mój film i co? I tkwię z wami w kuchni. Ja już nie chcę mówić, że jest późno i powinniście spać. A jak się pytałam czy jesteście najedzeni to tak tak, tak mamo i co? gucio....Normalnie trafi mnie kiedyś.

Ha, nie ma to jak groźba, wręcz szantaż psychiczny...

- A co maleńka, myślałaś że będzie łatwo? Nie ma takiej opcji.

Syn dobił mnie doskonałym strzałem. I zbójeckim uśmiechem.

Wyszłam z kuchni, by nie wyjść z siebie. Dzieciaki przegadały pół godziny. Bez kłótni. W komitywie.

A ja zrobiłam prawie mostek! :)

"Wyginam śmiało ciało
to dla mnie -MAŁO"


Mózg zresztą też, by opanować swoje Gadziątka.





kuref-ski tekst

Swoje emocje, złe emocje, paskudne emocje zamykam w jednym słowie: KURWA!!!

Kurwa jest dobra na wszystko.

O czym najlepiej wiedzą niektórzy mężczyźni. Na szczęście niektórzy faceci. 

Ale ja nie o tym.

Ja o słowie, ostrym słowie, co hamuje wybuch emocji, a właściwie jest produktem finalnym eksplozji.

Taki słowny tunel, który z przykrego stanu wyrzuca na brzeg luzu.

Patrząc do lustra pytam się, taka zdruzgotana pytam się - kurwa, gdzie są rysy twarzy mej?

Patrząc do lustra przed wyjściem wyrywa mi się - Kurwa! ale wylewa się.......

Dostałam list z odszkodowań - kurwa! za co im płacę?!

Wpadłam w stan frustracji. To takie przyciasne ubranko, co hamuje ruchy. I psuje smak jedzenia wszelkiego. I w ogóle zaburza wszelkie receptory.

Noż, kurwa ...

Wzięłam się za się. Padłam na podłogę. Zestaw ćwiczeń. Nie będę sztywniarą! O! NIE!

Zaczęła się ma walka o przetrwanie.

Starość kontra Arte.

Pewnie weszłam  w wiek kryzysu. Będzie mi odbijać. Będę szaleć. Czepiać się pazurami, by w trzydziestce pozostać. By nie spływać tak szybko w mroczną toń pięćdziesiątki. no chyba, że ktoś wódkę poleje ....

Ale tak pijąc cole i jedząc chipsy, czego zazwyczaj nie robię, więc tym razem pałaszując wszelkie gówna tego świata jak typowy patrzałkowiec tivi, co już sam fakt takich poczynań jest już świadectwem mego upadku, więc tak wpierdzielając patrzyłam na Kill Billa.

Bing bang,...... bing -bang......




Uma Thurman porwała. Te sceny w kuchni, ahahaha. I te wyskoki. I ta przemoc w wykonaniu Tarantino.  I ta muza.  Rozpływam się, bo ten facet mnie rozwala, po prostu....zabawny jest.
Zmieniałam pozycję.
Ała!

Zamieniam się w dupę wołową. Kotlet przysmażony.

Bing-bang....bing - bang ....

Arte zastrzel siebie. Bo gdzie ty podążasz?! .

Chyba w stronę światła. Zmasowane kalorie stają się ubitą drogą prosto w bramy zaświatów. I jeszcze z tą dupą w bramy raju nie zmieszczę się. Do diabelskiego kotła też nie, ale to marne pocieszenie....właściwie załamka ...bo gdzie z takim dupskiem iść?!

Jak się człowiek rozlewa na wszystkie strony to traci energię. tracąc energię staje się masą. Masą bez polotu. Bo co? Podskoczyć umie?! Chyba, że po lody ....

A gówno.

10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2,1, 0 start!

Zrobię mostek, a co! :)


I to bez kupy w gaciach.

Choć chcę pożegnać 6 kilo :)))))))))))



W ramach tego -poszłam na spacer. Do cukierni. Po w-ztkę. Mniam. Pyyyyyyyyychaaaaa.
Pani rzuciła okiem na mnie i chyba widziała ten sprytny plan odchudzania, bo zamiast dwóch zamówionych porcji dostałam trzy!
To dopiero wyzwanie.














