poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Dzisiaj siedziałam na balkonie zapatrzona w zachodzące słońce, które było widać między gałęziami drzewa. Był to poruszający widok.
Dłońmi skadrowałam  rozłożyste gałęzie,  czarne paski na tle czerwonym.
Pejzaż kończacego się dnia.
Gałęzie były niczym zakradająca sie noc. Rozciapierzone palce czającej się ciemności
zdrarły slońce do krwi...
Tylko czy aby dzień był wściekły czy ranny?

środa, 3 kwietnia 2019










chyba nie mam ochoty podnosić się

będę leżeć

zachód słońca wplątał się w pajęczą sieć

 transformatorów kolejowych

gasnące światło odbija się od butelki

nie, nie podniosę się

zeschnięty mlecz

spuszczony łeb

gasnący pet

piecze w usta




poniedziałek, 25 marca 2019



Jadę, jadę, zapierdzielam. W jedno oko dostałam blaskiem mijających mnie aut, a drugie zostało porażone widokiem rozświetlonych chmur, koszmarnych chmur, wilkołaczych chmur. Myśląc o statywie zahaczyłam o pobocze. Zniosło mnie, hamowanie przedłużyło mi życie. A potem była szybka jazda przez las na krótkich światłach. Rosyjska ruletka. Wyskoczy sarna czy też nie. A w duszy malował się chmurami wilkołaczy klimat. 
Zaśpiewałam. Zajebiście śpiewa się ten kawałek udając szwedzkiego kucharza z Muppetów.




Właściwie to mogłoby się moje życie skończyć. teraz. Na fali sukcesów. Nie znoszę porażek.




piątek, 15 marca 2019

patologicznie

Dzisiaj jadąc samochodem zostałam zabita pewnym widokiem, który bardziej mnie poraził niż patrol policji.

(- Proszę dmuchać.
- Ja? ja mam dmuchać?- zareagowałam oburzona - to mnie, władzo, dmuchają!!!)


Szli zaspanym miastem Żuliet z Żuliettą. On nieogolny, z błyskiem w oku patrzył wyniośle na świat. Złym błyskiem. Deprawator. Psychol. Dumny, wyprostowany, Aleksander Wielki melin. Uśmiech skrywany w zaniedbanym zaroście ukrywał kosę w kieszeni, która była ogrzewana  ściśniętą dłonią. Gotowy do ataku. Może  nawet czubkiem noża ocierał się o żebra Żulietty. 

Ona, z nieprzytomnym wyrazem na wykrzywionej twarzy, w brudnej kurtce, kulała przy nim. Jej chwiejny, niepewny krok,mówił, że wprawdzie idzie teraz bez smyczy, ale jednak wiernie przy nodze pana.

Władca i służka.
Ewidentna przewaga sil.
Kat i ofiara.

Żulietta szla jakby miała w pochwie  ukryta małą flaszkę. Może właśnie z tego powodu miała kulawy krok, który chwiał jej zgarbioną postacią. Skulona, zawstydzona, bez sił, ale coś zachowała dla siebie, tą butelczynę, tą godność w płynie, który teraz przelewał się jej między nogami. Kiedy jest pijana nie czuje nic, ani głodu ani upokorzenia.  Nie czuje  nawet tego gdy on żelazkiem prasuje jej plecy. Tyle, że nawet to jej próbuje zabrać, ten kawałek wyzwolenia, który musi tak skrzętnie chować.

A może to on włożył w jej cipę tą "małpkę"? Oto jego barek. Krzywy, brudny, brzydki, ale pełny.

Szli miastem jak myśliwy z trofeum.
 Oto moja zwierzyna, patrzcie. 
Nie, nie patrzcie na mnie, mnie nie ma.

Byli, brudni, zmęczeni, niedomyci. Alfa i omega. 

Zaspanym miastem szła para pełna własnych tragedii.
Ciężko było patrzeć. 

Kat i ofiara.

Jak trzeba zabłądzić by tak skończyć?

Dokąd szli?

Dokąd zmierzają?


Idą na ulicę Wiejską do Barbary, która zawsze ma coś w lodówce, a oni nie jedli od dwóch dni lekko trzeźwych, a od trzech mocno pijanych. Barbara jeszcze ich nie goni, bo oni nie kradną. Żuliett każe Żuliecie sprzątać w kuchni, a on w tym czasie pieprzy Barbarę, bo Barbary nikt nie chce pieprzyć. 


Toną w alkoholu, tona w seksie, trzymając się tylko papierosa. Jednego na trzech.




