środa, 14 czerwca 2017





gdybyś był i całował mnie w ramię 
kiedy wiercę się
w cieniu gwiazd
nie czułabym jak 
uwierają mnie
myśli me
wykute wojennym arsenałem 
Hefajstosa,
 drżę 
w nieutuleniu
i w strachu 
nadchodzącego słońca

wyrocznia

Wyrocznia jest jedna, delficka. Reszta to podróby w iście chińskim stylu, pomimo, że to własnie tam, w Delfach, wsiąkła krew smoka, a nie kofeina, ani nie wino, to jednak ta wyrocznia nie jest chińską wyrocznią, a grecką.
- A niech pytia, niech pytia - mawiali Grecy. I tak oto wieszczka dostała na imię - Pytia, pomimo, że nie pytała, a odpowiadała. No ale cóż, Grecy zamieścili świat na skorupie żółwia, więc nie ma co się dziwić. I mieli Platona.
Ktoś, Absolut?, potrzebował mieszanki kawokrwistej i złożył zamówienie. Nie mówię o kawie mieszanej tamponem z drugiego dnia tych dni - już widzę minę Dalego, wąsy opadnięte w skarpety, choć sam kupą chciał malować - ale o czartowskiej mieszance życia i śmierci. Apoteoza. Przyroda potrafi wiele. Właściwie potrafi wszystko.
Intuicyjnie czując, jakby jakiś swąd z krwawego ekspresu, znajomi postanowili w tym roku przybyć na moje urodziny. Zdziwiona, ale, ale zamknęłam zdziwienie w słowie to miło. Bo to miłe jest gdy są ludzie blisko tak, którzy są blisko i chcą być tak blisko. Pomimo, że im ktoś jest bliżej to oddalam się. Łamię sobą wszystko. Wiarę, nadzieję, kręgosłupy. Opowiadam bzdury, na nienawiść, potępienie. Przegranie. Zatracenie. Rzućcie we mnie przekleństwem i idźcie sobie. Ja wam pomogę. A oni uparcie tkwią.
Apoteoza pisana motorem? Życie pisane dwoma kołami? Wyrocznia tego, co od lat wisi w powietrzu. Słowo "zginiesz" weszło w ich słownik. Dlaczego mam zginąć, tego nie wiem.
Jakoś wyjątkowo nie czuję się na siłach by odchodzić.
Szłam odrętwiała po pincentnej kawie wypitej nie wiadomo kiedy, po
Nie czuję już niczego. Chcę tylko żyć.Tak po prostu. Nie wadząc nikomu.















wtorek, 13 czerwca 2017

uśmiech.

Dzisiaj w pracy była niezła rozróba. Klientka okazała się być oporna na uśmiech, a miała go mieć wg życzenia. Niestety wszelkie działania spełzły na niczym. Nic jej nie drgnęło. Nic. Stadnie zbaranieliśmy. Dawno nie widzieliśmy takiej sztywniary. A uśmiech miał być i basta.  Tylko, cholera, no jak? 
W końcu radość to nasza nasza dewiza, więc zaczęliśmy się gromadnie zastanawiać  jak doprowadzić klientkę do choćby lekkiego podniesienia kącików ust. Niestety, wszelkie pomysły i metody, jakie do tej pory z nas wypełzły i które zastosowaliśmy, okazywały się być bezskuteczne. 
No jak?
No jak?
Szlag jasny!
- Nijak, a jak nijak to czas uruchomić tajną broń -  mówiąc to, szef
wyciągnął flaszkę i kieliszki. Zawsze to robił gdy czuliśmy zbiorową bezradność. A zbiorową bezradność dość często czuliśmy, bo takie są czasy, a i barek jest zawsze pełny.
Piliśmy w milczeniu. Na początku. Potem alkohol trochę nas pobudził
Jak spowodować, by ktoś kto z natury swojej jest sztywny uśmiechnął się? No jak? 
W końcu nazwa firmy zobowiązywała i musieliśmy coś wymyślić. A jeszcze w nas dudniły słowa kierownika:
- Ależ proszę pani, proszę się nie martwić, pańska matka będzie miała anielski uśmiech, pełen optymizmu i dobroci. Jesteśmy specjalistami wysokiej klasy.
Wysoko to była postawiona poprzeczka. 
Burza mózgów przewaliła się po pokoju z niesłychanym łoskotem. W końcu ogarnął nas dziki śmiech , a klientkę nic nie ruszyło. Żadne fluidy, aury. Beznadzieja, no porażka po prostu.
- Przeszczep twarzy? 
- Tobie, to jakoś, nie pomogło..
 - Są matki idei i są ojcowie kilerzy, więc morderco ty jeden pierdolony, w ten sposób nie dojdziemy do żadnego consensusu
- Ja dojdę, mam nadzieję do .... - sekretarka trzymając dłoń na ustach wybiegła z pokoju.
- Ona zawsze dochodzi, ale na biurku...
 - Zaczęło się....
Rozmowy toczyły się na brzegach stołu, a my z kierownikiem, czując coraz większy ciężar odpowiedzialności,  patrzyliśmy na  twarz klientki, czując bijącą z niej coraz większą pustkę. 
 - Nic tylko lać .....
W miarę  lania pojawiające się kolejne pomysły, jakie zaczęły z nas spływać, nie nadawały się kompletnie do żadnego powtórzenia. Nawet tego cichego w myślach.
- Mam! - krzyknął kierownik i wybiegł z biura jak poparzony. Opadlibyśmy na krzesła, gdyby nie to, że siedzieliśmy. Co on ma? Fioła ma. I nas. Nic poza tym. Ostatnio jak wybiegł to wrócił po tygodniu.
- No i dupa blada - skwitował to Roman - zostaliśmy na statku sami.
 - Najlepiej to zwiać, potem powiedzieć  to depresja była i spokój.
Jednak za chwilę drzwi trzasnęły. Kierownik przyleciał :
- Patrzcie - zawołał zdyszany - Mam, mam, mam.
Spojrzeliśmy na niego i doznaliśmy paraliżującego szoku. Roman to prawie wytrzeźwiał. Pojebało go?! 
- Pojebało cię? - zapytałam lekko już bełkocząc - To my mamy tutaj problem, jak ....yyyy, a ty wybierasz się na ryby? 
- Na jakie, kurwa, ryby?
- A na chuj ci ten haczyk?
- By złowić szczęście, a nic tak nie uszczęśliwia jak mamona - i zaczął się śmiać, aż grzmotnął ciałem o podłogę. Myśleliśmy, ze się nie podniesie, ale podniósł się, otrzepał spodnie, siadł na swój fotel i zaczął nawlekać haczyk na żyłkę. 
- Wyostrzę ci wzrok, bo masz słabe loty - mówiąc to wstałam i polałam wszystkim. Szef łyknął setę i dalej z pasją walczył, by żyłką trafić w ucho haczyka.
- Nooo udało się......wszystko się uda, wszystko.....
Podszedł do drzwi i zaczął obwiązywać żyłkę wokół klamki, po czym, idąc lekkim wężykiem, udał się w stronę klientki. Stanął przed nią, pogłaskał po głowie.
- Proszę się nie martwić ..... nadszedł czas na smajla.
Nim zdążyliśmy się wszyscy zorientować o co chodzi, on szybkim i zdecydowanym ruchem włożył do jej ust haczyk.
- Patrzcie, będzie uśmiech jak ta lala....
- Nieeeeee - ryknęłam wchodząc  mu w słowo. Roman to nawet rzucił się w ich stronę, ale nie utrzymał równowagi i wywrócił się. Było za późno... drzwi biura się otworzyły z wielkim zamachem. Zdemolowana alkoholem sekretarka jednym ruchem wyrwała u klientki najszczerszy uśmiech świata. 
- Miała być Mona Liza, a będzie, kurwa mać,  Frankenstein - jęknęłam zobaczywszy całą lewą szczękę klientki
- Sama radość - czknęła sekretarka powtarzając nazwę naszego zakładu pogrzebowego, po czym  pośliznąwszy się na skrawku policzka, grzmotnęła o podłogę.


