czwartek, 28 lutego 2019








Byłam na zakupach w sklepie. Obskoczyłam półki i szybko ustawiłam sie w kolejce. Sięgnęłam po portfel do plecaka i ......o fuck!. ...nie wierzę, trafiłam palcem w serek wiejski. Ja pierdzielę! Spojrzałam na białego palucha: wylizać czy wytrzeć w spodnie? Odwieczny dylemat.

Nie ma to jak zemsta nie zjedzonego śniadania. Szlag jasny, co ja mam teraz zrobić z tym serkiem? W kolejce zjeść? Zjeść posługującym się tym białym palcem, czy co zrobić? Wyssać przez tą dziurę?

Pomyślam jednak, że jak będę nieść spokojnie plecak, bez fal to śmietanka serka nie wyleje się. Humor poprawiła mi książka. Patrzyłam na leżącą na taśmie zdobycz. Gretkowska o Osieckiej? Nóż kurde, wypas. Zderzenie meteora z meteorem. Oriona z Krzyżem Południa.

Wracając do domu szczęśliwa nuciłam...Nie ma fal, nie ma fal... Takie zaklinanie chwili, Dotarłam do klatki, dotarłam do mieszkania, dotarlam do kuchni, nabożnie odłożyłam książkę na stół zdmuchując okruszki porannego śniadania. Zrzuciłam ciężar plecaka, otworzyłam go po czym zamarłam. Kurwa tornadoooo.
Wszystko tonęło w ziarnistym serku. Szlag Jasny!!!!!

Jednak rozwalony serek w plecaku był początkiem dziwnego popołudnia.



Wyszłam z kuchni i zamarłam od wielkiego smrdu. W domu nagle zawaliło gównem. Totalnym gównem cholernego kota.
- Gówno!!!!
Troll, ten mały, szybko spierdolił na rower nie sprzątając kuwety, co było warunkiem posiadania białej kreatury, zaś duży troll czytał książkę udając, że go nie ma.
- Synu, wali! nie czujesz?
- Nie! Czytam!

Posprzątałam, pootwierałam okna na oścież, otworzyłam też okno balkonowe i zamarłam tego dnia po raz kolejny. Dizajn balkonu został zjebany. Matka pozbierała moje pranie. Jakim kurwa chuj jego mać prawem?. Ja pierdole. Dobrze że największy troll wyjechał, bo by mi szła krew szwami

Szwy! Cholera! zdjęłam spodnie, zdjęłam opatrunek, popsikałam zszytą ranę. Na tą ceremonię wszedł syn.
- Co to ? - zapytał wskazując ranę.
- A nic, wycięłam gówno.
- -Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Nie wiem co się dzieje w twoim życiu! Nie ufasz mi?
Spojrzałam na niego, a ten dostał ataku śmiechu.
Naprawdę śmieszne.



-






coraz dłużej coraz mocniej

motywacja zjarana z ostatnim papierosem


niedziela, 3 lutego 2019


Są pośród nas ludzie,
którzy uważają,
że jesteśmy na świecie po to,
aby pomagać innym.
Są również ci,
którzy nie umieją pomóc
nawet samym sobie.
Roma Ligocka



"Bałem się tej czarnej dziury, tej głębokiej przepaści, która nadchodzi za euforią".
Bohumil Hrabal "Różowy kawaler"









wtorek, 29 stycznia 2019

wpadka

Kaszel wyrwał mnie ze snu. Ból klatki piersiowej, gardła i żeber rwal me ciało na drobne. Cholerne ataki dręczyły me ciało. Kiedy to się skończy, kiedy... Sięgnęłam po telefon. Szlag, wpół do siódmej. Chcialam odłożyć sprzęt, ale mój wzrok zatrzymał się na powiadomieniach z komunikatora. Aż tyle o tej porze?  co sie stało? Czyżby kolejny zamach polityczny?! Zaciekawiona sięgnęłam po okulary.

"Arte, chyba wrzuciłaś coś przypadkowo na relację :D "
"To twoje?:D"
"Arte, chyba coś ci się nie tak kliknęło."

Wszystkie w tym stylu. O co chodzi? O cholera! Nie, to niemożliwe, nie tylko nie to!!!! To przez wczorajszy wieczór i wygłupy. Nie, to nie możliwe Spojrzałam na relację i opadłam, ja pitolę, nie wierzę: moje cycki!!!! Zdjęcie z moimi cyckami zawisło w przestrzni komunikatora. Super.