;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;













Molestowanie seksualne, którego nie udało się uniknąć..


wtorek, 12 marca 2019

50 kroków

"Długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie"
 T. Rózewicz


Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, 
tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.
William Wharton






Poszłam do marketu po mleko. Kupiłam trzy sekulenty. Dwie ksiązki. I jedną płytę. Podeszłam do kasy i poczułam, ze o zgrozo!, jednak o czymś zapomniałam. Tylko o czym zapomniałam? 
O czym? 
O mleku!
O Boże! 
Wróciłam się, bo bez mleka kawy nie wypiję. Czarna maż zaczęła mi zgrzytać między zębami i bujać serce zanadto.
Trzymając w rękach te trzy sekulenty, dwie ksiązki, jedną płytę, o zgrozo!, sięgnełam na dolną półkę po mleko, półprocentowe.
Żonglerka towarem.
Trzy procenty olałam na rzecz dbania o wagę. Wystarczy, że kraj zalewa plusodemagogia, a mnie tłuszcz, więc idę, idę na przekór- odejmuję. Niestety tylko na wadze towaru i portfelowi.
Nie chcę wysiadać przed zakrętem. Nie chcę wysiadać za zakrętem. 
Osiecka gdzieś po drodze wysiadła. Została w alfabecie Magdy Umer. Piękny alfabet pięknej przyjaźni pięknych kobiet, które miały piękne rysy twarzy i kory mózgowej.
Ja mogę co najwyżej swój stworzyć. To będzie wyzwanie. Arte w pamięci Arte. 
Ważność własnej osoby odnaleziona pod konieć ostatecznego oddechu.
Pchnięcie słowem. Gdy ostatnia litera wyrazu dopadnie kręg kręgosłupa zgasną oczy.












A - ambiwalencja uczuć - jednego dnia kocham karmel slony, a innego-gardzę
B- beka, w gwarze ozncza niezły zgon z niezłej wtopy, oto ja królowa, nie tylko łez
C - cyttryna, spożywam ją i bardzo lubię, ale tylko z tequilą
D - dreszcze, mam je gdy wieje wiatr i gdy słysze szept koło ucha swego i gdy, gdy
E - efektywność działań: osiągam cele
F - fantazja jest od tego, by śnić i śnię snem dalekim od Freuda
G - góry, bo wędrówką jest życie cżłowieka, więc wchodzę na szczyty, te jedyne, na które wejść mogę
H - Hydrozagadka - mam słabość do absurdu
I - ironia poprawia mi kiepski nastój choć myśl o Islandii równie dobrze na mnie wpływa
J - Jezus Maria peeszek
K- kocham jak mało kto ksiązki choćby
L - lato to pora, kiedy żyję, biegam i chce mi się
Ł - łakomstwo na wuzetki i napoleonki
M - motor, motor, motor
N - nieecierpliwość starego człowieka może tylko równać się z erupcją wulkanu, w którym magma wrze z niecierplwiości stania sie lawą, wybucham i dymię
O - osobowość złożona
P -papieros jest jedenastym palcem u ręki
R - ruble Dostojowskiego, rzucone przez Idiotę
S - seksistowski żart i seks w głowie
T - treningi: picia, sportowe i najdłuższego leżenia w łózku
W- wódka przemywam rany i pustki napełnia
Z - zdjęcia uwielbiam robić zachwycając sie przy tym zwykłością przedmiotów w niezwykłych promienach słonecznych





Zainstalowałam sobie krokomierz. Wykonałałam 50 kroków. Kawa, siku, siku, siku. Wciąż jeszcze śpię niedźwiedzim snem, czekając na ciepło.








poniedziałek, 11 marca 2019

Miały być kłótnie nie wiadomo o co, ale  wszystko zalał beton milczenia. Doszło do zezwierzęcenia. Z futerek lisich powstał mur nie do przebicia. W ciszy słychać już tylko skowyt wiatru. To halny przedziera się przez przestrzenie. Dociera do uszu. Wpada do głowy robiać zamęt. Pod poduszką chowam głowę, uszczelniam okna. Nie znoszę wiatru. Tego wycia. Czuję się jakby mnie odzierano ze skóry. Czekam na słońce, na siłe, na nowy czas.
Zawsze na coś czekam.
W grzebaniu dotarłam do pustki. To taka studnia po lewej stronie mojej duszy. Wyrwa, która nigdy już nie zrośnie.
Czytając biografie niektórych osób przecieram oczy ze zdumienia i zaczynam koło studni sadzić kwiatki.
Odnajduję siebie.Nie tylko po przez grzebanie w ziemii, w sobie.
Łaczę wszystkie puzzle w całość.
Póżniej spalę to w niepamięci. W Noc Kupały puszczę z dymem.
Zrozumieć siebie jest kluczem do szczęścia.
Nie bać się siebie, nie pogardzać, nie oceniać, a przytulić. 