sobota, 10 czerwca 2017

wierszyk




wyszłam na miasto
by sprawdzić
czy nie wisi tam
klepsydra moja

wisiało tylko
zeschnięte jabłko
z robakiem
nieżywym
od wczoraj



-----------------------------------------------arte------








wojna



Przyjechałam ze zjazdu do domu. Mooniek otworzył drzwi :
- Głodna?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Cześć, kochanie. Nie, chcę piwa.
- Żartujesz?
- Nie. Chcę zimnego piwa. Proszę.
Poszedł do kuchni, a ja przywitałam się z dzieciakami.
- Mamo, zagramy w wojnę?
- Jasne Młoda.
Zaczęłam tasować karty, a Mooniek przyniósł browara. W końcu tradycją radzieckiego żołnierza przed bitwą trzeba wypić.
Karty zostały rozdane. W trakcie gry okazało się, że mam niezłego farta- trzy jokery.
- No Młoda, przegraną masz.
 - A wcale nie, zobaczysz.
Wygrywałam cały czas. Doszło do ostatniej wojny. Młodej zabrakło karty do wyłożenia, by wygrać, albo przegrać ostanie swoje rozdanie.
- I co?- zapytała się córcia- co teraz?
- I bierzesz kartę ode mnie. Jak źle wybierzesz to przegrasz. Jak dobrze wygrasz bitwę i wojna będzie trwać
Młoda wybrała.
Wygrała bitwę.
- AAaaahahahahahaa - nie mogła przestać się śmiać.
- Mamo ty to jesteś, mając zwycięstwo w garści potrafisz przegrać! Zobaczysz, że przegrasz...
- Cichaj synu, przegranie jednej bitwy nie oznacza przegranej wojny. Synu, opamiętaj się!
- Mamo,ty zawsze przegrywasz, choćbyś miała na stół wystawione zwycięstwo.
Spojrzałam na niego i dostałam ataku Śmiechu. Coś w tym jest.
- Ale nigdy nie tracisz - dodał.
Zabił mnie ponownie. Błyskotliwy facet. Skąd on to wie?
Młoda przejęła trzy jokery. Wygrała.
- Młoda, jesteś boska. Gratuluje zwycięstwa......


fotka z netu


piątek, 9 czerwca 2017

po diabelsku

"Czuła się bezpiecznie, 
odizolowana i absolutnie zobojętniała 
pod warstwą swetrów, w wysokich butach
 i w płaszczu od deszczu, głęboko schowana 
w ciepłym wnętrzu mokrej wełny i czystego sumienia."
Tove Jansson






