sobota, 15 czerwca 2013

festyn po zębie

Rano było małe zamieszanie. Dzieciom wybitnie nie chciało wyłazić się z piżam. Najchętniej leżałyby na mnie w moim wyrku prowokując do wygłupów.
- A ja nie chcę iść na ten głupi festyn - syn włączył marudzenie.
Siostra mu w tym towarzyszyła, bo przecież jak może być inaczej?. Co brat to i ona.
W końcu wcisnęli się w ubranka. Syn poszedł umyć zęby  i było po ubranku.
- Kurde! czy nie możesz uważać?
- Zawsze tak robię! Mówiłem ...
- Wcale nie zawsze.! Nie mogłeś zdjąć koszulkę?! SZLAG!
Wycieranie plam, prasowanie, jakoś się udało, ale czas poleciał nieubłaganie do przodu.
W końcu  wpakowaliśmy się do auta. Kierunek Festyn Przedszkolny. Zajechaliśmy pod teściów.
-Patrz ile komarów! - krzyknęła córa wskazując czereśnie.
-O cholera to osy czy pszczoły? - spytałam przerażona widząc ten rój.
Wysiedliśmy. Normalnie zrobiły sobie gniazdo czy co? One tak się zbiły w gromadkę?
- Będę dzwonić chyba na straż pożarną, niech to zabiorą  - stwierdził T.

rój pszczół - odleciał, sobie ufffff



Występy dzieciaków były rozwalające. Naprawdę można paść ze śmiechu widząc tańczące maluchy. Urocze.
Córa dała radę. Zamiast tańczyć zajęła się swoim nosem. Wykopała coś, bo z podziwem oglądała swoje paluszki, po czym wtarła ręce w trawę.Kozy z nosa, nogom lżej -   można tańczyć. Po występach grupa wróciła na kocyk, a Młoda hycnęła na kolana pani. Pieszczocha jakich mało normalnie. A potem do pani ustawiła się kolejka.
Syn też tańczył ze swoją grupą. Poważny, skoncentrowany, aż śmieszny. Fajnie widzieć swoje maluchy w takich aranżacjach.
Ponadto Starszy zajął X miejsce w zbieraniu makulatury. Otrzymał dyplom oraz nagrodę.




Dzieciaki bawiły się na swój sposób ale były tez konkurencje dla rodziców i dzieci. Zabawa była przednia. Syn biegał z kumplami, a Młoda zakopała się w piaskownicy. My zasiedliśmy w na kocyku ze znajomymi.
- Co robicie wieczorem? 
- Flaszka? - odpowiedziałam kumpeli.
- Hahahahaha, a tym razem co się stało?
- A ZUS, rezo, nie wiem co jeszcze. A i 40cha, kurde, jakby mi było mało
- A pieprz ich, najwyżej będziesz się sądzić.
- Jasne, bo chce mi się.....
- To zdzwonimy się później i może coś łykniemy.
- Wypadałoby w końcu.

I nagłe ziemia osunęła się pod moimi nogami. Ząb zgniótł w rękach bólu moja czaszkę i sobie nią podrzucał. Zwinęło mnie normalnie. Najnormalniej w świecie przestałam czuć ból w kolanie. Tak mi głowę urywało. Ból zęba promieniował, wbijał się w mózg, rolował, skakał, zatykał oczy, uszy, zagłuszał, powalał. Rwał ryja, kawałek po kawałku.
Zakotwiczyliśmy na chwilę u teściów, a T poleciał po tabletki przeciwbólowe. W między czasie zadzwoniłam do dentystki. Może mnie przyjmie jutro po południu, jakby nie przeszło to jest pogotowie bólowe.
- Zostaw dla brata coś - teściowa zaczęła instruować Młodą, która piła jedyny jogurt pitny.
- Niech pije ile chce - zareagował szybko Starszy - Młoda pij, jak masz ochotę, nic nie szkodzi.
- Widzisz? Zostaw dzieci w spokoju. wiedzą co mają robić! A nie - odwiecznie komentarze -no warknęłam, bo po co taki tekst? Starszy chce to niech Młodej pilnuje, a nie.
- To co jedziemy? Bo babka w aptece powiedziała, że jak to jest zapalenie to prochy nie pomogą,
A przejść nie chciało ani trochę.
Zostawiliśmy więc dzieciaki pod opieką dziadków i mojej matki. Pojechaliśmy na pogotowie dentystyczne.
Zamknięte. Trzeba dzwonić.
- Proszę być o 20.00
- Tyle czasu?! Ja zwariuję!
T podrzucił mnie pod dom. Łyknęłam jeszcze trzy tabletki. zaszyłam się  w łóżku. Przestałam istnieć.
Obudził mnie telefon.
- I co tam? Żyjesz?
- Nie, wzięłam 4 prochy, i czekam na wizytę u dentysty.
- To nie idziesz na plac zabaw?
- No co ty, bez szans. Życie wróci do mnie po dwudziestej. Zadzwonię
- Dobra. To na razie.