Nie wracać tam, gdzie biją. Nie wracać tam. gdzie nie ma ciepła. Nie wracać tam. gdzie nie ma dobrego słowa. Nie wracać do ciemnych zaułków bez wyjścia.

Zagubienie, samotność, odtrącenie, bycie nieważnym to cztery kółka, były niczym czterej jeżdzcy, na których jechałam. Bez kierownicy. Bez kierowcy. Bez celu.
Wyrzucona łajba ze statku w czarne morze pełne bałwanów.
Nie stała  i nie dzieje mi się już żadna krzywda.
Irracjonalne, ale prawdziwe.
W nieszczesciu była cała kupa szczęścia, a może już swoje doświadczyłam i wystarczy?

Potrzeba życia i bycia w milionach miejsc z milionami ludźmi jest moim tlenem. Bez tego umieram. Teraz zaczynam żyć. Ostatnie akapity wypełniam pragnieniami istnienia.

Przyrządzam białą kawę do termosa. Chcę posiedzieć przy Osieckiej na Wzgórzu Akademickim. 
Posiedzieć bez słowa.

Choć może napisze wiersz...o wiośnie, o ptakach, nadziejach i miłości. 




a za miesiąc koncert :D








 

niedziela, 10 marca 2019

Manuela o Adze

"...zatrzymana szarzeje w pospolitości. Kapcieje jak wyłowiona meduza..."
Gretkowska o Osieckiej w Poetka i książę.








Taka się czasem czuję głupia, tępa i nietwórcza, że zdumiewa mnie, kiedy ludzie mówią coś innego.
Sylvia Plath 






A potem wpadło mi do głowy, że mogłabym spędzić resztę lata, pisząc powieść.

Sylvia Plath 



- Mooniek nie chcę już pracować, nie chcę już nic. 
- To się zwolnij.
- A będziesz mnie utrzymywał?
- A rób co chcesz.
- To chcę rozwodu.
- A na chuj?
- No własnie chuja nie chcę.

Zaszyłam się w świecie ułudy.

Buty na platformach chińskiej taniowości zniewalają swoimi fasonami i cenami, jak i kurtki i w ogóle (oootorby, tak, nowa pasja) i w chuj tego, w przeciwieństwie do kasy, która zniewala swoją małością. Oszaleć idzie od nawału towaru i pustki na koncie. Chciałabym mieć tyle rzeczy. A chuja mam.

Desperacja druga rzuciła mnie na poszukiwanie suplementów wygrywających walkę z tłuszczem, ale cena była tak powalająca, że suma sumarum, poszłam do internetowej księgarni zamówić książki. W końcu i tak kupiłam rower i zainstalowałam na telefonie apkę do biegania, więc juz na samą myśl o poczynionych krokach czułam, że straciłam przynajmniej pół kilo. Więc na chuj mi chemia?

A na chuj mi wszystko.




piątek, 8 marca 2019




Byłam lumpem, inteligentnym lumpem. Teraz łachy i mózg zamieniam na bycie dziwką.
Dozania zamiast myśli.
Nagość zamiast ubrań.
Wibrator zamiast książek.
Kutas zamiast flaszki.
Wyjebanie.







czwartek, 7 marca 2019



Nie pamiętam idei. Nie pamiętam myśli. Nic nie pamiętam.
Jeszcze żyję. Może dlatego, że oddychanie jest odruchem, czynnością bezwarunkową leżącą poza mną. Ale sznur zaciska się. Jedyna myśl: odejdź. Nic tu już na ciebie nie czeka.
Nic.
Nic.
Odwieczna, wielka nuda.
Co jeszcze moge sobie udowodnić?
Dlaczego mam cokolwiek sobie udowadniać?
Dlaczego nie mogę siąść na brzegu skały i dumać wpatrzona w przepływające chmury?

Od lat czepia się mnie ta myśl, ta myśł o odejściu od lat czepia się mnie jak gówno buta. I weż człowieku biegnij po zielonych łąkach. Biegnij po trawie. Ciesz się, raduj i nagle chlast: buty w gównie mienią się. Fekaliowa dusza.






czwartek, 28 lutego 2019








Byłam na zakupach w sklepie. Obskoczyłam półki i szybko ustawiłam sie w kolejce. Sięgnęłam po portfel do plecaka i ......o fuck!. ...nie wierzę, trafiłam palcem w serek wiejski. Ja pierdzielę! Spojrzałam na białego palucha: wylizać czy wytrzeć w spodnie? Odwieczny dylemat.