Nie sprawdziłam kto wszedł na wrzucone zdjęcie. Nie chciałam wiedzieć kto widział moje piersi. Skasowałam jak najszybciej.
Nie ma. Nie było.

" Dzięki za info, ale,,,,yyhyy hahaha nie wiem co mam mówić, więc niech cisza zapadnie, dzięki :D"

"Pisz, ze to była kampania raka i namawiasz do badań"

Poodpisywałam, dziekując za reakcję i przyjmując na udręczoną klatę śmiech znajomych. Zajebście. 
Arte wraca do siebie. Tylko dlaczego w porno stylu? Ech...

Nawet nie chcę mysleć, że ktokolwiek mógł zrobić skan. O, nie. 

Moje cycki straszyły ludzi od północy do szóstej trzydzieści. sześć i pół godziny każdy mógł ogladać moje sutki. Przerazające, bo to nie jest typowa moja przestrzeń prywatna. Cholera...

A zresztą, pieprzyć to. Zdarzają sie gorsze rzeczy. Kaszel wdarł sie  i wszystko stało się nie istotne.

W końcu dostałam ataku śmiechu. Dawno tak sie nie śmiałam. Poczułam, że wracam do siebie. Znowu będą dziać się dziwne rzeczy.

Chyba wisi mi już wszystko,  tak centralnie i na odludziu.





Seriale i książka wypełniły mi mój chorobowy czas. Spałam, oglądałam, spałam, czytałam. Zaczełam przygootowywać obiad, bo dzieci miały niedługo wrócić ze szkoły.

Weszłam do kuchni, by zrobić sobie kawę i zastygłam.

- Kurwaaaaaaa!!!! zapomniałam!!!!

Podleciałam do garnka. Jeszcze była w nim woda. ufff,,,,,Nie przylpaliło sie nic, tak jak ostatnio, gdy zapomniałam, ze gotuję jajka. Gdy zajrzałam do naczynia to ujrzałam jak jajka tuliły sie do dna naczynia niczym rozbitkowie do siebie na brzegu morza. 
Teraz zaś po wodzie dryfowały rozpadnięte kawałki pyz z mięsem Śmiały się cicho. Tak, tak wróciło roztrzepanie. Wróciłam do siebie. Wróciłam cała do domu.






Poszłam dalej oglądać Orange...








piątek, 25 stycznia 2019

serio?





- Wiem w czym tkwi mój problem! - ryknęłam wewnętrznie do siebie krztusząc się kawałkiem chleba jedzonego pospiesznie, bo inaczej jeść nie umiem jak w biegu, choć stoję w miejscu, stoję, bo rzadko kiedy siadam we własnej kuchni - wiem....za malo piję wody i trafiałam na nieodpowiednich ludzi. Nie poradziłam sobie z nimi, nie poradziłam...

Nie poradziłam.

Przysiadłam storpedowana obrazami we własnej głowie. W sumie to siedziałam niczym stary człowiek na krześle z obrazu Vincenta. Tak jakoś znalazłam się w rozpaczliwej pozie . Bezradna i stara.

To nie była wina chleba. Ani zanieczyszczonego powietrza. Ani braku kremu przeciw-zmarszczkowego.

Spotykałam ludzi, których nigdy nie powinnam spotkać.

Zatrułam siebie. Efekt szkodliwej wymiany płynów. Rzerzączka i syfilis dopadły mnie od słownego pierdolenia. Mózg mi wyżarło. Jak po Wiadomościach TVP.

Powinnam była ucinać rozmowy, uciekać, nie być, iść przed siebie nie odwracając się, ale ten brak pokory zatrzymywał mnie przy nich.

- Przecież mogę ich zmienić, mogę. Mogę im coś fajnego pokazać. Być. 

Kurwa mać, a kim ja byłam?

Ale, ach, ach, zabawmy się, w końcu życie to żart. Tylko, że ups... konsekwencje bywają bolesne tworząc rany, które nie chcą się goić. 

Czuję sie jak więzień własnej duszy. Ona trzyma mnie mówiąc:

 - Patrz. - i napierdala projekcjami.

- Nie chcę. Nieeee chcęęęęęęęęęęęęę.......