- Ile wzięłaś tych tabletek - T wszedł do sypialni. Nawet nie słyszałam, kiedy wrócili
-Cztery
- Chcesz się zabić? Trzy na dobę można wsiąść! Czytałaś ulotkę?
- Nie, ale zasnęłam, a jedna w tą czy w tamtą, daj spokój.

Dzieciaki rzuciły się na owoce. Melon, arbuz -ich ulubione. Został jeden kawałek i dylemat - czyj?

- Mam pomysł - zaczęła Młoda - Ty zjesz, tato dokroi i jak zostanie jeden kawałek to będzie mój. Dobra?
- Dobra.
I po co się wtrącać skoro nie ma problemu?!
Dzieci potrafią same rozwiązywać swoje sprawy.


Na pogotowiu dentystycznym stomatolog stwierdziła zapalenie. Przypisała antybiotyk.
I po zimnym piwie mym, buuuuuuuuu.

Hm, czekam na dalsze niespodzianki, po prostu.










piątek, 14 czerwca 2013

marud

Marudzę pod nosem, nie czytać .......


Czytam w horoskopie:

Układ gwiazd może przynieść lekkie poddenerwowanie, bądź bardziej rozsądny i nie nadwyrężaj swojego organizmu.

Lekkie poddenerwowanie?! Zeszłam do skrzynki i o mało mnie szlag jasny nie trafił. A właściwie wciąż mnie niesie. Nic tylko kupić flaszkę i urznąć się. Ale nie mogę, bo jutro  idziemy na festyn do przedszkola. Więc sączę piwo. Chmiel zamiast prochów. Zdrowiej.

Mam dość. Znowu ZUS ma problem. Jeszcze nie dojechałam, a już coś mu brakuje. Zakład Upodlenia Społeczeństwa. Jak ja to przeżyję to będzie super, a jak nie przeżyję to normalnie umrę.
Dostałam też mega pocieszenie, że ZUS tak lubi dręczyć ludzi.Taka sprawa to nawet i 3 lata może potrwać opierając się o sądy. Hura, kurwa, normalnie, szok.

Ale nie uprzedzajmy faktów, a nuż będzie inaczej w moim przypadku.
Choć widzę pierwsze schody. Do wieży ciśnień.
Jednym słowem - mój optymizm powiesił się w kiblu. Spadł i spuścił się w kanał.

Popadam w stan przytępienia.
Wiem, nie byłam tam jeszcze, a marudzę.
Ze stresu pewnie. Orzecznicy to wyjątkowi ludzi. Naprawdę. A rozmowa z nimi to niesamowita przyjemność.
Choć co mi tam.
I tak już wiem, że artroskopia mnie czeka. Ano. Lekarz bez rezonansu wykminił co to może być. No tak myślał nade mną. Ale czeka na wynik rezo. Jeden taki przypadek miał. Jeden. Jestem drugim.
Zawsze muszę być wyjątkowa.


Arte jak artro.