Coś czuję, że muszę napisać bajkę o Muminkach. Ale nie mogę, bo jest już napisana. Albo o Małym Księciu!. Też nie, bo też jest napisana. Wszystko zostało zapisane. Rozpracowane. Uchwycone w słowie. Coś wymyśliłabym, ale trzymają się mnie kiepskie historie. Wkładam w bohatera ideały, a on je gubi. Normalnie odpadają z niego, jak dachówki ze zrujnowanego domu.
- No i zesrał się ideałami - zachichotał mój diabeł. Tak, tak, mam diabła w sobie. W końcu leworęczność to sinistral. Moje kochane diablątko. Jak wygląda Sin-Sink? Nigdy nie czesze włosów. Patrzy w lustro i zawadiacko mrugając lewym okiem przeciąga, mokrymi od wody, rękoma po włosach, a potem szybko porusza głowa, tak w lewo i prawo, i w lewo i prawo,  mówiąc: - No i git. Gonię go do mycia zębów, ale on wysuwa tezę o sile mowy.
- Siła mowy, człowieku to siła słowa, a nie oddechu!
- Nie marudź. Rzucam kostką do gry: apoptoza. Kupiłaś motor. I ?
- I co?
- Cykl ustalony?
- Od urodzenia. To nazywa się przeznaczenie.
- Jaka ty jesteś, kurwa, nudna.
- A ty przenikliwy.
Trzasnął drzwiami i wybiegł na podwórko. Moimi oczami. Ten błysk w moim oku to jego ryj. A właściwie smuga po nim. Ślad świetlny jego czortowskich nieczystości.
Bo to brudas jest i nicpoń. Łachudra. Szpila.
Poczułam się, że muszę schować się pod pościel. Łózko to najlepszy przyjaciel człowieka. Przytuli, ogrzeje, uśpi. I nie krzyczy nic o walających się okruchach po pościeli po uczcie rozpaczy. Zeżreć siebie. Jak wieszcz***. Trupociątko, które potrafi zjeść nie tylko siebie, ale innych też, a potem nażarte takie, wali w dzwony. Tylko nie wiem  w które: w chłopskie czy kościelne. Trzeba mu koszule ściągnąć, by nie rozrabiał. Ale cwaniak sam żre materiał, by móc hulać i swawolić. Nie daje się złapać. Motyw koszuli przewija się w malarstwie Rene Margitte. Myślałam z początku, że on nie umie malować twarzy, ale okazało się, że to pozostałość po matce, która utopiła się w rzece. Odechciało się jej żyć i chlup w nurt. Wyciągnęli ją na brzeg z koszulą na twarzy. Czyżby próbowała ją sama zeżreć?
Wieszcz.
Wieszczem jestem.
Z Sin-Sinkiem na ramieniu.
Zespolona leworęcznością z diabelską mocą.
Hardocrem.
Nieśmiertelnikiem.
Arte.
Taka sztuką.
Przeklętą inteligencją.
Emocjonalną.


Rene Magritte - z netu....




---------------------------
*** wieszcza spotkałam u Ani
 http://kuradomowa.blogujaca.pl/2017/06/09/dziecko-urodzone-w-czepku/

a o kaszubksich upiorach można tutaj poczytać
 https://histmag.org/Kaszubskie-upiory-czyli-czego-bac-sie-noca-na-Kaszubach-6050






wieszem











------------------------------------------------------------------------------------------------


kurde, dlaczego jedne pierdy stają się wielkimi dziełami, a inne zapadają się w nieistnienie?











To była noc. Dziwna noc. Bez gwiazd.
Stałam na balkonie z piskiem nietoperzy.
Strach wybrał numer twój.
Wiesz, ze nie dzwonię po nocy.
Wiesz, że się nie boję.
Centaury jednak pouciekały,
naga dzwoniłam, wiesz
bez broni
bez marsa
nie boga,
 a batonika nadziei.
Nie miałam co przegryźć,
nawet telefony są teraz bez kabla
rozumiesz, prawda?
w taki własnie czas dzwoniłam
dzwoniłam do ciebie
wzmacniając sygnał myślą, 
która pikowała nad naszymi głowami:
"- wstań, wstań wstań
przecież chce ci się sikać mega mocno
wstań"
Tak mocno potrzebowałam Cię, 
wiesz o tym?
własnie tak mocno - wstań, bo sikać ci się chce
i żadna nawet toaleta nie była mi straszna.
Zaskoczył mnie twój głos
połączenie zostało odebrane
moczymocna rzecz
ze śmiechu nie powiedziałam nic
ktoś po prostu w tym czasie
zapalił trzy gwiazdy
z nieba księżyc spadł
wprost do szklanki
piłam herbatę z cytryną
zaciągając się przez słomkę twoim głosem.









-------------------------------------------------------------















czwartek, 8 czerwca 2017

pogrzeb



Poezja konfesyjna to pralka własnej duszy. Przetwarzanie nieuchwytności własnych emocji w słowa. Źródło prawdy o jednostce. Z pominięciem jakiegokolwiek tabu.
Śmierć, samobójstwo, nie chęć, nie macierzyństwo, seksualne swawole, bestialstwo - większość już krzyczy, że to jest wbrew człowiekowi, że to nie człowiek. Jak to nie człowiek?

Po co się zmagać z sobą? Nie lepiej zaakceptować, przytulić, obłaskawić i żyć? Zaakceptować siebie, pogłaskać i cieszyć się chwilami, które pozwalają z uśmiechem zasnąć i z uśmiechem wstać? To takie proste. Zdjąć uprzęże absurdów własnej sztywności i powiedzieć jestem człowiekiem jakim jestem i co chcę w tym życiu to będę mieć.Choć mieć wszystkiego nie można nie jest toż samym z nie podjęciem walki o własne spełnienie. Wręcz przeciwnie, obowiązkiem człowieka jest walczyć o to co chce mieć. O własne szczęście i spełnienie pomimo zakleszczonej duszy pełnej genów przodków.
Jebać system - powinno być poranną modlitwą. Ciastkiem do kawy. Magnezem. Każdy ma prawo walczyć i do nikogo nie można mieć pretensji. Ale świat nie jest idealny, więc przekleństwa między ludźmi błądzą.