Zatrzymałam sie przy ludziach, którzy nigdy nie powinni mi się trafić.

Na chuj?  Przepraszam: po co? Po co to wszystko było?

Dalam się złapać na dobre słowo. Oooo, ktoś jest ze mną, zainteresował się. Jak fajnie.

Najgorzej to uczynić z siebie śmiecia, który by zaistnieć musi coś udowadniać. Innym, nie sobie.

Miałam porządek w życiu, a wjebalam sie w ich burdely. Brawo ja.


Skasowałam ich. 

Ale za późno, za pózno. 



Zbieram okruchy próbując złożyć siebie w całość. 

Wiem, że jest to niemożliwe, bo za dużo wyrw, ale ach ten moj optymizm nieskalany wciąż.

I nie dorosnę. Nie chce mi się nic. 

Dusza szaleje coraz bardziej, a ciało szwankuje to tu, to tam. Przepływ energii wciąz jest zakłócony. 


- Arte, znowu marudzisz? Przestań, chodź. I tak cię kocham. taką jaką jesteś, mój wariacie.


Ocalenie przysżło z najmniej oczekiwanej strony. Nie zasłużenie.

Nie wiem co zrobię, nie wiem.
- Gdzie dzwonisz?
- Na oddział psychiatryczny, niech mi zrobią lobotomię.








Musze pić więcej wody, muszę więcej biegać, muszę więcej patrzeć, muszę więcej widzieć, muszę więcej myśleć, muszę wiecej milczeć, muszę........a chowam się wciąż pod kołdrą płacząc:
 - Nie, nie dę, nie idę ....

Jestem tchórzem Słabym człowiekiem. Zapomnijcie o mnie i wybaczcie.

antyteza

odrywasz mi  płaty mózgowe
jesz je
jak rolmopsy śledziowe
odkręcasz we mnie wszystkie kurki
spijasz krew z żył
niczym drinka z rurki
ginę
dyszę
ledwo słyszę
staję się pulsarem
odbierasz mnie
na fali
swojego serca
docierasz
dłońmi 
tak
masując
tu i tam
te szczątki
które nie zostały pożarte
pożerasz
jak hiena


-----------------------------



Fajnie jest się śmiać, kiedy radość wypełnia serce. Kiedy wie się, ze czekają stęsknione ręcę. Gdy mając telefon, wie się, że to nie gażet do gier, ale że można zadzwonić i usłyszeć dobre słowo. 
Szczęściem jest spotkać kogoś, kto akceptuje wszystko w nas. 

Wariactwo i szaleństwo scala związek. Dodaje kolorytu. Potęguje pragnienie wspólnych chwil. Odksocznia od wszystkiego. Żart i wygłupy. Dziecięca radość z rzeczy małych. Milczenie, które rozbraja szczerością.


------------------------------------


Zawieszam się.





  ---------------------------

:D











przestrzeń ujemna

..zawsze taka byłam. Przestrzeń ujemna. Zawsze na kogoś albo na coś czekałam, zeby jakieś prawdziwe uczucie wypełniło mnie i dało powód...."
G.D.Roberts "Shantaram"


Jeśli żyjemy w toksycznych przekonaniach, odbija się to na równowadze psychofizycznej. Po pierwsze, ciało bierze na siebie obciążenia wynikające z zakłóceń przepływu energii, która blokuje się, ponieważ funkcjonuje w zniekształconym wzorcu. Po drugie, nasza rzeczywistość odzwierciedla nasze przekonania. Gdy transformujemy wzorce przekonań, cała nasza struktura zmienia się i harmonizuje. Dlatego, gdy powiążemy nasz stan zdrowia z emocjami i przekonaniami oraz przepracujemy obciążenia, każda choroba może ustąpić natychmiast, a relacja ze sobą i z otoczeniem zmienić się na lepsze. Wzorce zostają uzdrowione, a przepływ energii naprawiony.



Slucham Pink Punk Agi i po prostu nie mogę się nadziwić, jak to co pisze może być moimi słowami. Jest moimi słowami. Moimi myslami i stanem ducha.  
Ostatnio byłam na jej koncercie  i patrzyłam na Agę, gdy podpisywała płyty fankom. Przewaga kobiet była uderzająca. Zresztą kto będzie czuł lepiej kobietę? Tylko kobieta.
Nie stanęlam w kolejce, bo była za długa. Stanęłam po piwo, ponieważ ta kolejka była krótsza. Stojąc i pijąc piwo patrzyłam z boku na Agę. Jej metamorfoza jest niezwykła. Podziwiałam ją, Niestety ta sztuka obróbki ciała mi się nie udała. Brak konsekwencji i samozaparcia pozbawiły mnie żylastego ciała. Bywa. 