Więc mogą mi naskoczyć, bo i tak skończy się szpitalem, czyli dalszym zwolnieniem. Najwyżej wrócę do pracy,  garść ketonalu zapiję kawą, przyjmę zmianę warunków pracy a może i wypowiedzenie i pójdę wyleżeć się w szpitalnym łóżeczku. Plan doskonały. Potem wyjdę i wakacje. Żyć, a nie umierać normalnie.
Bo tym razem na zwolnieniu  nie będę tkwić długo - jupi. Bo podobno wystarczy wyjąć, przyciąć i zaczynam nową epokę - bez bólu! Oby tak było.
Tyle, ze kurde nie można było mnie wziąć miesiąc temu pod nóż?!
Ano nie można było.
I cieszę się, bo z dziećmi trzeba jechać w góry czy i nad morze, a na zwolnieniu by było, oj było. Jeden donos życzliwego z podwórka i dupa blada, choć opalona.

Potem batalia o uznanie wypadku. Potem nie wiem co. A potem nawet może i odżyję.
Choć pewnie los coś wymyśli.
On tak lubi - bo turla się ze śmiechu jak się pocę.


A póki co wszystko mnie wkurza.
Lewa strona nawala, pewnie nerwowy stan odjechania w stresowe klimaty.
Kiedyś pierdolnę na serce, bo i ile człowiek może wytrzymać?
Może dużo.
Tyle, ze kreska zbliża się do końca wytrzymałości a potem, co? Big Bang.
Selekcja naturalna i życie należy do twardzieli.
Ciekawe czy dożyję 40-tki?


























czwartek, 13 czerwca 2013

słowo złe

 Sen dzisiaj łamał mnie okrutnie. Oblicza starości są różne. A podobno jak głowa siwieje to dupa szaleje. Zaszalałam zasypiając. To szaleństwo spać w dzień.
Ale wstałam. i obwiozłam swój zadek po mieście. W kolanie coś jebło. Nie wiem czemu się dziwię jeszcze. Z tego wszystkiego nawet do teściowej nie zawarczałam. Cierpienie łagodzi charakter. Teściowa była w szoku. Na do widzenia zapytała się czy się dobrze czuję ...

Młoda biegała dzisiaj po podwórku ze Starszym i jego kumplem. Godzina oblotu osiedlowego bez cienia matki. Ale cień rzucał z okna okiem. Nie za często jednak, by nie popaść w paranoję.
Powoli dzieciaki trzeba wpuszczać na teren niezależności. I uczyć się ufać im i sobie, że dadzą sobie radę, że nie trzeba cały czas latać i podcierać nosa.

Wpadli do domu tak, że drzwi ledwo wytrzymały. Ktoś ich zaczepiał.
- No i? Kto? Co chciał?  Zareagowaliście jakoś?!
 - Noooo, powiedziałem brzydko...
- Jak brzydko?
- Mogę?
- Mów, chcę to usłyszeć
- CO TO KURWA MA ZNACZYĆ ! i uciekliśmy
Plunęłam kawą w blat stołu ......a dzieci miały ubaw hahahaha nic tak nie cieszy jak przekleństw moc.
- CO POWIEDZIAŁEŚ??! - zapytałam się syna
-No tak Kondrat mówi w przedszkolu, prawda M?
- Noooooo
Ufff, jest na kogo zwalić. To lepsze niż:- No sama przecież czasami tak mówisz .....

Dzieci bawiły się w domu. Nagle córa powiedziała do M:
- Wiesz,  kocham cię
M przewrócił oczami, strzelił wybitnie głupią minę i skwitował to bezceremonialnie:
- Ach te dzieci, mają teksty .......

Odnotowałam naukę: przy trójcy nie pić kawy.
 To nie ma sensu. Albo pluję, albo dławię się.