Miłosz gdzieś rzekł: "jedynie nagie nazywanie rzeczy po imieniu może je w jakiś sposób ocalić", więc, czyż rolą sztuki nie jest ocalenie?
Czyż przyjaźń, miłość nie jest najwyższą formą sztuki uczuć?
Czyż to nie na ruinach buduje się nowe miasta?
Spójrz, przeczytaj, pomyśl. Zastanów się. Miej odwagę wejść w siebie. Nie zagłuszaj id. Zatańcz rytualny taniec na oczyszczenie.

Kumpela ostatnio zakopała wibrator i inne gadżety erotyczne, jakie jej zostały, bo byłym chłopaku. Uczestniczyliśmy, zaproszeni zaproszeniem, w pogrzebie chujowej miłości. Było to zabawne i pełne wina. Tylko zdjęcia zabrakło na nagrobku. Chuja, nie chłopaka. Więc piliśmy do nagrobka głosząc przemówienia, do których zostaliśmy zobligowani w otrzymanych zaproszeniach.
- To niczyja wina to tylko kwestia wyborów. Dojrzały człowiek akceptuje i znika. Wolność jest potęgą, a mowa nienawiści niszczy. Wystarczy obejrzeć telewizję narodową, by wiedzieć, że przychodzi czas wyłączenia odbiornika. Niech każdemu szczęście sprzyja!
- Ty, a co będzie, jak kosmici to wykopią? jedyna kapsuła czasu zamknięta w chińskim lateksie?
-  Ja to co będzie? Będzie kosmiczny seks! hahahahaha
- A to oni maja jakieś intymne otwory?
Dyskusja nabrała tempa i absurdu. Zabrakło papieru, by namalować powstające wizje.
- Dobra, koniec żartów. To jest pogrzeb, proszę o więcej powagi, następny przedmówca proszony jest o zabranie głosu.
- Szanujmy prawa innych, jak mawiali Indianie, to i nasze prawa będą szanowane. Szanujmy innych wybory to i nasze - jak mawiają wielbłądy - nie będą oplute.
 - Jak mawiali Rzymianie: qui hic minxerit aut cacaverit, habeat deos superos et infernos iratos! - odczytałam z kartki tłumacząc z łaciny - Ten kto tu nasika lub nasra, na tego spadnie gniew bogów nieba i piekła.
- Amen.
- A teraz powiedz jak jesteś wściekła.
- W chuj.
- Chuj zakopany, nic już nie ma - skwitowałam ze śmiechem.
- Nic już nie ma.
- Ale kiedyś będzie.
- Nowy chuj?
- Skoro lubisz hahahahaha
Szkło pękło. Ku radości. I braku złudzeń.
- Wiecie, najgorsze, jest to, że myślałam, ze mnie kochał, że jednak zależało mu...
- Pierdol to, ile razy ci mówiłam, ze miłość jest przereklamowana?
- Ale ty z Moonkiem...
- Pierdol to mówię, pij.
- I wrócił na moment, tylko po to by przy przywalić po głowie swoją nową...która...
- Pierdol to, pij. Pij za zamknięte usta i drzwi i nie odgrywaj się, Trzymaj poziom. A jak otworzysz to sama ci wpierdol spuszczę, a trenuję, pamiętaj o tym. Nawet już ci mogę spuścić manto, lepiej się poczujesz?
Szkło pękło. Za różaniec życia, który zbudowany jest z  paciorków kłamstw i prawd.
- Bo buuu - zaczęła płakać -  kobiety to są suki. Zakłamane suki, bo ona jeszcze do mnie ...udawała, że...
- Wszystkie są sukami - przerwałam - choć zawyjmy do księżyca uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.......a on miał wybór, i tyle.
-  Arte!!! znowu pajacujesz...
- Mów mi suko, suko! - zaczęłam się wygłupiać latając na czworakach wyjąc do Księżyca .- uuuuuuuuuuuuuuu .........Kochani, życie to poker. Kto lepiej kłamie ten wygrywa. Pijmy zatem, przekornie, za przegrane. To one tworzą nasza siłę i niezłomność i wrażliwość na drugiego człowieka.
- Ja pierdolę....
- Nie  możesz, chuj zakopany! Hm, ale to by było....ulalala baby -zachichotałam na myśl o kumpeli z wibratorem.
- Jak? - ach ci faceci, nie mogę.
- Jak jak? jak z kosmitami, hahahaha. ty mi opowiedz....



Błędy popełniają wszyscy. Świat pełen jest psów ogrodników i lisów, jeżozwierzy, małp i lwów i komarów. Ufać nie ufać jest kwestią nie tylko wiary, ale i dobrych chęci.
Chęci już nie mam ani na wiarę ani na zaufanie. Ale pewnie i tak w swej naiwności - zaufam. W końcu człowiek bez szram jest nijaki. O czym będę pisać jeśli zamknę się w słoiku?

Cechuje mnie intuicyjnie pisanie. Gdybym czytała siebie nie popełniłabym błędów. Ale, z kolei,  błędy są pożywką dla dalszego pisania. Nie będę, zatem, wolna od niedociągnięć. Mało tego, będę podążać za defektami. To one czynią nas, pod warunkiem poprawy, człowieka.
Jestem jak kurtka motocyklowa, nie straszny mi asfalt przy 150-ciu. Na wypaloną tarciem dziurę zakłada się łatkę. To  z blizny składają się ciekawe istoty, a przeżycia są kluczem do zrozumienia sztuki.
Patchwork duszy. Ze szwów ulatuje natchnienie. Dramat własny lub zawarty w duszy jest inspiracją do tworzenia.