- Powinnam podejść i pogadać z nią, ale nie uwierzyłaby. Zresztą pewnie co druga, jak nie każda fanka identyfikuje się z nią.  - zapiszczałam zmieniając ton  - "Och Aga, Aga to co piszesz jest naprawde zaajebiste i przemawia do mnie bla bla".  I co miałabym rzec? Kobieto, mówisz moimi słowami a ostatni wywiad przeprowadzony z tobą wbił mnie w kanapę? Jesteśmy na tym samym szczycie, dole, punkcie życia. Zawijamy się emocjami, przeżyciami i odczuwaniem? Bzdura. Chyba najlepszy byłby tekst, chodzy do łózka, wypijmy , pogadajmy - roześmiałam się.

Aga odeszła. Czas na koncert. Pierwsze uderzenia poszły, a światła owinęły publiczność. Zaczynała się uczta.

Zamarłam w muzyce. Tkwiłam w brzmieniu gitar. Chłonęłam słowa. Ja pierdolę, ja pierdolę, Aga....właśnie tak, banał mieszający sie z powagą, z życia trzeba kpić, tylko dlaczego kurwa wszystko tak boli?

HAJ I SZTOS

Ja muszę mieć haj
Żeby jakoś przeżyć to nudne życie
Ja muszę mieć sztos
Żeby uciec na chwilę od swoich lęków
Ja muszę gdzieś biec
Żeby nie złapała mnie moja przeszłość
Ja muszę gdzieś być
Choć na chwilę, inna i całkiem z kimś innym

I co mi zrobisz ty?
Ty nie rozumiesz nic
Próbujesz mnie łapać
Bijesz po łapach
Mówisz "Nie wolno"

Umieram co dzień
Myję ręce po to, by znów ubrudzić


a Schiza? Po prostu wymiata. Drugi teledysk promujący Pink Punk.




Nie wiem co zrobię. Nie wiem. 


Wywiad z Agą był mocnym przeżyciem. Siadłam i słuchałam skamieniała. Czyli można tak czuć?

........

cytaty z wywiadu:

"To nie jest mój świat, bardzo chciałam by była, ale nie jest. Bardzo chciałam być normalna, bardzo chciałam mieć dom, a najsmutniejsze jest ot, że brdzo chciałam być w tym domu szczęśliwa.

Tatar. ....

Jak mówisz po prostu jestem rozwalona, nie daję rady,  chyba rozwalę sobie  łeb...

Zawsze zaczynałam od obwiniania siebie.

Nie potrafię robić czegoś dla siebie, nie potrafiłam.

Próba udowodnienia. A jak zrobię tak jak ty słyszysz to  pokochasz mnie? Tak samo było z rodziną ...

Kiedy powiesz sobie dość?.......(cisza, wymowna)

Proszę go, by przezyć dzień. Jestem na takim etapie. Czasami tej czerni jest za dużo, i masz ten wybór, no albo zachalać się na śmierć, albo pójść w tango, albo napisać piosenkę,,,gdyby nie moja ciekowaść życia dawno, by mnie nie było, gdyby nie to, ze mam cudowne dzieci, które kocham tą swoją porabaną miłością...te demony krażące wokól mojej głowy są okrutne, są prokuratorami, nie mam adwokata"

Warto mnie kochać, mamo, Warto mi zaufać mamo.

 - Cały czas udowadniasz?
-  Tak

Chciałam życie pod linijkę..ze skrajności w skrajność...Chciałam wyjść za mąż, urodzić dzieci i żyć w tym schemacie i być szczęśliwa i tu się bardzo zdzwiłam..tu wyszedł totalny brak pokory...demony przylazły i rozszarpały wszystko.

To nie jest moja bajka. To jest straszny moment kiedy łapiesz się na tym, ze unieszczęśliwiasz te osoby które nie są winne tej sytuacji..właściwie nikt nie jest winien tej sytuacji....nie dałam rady..."

.......