sobota, 19 października 2013

Synkofo

Syn miał już pierwszy test. Test z angielskiego.
- I jak ci poszło?
- Dobrze...źle...nie wiem.
- Aha, a na czym polegał ten test?
- Nie pamiętam.
Syn ma swój świat, a szkoła bynajmniej nie jest nim. Zresztą nie wiem czemu się dziwię. Ja do tej pory nie czaję świata ....
Dziecko z próbówki fajna rzecz.
- Proszę mi tu z tej drabinki wywalić to i to i tamto....a dać to i owo....
Nie! nie! co ja mówię.
Syn ma prawo być sobą.
Tylko muszę to przełykać, przetrawić, by w gardle nie stawało.
To jest trudne.
Podobieństwo. Jak lustro. Ja pierdzielę - ale jestem koszmarem, buhahahahaha.
Ha, to wcale nie jest śmieszne ...
Zmiana frontu, by nie oszaleć - " nie, nie to jest urocze ...." Tylko kurde nie wiem dla kogo. Czasami czuję się zmęczona tym wszystkim.....Nie jest to bynajmniej brak akceptacji tylko po prostu porażenie mózgowe.
Koszmar rodziców - taki taniec cieni na ścianie.
A syn przecież tłumaczył mi, np. kiedy wpadał na framugę drzwi:
- Gdzie masz oczy?
- Mamo, jestem taki sam ja, też sobie robię krzywdę ....

Są uroki, które bywają wkurzające.

Roztrzepanie .... o pasowaniu na ucznia też wiedziałam i jakoś nie pomyślałam, że z niektórych ubrań syn mógł wyrosnąć, choć wszem i wobec gadam: - kurde, ale rośnie!!! FUCK, strój wizytowy mały! Na szczęście okazało się, że sztruksowe czarne spodnie mogły zastąpić na luzie spodnie garniturowate.Mogły, bo jeszcze z nich nie wyrósł. Koszulę zakrył sweter - jakoś uszło z przykrótkimi rękawami. A miałam już gnać do sklepu. Dwie godziny przed uroczystością. Bywa.

Syn wymiata więc podwójnie - co spodnie, to do kostek, a co pytanie - mina kosmity. I te miny do zdjęć...wypisz, wymaluj cała mamusia....Tak matka ma twierdzi. Mamusia, kurna jego ....Apage satanas...brrrr...Ostatnio tak mnie zjeżyła, ze szkoda słów ....

Na uroczystości przeżyłam szok. Syn brał udział w programie artystycznym. A jak się pytałam  to powiedział tylko, ze na próbach jest tak nudno, że wygłupiał się z kolegami, aż dostał uwagę.
No taki facet.... nie będzie jęzora strzępił ...

Starszy dla odmiany zaczął z chęcią chodzić na karate. Odwróciło się. Może dlatego, że swą przebiegłością zalałam niechęć synka:
- Okej , wypisuję cie z karate i zapisuję na gimnastykę korekcyjną...
- CO?
- To co słyszałeś ...... - nanananan w duszy mi gra hahahahaha
- Noooo dobra - po chwili syn skapitulował totalnie - będę chodził na karate.
I śmiga. Ostatnio nawet kazał mi przyspieszać, bo nie chciał się spóźnić ...

- Mamo, trener mówił, ze mamy w domu trenować.
- To potrenujemy
- Ja nie mogę z tobą trenować bo ja mam silnego kopa, wiesz? Ale możemy się siłować na ręce. Jak przegrasz robisz trzy pompki.
- Dobra - odpowiedziałam zaskoczona, bo co tu powiedzieć słysząc poważny ton syna. Zaduszony śmiech uleciał uszami.

W nagrodę dostał kompa. Hahahaha z zadaniami matematycznymi. Dodawanie do 50.
121 odpowiedzi dobrych. Jedna zła, bo źle wpisał  ....Starszy to lubi. Mówiłam: kosmita!
I taki roztrzepaniec ogarnia matmę. Jak Albercik normalnie, hahahaha






Zabawa wspólna - rysowanie. Mistrz rysunku rządzi. Nawet ja potrafiłam coś narysować!!! :))))
Naprawdę, super zabawa.
Syn wyrysował parę rzeczy, ale swoje dzieła gdzieś zaszył, więc prezentuję swoje dzieło. Oto ja beztalencie maznęłam kresek parę.




 TO MOJE DZIEŁO NARYSOWANE W OPARCIU O KSIĄŻKĘ :DDDDD




A potem stało się coś czego nasze mózgi nie ogarnęły. Dzieci postanowiły nie spać.
Syn pajacował udając pirata. Córka zajęła się rysowaniem.
Można było mówić, grozić, gasić światło. Wypełzały z łóżek i dalej swoje. Po prostu odbiła im typowa palma.
Hahahaha, wysunęliśmy teorię, że tym razem nie było balangi, więc dzieci starały się potrzymać tradycję, hahahaha. Chociaż jak jest imprezka to raczej idą spać. Bo co będą się na nas lampić jak spływamy :)

Machnęliśmy ręką. Jutro sobota, zobaczymy do której pośpią ....
Około wpół do pierwszej nocy zaległa cisza. Polazły do łóżek. Odpaliliśmy film z Tomem Cruisem. Film leci, leci, akcja nabiera tempa i nagle:

- Która jest godzina?!