Potrafię rozśmieszyć każdego, bawić, czasami nawet prowadzić ciekawe dyskursy, zaskoczyć niebanalnością, kadrem, pokazać głębię wydawałoby się w płytkiej kałuży. Wkurwiona stekiem kłamstw krzyczę. Walę prawdą w oczy. Nie siedzę jak kojot, jak hiena w kącie cicho, nie obserwuję. Tylko wyłażę na arenę prowokując sytuacje, Nie mam nić do ukrycia. Ale od ringu wolę trawę i żurawie.Głos kormoranów zamiast słów człowieka.








-----------------

Szlag jasny, zamiast ryć to piszę. Ygh! jak nie zdam to kogoś uduszę :D :P
Czymać mnie tu kciuki psze :D




tylko tyle







tnę umysłem świat
na części
które zjadam
z mlaskiem
kota
pijącego mleko
a potem śmieję się
ze wzdęć
co rozśmieszają mnie 
gdy ulatują 
śmiesznym mruczeniem

środa, 7 czerwca 2017

o sraczce :)



“Człowieka należy zaakceptować w całej jego pełni, 
również jako gówno i jako trupa. 
Dzięki akceptacji obsceniczności, ekskrementów i śmierci, 
pozyskuję energię duchową, 
z której mogę dowolnie korzystać” 
(Salvador Dali Szalone życie Salvadora Dali








Prawo konstytucyjne walało się wraz z notatkami z asertywności przykrywając wydruk z wykładów o finansach publicznych. Postawiony kubek kawy nie zasłaniał leżących wyrzutów sumienia. Kurwa bezradności przerzuciła mnie na strony ciekawostek historycznych. Relaks. A w głowie tylko huk:
- Nic nie umiesz, nic, wszystko miesza ci się, ygh...audyt wewnętrzny to art 273 o finansach, a  konstytucja art 7 - działamy w granicach prawa a artykuł 8? najwyższe prawo...kultura organizacyjna.....kontrola obiegu informacji, FOG, prokurator...komisja rewizyjna...

Zbliżający się termin egzaminu podniósł lekko poziom stresu. Lekko, by nie było, ze jestem lekkoduchem. 
Muszę cokolwiek wiedzieć, bo nie lubię nie wiedzieć, i z lat nauki wiem,  że do  ściemniania potrzebna jest choć minimalna wiedza, więc muszę cokolwiek wiedzieć na wiarygodność niewiedzy, by móc palcem wskazać kierunek, gdzie jest szczyt góry lodowej.  

Puszczona muza wciągała mnie w notatki. Cyk, cyk, cyk....cyk? cyk? to nie bit muzy,  to.........szlag, znowu jajka przypaliłam! 

piątek, 2 czerwca 2017

brum, brum....



"Kto ma poczucie humoru, ten ma też odwagę."
Mario Lunetta





Wsiadłam na motor. Założyłam kask, rękawice, odpaliłam silnik. Jego mruczenie zespoliło się z moją krwią. Wspólne pulsowanie scaliło nas w całość. Jedynka i ruszyłam. Dwójka, trójka, czwórka, piątka. Przyśpieszenie. Zew krwi. Niecierpliwość szybkich lotów oparła się na manetce. Silnik zawył z radości. Mucha rozbiła się o moje okulary. Pierwsza ofiara zaliczona. Spuściłam szybę z kasku. Poświęciła się, by przypomnieć, że zapomniałam zadbać o swoje bezpieczeństwo. A tak pięknie mi wiało prostując zmarszczki. Speedowy zabieg. Tanio, szybko i skutecznie.
Pojechałam na plac manewrowy, by poćwiczyć redukcję biegów. Jeśli mamy tworzyć zgrany team to musimy się poznać. Wspólne kołysanie się w rytm nie wystarczy. Można wypaść z trasy, wlecieć na jakąś dupę samochodu. Rozjechać yorka. Wszystko można. I gdzie, szlag jasny, gdzie jest ten luz? Licz! Licz! licz! - rada kumpla niczym kula bilardowa latała po mojej głowie - odejmuj gaz, redukuj biegi, pięć, cztery trzy, dwa, jeden, luz, stoisz na luzie. Po 10 minutach manewrowania i nauki czucia biegów stwierdziłam, i to jednogłośnie dwoma półkulami, że pieprzę to. Mam maszynę, benzynę, czas i wolność. Wyjechałam na drogę. Ile maszyna wyciągnie? 50,,,,60....70...80...porywy wiatru chciały mnie zabrać w swoją drogę, pochyliłam się nisko nad kierownicą jakby wystawiając rogi,,,,,,bycza walka z naturą i własnym strachem.... .........90.....100.....praca silnika wywołała drżenie rąk, drżenie nóg, drżenie waginy. Przeszywający prąd przyjemności. Podkręciłam gaz....
Oooooooo raju, to jest niesamowite uczucie, niesamowite, to drżenie, masaż szaleństwem, pieszczota adrenaliną .......umrę normalnie, normalnie umrę z orgazmem. Nie schodziłam z prędkości. 125-tka to jednak za mało. Chcę ścigacza!
Jechałam przez wioski, mijałam pola, lasy. Rzepak był tak żółty, że swoją barwą przypominał słońce. Słońce leżące na trawie, które wystawiając śmiesznie swój łepek ogląda chmury. Przypominał mi rozbrykanego dzieciaka, który łapie chwilę oddechu myśląc nad nową psotą, a może już się chowa przed resztą świata, bo nabroił i  gestem niewinności chce przekonać, nawet samego siebie, że to nie on, on tylko leży i patrzy i nic nie robi poza uśmiechaniem się łobuzerskim.
Przestrzeń i ja. Drżenie i wiatr. Rozmowa z sobą o niczym. Szaleństwo duszy z radości. Fanatyzm kaw w przydrożnych barach. Uzależnienie od prędkości i kiepskości kofeiny. Jestem, jestem...znikającym punktem w przestrzeni. Kropką.





niedziela, 14 maja 2017

przeznaczenie

Czasami najlepszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić,
 jest niewtrącanie się w sprawy przeznaczenia. 
Na nasze modlitwy udzielona być może odpowiedź, 
której się nie spodziewaliśmy i wcale sobie nie życzyliśmy.