Słyszałam w tych słowach siebie. Poukładany świat wywraca się. Mój gniew sięga zenitu. Myślę, by rzucić wszystko i odejść.
Zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Najgorszym. Z sobą.

Tylko dzieci żal. tylko dzieci żal.......śmieć to ja.















czwartek, 24 stycznia 2019

Kiedy jest się grzeczną dziewczynką, która trzyma sie własnych zasad to czy można przekraczać wszelkie granice? Czy jednak stoi się w miejscu, bo zasady mówią: " stój", bo tak nie wolno?

Czy zasady bronią nas i naszego terenu? Oferują czystość duszy i wokół? To taki pakiet niezłomnej duszy: zasady są najlepszym środkiem na odszczurzenie, odpchlenie?


Czy można przekraczać własne granice trzymając sie własnych zasad?


Ale przecież nie można się pogubić mając mapę w dłoniach.


Czy białe płótno  może być ciekawsze od obrazu, czy jednak pociągający jest obraz  czy jednak ciekawsze jest czyste płótno z powodu choćby tekstury tkaniny?

A jak malować by się nie pobrudzić?
Czy dusza czysta i nieskalana jest ciekawsza od tej pobrudzonej?

Czy można iść do piekła trzymając się siebie?


Czy zawsze puszczając siebie należy trzymać się zasad?


Czy można jebnąć w błoto trzymając się swoich zasad?


Czy można się uwalić trzymając się swoich zasad?



Czy wejdzie się do piekła trzymając się siebie?


Może trzeba siebie puścić, zdradzić, skopać? Czy trzeba zejść na dno i przeryć je swoimi odnóżami, gołym brzuchem, a z pochwy wysypać piach by coś przezyć?


Trzeba przeżyć i wrócić.


 Czy na tym polega siła, by wrócić, by nie zostać na dnie i znowu strzec swoich zasad?


A czy te zasady nie pękły pod naporem zdradzenia ich?


Ale czy sprzedawanie siebie i własnych zasad nie jest bolesne?


Należy trwać w jednym punkcie życia czy śmiało iść?


Złamanie własnych zasad i zdrada siebie to jedna z najboleśniejszych nauk.


 A po zdradzie siebie kim się jest?

W oczach uwiązana tajemnica i ból złamanych zasad chowa sie za źrenicą tworząc nieuchwytny cień. Czy to czyni człowieka pociągającym? Ciekawszym? Czyż nie lepsze jest proste, jasne spojrzenie, za którym nie ma nic poza tym ciepłym, jasnym i dobrym spojrzeniem?



Czy cienie w oczach nie są symbolem fałszu?



Pe­wien mudżahe­din po­wie­dział mi kiedyś, że przez­nacze­nie da­je nam w życiu trzech nau­czy­cieli, trzech przy­jaciół, trzech wrogów i trzy wiel­kie miłości. Ta dwu­nas­tka jest jed­nak zaw­sze zak­ry­ta, tak że nie wiemy, kto jest kim, dopóki ich nie po­kocha­my, nie zos­ta­wimy lub nie pokonamy.


Gregory David Roberts Shantaram



Najgorsza jest wiara. Wiara w to, co się wierzy. Religijne wojny. Przecież mordercami zostawali także zwykli ludzie, dobrzy ludzie, ludzie którzy kochali, a jednak zabijali. Z miłości, ze strachu, z wiary. Z jednej strony bronili w to co wierzyli, ale czy bronili własnych zasad? To była ta większa moralność i potrzeba? Pchać się w gówno polityczne?


Tylko kto by poszedł na wojnę gdyby każdy siedział w domu?


Skuszeni zyskami i chwałą  szli na rzeź. Szli walczyć za wartości wyższe. Za polityków, którzy itak dogadywali się.




Nie wolno wierzyć.




Wiara we własny instykt jest wybawieniem.



Kiedy jest się w piekle nie można spuszczać oka z drzwi awaryjnych. Trzeba wiedzieć, kiedy wiać, choć było się pod butem sameego Lucyfera.

Siła człowieka tkwi w ucieczce?


Najgorszą zbrodnią jest zrobienie z siebie opcji. To jest czyściec.



Czyściec.


Siedzi szatan z Bogiem i robią wyliczankę:
 - wezmę, nie wezmę, wezmę, nie wezmę...
Może biorą i oddają? Któż wie co tam dzieje się. Takie przytulisko, jak dla zwierząt.