Zszokowani popatrzyliśmy po sobie. No on chyba zwariował....jeszcze nie śpi?!?!?!

- Synu, jest już szósta! - O mało nie parsknęłam brechtem z blefu męża. Zatkałam sobie usta.

- ŁOOOOŁ - entuzjazm syna był tak wielki, że już trudno było nam pohamować śmiech, łzy same płynęły.

Tup, tup tup...

- Co kłamiecie, jest pierwsza. Nie będę spał do rana.
- Dobrze synu, ale czuwaj sobie w łóżku.

Film skończył się o trzeciej. Syn spał.

O której dzieciaki wstały nie wiem. Wiem, ze ja pospałam do dziewiątej. Wow.


Kiedy robiłam śniadanie dopadł mnie głos syna:

-Mój miecz świetlny zaraz dopadnie twój żałosny tyłek.

On mówił do mnie!!!!

Mój tyłek....aaaaaaaa!






piątek, 18 października 2013

zamot

Ledwo weszłam do świetlicy a dopadł mnie kumpel syna.
- Proszę pani, proszę pani a Starszy zgubił ksiazki, i to dwie i nie miał jak robić zadania.
Tak sprzedają najlepsi kumple, hahahaha.

- Synu, jak to: zgubiłeś?
- No nie wiem. Mamo, naprawdę...
- I na lekcjach nie miałeś, nie robiłeś zadań?
- Nie, ale pani się nie kapnęła - w tonie głosu hasały wesołe nuty ubawu...
- Nie powiedziałeś nic?!
- Nie.
- Ale co robiłeś w tym czasie, gdy inni pracowali?
- A nic i fajnie było.
- Jutro masz powiedzieć pani, bo może książki leża w innym miejscu, dobrze? A jak nie to kupimy je i tyle.
- Ale z tobą pójdę do pani.
- Synu, proszę cie - pozmawiaj ze swoją wychowawczynią. 

Syn na drugi dzień sam załatwił sprawę. Książki były na innej ławce. Inne dziecko jak widać, też było "rozgarnięte". Taki wiek odlotów.

- Dobrze, że ci powiedziałem?
- A jak myślisz?
- Noooo dobrze.
- Słuchaj, masz problem, przychodzisz, problem rozwiązujemy, dobrze?
- Noooo
- Rozwiązałeś sprawę książek?
- Noooo
- I to sam. Super. Trzeba tylko rozmawiać synu, rozmawiać z ludźmi.

Syn jak zwykle przy obiedzie stwierdził, ze obiad jest beeee..... Zawsze lepiej mu smakuje to, co było wczoraj, pomimo, ze wczoraj też marudził, że jest beee, bo wówczas lepsze było to z przedwczoraj.
- Trudno siedzisz w kuchni dopóki nie zjesz - warknęłam wkurzona.
- A Starszemu to nic nie smakuje, prawda? 
- Zazwyczaj nie. Młoda, zajmij się jedzeniem, co?
- Jem, mi smakuje- córa anioł, bo padnę w kapciach.
Koszmarny Karolek i Doskonały Damianek.
Z tym , że role zmieniają się - jak jedno broi to drugiemu skrzydła wyrastają. A są tacy sami.
Ale  na to pewnie wpadną za parę lat ...

Minęła godzina czasu. Syn nadal siedzi przy talerzu. Danie nie ruszone.

- Dobra zrobię ci coś innego.
- Hahahaha- zaczął syn się śmiać - wymiękłaś co? Twardziel jestem. Uparty jak osioł - i wpadł w brecht. Normalnie duma zaczęła go rozpierać.
- Synu, upartość to fajna cecha, tylko zauważ, że idę na kompromis, bo gdybym była uparta to albo zjadłbyś to albo siedziałbyś tak do niedzieli.
Popatrzył na mnie strzelając głupie miny.
Ale tym razem zjadł.
I to bez słowa.
Następnym razem nie zmienię zdania - niech poczuje co to znaczy upartość i na czym polega kompromis.