- No to teraz będę mykać na zloty. I nawalać z pięchy w knajpach - zbrechtałam ubawiona wizją mrocznych knajp, zakapiorowatych ryjów i prawa pięści.
Mężulo spojrzał na mnie z miną, "no nie, ona znowu..."
- Rambuś!
- Żatuję. Bawią mnie te sporty i tyle.
- Ciebie całe życie bawi i wszystko jest dla ciebie żartem.
- Nie, mam być poważna i umrzeć z nudy Weż...
- No, a tak rozwalisz się na drodze.
- Trudno, pomyśl, że będziesz wolny. Zresztą i tak jesteś.
- Idź głupia.

sobota, 13 maja 2017

bez znaczenia



- To twój problem.
Nie reaguję. bo skoro mój to mój, więc zniknie jak bańka mydlana, Wszystkie problemy tak mi znikają.
Mój? Mój problem? Jaki mój problem?
Z papieru składam motyla i kładę na dłoni.
- Teraz motylu zamieniasz się w mój problem - mówiąc to dmucham w jego papierowy odwłok.
Krótki lot. Motyl spada wprost pod mojego buta. Nie ma.
Nie ma żadnego problemu.
Odpalam papierosa. Wszystko jest jak ten dym. Znika.  Z czasem wszystko blednie i znika.
 - Nawet ten smród - pomyślałam gasząc peta.

niedziela, 7 maja 2017

story








- Zadzwoniłbym, ale nie. Zresztą skasowałem numer.
- A nie pamiętasz go?
- Nie...
- Jak nie pamiętasz numeru to nie była miłość.


Wieczorem wspominał słowa przyjaciela.
"Więc co to było?" - zasnął owinięty w pytanie.


Jednak znalazł ją. W dzisiejszym świecie łatwo jest namierzyć człowieka. Nie ma ucieczki.
Ucieszyła się.
- Tęskniłam.
- Ja też.
Poszli na spacer. Liście tańczył wokół ich nóg nieśpiesznych. Spotkanie przyniosło ulgę lepszą od specyfików z pobliskiej apteki.
Złapała go za rękę. Ścisnął lekko. Dotyk poszerzył im uśmiech.
- Jak dobrze, że jesteś, po prostu jesteś..
- Też się cieszę...nawet nie wiesz jak.....
- Ciiiiiii... nie mówmy nic. Słowa są niepotrzebne.
Liście, w ciszy swej i ich. tańczyły dalej wokół ich nóg.


Wyjechali razem na weekend. Bywali też w kinie. Na szarlotce. Na kawie. Na kolacji. Winie. Chińszczyźnie. Wernisażu. Byli razem. W chwilach wyrywanych życiu byli razem. Siadali przy oknach ciekawości opowiadając co widzą. Inne obrazy tworzyły nowe, zaskakujące konstrukcje. Dopełniali sobą formy.

Ona pisała częściej, On milczał.
Ona wiedziała, ze on tak ma. On myślał.


- Nie myśl tyle, tylko idź tam, gdzie czujesz. Zanurkuj w życiu. nie bój się. Woda w nosie to nic strasznego.
- Nie wiem co czuję. Czasami nic nie wiem.
- Zanurkuj, proszę.
Podciągnął nogi pod siebie i dalej bujał się na fotelu. Bez słowa. Z wymownym spojrzeniem.
Ona zaplotła dłonie na lampce wina w bezsilności modlitwie.    

Poszedł z nią na dyskotekę. Spotkali znajomych. Zaczął z nimi rozmawiać zapominając, że przyszedł z nią,
- Nie, nie jesteśmy razem. Kumplujemy się, raczej na nowo -odpowiedział na zdziwione oczy.
Jej oczy też były zdziwione. Wyszeptała:
- Wypijmy zatem za koleżeństwo miłe.
Spojrzała smutno na niego.
Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja - zacytowała sobie słowa Marqueza. Wypiła kolejną setkę. Wódka rozpaczy rozpaliła jej wnętrzności. Niech pali.
Poszła tańczyć z kolegą. Nie schodziła z parkietu, bo nie było do kogo wracać.
Wyszedł bez słowa z lokalu.
Ona bez słowa odeszła z jego życia.


Na rok.


Wróciła. Po roku zadzwoniła do jego drzwi.
- Czekałem - odpowiedział. Wziął jej  kurtkę - Zimno tej zimy, prawda?
Poszedł zrobić kawę. Ona weszła do pokoju. Oglądała książki. Zawsze tak robiła wchodząc do czyjegoś domu. Spięte kartki, wyprężone grzbiety, rytuał.
- Co czytasz?
Siedzieli długo i rozmawiali. omijając siebie bez słowa.


Byli dla siebie ważni. Trzymając ten ciężar ważności nie potrafi w swoich rękach nic innego utrzymać. Zajęte dłonie straciły z sobą kontakt.



- Zadzwoniłabym, ale skasowałam jego numer.
- I nie znasz go na pamięć?
- Nie, i nie mów mi tylko, że to nie była miłość.




















prosty dzień






Czy życie jest czekaniem?

Beckett, Beckett, Beckett.
Musze wrócić do Becketta.
Pragnienie jego budzi mnie po nocach.
Jedyny pożądany facet.
W okresie.

Poza Hole'm, oczywiście.

