niedziela, 2 czerwca 2013

po linei

Wyszliśmy na podwórko poszukać syna. Patrzymy: są! - Starszy idzie z kumplem. Dwa siedmiolatki, ucieszone na mega.  Z tymbarkiem w ręku. M. trzymał w ręku reklamówkę z chipsami. Idą  i śmieją się w głos.
- Skąd to macie? 
- Kupiliśmy w sklepie!
- A skąd mieliście pieniądze?
- Znaleźliśmy, o, tam! w trawie leżały.
I chichoczą. W ręku M było jeszcze 3,30 zeta. Plan na wydanie?- lody.

Takim to dobrze. I niech im szczęście sprzyja.
Po tego tymbarka sama, o mało co, nie poszłam, skoro taki efekt wywołuje.

- Ale pieniądze nie są ważne, ważna jest rodzina -  powiedział nam syn w domu. Na co córka:
 - My jesteśmy rodziną!!!

Slodko...mam nadzieję, że to nie zmieni się, aczkolwiek czas robi niezłe przekręty.


Wczorajszy dzień był rodzinny. I to mega. Wysyp osobników był niezły. Przez pogodę tylko domówka, ale za to w jakim gronie świetnym. A miał być piknik, grill. Dobrze, że humory nie zmokły.
- A gdzie idziecie? - zapytała się córka
- Na randkę - odparliśmy ze śmiechem.
- Żartujecie prawda?!
- Nie, kochanie, wychodzimy, do zobaczenia rano.
Zostawiliśmy dzieci mamie i urwaliśmy sie na wieczór ze znajomymi. Koncert, piwo, czar rozmów :p

I życie tak sobie płynie spokojnie, miło.
Szkoda tylko, ze kolano boli.
Ale zawsze może być gorzej...
Zawsze może być inaczej...
Więc warto docenić to jak jest...bo przecież nie jest źle.
:)


No właśnie.....

Syn ogląda film w tv, Młoda na balkonie puszcza bańki, T śpi, a ja wsadziłam nos w gazetę.
- Mamo to by ci się przydało! - szturchając mnie powiedział syn.
- Co? -oderwałam się od rubryki.
- No to!  - i pokazuje palcem telewizor.
A tam co? A tam leci reklama Linea!!!



Zgrzytnęłam zębami....
- No co? Żartowałem ....




sobota, 1 czerwca 2013

dzień dziecka

Z okazji Dnia Dziecka - Waszym Dzieciaczkom i Wam, Drogie Dzieciaczki
życzę
wszystkiego naj!
Niech to będzie piękny dzień. 
A reszta dni jeszcze wspanialsza! :)




- Dzieciaki, wiecie jaki dzień jest dzisiaj?
- Sobota - mruknął synek spod poduchy. Broń na mamę. Nie widzieć, nie słyszeć ...
- 1 czerwca, i co to za  święto?
Cisza.
Cisza.
Cisza.
- Dzień dziecka? - a jednak syna główka pracuje.
- Dokładnie Misiaki z mojej paki!!!

Złożyłam dzieciaczkom życzenia. Uściski. Syn stwierdził, ze skoro nie ma prezentów (nie ma to jak zrobić syna w jajo :D) sam prezent sobie zrobi.

- Będę malować, rysować, wygłupiać się do północy, grać na kompie, a ty mamo zrób mi płatki ryżowe na śniadania.

I super.

Potem dostaną prezenty. I w ogóle zrobimy im zamieszanie.
Jeszcze większe niż co dzień.
Niech mają, cudowne Istoty! :)




Szkoda tylko, ze córka kaszle .........



Scooby Doo leci, a do niego będzie sniadanie.

Niech ten dzień będzie do góry nogami. Dzieciecy w każdym calu!
:)









sanatorium


sanatoirum 



Sanatorium zamieniało się wraz z upływającym czasem w pobyt kolonijny. Naprawdę. Tu zabiegi, a potem nuda zalewana alkoholem. Przez niektórych. Rozmowy, książki, spacery .....Poznałam mnóstwo ludzi. Właściwie z turnusu wszystkich. No bo ja tak mam - gadam. Choć zaprzeczam.
Odgrażano mi się "zielona nocą". Po kolacji taka gadka "strachy na lachy" i smsami. Normalnie wieczorową porą zamieniłam się w powietrze co by nie kusić. Rano, w ostatni poranek wstałam i wleciałam do kumpli stukając w drzwi:
- Policja !!!Otwierać!!!
Naprawdę mam głos i potrafię huknąć.
Cisza.
Otworzyły się drzwi obok.
- Arte! Zbaraniałaś? - i brecht.
- Cicho! Dadzą się nabrać.
Za drzwiami cisza nadal.. Znowu z pięści przywaliłam drąc się:
 - Policja!!! Otwierać drzwi!!!! Natychmiast!!!!
Kolejne drzwi się otworzyły. Brecht. Pokazuję gestem - CISZA!!!
W końcu otworzyły się drzwi kumpli. Koleś stał w  samych spodniach. Zakrwawiony.
- Kurwa Arte!!! Przestaszyłem się!!! - ale jaka ulga w głosie!
Śmiechem walnął cały korytarz. Facet się golił i żyletka zeszła ........ups.......przestraszył się.
Najlepszy kawał czyj? Mój.
Nastąpił dzień wyjazdu - nie mieli szans na spłacenie długu.

Obiad. Siedzę przy stoliku z Basią. Basia po udarze mózgu. Opowiedziała mi o wieczorze. Walnęłam śmiechem. Ja się śmiałam a stołówka milczała. Poważnie. Wyłapałam cisze i że ktoś uderzył widelcem o nóż. Trwało to chwilę. A nawet dłużej.
Kumpela z pokoju:
 - Słyszałaś ten śmiech na obiedzie? 
- Nie, bo się śmiałam.
Teraz nie jest mi do śmiechu. Mam zawiechę.  I niechęć do gadania. Ech......