Poszliśmy do sklepu. Syn wymachiwał mi czapką. Tak wymachiwał, że jak wyszliśmy na parking okazało się, ze czapki nie ma. A to nie czapka byle co tylko CZAPKA LEŻĄCA NA GŁOWIE. Cenna zatem, bo pasi jak mało która :)
- Synu, gdzie ty masz głowę, co? - zapytałam się w miarę spokojnie choć z oczu błyski złego szły
- No mamo, sama wiesz,że jak tak się zakręci to .....się zakręci. Zamotałem się.
No wiem, wiem, tego nie musi mi mówić. Geny to jednak straszna rzecz.
Jak tylko wrzuciłam zakupy do bagażnika wróciliśmy do sklepu i oddaliśmy się gonitwie po sklepie.

"Hm te zeszyty to jednak były po 0,99 a nie jak na paragonie wybiło 2,99" - moje oko wyłapało w locie info, które błyskawiczniezostało przetrawione przez jeden kabelek. Bo coś mi nie pasiło przy płaceniu...,ale spieszyłam się do dziecka drugiego i w ogóle.

Czapkę znaleźliśmy dopiero przy kasie. No tak, przez cały czas nosił czapkę w ręce to i się zmęczył  biedak.
- Przepraszam mamo.
- Nie ma za co. Twoja strata byłaby. A tak widzisz?  warto wrócić, popytać się i masz. Nie ma co odpuszczać,
Przy okazji porozmawiałam z kasjerką. Znowu parking, bagażnik i powrót do sklepu z paragonem i zeszytami. Reklamacja przyjęta.
Kurde, jednak trzeba patrzeć jak nabijany jest towar w kasie....tylko, ze człowiek spieszy się, zamota i leci dalej.
I wraca parę razy. O ile zorientuje się ...:)

A morał jest taki:

Że to co nam się przytrafia w życiu ma jednak swój sens.












Liebster Blog Award

Fajnie, że mogę wsiąść udział w blogerskiej zabawie, że Ktoś :) o mnie pomyślał - to miłe, dzięki.

http://ulicaidom.blogspot.com/


Wyróżnienie Liebster Blog Award otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Na tą jesienną burą, nudną aurę fajny dodatek do kawy, więc zapro do zabawy :))))


Pytania Ktosia :)

1. Książka czy film ?
KSIĄŻKA, A POTEM FILM
2. Gdybyś mogła/mógł mieć super moc co by to było ?

NIEZIEMSKA MOC :) 
3. Czym się kierujesz w życiu ?

DROGOWSKAZAMI WYCZYTANYMI PO DRODZE ŻYCIA
4. Ulubiony smak z dzieciństwa..

KLUSKI Z MAKIEM :)
5. Twój sposób na chandrę
BROWAR W TOWARZYSTWIE  ZNAJOMYCH:)
6. Największa przygoda w Twoim życiu..

MOJE ŻYCIE
7. Złota Rybka spełni jedno Twoje życzenie, jakie ?

MOCZENIE DUPSKA W GEJZERZE ISLANDZKIM Z PUSZKĄ PIWA :)
8. Możesz cofnąć się w czasie, jaka epoka i dlaczego ?

ŚREDNIOWIECZE - TEN KLIMAT  NIE MA SOBIE RÓWNYCH :)
9. Dlaczego zemsta jest słodka ?

A JEST?!
10. Masz cały weekend dla siebie, jak go spędzisz ?

GÓRY ALBO BALANGA :)
11. Lampka wina w połowie pusta czy w połowie pełna ;)

TO ZALEŻY CZY MAM DOŚĆ CZY NIE, HAHAHA


A ja sobie "podręczę" nominując przewrotnie :)następujące blogi:

http://calm-down.blog.pl/
http://www.grafitowy.net/
http://ja-zona.piszecomysle.pl/
http://matkaagrafka.blog.pl/
http://koszmarnarodzinka.blog.pl/
http://kuradomowa.blogujaca.pl/
http://ja-mlodapolka.blog.pl/
http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl/
http://ulabrzydula.blog.pl/
http://stampowo.blogspot.com/?zx=d5f3c77ce36623f6
http://zaobserwowane.blog.pl/


A moje pytania to :)))))


1 Prawo czy na lewo?
2 Podróż Twoich marzeń to...
3. Twoja muza to ...
4. Nosisz czasami rzeczy założone na lewą stronę?
5. Zjadłabyś/byś będąc w indiańskiej wiosce zupę z czerwonych mrówek?

6. Ten weekend spędzisz ...
7. Umiesz zrobić "mostek"?
8 Góry czy morze?
9. Dostajesz zapro na wyprawę rowerową do Chin i....
10. Ulubionym Twoim reżyserem jest....
11. Pisanie na blogu jest dla mnie ....


:PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP

Pozdrawiam      <:O )





czwartek, 17 października 2013

w przychodni

-Mamo, a ja będę Jasiem i Małgosią , a ty miotłą dobrze? Pobawmy się.....
Młoda zaczęła się śmiać.
Zabawne.
Nie zdążyłam oponować, gdy Młoda zapytała się:
- Mamo a co będzie ze mną jak Ciebie nie będzie i taty?
- To babcia będzie się wami opiekować.
- A jakby babci nie było to co?
- To zostaje mój brat, wujek nigdy was nie zostawi samych.Poza tym wiesz, mamy z tata sprytny plan, by zawsze przy was być, nie ma innej opcji, nie myśl o tym, buziaki i dobranoc.
Odpowiedziałam bez emocji. Bo co tu gderać - ojej dziecko nie mów tak? Pragmatycznie jak widzę do życia podchodzi, hahaha. Nie wiem tylko skąd te myśli u Młodej. Ale Młoda jak sobie pomyśli to wymyśli. Kurde, jakoś nie myślałam na ten temat...Moja śmierć okej, zawsze zostanie tata, ale razem? Nie, nie ma takiej opcji. W takich chwilach jesteśmy nieśmiertelni ...


Młoda coraz bardziej i gorzej kaszlała. Rano mężulo zarejestrował córkę i pojechał do pracy. Zostałam sobie sama,  połamana grypowo z azymutem; łóżko.
- Młoda, wskakuj do wyra, ja zaraz będę.
- Ale gdzie idziesz?
- Starszego podrzucę do szkoły i zaraz będę. Dobrze?
Nie miałam wyjścia. Młoda poczekała. Sama w domu. Zakopana w wyrku.



- Ja nie dam się zbadać, Nie lubię lekarzy, kopnę panią w kostkę.
- Młoda, przestań. Pani pediatra cię zbada, przypisze leki i będzie dobrze. 
- Ja nie lubię lekarzy ...
-Kochanie, mało kto lubi, ja też nie,ale coraz gorszy masz kaszel, a lekarze pomagają wyzdrowieć.

Pojechaliśmy do przychodni. Młoda w poczekalni przeszła powtórkę:

- Co powiesz jak wejdziemy?
- Dzień dobry. A wiesz co powiem jak wyjdziemy? Do widzenia.

Weszłyśmy do gabinetu a Młoda wczepiła się w moją nogę i nie miała zamiaru nawiązać z lekarką jakiegokolwiek kontaktu. Nawet wzrokowego.
Badanie przeszła na moich kolanach z próbą wyrwania stetoskopu z uszów pediatry.
Rozmowa o zwierzętach otworzyła Młodą, więc gardło już sama pokazała wywalając przy tym pięknie język.
Córka dostałą antybiotyk, zestaw syropów i wróciłyśmy do domu.

Młodą sama musiałam zostawić, by odebrać syna. Tym razem puściłam jej bajkę. Żadne dziecko nie ruszy się sprzed telewizora. Chyba, ze chce siusiu. Gdy wróciliśmy światło w łazience się paliło. Młoda nie gasi je nigdy. Poradziła sobie? Pewnie. Super babka!


Za dnia było spokojnie. Młoda miała rzadkie napady kaszlu.
Ale w nocy ja dorwało. Kaszel dusił, nie odpuszczał, dziecko prawie krztusiło się. Córa zaczęła płakać, bo gardło bolało, bo spać chciała, bo nie mogła przestać kaszleć. Czułam się bezbronna, pełna nie mocy...a to tylko kaszel. Co muszą czuć rodzice, kiedy dziecko cierpi mocniej, gorzej, beznadziei?!
Kolejne dawki syropu, inhalacje, dawka syropu. Ostukiwanie. Smarnie, wyciąganie. Myślałam, ze zadzwonię po pediatrę albo na pogotowie pojadę...... ale uspokoiło się jakoś.
Masakra.
Ostatnia noc taka była chyba z cztery lata temu. Z tym, że syn wymiotował, gdzie się dało i gdzie się nie dało.
Ale nie ma macierzyństwa bez chorób. Oby tylko na grypach i przeziębieniach kończyło się.
Szkoda tylko, że mnie też trochę rozłożyło.
Ale w dzieciach siła tkwi i matka zawsze dla dzieciaków się wskrzesi. bo czy jest coś ważniejszego, gdy to dziecko choruje?!
A potem zasnęła trzymając rękę na moim policzku.....uczucie szczęścia przepełniło mnie całą, aż łezka popłynęła....