Nie wiem gdzie byłam i skąd wracam.







Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Oscar Wilde- Portret Doriana Graya


Po co zastanawiać się nad czymś co łatwo jest sprawdzić. Można odrzucić wszystko, zdetać, sięgnąć i zobaczyć i doswiadczyć i znależć wszystkie odpowiedzi.

Wampiry energetyczne i manipulanci, toksyczni ludzie- z każdego zedrą szaty i zasady czyniąć ciało i duszę bezbronną, gołą. 


Wiele jest ludzi, którzy  ubłoceni  przychodzą z tym błotem chcąc umazać czystych. Pokazać, patrz człowieku, jesteś taki sam. 
Czasami nie widać tego gówna na rękach, a cel jest wyższy, piękny. 
Gra słów. Pajęczyna tkana emocjami. Chwila moment: łup. łup i trup.

Nigdy nie lubiłam ludzi. 
Unikałam ich. Zdrady, kłamstwa, gierki. 

I kochałam. Za śmiech, żart, piękno.



Czy można zwiedzić piekło bez ujebania się?




Dorian Gray skusił się, ale zapomniał o wyjściu awaryjnym. Sprzedał miłość za pokusy, którym uległ.






Nie zasady, lecz indywidualności rządzą światem
              Oscar Wilde- Portret Doriana Graya


Byłam w piekle i wygrałam. 


Nauczyłam się znowu milczeć
.












Z początkiem jesieni, znowu popadam w histeryczny dół niewiary w siebie. Zatracam chęć wstawania, a zakładanie butów boli jak cholera. Oddech boli. Staram się płytko oddychać, ale nie skutkuje, poza gubieniem oddechu. Czuję sie jak pekińczyk, który ruszył zadek za piłką.
 Strach zaczął oplatać mnie niczym angielska mgła opadająca na łąki. Matnia, zaćma, paraliż zdominowały moje komórki. Gaszę siebie słowem. Zamykam powieki odgradzając się od świata. Skoro ja nikogo nie widzę, może nikt nie widzi mnie?

Mieszane zbyt długo oddechy zniechęcają, nudzą, lepiej samemu czasami dmuchać i kreślić na szybie. 

Uciekam.
Odeszłam od okna, by nie patrzeć na świat. 

Lubię wędrować w labiryntach absurdu. W taki wieczór gdy wiatr krzyczy zza oknem z lampką wina zamykam się w świecie słowa. Pochałaniam ksiązki. mieszkam w stronach.



- Proszę, nie rozmawiaj ze mną teraz mam w sobie tylko ciemną stronę księzyca. Ze mną rozmawia się na wiosnę. 


Odcinam się za papierosem. Patrzę jak sie żarzy w ciemnościach. Słońce wszechświata. Mnie nie ma.


-Zakochałaś się? -córka wyrwała mnie ze stanu nie istnienia.

- Tak w Tobie! hehehe - zażartowałam.
- Ale ja nie chcę być lesbijką,..
Zachicgotałam, ta to potrafi odpowiedzieć, co za dziecko.
- Bo co? -zapytałam się grzecznie i z ciekawości.
- Bo chcę mieć dzieci.
Zdziwona popatrzyłam na swoją 9-latkę
- Dzieci chcesz mieć?!, a weż, po co ci to draństwo?
Młoda roześmiała się i klepiąc mnie w nogę odparowała:
- Ha! a z ciebie, mamo, babcię zrobię !
- A kysz cholero!, ja żadną babcią nie będę, będe jezdzić na motorze i na koncerty! - robić milion rzeczy, których nie wypowiedziałam, bo to sa moje sekrety.
- No mamo, pokolenie trzeba przedłużyć!
- A weź dziecko, mało idiotów na świecie?
Młoda spojrzała na mnie ubawiona doszczętnie.
- Ale jesteś nieznośna - parsknęła
- Nooo własńie, kochanie, a ty chcesz ze mnie zrobić babcię! Koniec świata...