- Czy zna  pan Becketta?
Wzrok pełen widelców, zacięte usta w milczeniu, odejście.
- Nie jestem wariatką!! - krzyczę za odchodzącym.
- Czy zna pani Becketta?
- Taki tutaj nie mieszka. Nie znam.
- Czy pan zna..
-Spierdalaj wariatko.
Uciekam. Biegnę. Tramwaj. Pędzę. Wpadam głową na zamknięte drzwi. Łamię nosa. Krew marze mi koszulkę. Moja ulubioną. Płaczę, Kurwa. Samuel, za co?
- Za życie, kobieto, za życie.

Kto czyta Samuela?
Kto jest w stanie zrozumieć?

Był wielki.
Żyje na wykładach z literatury.
Poza nią go nie ma.

Jest za to McDonalds.

sobota, 6 maja 2017

mrok i .......


..Sprawą najważniejszą w tej całej historii jest pytanie, czy znajdujemy się na takiej orbicie, która może kolidować z torem czarnej dziury....                                                        J. Borszewicz Mroki


-----------------------------------------------------


Oczy to zobaczyły. Po gałce ocznej przeszedł spazm. Zamarła. Szlag. Jasny. Poszło. Iskry.
Tysiące rozespanych neuronów.
Po co?
Po co?
Po co?!
Dlaczego?
Po co ten e-mail zawieszony gdzieś. W próżni.

Łamanie reguł.

Iskra. A jednak iskra.
Szlag.
Miało minąć.
Miało minąć.
Zanurkowała pod kołdrę, pod dywan, pod koc, pod kaktusa. W myśli swoje. W szafę.


Strach.
Rozkaz.
Ucieczka.
Przed bólem,
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.

Nie otworzy.Wie co tam jest.

Nie ma już nic
Jesteśmy wolni
Możemy iść


A jednak jest. Wiszące słowa na kompie.
Nie otwarte klikiem.

Wiadomość, że jest wiadomość
jak krzesło elektryczne.

Zadział jak defibrylator emocji.
Spojrzenie na ekran,
Iskra.
Moc pobliskiej elektrowni.
Wyjebane wszystkie korki.

Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło.
Kostka została rzucona. Gra.
W dobrą sukę.

Wie co tam będzie.

Spierdalaj.
Odchodzę.
Jestem z kimś
Zamerdaj mi ogonem
.

Odezwie się jak będą chęci.
W ogóle nie odezwie się.
Nie będzie nic.
Świst.
Szantaż emocjonalny.
Tresura.
Tnie usłyszanymi słowami spokój.
Narzuconych zasad trzask łamanych kości rzuca na ziemię.
Leży.
Wciąż leży.
Połamana na złamanych regułach. Z odruchem wymiotnym.

Nie jej reguły gry.
Nie jej.
Nie.



Zamarło serce. Dreszcz. Nie minęło. Nie, nie. NIE!
To tylko nadmiar kofeiny. Piąta kawa rozpierdala system.
To febra.
Minie jak febra.
Nie ma nic.
Dość tłumaczenia.
Reakcji.
Tyle lat wystarczy.
Idź, idź,
Do Smyka idź, tam tyle jest zabawek.

W lodówce zmrożona wódka. Lufa za lufą.
Lufa za lufą.
Karabiny.
Mała wojna.

Kobyła zdechła. Bunt przeciw światu. Przeciw sobie. Namaszczenie chorych. Wyjebane w przestrzeń chromosomy. Nicość.
I 9
Gra.
W statki.
Pudło.

Flota płynie dalej.

W Mroki.
W Mroki.

Mroki.
Mroki.
Mroki.


----------------------------------------------------------------------------




Zresztą — przecież i Ty wiesz, że wszystko, co w życiu najpiękniejsze i najwartościowsze, rodzi się z niepokoju, z niezgody na życie, z niezgody na niezgodę.                               J.Boszewicz Mroki






-----------------------------------------------------














-----------------------------------------------------------------------------





Pamiętasz? Darłam ryja przedrzeźniając tony.

Zostawiam cały świat bo słyszę, że wołasz mnie
Choć zimny jest mój wzrok
Gotuje w sobie krew


Twoja dłoń zmieniała ze mną biegi. Czułość na zakręcie.

Rozdziera niebo krzyk, 
To z piekła niesie głos
Do ucha szepcze, że mam zostać z Tobą tu
Łóżko rozpala się, kim jesteś powiedz mi


Przed nami była betonowa droga pełna takich dziur.
 - Takich dróg nie ma.
-  Wiele jest dróg. Dziwnych dróg. Popatrz.



Spacer w lesie. Dotykamy kory drzew. Opowiadałam o nich. O umarłych. Drzewa to skazańcy. Teraz oddają tlen. Za tą krew co przelali. Popatrz na te nogi rozłożone, zwoje mózgu w ziemi.
Noga na łono z konarów. Wspinamy się? Zaplączemy?
Wykrzykujesz wyliczankę:
 - Raz, dwa, trzy na me wezwanie, a za czwartym niech się stanie,a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie! GONISZ!


- Opowiadałam ci o Wenecji? - rozkładając koc na trawie zaczęłam mówić - Miasto kanałów i mgły. Sprzedanych serc. Ruletka. Karnawał. Namiętność, pasja. Historia o gondolierce z błonami między palcami stóp. Nie? Kiedyś ci opowiem. Opowiem ci jak Napoleon jadł kurczaki. W dzień i w noc. Opowiem ci wszystko.
 - Błony? - zdejmujesz buty, skarpetki.
Biegniemy po trawie.
- Niech świat drży. Niech biedronki gubią kropki.