Nie ma to jak zemsta nie zjedzonego śniadania. Szlag jasny, co ja mam teraz zrobić z tym serkiem? W kolejce zjeść? Zjeść posługującym się tym białym palcem, czy co zrobić? Wyssać przez tą dziurę?

Pomyślam jednak, że jak będę nieść spokojnie plecak, bez fal to śmietanka serka nie wyleje się. Humor poprawiła mi książka. Patrzyłam na leżącą na taśmie zdobycz. Gretkowska o Osieckiej? Nóż kurde, wypas. Zderzenie meteora z meteorem. Oriona z Krzyżem Południa.

Wracając do domu szczęśliwa nuciłam...Nie ma fal, nie ma fal... Takie zaklinanie chwili, Dotarłam do klatki, dotarłam do mieszkania, dotarlam do kuchni, nabożnie odłożyłam książkę na stół zdmuchując okruszki porannego śniadania. Zrzuciłam ciężar plecaka, otworzyłam go po czym zamarłam. Kurwa tornadoooo.
Wszystko tonęło w ziarnistym serku. Szlag Jasny!!!!!

Jednak rozwalony serek w plecaku był początkiem dziwnego popołudnia.



Wyszłam z kuchni i zamarłam od wielkiego smrdu. W domu nagle zawaliło gównem. Totalnym gównem cholernego kota.
- Gówno!!!!
Troll, ten mały, szybko spierdolił na rower nie sprzątając kuwety, co było warunkiem posiadania białej kreatury, zaś duży troll czytał książkę udając, że go nie ma.
- Synu, wali! nie czujesz?
- Nie! Czytam!

Posprzątałam, pootwierałam okna na oścież, otworzyłam też okno balkonowe i zamarłam tego dnia po raz kolejny. Dizajn balkonu został zjebany. Matka pozbierała moje pranie. Jakim kurwa chuj jego mać prawem?. Ja pierdole. Dobrze że największy troll wyjechał, bo by mi szła krew szwami

Szwy! Cholera! zdjęłam spodnie, zdjęłam opatrunek, popsikałam zszytą ranę. Na tą ceremonię wszedł syn.
- Co to ? - zapytał wskazując ranę.
- A nic, wycięłam gówno.
- -Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Nie wiem co się dzieje w twoim życiu! Nie ufasz mi?
Spojrzałam na niego, a ten dostał ataku śmiechu.
Naprawdę śmieszne.



-






coraz dłużej coraz mocniej

motywacja zjarana z ostatnim papierosem


niedziela, 3 lutego 2019


Są pośród nas ludzie,
którzy uważają,
że jesteśmy na świecie po to,
aby pomagać innym.
Są również ci,
którzy nie umieją pomóc
nawet samym sobie.
Roma Ligocka



"Bałem się tej czarnej dziury, tej głębokiej przepaści, która nadchodzi za euforią".
Bohumil Hrabal "Różowy kawaler"









wtorek, 29 stycznia 2019

wpadka

Kaszel wyrwał mnie ze snu. Ból klatki piersiowej, gardła i żeber rwal me ciało na drobne. Cholerne ataki dręczyły me ciało. Kiedy to się skończy, kiedy... Sięgnęłam po telefon. Szlag, wpół do siódmej. Chcialam odłożyć sprzęt, ale mój wzrok zatrzymał się na powiadomieniach z komunikatora. Aż tyle o tej porze?  co sie stało? Czyżby kolejny zamach polityczny?! Zaciekawiona sięgnęłam po okulary.

"Arte, chyba wrzuciłaś coś przypadkowo na relację :D "
"To twoje?:D"
"Arte, chyba coś ci się nie tak kliknęło."

Wszystkie w tym stylu. O co chodzi? O cholera! Nie, to niemożliwe, nie tylko nie to!!!! To przez wczorajszy wieczór i wygłupy. Nie, to nie możliwe Spojrzałam na relację i opadłam, ja pitolę, nie wierzę: moje cycki!!!! Zdjęcie z moimi cyckami zawisło w przestrzni komunikatora. Super.

Nie sprawdziłam kto wszedł na wrzucone zdjęcie. Nie chciałam wiedzieć kto widział moje piersi. Skasowałam jak najszybciej.
Nie ma. Nie było.