czwartek, 27 września 2018

Leciałam w szarościach przez las. Zmierzch wyciągał ręce dłońmi drzew. Gałęzie prawie muskały mnie w twarz. Czuć było jak napięcie rośnie. Powietrze mroziło, a gdzieś spomiędzy drzew widać było niekojące oczy. Połamany asfalt podcinał opony. Może to już czas i z cieni wyłazi zło. Zło, które wpatruje się, by przejąc ciało. Zjeść wnętrze i odziać ludzką skórę. Zamknęłam oczy na zakręcie. Dryfowałam w przestrzeń a tam, a tam już stał mały krzyż. Chyba bardziej przerażający od cimności lasu,
Zatrzymałam sie na poboczu. Zgasiłam światła. Gdzieniegdzie lśniły w oddali złe oczy. Zawsze mi towarzyszyszyły, Od lat je pamiętam, kiedy jako dziecko wisiałam na tylnej szybie fiata 125. Nakręcałam się strachem. Podniecał mnie.
Wziełam telefon pisząc sms: "Zaraz bedę".

-Czy  postawicie krzyż przy drodze jak zginę? - zapytałam mensza i przyjaciółkę po powrocie do domu.
Moniek zszedł ze śmiechu a kumpela rzekła, machając przy tym rękoma:
- Ooo taki wysoki, wiesz, na 4 metry, wiesz ten co jeżdzimy pod niego na rolkach.
- I będziemy piec kiełbaski? - do pokoju weszła córka, po minie której było widać, ze nie wie o co chodzi. Tym razem wszyscy dostali ataku śmiechu.
- No tak, i skończy sie jak zwykle na rodzinnym świętowaniu : grill, piwko i dobry humor- roześmialiśmy się.

Kiedy Mooniek zaparzył kawę, zasiedliśmy wszyscy do stołu: gra w Uno. Celebrowanie chwil rodzinnych oraz  wspólne granie stały się normą. Iguany zacierały ręce planując uwalenie ciotki w wojnie. Kopanie pod stołem było tajnym znakiem Indian. Mrugnęłam do syna. Kumpela wrzasnęła do Moonkaa:
- Już się ustawiają.
- No cóż, kochanie, tak zaczyna się wojna.








czwartek, 13 września 2018

wieszem




omijam świat bez słowa
bo od słowa rodzi się
katorga
zasiadam 
na splecionych nogach
w milczeniu
jem bagietkę
z przedwczoraj
na okruchach
pisząc
nie
nie kocham

piątek, 27 lipca 2018

zakluczenie

- No dawaj rower do piwnicy.
- Nie, bo się boję...- odparło dziecko stojąc na klatce schodowej przy schodach wiodących do piwnicy - boję się ciemności.
- Tutaj jest światło, żarówka, złaź mi z tym rowerem.
- Nie rozumiesz, ze się boję?
 - Nie rozumiem, Młoda, przecież świat do odważnych należy. - odparłam z dołu.
- I co z tego? Życie gówno daje.- odparła córka
I nie zeszła. Weszłam na schody, wzięłam rower i sprowadziłam na dół.


 Moja córka nie sprząta. Na biurko odwieczny bałagan. Wiem, wiem Einstein wprawdzie mówił :

Jeżeli za­bałaga­nione biur­ko jest oz­naką za­bałaga­nione­go umysłu, oz­naką cze­go jest pus­te biur­ko?

ale przez przesady. Biurko, podłoga, szafki - wszędzie nieład. Inteligencja się kurna znalazła, no. 

 - Mówię ci, kiedyś nie wytrzymam i ci dupsko zleję, że zobaczysz- ryknęłam do Młodej zdenerwowana tym nieporządkiem w pokoju.
- Jasne - odparło dziecko nie oderwawszy wzroku od książki.
- Ty nawet nie wiesz na co twoją matkę stać!
- Wiem, wiem, na pójście do wc....
Spojrzałam na córkę piekielnym wzrokiem
- I to na dwójkę - dodała śmiejąc się.

Co za czort. Jak żyć, pytam się. 
- Dobra, masz godzinę i ostrzegam: lepiej to ogarnij.

Wyszłam.

Ti ti ti - zaterkotał mój telefon.

sms od Mensza:
- Babka od  ubezpieczeń mnie przegadała i będzie u nas, cholera

Sms do Mensza:
- Co się martwisz. Zrobisz kawę, jak dzieci nie będzie to zaliczysz..

Sms od Mensza:
- Jak będzie co ;P

Sms do Mesza:
- To kup sernik, to będzie co.


Znowu zapadam się. Potrzebuję przestrzeń, łąk, nicości na odnalezienie słów. Na uczepienie się wykrzyknika. Na huśtanie się na ogonku znaku zapytania.