Pewnego wieczoru przychodzę na kolację a przy stoliku siedzi babka. Starsza. Okazało się, ze ma 97 lat. Przyjechała sama
 - Może jakiegoś pana poznam? W końcu nie jestem taka stara!
Rozwalała nas poczuciem humoru, siłą i duchem.
Ja też tak chcę.
Rewelacja.
I nie wyglądała na wampira. Wręcz przeciwnie.

Sanatorium postawiło mnie na nogi. Psychicznie. Nie wiedziałam, że aż tak padłam na ryj.
Teraz znowu ryję.
Babe - świnka z klasą, normalnie.

Człowiek nie docenia tego co ma. Warto się zatem cieszyć chwilą. Daną chwilą. Bo za rogiem może nie być nic. Dlatego warto spacerować, delektować się, nie biec.
Jeden krok potrafi zmienić wszystko.
Ale stać w miejscu też nie warto.
Życie jest sztuką akrobatyki na linie.
- Nie ma co się spuszczać - jak mawia T. I pewnie ma rację.
:D
:p

Bo żeby się puścić i nie cierpieć to trzeba wiedzieć gdzie! :D
Zycie jak pajęcza sieć.
Pomyślcie nad tym.







piątek, 31 maja 2013

wino za drzwiami

Wczoraj rodzinnie obejrzeliśmy Gnomeo i Julię. W końcu obejrzeliśmy! Za pierwszym razem, jak chcieliśmy obejrzeć,  syn tak się wystraszył krasnala spadającego, że wyrwał sobie zęba! :)
 Młodą porwała piosenka i było tylko:
- Puście mi jeszcze! 
https://www.youtube.com/watch?v=hJHDiw1COL0 - w polskiej wersji brzmi lepiej :P.


Potem zażyczyłam sobie konkret  - nie jakąś komedyjkę romantyczną https://www.youtube.com/watch?v=XpkN4CbxYYg, o nie. To nie dla mnie. Oglądałam i jakoś ....eeeeee tam. Mało mięsne.
Zachciało mi się krwi! A co mi tam. Podobno palce w filmie maczał Tarantino, więc nie było innej opcji jak zasiąść i obejrzeć Człowieka o żelaznych pięściach  https://www.youtube.com/watch?v=iKdV9ZMWKSo  po prostu - Chiny, walka, krew, bezsensowna przemoc. I latanie mega.



Dzisiaj córkę dorwał kaszel. Zwymiotowała. Ten poranny kaszel zamienił się w jakiś koszmar. Kupiliśmy syrop, tabletki, robiliśmy inhalację. Nic nie pomagało. Czuję się bezbronna  w takich chwilach. Lody też były, na zamrożenie wszystkiego.

- Martwię się o ciebie - wyszeptałam w uszko Młodej przytulając mocno
- A ja o ciebie - wyszeptała obejmując swoimi rączkami. 

Kochanie małe.
Jest wieczór i Łobuziara nie kaszle. Ufff....... Na szczęście przeszło, chyba. Mamy taką nadzieję.
A gucio ....szlag. Ale nie jest źle. W razie czego będziemy wzywać lekarza. Ale póki co - spokój. Zaciskam kciuki i dmucham, by odpuściło. Dziwne to jakieś. Bez gorączki. I smarów.

A syn przelatał cały dzień na podwórku. Z kumplem. Od rana pędził na jednej parówce. Nie będzie jadł i gucio. Po 17.00 zgłodniał, skubnął, poleciał. No król anoreksji będzie jak nic. Słodyczy też nie tknął, sam z siebie.
- Bo nie jadłem obiadu
Przynajmniej choć tego się trzyma. Ma facet zasady.


Wojna Klonów opanowała syna.

- Młoda będziesz Księżniczką Leią, dobra?!

 Zadzwonili znajomi. 

- To jedziemy?
- Pogoda do dupy. Dzisiaj chcieliśmy wyskoczyć do zoo i spękaliśmy.
- Nie poznaję, od kiedy pogoda ci przeszkadza?!
- Eeeeeee....
- Dobra jutro się widzimy, koncert, piwo, pogadamy.


T też stawia na nogi. Nawet mi prezent kupił. Cieszę się, a syn jeszcze bardziej.
Kurde, odchylam drzwi od kuchni. 10-letnie wino tam czai się.



CHOJNIK - foto

Skoro pada. Skoro nie możemy nigdzie pojechać i znowu trzeba w domku gnić to powrzucam fotki z wędrówek majowych - za obiektywem stał T.

Jak byłam w sanatorium  to Rodzinka do mnie wpadła. Spędziliśmy parę dni razem. I to była rewelacja.
Wiatr w skrzydła. Ja zabiegi a rodzinka wędrówki.

Ekipa zauważyła jak radocha mnie niesie, ten krok, ten uśmiech.
- Już bez kuli chodzisz?!
- Bo miłość mnie niesie - hahaha, krzyczałam cała szczęśliwa. Po tylu dniach móc przytulić swoje kurczaki i mensza to ........brak słów. Na samo wspomnienie uśmiecham się.





































HUTA SZKŁA _FOTO

 Huta Szkła, ręczna robota. Piękne rzeczy. Dla mnie magia - tak dmuchać, tak obrabiać.
Kupiliśmy dwie lampki do wina, na nasze wieczory.
Dzieciaki wzięły udział w zajęciach warsztatowych. dostały dyplomy.