" Dzięki za info, ale,,,,yyhyy hahaha nie wiem co mam mówić, więc niech cisza zapadnie, dzięki :D"

"Pisz, ze to była kampania raka i namawiasz do badań"

Poodpisywałam, dziekując za reakcję i przyjmując na udręczoną klatę śmiech znajomych. Zajebście. 
Arte wraca do siebie. Tylko dlaczego w porno stylu? Ech...

Nawet nie chcę mysleć, że ktokolwiek mógł zrobić skan. O, nie. 

Moje cycki straszyły ludzi od północy do szóstej trzydzieści. sześć i pół godziny każdy mógł ogladać moje sutki. Przerazające, bo to nie jest typowa moja przestrzeń prywatna. Cholera...

A zresztą, pieprzyć to. Zdarzają sie gorsze rzeczy. Kaszel wdarł sie  i wszystko stało się nie istotne.

W końcu dostałam ataku śmiechu. Dawno tak sie nie śmiałam. Poczułam, że wracam do siebie. Znowu będą dziać się dziwne rzeczy.

Chyba wisi mi już wszystko,  tak centralnie i na odludziu.





Seriale i książka wypełniły mi mój chorobowy czas. Spałam, oglądałam, spałam, czytałam. Zaczełam przygootowywać obiad, bo dzieci miały niedługo wrócić ze szkoły.

Weszłam do kuchni, by zrobić sobie kawę i zastygłam.

- Kurwaaaaaaa!!!! zapomniałam!!!!

Podleciałam do garnka. Jeszcze była w nim woda. ufff,,,,,Nie przylpaliło sie nic, tak jak ostatnio, gdy zapomniałam, ze gotuję jajka. Gdy zajrzałam do naczynia to ujrzałam jak jajka tuliły sie do dna naczynia niczym rozbitkowie do siebie na brzegu morza. 
Teraz zaś po wodzie dryfowały rozpadnięte kawałki pyz z mięsem Śmiały się cicho. Tak, tak wróciło roztrzepanie. Wróciłam do siebie. Wróciłam cała do domu.






Poszłam dalej oglądać Orange...








piątek, 25 stycznia 2019

serio?





- Wiem w czym tkwi mój problem! - ryknęłam wewnętrznie do siebie krztusząc się kawałkiem chleba jedzonego pospiesznie, bo inaczej jeść nie umiem jak w biegu, choć stoję w miejscu, stoję, bo rzadko kiedy siadam we własnej kuchni - wiem....za malo piję wody i trafiałam na nieodpowiednich ludzi. Nie poradziłam sobie z nimi, nie poradziłam...

Nie poradziłam.

Przysiadłam storpedowana obrazami we własnej głowie. W sumie to siedziałam niczym stary człowiek na krześle z obrazu Vincenta. Tak jakoś znalazłam się w rozpaczliwej pozie . Bezradna i stara.

To nie była wina chleba. Ani zanieczyszczonego powietrza. Ani braku kremu przeciw-zmarszczkowego.

Spotykałam ludzi, których nigdy nie powinnam spotkać.

Zatrułam siebie. Efekt szkodliwej wymiany płynów. Rzerzączka i syfilis dopadły mnie od słownego pierdolenia. Mózg mi wyżarło. Jak po Wiadomościach TVP.

Powinnam była ucinać rozmowy, uciekać, nie być, iść przed siebie nie odwracając się, ale ten brak pokory zatrzymywał mnie przy nich.

- Przecież mogę ich zmienić, mogę. Mogę im coś fajnego pokazać. Być. 

Kurwa mać, a kim ja byłam?

Ale, ach, ach, zabawmy się, w końcu życie to żart. Tylko, że ups... konsekwencje bywają bolesne tworząc rany, które nie chcą się goić. 

Czuję sie jak więzień własnej duszy. Ona trzyma mnie mówiąc:

 - Patrz. - i napierdala projekcjami.

- Nie chcę. Nieeee chcęęęęęęęęęęęęę.......


Zatrzymałam sie przy ludziach, którzy nigdy nie powinni mi się trafić.

Na chuj?  Przepraszam: po co? Po co to wszystko było?

Dalam się złapać na dobre słowo. Oooo, ktoś jest ze mną, zainteresował się. Jak fajnie.

Najgorzej to uczynić z siebie śmiecia, który by zaistnieć musi coś udowadniać. Innym, nie sobie.

Miałam porządek w życiu, a wjebalam sie w ich burdely. Brawo ja.


Skasowałam ich. 

Ale za późno, za pózno. 



Zbieram okruchy próbując złożyć siebie w całość. 

Wiem, że jest to niemożliwe, bo za dużo wyrw, ale ach ten moj optymizm nieskalany wciąż.