środa, 12 czerwca 2013

zamooł


Jest po godzinie 20.00. Córka zasnęła  przy Pingwinach z Madagaskaru. A syna jeszcze nie ma w domu  - biega z kumplem po podwórku.
Umyłam dwa okna.
Nie jest dobrze.
To nie w moim stylu.
Łazienkę też umyłam.
Ot, tak, po prostu.
Wziąć i umyć.
Pochłaniacz myśli włączył mi się.
A biorąc pod uwagę, ze zrobiłam dwa prania i wyprasowałam to to już katastrofa totalna.
Dusza wyskoczyła, stanęła obok - Ej czujesz się dobrze?!
Chyba nie...

Znowu wracają mdłości. Gdzieś dusza gaśnie.
Pół dnia słucham Saviour,u.                                                       https://www.youtube.com/watch?v=M1Gfwro1RNo
Nie rozumiem smutku, który mnie ogarnia.
Ale na dnie duszy siedzi ten muł zamulenia niepokoju co niepokoi.
Tylko chomik zadowolony. Uciekł z kanapy i pod szafą siedzi.
On przynajmniej może biegać.
Ja siedziałam na placu zabaw na ławce.
Jak nigdy dotąd.
Nie ma biegania z dzieckiem, oj, nie ma ..........



Syn przyleciał w końcu do domu.
 - Dlaczego nie bawiliście się na placu drewnianym? - zapytałam syna.
- Bo tam były dziewczyny i nas wyzywały.
- Wyzywały? Jak? Dlaczego?
- Nie wiem
- I co? Nie odszczeknąłeś się?
- Ja się odszczeknąłem, ale M. nie.
- I co powiedziałeś?
- Wy pieczone kartofle.
Mocny tekst ...

Syn rozwiązał parę zadań matematycznych, poczytaliśmy o meteorach i poszedł spać.
Wieczór jest mój.
Mogę wszystko.
Poprasuję więc.
A co mi tam.
Naprawdę mam zamułę.

Chciałabym by wszystko było za mną.
Ale przede mną jeszcze tydzień.
Koszmarny tydzień.
A jutro 13-ty .
Ble.







wtorek, 11 czerwca 2013

pif paf



Młoda będąc na podwórku strzelała z pistoletu na wodę. W trawkę, w płot ...
- Pif paf, pan nie żyje.
"Zabiła" osiedlowego zbieracza śmieci.
- Co ty robisz?! - spytał zdumiony T.
- Zabiłam pana - odpowiedziało dziecię dumne.
- Ale ludzi nie zabija się. Wiesz o tym?
- Wiem.
- To dlaczego to zrobiłaś?
- Bo to był powolny stary dziad


Już jeden osobnik w historii świata miał taką dziecinną koncepcję, a co najgorsze - wprowadził ją w życie.
Tyle tylko, że pewnie nikt mu nie powiedział, ze ludzi się nie zabija ...






zamot



Otwieram oczy, rzut oka na budzik, a tam godzina 8.25.
Która?!!! CO?!!?!!?!
Wpół do dziewiątej?!
Jak? Dlaczego?
Moje badania krwi!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!KURWA!!!!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAA!!!!!!!!

T dostał opierdziel, za nie naładowanie mojego tela. Wczoraj grał i grał ....Zatłuc Big Gada to mało!!!
Ja pierdzielę.
Tempo masakra. Ubranko, ząbki, siusiu. Dzieciaki nawet słowem nie pisnęły, widząc moje szaleństwo.
Po kwadransie T pojechał  z Młodymi  do przedszkola.

Ubrałam buty, do kieszeni wrzuciłam skierowanie na badania krwi i .........kluczy od piwnicy nie ma!
No nie ma i już.
Gdzie są??!!!!
Wiem!
W kieszeni. U męża. KURWA!!!
No i i nie pojadę! Nie mam roweru. Nie mam jak.
Szlag trafił mnie podwójny.


Po czasie, przypomniałam sobie, że przecież oprócz roweru to mam  auto.
Kluczyki sobie wiszą spokojnie. Nawet lekko uśmiechają się.

Oświecenie przyszło za późno.