Psuję skórę kolejnymi tatuażami, znikam.

Rozpadam się. 

 -Moglibyście mieć inną matkę.
- Mamy idealną!
- Psychole....






- czyli ma interes w przeciwności do piwa - rzekł syn.
- Nie,  w przeciwieństwie synu, mówi się w przeciwieństwie. - poprawiłam starszego klona.
- Aha, to znowu przekręciłem.
- No,  - odparłam z uśmiechem - mówisz jak twoja matka ....
- Czyli głupio? -zapytał się syn.

I ty Brutusie nade mną podniosłeś dłoń? ?????


Zapętlam się.
Zapętlam

W śmiechu też :D








wtorek, 24 lipca 2018

wręcz przeciwnie







Jechałam autem. Żar budzącego się dnia przebijał przez szyby a ja przebijałam się przez dźwięki. Ten synchronizował się z kawą kasztanową. Przestała być taka słodka, a dzień przestał być taki lepki. Progresywny rock pozwolił mi oddychać.
W nocy znowu atak przygwoździł mnie do podłogi. Dwie godziny intensywnego umierania. Bez skutku. Nie mam wprawy w zdobywaniu śmierci.
Otóż kiedy Ibsen leżał nieprzytomny na łożu śmierci w otoczeniu najbliższej rodziny, pielęgniarka, która czuwała przy nim, wypowiedziała znamienne słowa: "Doktor Ibsen czuje się dzisiaj lepiej". Wówczas Ibsen podniósł się raptownie i powiedział: - Wręcz przeciwnie. I umarł


poniedziałek, 23 lipca 2018

poniedziałkowy poranek

Koleś zjechał na nartach z K 2, a mi się nie chciało nogi wysunąć spod kołdry. Na K2 weszłabym, ale wyjście z łózka mnie przerażało. Świat oczadziałego miasta, te same ulice, pierdołowaci kierowcy, nawet pies na skwerku ten sam. I te same pijackie mordy pod sklepem. 
Co za obrzydlistwo. 
I jeszcze poniedziałek. Poranek.
W końcu wstałam,
 - AAA jak późno, za późno jest, nie jest za późno ....
Pobiegłam pod prysznic. Chwyciłam musli z mlekiem i wsiadłam do auta.
Wpadłam do pracy. Odpaliłam sprzęt, sprawdziłam pocztę oraz telefon. Znowu milion spraw.
Podeszłam do kuchenki. Otworzyłam szafkę. Sięgnęłam po kawę pomimo, że herbata z dziurawca uśmiechała się do mnie puszczając zalotnie oczko.
"- Nie, nie, dzisiaj jest poranek poniedziałkowy i potrzebuje silnego wstrząsu na przebudzenie, wybacz" - pomyślałam sypiąc trzy łyżeczki Tchibo do kubka. Włączyłam czajnik. Zasyczał dziwnie oburzony. No tak, nie ma wody. Chwyciłam go i poszłam do łazienki. 
Otworzylam drzwi i zamarlam. Na toalecie siedziala kobieta.Tak, tak, ze spuszczonymi spodniami. Inaczej chyba nie siedzi sie na desce. Raczej.

-KURWA!!!! - ryknęłam, nie ze ona ten teges, lekkich obyczajów, tylko tak z zaskoczenia, ze strachu, z szoku kompletnego przeklęłam tak szpetnie.

A jak sie tak wydarlam tak kobieta spadla na kafelki.
Bezwiednie. Jak lalka. Jebła i już. 

Bezruch.

Mój i jej.

- KURWAAAAAAA!!!!! - wydarło się z mego gardła, tym razem szeptem, z przerażeniem,

Stałam nie wierząc w to co widzę. Stałam lampiąc się na trupa.
Trup.
Zwłoki.
No trup! Martwa kobieta. Martwa natura.
Tylko durna mucha brzęczała przy oknie.

Zbladlam.
Oparłam się o framugę.
Zapalilam.
Jak? Skąd?  - poszło z dymem.

To moje biuro. Firma jednoosobowa.Tylko moje.
Cholera....

Martwa kobieta. 

Dzwonić po gliny czy szkicować?

Trup. Zwłoki. 

Skąd?

To ja? Nie ja! Ja???!
Jak? Jak? Jak?!!!

Znowu zapadlam.

Na utratę świadomości



.