I nie dorosnę. Nie chce mi się nic. 

Dusza szaleje coraz bardziej, a ciało szwankuje to tu, to tam. Przepływ energii wciąz jest zakłócony. 


- Arte, znowu marudzisz? Przestań, chodź. I tak cię kocham. taką jaką jesteś, mój wariacie.


Ocalenie przysżło z najmniej oczekiwanej strony. Nie zasłużenie.

Nie wiem co zrobię, nie wiem.
- Gdzie dzwonisz?
- Na oddział psychiatryczny, niech mi zrobią lobotomię.








Musze pić więcej wody, muszę więcej biegać, muszę więcej patrzeć, muszę więcej widzieć, muszę więcej myśleć, muszę wiecej milczeć, muszę........a chowam się wciąż pod kołdrą płacząc:
 - Nie, nie dę, nie idę ....

Jestem tchórzem Słabym człowiekiem. Zapomnijcie o mnie i wybaczcie.

antyteza

odrywasz mi  płaty mózgowe
jesz je
jak rolmopsy śledziowe
odkręcasz we mnie wszystkie kurki
spijasz krew z żył
niczym drinka z rurki
ginę
dyszę
ledwo słyszę
staję się pulsarem
odbierasz mnie
na fali
swojego serca
docierasz
dłońmi 
tak
masując
tu i tam
te szczątki
które nie zostały pożarte
pożerasz
jak hiena


-----------------------------



Fajnie jest się śmiać, kiedy radość wypełnia serce. Kiedy wie się, ze czekają stęsknione ręcę. Gdy mając telefon, wie się, że to nie gażet do gier, ale że można zadzwonić i usłyszeć dobre słowo. 
Szczęściem jest spotkać kogoś, kto akceptuje wszystko w nas. 

Wariactwo i szaleństwo scala związek. Dodaje kolorytu. Potęguje pragnienie wspólnych chwil. Odksocznia od wszystkiego. Żart i wygłupy. Dziecięca radość z rzeczy małych. Milczenie, które rozbraja szczerością.


------------------------------------


Zawieszam się.





  ---------------------------

:D











przestrzeń ujemna

..zawsze taka byłam. Przestrzeń ujemna. Zawsze na kogoś albo na coś czekałam, zeby jakieś prawdziwe uczucie wypełniło mnie i dało powód...."
G.D.Roberts "Shantaram"


Jeśli żyjemy w toksycznych przekonaniach, odbija się to na równowadze psychofizycznej. Po pierwsze, ciało bierze na siebie obciążenia wynikające z zakłóceń przepływu energii, która blokuje się, ponieważ funkcjonuje w zniekształconym wzorcu. Po drugie, nasza rzeczywistość odzwierciedla nasze przekonania. Gdy transformujemy wzorce przekonań, cała nasza struktura zmienia się i harmonizuje. Dlatego, gdy powiążemy nasz stan zdrowia z emocjami i przekonaniami oraz przepracujemy obciążenia, każda choroba może ustąpić natychmiast, a relacja ze sobą i z otoczeniem zmienić się na lepsze. Wzorce zostają uzdrowione, a przepływ energii naprawiony.



Slucham Pink Punk Agi i po prostu nie mogę się nadziwić, jak to co pisze może być moimi słowami. Jest moimi słowami. Moimi myslami i stanem ducha.  
Ostatnio byłam na jej koncercie  i patrzyłam na Agę, gdy podpisywała płyty fankom. Przewaga kobiet była uderzająca. Zresztą kto będzie czuł lepiej kobietę? Tylko kobieta.
Nie stanęlam w kolejce, bo była za długa. Stanęłam po piwo, ponieważ ta kolejka była krótsza. Stojąc i pijąc piwo patrzyłam z boku na Agę. Jej metamorfoza jest niezwykła. Podziwiałam ją, Niestety ta sztuka obróbki ciała mi się nie udała. Brak konsekwencji i samozaparcia pozbawiły mnie żylastego ciała. Bywa. 

- Powinnam podejść i pogadać z nią, ale nie uwierzyłaby. Zresztą pewnie co druga, jak nie każda fanka identyfikuje się z nią.  - zapiszczałam zmieniając ton  - "Och Aga, Aga to co piszesz jest naprawde zaajebiste i przemawia do mnie bla bla".  I co miałabym rzec? Kobieto, mówisz moimi słowami a ostatni wywiad przeprowadzony z tobą wbił mnie w kanapę? Jesteśmy na tym samym szczycie, dole, punkcie życia. Zawijamy się emocjami, przeżyciami i odczuwaniem? Bzdura. Chyba najlepszy byłby tekst, chodzy do łózka, wypijmy , pogadajmy - roześmiałam się.

