Pojechaliśmy ze znajomymi połazić sobie. Dzieciaki miały radochę i latały po skałkach. Z Młodej byliśmy dumni, bo wlazła na sam szczyt, na własnych nogach, choć chwila słabości była:
- Mamo weź mnie na ręce, bo ja już nie mogę...
- Ja też nie, trzymaj mnie, bym nie upadła ...
Młoda się skarżyła, ja pajacowałam a efekt był taki, że ze śmiechem na szczyt dotarła.
Buty mężula wymiękły :)
nie wiem co ta pani niosła na plecach, mieliśmy różne wersje :D
Siedzieliśmy na szczycie, gdy nagle ktoś zakrył mi oczy.
Kto to?! nie padło, bo głos wszystko zdradziłby.
Hm, dziewczyny siedziały, i tyłka nie ruszały. Faceci też byli na oku.
Hm?
- Atre! Kupe lat!!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!
Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę to była kumpela. Jedna , jak dla mnie, z postaci kultowych studium. A były tam osobowości naprawdę wielkie. Ikony. Bez nich by mnie nie było.
Ja pierdzielę - jaka radocha mega.
Prawdziwe spotkanie na szczycie. Ha, ha, ha ....
Wracając z górek zajechaliśmy po drodze do teściów zobaczyć czy żyją. Znowu był wysyp słodyczy. Masakra. Cukiereczki, chipsy, wafelki, ciasto, paluszki. Dzieci jak worki - niech się napchają!
- Weźcie im nie dawajcie, bo na kolację nic nie zjedzą! Ile mam was prosić, co?!
Mogę sobie mówić. Nawet nie zapytali się czy jesteśmy głodni, ale jak po obiedzie przychodzimy na kawę to jedzenie chcą w nas wpychać hahahahaha.
- Wnusiu, były twoje imieniny, proszę to dla ciebie - powiedziała teściowa dając kopertę Starszemu.
- Ja nie chce pieniędzy, chce prezent.
- Ale nie wiemy co ci kupić wiec masz pieniądze i kup sobie co chcesz
- Dziękuję
Syn otworzył kopertę.
- Tato, ile to jest?
- 100 zł.
- Mam dwie stówy - ucieszył się syn, by za chwile powiedzieć - to za dużo, nie chce tyle, jeden papierek mi wystarczy
I poszedł oddać babci stówę.
- A drugą stówę dasz mi? - zapytał się dziadek.
- Dam - powiedział syn i kasę oddał.
Dziadkowie kasę oddali Starszemu.
- No dobra, kupię sobie coś, ale nie wiem co.
Ha, będzie na drugie kimono, bo to co kupiliśmy jest dobre, ale na mnie. Czar zakupów internetowych, hahahaha.
Gdyby nie te cholerne kolano byłby znak, że czas i na mój trening, póki nie skostniałam, ale niestety o pewnych rzeczach mogę zapomnieć. Przynajmniej na tą chwilę.
Wieczorem zakopałam się z książką w wyrku mówiąc mężulowi, ze przejmuje dzieciaki i wieczorne rytuały.
Zasnęłam nie wiedząc kiedy.
Coś wlazło na mnie. Duże ciepłe, objęło moją szyję ........AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!
- No mamo....
Co? Gdzie? A!Córka! Która to godzina?! Po 22-giej? Dziecię spać nie mogło, więc przytargała siebie do mnie.
- Przedstawienie mi się podobało, pójdziemy jeszcze?
- Mamo czy ja jestem fajna?
- Mamo, strasznie cię kocham,
- Mamo, opowiedz mi o Jasiu i Małgosi, ale ja opowiem o domku, dobra?!
- A ja nie zamienię się w czarownicę, bo musiałabym cię zjeść, wiesz, a ja cię nie zjem.Ha, ha, ha ...
Nocne gadki z córką są czymś pięknym i niezwykłym jak dla mnie. Przecież nie tak dawno latała na czworakach nic nie mówiąc, a teraz ma swoje zdanie, swoje myśli, swoje obawy.
I tak z poczwarki powstaje motyl, hahahaha.
Boska jest - ten śmiech, poczucie humoru, oczęta i błyskotliwość.
Rano budzę Młodą. Wymamrotała spod ręki:
- Wiesz, ze stęskniłam się za tobą?!
Wtuliłam się w maluchę, bo co miałam rzec, jak żadne słowo ze wzruszenia przejść nie chciało.
Poranny zamęt. W tym tygodniu zamieniamy auto na spacery. Wytłumaczyłam synowi, że pieniądze, które wydaję na benzynę wole wydać na książki, a w końcu tak daleko nie mamy by tyłki wozić. Ha!
- Jestem głąbem - wyparował syn kopiąc kamień. Teraz moja kolej -nasza zabawa.
- Nie mów tak kochanie. Nie mów ta o sobie, bo to jest kłamstwo.
- Ale ja chcę umrzeć, bo ten świat jest do kitu.
Zawrzało we mnie.
- Synu, czy wiesz co mówisz?! Teraz to rzekłeś jak prawdziwy głąb!
- Hehehehehe, o to mi chodziło hehehehehe
Noż kurde!!!!
- Żartowałem! Na żartach się nie znasz?!
- NA TAKICH NIE!!!!
W przedszkolu Młoda zawisła na mnie, wtuliła się i płacząc rzewnie powiedziała, że nigdzie nie pójdzie. Ojejku, zrobiło mi smutno. Nie lubię jak tak dzieci płaczą. Mówiłam, wiele rzeczy mówiłam, niestety oderwać się nie chciała, więc wychowawczyni pomogła.
Ale Młodą wzięło ...
Ledwo ze Starszym zdążyliśmy do szkoły. Jego klasa stała już gotowa do wyjścia na spektakl teatralny.
A ja zanurkowałam w historie morderczyń i muzę i w neta, póki czas wolny.
https://www.youtube.com/watch?v=Lc_k_-jRl1w&list=PL77DBC7D2F87C009E