Złość oślepia. Wkurwienie to kolejna przeszkoda. Kolejna kłoda pod nogi.
Tylko jak czasami się nie wkurwić. Choć po co. Ech.


Łapię oddech przy kompie, a T prasuje.
I słusznie.
Klawiaturą nie rzucę bo szkoda, a żelazkiem mógłby dostać.



T przyszedł. Przeczytał. Po raz pierwszy.Nie wierzę! No pogięty jest ten wtorkowy poranek!
- Kasuj ten tekst z żelazkiem. Nie jestem pantoflarzem! Jak nie skasujesz skasuję ci całego bloga!
 -Dobra, dobra ....
I poszedł prasować.
On jest takim pantoflarzem jak ja uległą żoną.
Ale nie będę wredna  -napiszę oficjalną wersję.

"Z nerwów zaczęłam prasować, bo ta czynność ma w sobie moc osłabienia, a T zadowolony z życia znowu zasiadł przy kompie. Niech gra, niech spada. Grrrrrr....... "



- Pokaż co napisałaś. Poprawiłaś?
- Nie! spadaj to mój intymny świat!
- Twój intymny świat już dawno zwiedziłem, pokaż mi co napisałaś!
- Cenzura?!
- A jak, przecież nikt nie powiedział, że cenzury w XXI wieku nie ma.
- Jest wyzysk. I to domowy!
Przeczytał.

- Weź, miało to być śmieszne, a wyszło żałośnie...
- A jak miało wyjść? Żałosne są teksty, bo i życie mam żałosne od 13 lat.

Seks jest lepszy niż kromka z dżemem.
Na serio.




Mamusia wpadła po wiśnie.
- Zabieram je w końcu, bo T mówił, że będziecie zamrażarkę rozmrażać.
- Tak? - odparłam zdziwiona. Nie wiedziałam nic o tym. Dobra, nie rozmraża, co mi tam ...
Zaczęłam szukać zdjęcia syna by dać do albumu na zakończenie przedszkola. Wychodzi, że no to, że mój kochany synek albo jest psychopatą albo niedorozwojem. Co zdjęcie to mina. Ja nie mogę. Co za błazen!
- Cała mamusia.
Matka nie mogła oprzeć się, by nie skomentować. Ale u nas to rodzinne.
- No tak - poparł ją mój szanowny małżonek - a ty co lepsza? jak nie jaskółki robisz to miny,  a dzieci patrzą.
- A idźcie wy do diabła.

Przegląd zdjęć od czerwca do zeszłych wakacji. I co? I ufff znalazło się jedno. Raju, a myślałam, ze dzisiaj sesję zdjęciową zrobimy.


A propos wakacji oto zwierzaki, które spotkaliśmy po drodze.





A motyle to biedne były. Gonione wciąż.
Ja chcę lata!
A lata mi tylko komar.


poniedziałek, 10 czerwca 2013

panika chłopięca



Panika to dość ciekawe zjawisko zwłaszcza w wykonaniu dzieci. Byliśmy na placu zabaw. Gadamy sobie z kumpelą, dzieci się bawią. Jednym słowem błogostan. Nagłe krzyk, ryk.....
Chłopak leci trzyma się za rękę i drze się na cały świat. Cholera chyba rękę sobie połamał!!!!
- Co się stało?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Syn koleżanki wbił sobie drzazgę w dłoń. Ja pierdzielę, wymiękłyśmy, ale i odetchnęłyśmy z ulgą.
Kawałek drewienka pod skórą, a krzyk taki jakby słoń siedział mu na stopie, albo ufo wylądowało na głowie. Masakra. Płacze, wrzeszczy, jęczy....... Ściana bólu przez którą trudno się przebić słowem
- Boli........buuuuuuuuuuuuuuuuu.
Nie dał reki sobie dotknąc. Panika poniosła go w taniec.  
- Widzisz  tacy są faceci.
- I dlatego to my rodzimy.
Ech.....

 Kumpela zabrała syna do domu. Tam dokonali "operacji".


Ale mój syn jak się okazało wcale nie jest lepszy .......