Aga odeszła. Czas na koncert. Pierwsze uderzenia poszły, a światła owinęły publiczność. Zaczynała się uczta.

Zamarłam w muzyce. Tkwiłam w brzmieniu gitar. Chłonęłam słowa. Ja pierdolę, ja pierdolę, Aga....właśnie tak, banał mieszający sie z powagą, z życia trzeba kpić, tylko dlaczego kurwa wszystko tak boli?

HAJ I SZTOS

Ja muszę mieć haj
Żeby jakoś przeżyć to nudne życie
Ja muszę mieć sztos
Żeby uciec na chwilę od swoich lęków
Ja muszę gdzieś biec
Żeby nie złapała mnie moja przeszłość
Ja muszę gdzieś być
Choć na chwilę, inna i całkiem z kimś innym

I co mi zrobisz ty?
Ty nie rozumiesz nic
Próbujesz mnie łapać
Bijesz po łapach
Mówisz "Nie wolno"

Umieram co dzień
Myję ręce po to, by znów ubrudzić


a Schiza? Po prostu wymiata. Drugi teledysk promujący Pink Punk.




Nie wiem co zrobię. Nie wiem. 


Wywiad z Agą był mocnym przeżyciem. Siadłam i słuchałam skamieniała. Czyli można tak czuć?

........

cytaty z wywiadu:

"To nie jest mój świat, bardzo chciałam by była, ale nie jest. Bardzo chciałam być normalna, bardzo chciałam mieć dom, a najsmutniejsze jest ot, że brdzo chciałam być w tym domu szczęśliwa.

Tatar. ....

Jak mówisz po prostu jestem rozwalona, nie daję rady,  chyba rozwalę sobie  łeb...

Zawsze zaczynałam od obwiniania siebie.

Nie potrafię robić czegoś dla siebie, nie potrafiłam.

Próba udowodnienia. A jak zrobię tak jak ty słyszysz to  pokochasz mnie? Tak samo było z rodziną ...

Kiedy powiesz sobie dość?.......(cisza, wymowna)

Proszę go, by przezyć dzień. Jestem na takim etapie. Czasami tej czerni jest za dużo, i masz ten wybór, no albo zachalać się na śmierć, albo pójść w tango, albo napisać piosenkę,,,gdyby nie moja ciekowaść życia dawno, by mnie nie było, gdyby nie to, ze mam cudowne dzieci, które kocham tą swoją porabaną miłością...te demony krażące wokól mojej głowy są okrutne, są prokuratorami, nie mam adwokata"

Warto mnie kochać, mamo, Warto mi zaufać mamo.

 - Cały czas udowadniasz?
-  Tak

Chciałam życie pod linijkę..ze skrajności w skrajność...Chciałam wyjść za mąż, urodzić dzieci i żyć w tym schemacie i być szczęśliwa i tu się bardzo zdzwiłam..tu wyszedł totalny brak pokory...demony przylazły i rozszarpały wszystko.

To nie jest moja bajka. To jest straszny moment kiedy łapiesz się na tym, ze unieszczęśliwiasz te osoby które nie są winne tej sytuacji..właściwie nikt nie jest winien tej sytuacji....nie dałam rady..."

.......


Słyszałam w tych słowach siebie. Poukładany świat wywraca się. Mój gniew sięga zenitu. Myślę, by rzucić wszystko i odejść.
Zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Najgorszym. Z sobą.

Tylko dzieci żal. tylko dzieci żal.......śmieć to ja.















czwartek, 24 stycznia 2019

Kiedy jest się grzeczną dziewczynką, która trzyma sie własnych zasad to czy można przekraczać wszelkie granice? Czy jednak stoi się w miejscu, bo zasady mówią: " stój", bo tak nie wolno?

Czy zasady bronią nas i naszego terenu? Oferują czystość duszy i wokół? To taki pakiet niezłomnej duszy: zasady są najlepszym środkiem na odszczurzenie, odpchlenie?


Czy można przekraczać własne granice trzymając sie własnych zasad?


Ale przecież nie można się pogubić mając mapę w dłoniach.


Czy białe płótno  może być ciekawsze od obrazu, czy jednak pociągający jest obraz  czy jednak ciekawsze jest czyste płótno z powodu choćby tekstury tkaniny?

A jak malować by się nie pobrudzić?
Czy dusza czysta i nieskalana jest ciekawsza od tej pobrudzonej?

Czy można iść do piekła trzymając się siebie?


