Rano syn wleciał mi do łózka
- Cześć mamo, co dzisiaj jest?
- Cześć kochanie, piątek, a co?
- Myślałem, że sobota - i zaczyna chichrać, a ja już wiem co chce powiedzieć.
- W sobotę nawet nie waż budzić mnie tak wcześnie, bo będziesz miał po tablecie, rozumiesz?
- Hahahaha, nie chce tableta, chce byś mnie dręczyła i się wściekała hahahahah....
No i było odgryzienie pięty.
A kiedyś odgryzę ci kiedyś wszystko, normalnie. Co to znaczy wściekanie się? Czuję się głodna lwica.
Tak poza tym syn zapowiedział, że zrezygnuje z karate jak zdobędzie czarny pas, chce być najlepszy w klasie, a poza tym chwalenie się wszystkim jest złe.
Tylko potakiwałam, bo co miałam powiedzieć. Uśmiechnęłam się tylko.
Córka natomiast smacznie sobie spała..Księżniczkę trzeba ściągać z wyrka. Oj, znowu poranna tragedia.
Ale jak się rozkręciła to śpiewała o zajączku. Trenuje przed przedstawieniem, którego nie może się doczekać. W końcu rola kurczaczka poważna rzecz.
Poranna gonitwa -w pół godziny dzieciaki zostały zebrane, drzwi otwarte -go!
Syn wrócił ze szkoły.
- Ty jesteś internecik wiesz? powiedział wchodząc do pokoju.
- A ty maruda, i co?
Poczekaliśmy na Młodą i poszliśmy w trójkę na podwórko. Młoda nie umie bawić się z dziewczynkami. Zawsze stoi z boku. Taka nieśmiała,wycofana.Woli być porwana przez chłopaków.
Stanęła koło nas kopiąc piłkę, a my z synem rzucaliśmy do kosza. Tak, tak machnęłam kule w trawę i stojąc na jednej nodze trenowałam rzuty osobiste.
W międzyczasie przyszły inne dzieci dopingując nas. Znane dziewczynki, bo w końcu osiedle ma to do siebie, że znamy się ja "łyse konie".
Nie wiem czemu nie chciały mnie przewieźć na bagażniku roweru, ale co tam....trudno.
Zorganizowałam zabawę, bo co tak mają dzieciaki stać i lampić się na nas.
Jedna drużyna stanęła po jeden stronie ławki, a druga po drugiej. Od razu wciągnęłam Młoda w grę.
Rzuty naprzemienne. Nie złapana piłkę to punkt dla przeciwników.
Rzucałam z nimi, a jak. Tak, tak, stojąc na tej jednej nodze.
Potem zastąpił mnie syn i bawił się dziewczynkami. Szok. No jak to tak? Przecież dziewczyny są beee.
Odpoczęłam na ławce jak stara pierdoła wyciągając kopyta. A później rywalizował z synem w rzutach. Musze wrócić do kosza. Syn pierwszą rundę wygrał 10:5. Potem zmieniliśmy zasady gry. Nie rzut przemienny, ale ten kto trafił rzucał dopóki nie spudłował. I wtedy ja spuściłam synowi manto 3:10.
Córka w tym czasie huśtała się z koleżanką. Rozmawiały i sypały piachem. Super.
Dzieci hahaha to najlepszy środek odmładzający.
Masz rację, że dzieci człowieka odmładzają. Szkoda tylko, że one tak szybko się starzeją. ;) :)
OdpowiedzUsuńna szczęście to one, a nie my ;) :D
UsuńDokładnie. :) :)
UsuńU nas piątek jest bardzo ważny, bo w piątek dzieciaki w przedszkolu mogą przynieść jedną swoją zabawkę i o niej opowiedzieć. Więc Szymon o piątek to już od poniedziałku pyta...
OdpowiedzUsuńu nas też dlatego Młoda w końcu zebrała się - przecież musiała zabawkę wybrać :)
UsuńTak, to jest ważny dzień :)
Arte, uważaj, bo jeszcze zostaniesz trenerem osiedlowym ;)
OdpowiedzUsuńspoko :)
Usuńmmm... Zacznij kasować dzieciaki :P
OdpowiedzUsuńopiekunka osiedlowa :D
a co :P
hahahaha, skasować to ja im mogę, ale tyłki za łobuzerkę :):P
Usuń