Na nodze Starszego zostały strupki po ranach odniesionych w wypadku "szprychowym". Jeden taki większy i głębszy w skórze naprawdę robił wrażenie. Okazało się, że gdzieś się przyczepił do skarpetki i syn już jej nie zdejmie, bo krew będzie leciała. 

- Wiesz co, to idź wykąp się, ale tej skarpetki nie zdejmuj. Jak się wszystko namoczy to strupek odejdzie.
Poszedł pod prysznic. Kąpał się ubrany w jedną skarpetkę.

Wytarł się ręcznikiem.

A potem nastąpiło piekło.

- Buuuuuuuuuuuuu nie zdejmę jej!!!!!!!!!!!!!!BUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!! AŁAAAAAAAAAAAAA!!!!!
I drze się, płacze, wrzeszczy.

T wkroczył do akcji.
- Synu, daj nogę.
- NIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!BUUUUUUUUUUUUUU!!! To będzie bolało!!!!!!!! BUUUUUUUU!!!!!! Odejdź!!!!!!!!!
- SYNU! USPOKÓJ SIE!!!!!!! NIE PŁACZ!!!!!!! Posłuchaj mnie ....
- BUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIE!!!!!!!!!!!!! TAAAAAAATOOOOOOO!!!!! NIEEEEEEE!!!!!! ODEJDŹ!!!!!!!!!!!! Ja sam !!!!! Ja sam!!!!!
T opuścił łazienkę. A syn dalej koncertował .....BUUUUUAŁABUUUUUUU...
Dobrze, ze sąsiedzi nas znają i policji nie zawołali. Naprawdę. Taki krzyk i płacz i to TATO!!!NIE!!! kwalifikowało do powiadomienia służb o katowaniu dziecka.
W końcu T dostał szału. Wpadł do łazienki. Wyciągnął syn. Zdjął skarpetkę. Strup dawno się odczepił.
Syna zatkało. Syn powiedział:
- O!

Tacy są faceci.......

Wiele hałasu o nic...


A jakby im tak co miesiąc między nogami leciało?!







jedziesz? nie graj

Jechaliśmy do zoo. Pięć minut jazdy wystarczyło, by syn jęknął:
- Nuuuudzę się.
Wiec wyciągnęłam telefon:
- Masz, graj.
- Nie dawaj mu.
- Iiii tam. Tylko trzymaj dobrze.
Syn wpadł w "ptaki" mordując świnie.Muza mogła dalej płynąć bez zakłóceń. Młoda z kolei odpływała w sen, była jakaś niedospana, choć oboje spali do 9.00.
Minęło jakieś 10 minut.
- Niedobrze mi.
- To od gierki. Oddaj telefon mamie. Mówiłem ci nie dawaj.
- Bo co? Teraz wie jaki to zamulacz. Lepiej, żeby teraz wiedział niż miało go zamulić na trasie.
- Hahahaha, to fakt.

Syn siedzi cicho. Przymuliło faceta ostro.
Nagle przemówił:
- To ta reklama z tabletami na wakacje dla dzieci jest bezsensu.
- Dlaczego?
- Zarzygać się można od tego. I bolą oczy.

Hehehehe .....

Pewnie długo będzie pamiętał, tak jak pamięta o pasach, jak pamięta o coli.

Na poprawinach syn chciał pić tylko colę i colę. Prosiliśmy:
 -nie pij, bo będzie ci niedobrze.
tym bardziej, że gazowanego nie pije w ogóle. Mogliśmy mówić. Ale człowiek uczy się najlepiej na swoich błędach, choć te błędy nieraz drogo go kosztują.
Pod wieczór Starszy poczuł się niby jakiś zmęczony. Zasnął przy nas za stołem. Chcieliśmy wyjść. Nie zdążyliśmy. Syn podniósł głowę i puścił pawia iście weselnego.
Potem pilnowaliśmy syna z miską przy łóżku.
Od tamtej pory nawet łyka nie weźmie.
Poprawiny poprawiły myślenie Starszego.