Czy zawsze puszczając siebie należy trzymać się zasad?


Czy można jebnąć w błoto trzymając się swoich zasad?


Czy można się uwalić trzymając się swoich zasad?



Czy wejdzie się do piekła trzymając się siebie?


Może trzeba siebie puścić, zdradzić, skopać? Czy trzeba zejść na dno i przeryć je swoimi odnóżami, gołym brzuchem, a z pochwy wysypać piach by coś przezyć?


Trzeba przeżyć i wrócić.


 Czy na tym polega siła, by wrócić, by nie zostać na dnie i znowu strzec swoich zasad?


A czy te zasady nie pękły pod naporem zdradzenia ich?


Ale czy sprzedawanie siebie i własnych zasad nie jest bolesne?


Należy trwać w jednym punkcie życia czy śmiało iść?


Złamanie własnych zasad i zdrada siebie to jedna z najboleśniejszych nauk.


 A po zdradzie siebie kim się jest?

W oczach uwiązana tajemnica i ból złamanych zasad chowa sie za źrenicą tworząc nieuchwytny cień. Czy to czyni człowieka pociągającym? Ciekawszym? Czyż nie lepsze jest proste, jasne spojrzenie, za którym nie ma nic poza tym ciepłym, jasnym i dobrym spojrzeniem?



Czy cienie w oczach nie są symbolem fałszu?



Pe­wien mudżahe­din po­wie­dział mi kiedyś, że przez­nacze­nie da­je nam w życiu trzech nau­czy­cieli, trzech przy­jaciół, trzech wrogów i trzy wiel­kie miłości. Ta dwu­nas­tka jest jed­nak zaw­sze zak­ry­ta, tak że nie wiemy, kto jest kim, dopóki ich nie po­kocha­my, nie zos­ta­wimy lub nie pokonamy.


Gregory David Roberts Shantaram



Najgorsza jest wiara. Wiara w to, co się wierzy. Religijne wojny. Przecież mordercami zostawali także zwykli ludzie, dobrzy ludzie, ludzie którzy kochali, a jednak zabijali. Z miłości, ze strachu, z wiary. Z jednej strony bronili w to co wierzyli, ale czy bronili własnych zasad? To była ta większa moralność i potrzeba? Pchać się w gówno polityczne?


Tylko kto by poszedł na wojnę gdyby każdy siedział w domu?


Skuszeni zyskami i chwałą  szli na rzeź. Szli walczyć za wartości wyższe. Za polityków, którzy itak dogadywali się.




Nie wolno wierzyć.




Wiara we własny instykt jest wybawieniem.



Kiedy jest się w piekle nie można spuszczać oka z drzwi awaryjnych. Trzeba wiedzieć, kiedy wiać, choć było się pod butem sameego Lucyfera.

Siła człowieka tkwi w ucieczce?


Najgorszą zbrodnią jest zrobienie z siebie opcji. To jest czyściec.



Czyściec.


Siedzi szatan z Bogiem i robią wyliczankę:
 - wezmę, nie wezmę, wezmę, nie wezmę...
Może biorą i oddają? Któż wie co tam dzieje się. Takie przytulisko, jak dla zwierząt.



Nie wiem gdzie byłam i skąd wracam.







Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Oscar Wilde- Portret Doriana Graya


Po co zastanawiać się nad czymś co łatwo jest sprawdzić. Można odrzucić wszystko, zdetać, sięgnąć i zobaczyć i doswiadczyć i znależć wszystkie odpowiedzi.

Wampiry energetyczne i manipulanci, toksyczni ludzie- z każdego zedrą szaty i zasady czyniąć ciało i duszę bezbronną, gołą. 


Wiele jest ludzi, którzy  ubłoceni  przychodzą z tym błotem chcąc umazać czystych. Pokazać, patrz człowieku, jesteś taki sam. 
Czasami nie widać tego gówna na rękach, a cel jest wyższy, piękny. 
Gra słów. Pajęczyna tkana emocjami. Chwila moment: łup. łup i trup.

Nigdy nie lubiłam ludzi. 
Unikałam ich. Zdrady, kłamstwa, gierki. 

I kochałam. Za śmiech, żart, piękno.



Czy można zwiedzić piekło bez ujebania się?




Dorian Gray skusił się, ale zapomniał o wyjściu awaryjnym. Sprzedał miłość za pokusy, którym uległ.






Nie zasady, lecz indywidualności rządzą światem
              Oscar Wilde- Portret Doriana Graya


Byłam w piekle i wygrałam. 


Nauczyłam się znowu milczeć
.