ZOO foto



Zoo.:)



































niedziela, 9 czerwca 2013

terapia



Wpadła kumpela z córką. Dzieciaki zaczęły przewracać do góry nogami pokój, przedpokój, i co się dało. My zabarykadowałyśmy się w kuchni.
- Mam deprechę - powiedziała M. wyciągając piwo.
Do piwa podałam kurczaka w krakersach.http://www.wielkiezarcie.com/recipe49795.html
- Gotujesz?hahaha pojebało cię czy też masz depresję?
-  Wszystko na raz.......
- Hm, dobre to to
Gadka szmatka. Z pracy wrócił T.
- Znowu piwkujecie?
- Jakie znowu?
- Dla ciebie też jest bronek w lodówce.
- A! to rozumiem.
Dzieciaki szalały w najlepsze. Nam czas fajnie płynął.


Terapia jednak nie pomogła. W nocy obudził mnie ból kolana, ból w klatce piersiowej. Wstałam. Woda. Brak miejsca na ziemi.
Ech....A jeśli to serce?
Mój ojciec zmarł nieoczekiwanie. Było to 20 lat temu. Miał 45 lat. Bywa i tak w życiu.
Podobno  takie osoby jak ja długo nie żyją. Niektórzy znajomi wręcz twierdzą, że  starość w moim wykonaniu jest niewyobrażalna.
Proroctwo kumpeli:
- Arte, ty nie zginiesz śmiercią naturalną .....
Za dużo energii, emocji. Big Bang! I już.
Bywa i tak ...







tam są bilety na koncert ;)))))


T siedząc przy kompie jęknął:
- O kurczę, Arte chciałabyś tam być! wiesz kogo bedzie koncert?
- Nie wiem, a co?
- A nic
Zanim co do czego przyszło, wręczył mi kopertę mówiąc:
- To są bilety na koncert. Proszę.
- Co? Jaki?
- Zobacz
Nie zajrzałam. Niech to będzie niespodzianką.
T mówi, że spełni się jedno z wielu swoich marzeń. Jedziemy za 2 tygodnie. W dniu moich urodzin.
W końcu co roku jest tort - posiadówka. Niech tym razem będzie inaczej...
Miałam nadzieję na wyjazd w górki, ale co tam, górki nie uciekną, a jeśli to ma być koncert moich marzeń to muszę tam być.

Telefon, koncert, i co jeszcze?
Kawa w Oslo jesienną porą a może żubrówka na Helu, placki ziemniaczane na Krupówkach, piwo na kazimierskim rynku, grzaniec w Ogrodzieńcu, rolki na Murze Chińskim?
Któż to wie ....
Życie bywa cudowne.
Zwłaszcza z fajnym facetem.
Kurde, ale on musi mnie kochać. Normalnie jutro śniadanie mu zrobię. A co tam.

T nie przestawał szokować. Poszedł zrobić rower. Po tylu latach. Zaczynam się martwić o jego zdrowie psychiczne normalnie. Kolejna mega niespodzianka. Rehabilitacja w gronie rodzinnym ma moc szczególną. Fajnie powłóczyć się razem. Są chwile dla których warto żyć.



Zajechaliśmy do teściów.
Znalazłam latawiec. Chciałam pokazać dzieciakom jak się puszcza. Chciałam przemóc swoją słabość. Pobiec pomimo wszystko.
- AUĆ!!!!
Ból kolana rozwalił mnie okrutnie. Zanim jednak nastąpiła eksplozja cierpienia zdążyłam córce lutnąć tym cholerstwem w policzek. O mało co, a dostałaby w oko. Ale na szczęście i nieszczęście ma tylko pięknego siniaka pod okiem ...uffffff
Kulawa oślica ze mnie normalnie.
Faza w dół.
W dolnej szufladzie lodówki teściów było piwo.
Wpiłam z teściem jedno na pół.
Odbiło mi się pięknie.
A jednak to nie jest sen.