- Opowiedz mi co czujesz. Mów, proszę. Namaluj palcem na skórze. Chcę poczuć twoje czucie. Chcę skryć się w twojej skórze.
Twe zamyślenie splotło zerwane mlecze.
Wianek.
Obietnica.


- Czytasz? Proszę, nasącz mnie potem słowem, myślą, swoim odkryciem. Wtop w wyraz. Zakręć. Nakarm molekuły niezrozumienia. Bądź moją odpowiedzią na wszystko.



Kawa na schodach. Pamiętasz? Spokój. Noc pełna gwiazd. Patrz tam, Plejady. Wiesz, bardzo je lubię. Kościół Masoński. 444 lata świetlne. Niebiański ślad samobójstwa.
- A  jaka jest twoja ulubiona konstelacja? Co lubisz wypatrywać w nocy?





-------------------------------------------------------







----------------------------------------------------------------

Robaki w największej ilości występują w zanieczyszczonym jelicie grubym. Pasożyty o różnej wielkości przebywają w niewydalonej warstwie odpadów. Jeśli jelito grube nie zostanie odpowiednio wcześnie oczyszczone ze złogów, w których żyją, to toksyny, które wytwarzają, stopniowo zatrują Twój organizm. Z odchodów pasożytów powstają też trujące substancje, które mogą podrażniać centralny układ nerwowy i wywoływać nerwowość lub rozdrażnienie.

- Muszę się w końcu porządnie wysrać.......





Na wszystko.
Na wszystko.
Na wszystko




-----------------------------------------------------------------------


Otwierają się okna... Świt po nocy przed pierwszą spowiedzią. 
„Jam jest Pan Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. 
— Jesteś! — mówię trzymając głowę pod pierzyną.
 „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. 
— Nie będę! 
„Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”.
 — Nie będę! 
„Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
”— Pamiętam!
 „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi”. 
— Będę czcił! 
„Nie zabijaj”.
 — Nie będę zabijał!
 „Nie cudzołóż”. 
— Nie będę... Co to znaczy „cudzołóż”? Zapomniałem. Ale nie będę cudzołożył.
 „Nie kradnij”. 
— Nie będę kradł! 
„Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. 
— Nie będę fałszował świadectwa bliźniego swego!
 „Nie pożądaj żony bliźniego swego”.
 — Nie będę pożądał żony bliźniego swego!
 „Ani żadnej rzeczy, która jego jest”. 
— Ani żadnej rzeczy, która jego jest... 
Pauza. 
„Jest jeden Bóg”.
 — Jeden! 
„Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”.
 — Jest!
 „Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty”. 
— Są!
 „Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia”.
 „Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna”.
 „Dusza ludzka jest nieśmiertelna”.

J. Borszewicz Mroki












------------------


story w 4 odslonach- 2015 może czas dokończyć?:)

/xxxxx-1.html
/xxxxx-2.html
/xxxxx-3.html
/xxxxxx-4.html

symetria

Symetria.
Symetria.
Symetria.



Milczała
Milczała.
Milczała.
Wymiękła.
Druga strona zza biurka wymiękła,
- Czy pani umie mówić?
- Nie wiem. Znam wprawdzie dużo słów, ale gorzej ze znajomością ich znaczenia. Chyba bezpieczniej jest nie mówić.

- Śniło mi się, ze miałam małe zawiniątko na rękach. Wiesz, kiedy się temu przyjrzałam, okazało się, że jest to mały słonik, Taki różowiutki, nagi, z podniesioną trąbą, wpisany swoim ciałem w okręg. Zawiniątko takie. Spał na moich dłoniach. Byłam zauroczona. Miałam komuś go dać, ale zapomniałam komu, a może nie chciałam nikomu go oddać?
- A może tak się rodzą szczęścia?



Symetria.
Symetria.
Symetria.



- Słyszałeś? Słyszałeś? one znowu będą się tatuować, nie wiem jak ty, ale mam tego dość.
- Ale co zrobisz?
- Wy nic. Zamieszkajcie razem, a my razem.


- Wypijmy za, za, za...


Symetria.
Symetria.
Symetria.




- Patrz, dziecko, patrz- mówiła matka do swojej córki szukając nerwowo portfela - jak nie będziesz się uczyć to wylądujesz na kasie, jak ta pani. Patrz, dziecko, patrz. Chcesz być w życiu nikim?
Zapłaciła.
Odeszły.
Kasjerka po chwili ocknęła się. Jak z letargu.
- Patrz pan, jaka kurwa....


Przy kasie. Klientka podaje zapakowane wędliny kasjerce.
- Czy to jest dobre?
- Nie wiem. Mam to otworzyć i spróbować?
- No wie pani...
- Pani nic nie wie.....



Symetria.
Symetria.
Symetria.




- Mamo patrz....
Spojrzała
Na ulicy leżał gołąb.
Rozjechany gołąb. Głowy brak, ale jest kuper. Dumnie wypięty do góry.
W tej martwej naturze zawiera się symbol szaleństwa endorfin.  - pomyślała - bez głowy, ale za to z dupą. Wypiętą dupą.
Tak właśnie wygląda love.
I zakończenie idealne
Bo chujowe.
- Nie ma na co patrzeć. Fuj......



- Śniło mi się, że leżałam sparaliżowana. Ruszałam tylko gałkami ocznymi. I czułam jak bardzo chcę umrzeć. A potem przyszły dzieci, i patrzyłam na nie i słuchałam i chciałam żyć. Rozumiesz to? Chciałam żyć, chciałam żyć .... i tak leżałam a one się starzały, starzały i zaczynały mieć kłopoty i poczułam że chcę umrzeć, umrzeć z tej bezsilności......to bezsilność zabija a nie śmierć, śmierć to stan, stan gnilności.
 - Tak mi gnije mięso w przestrzeniach między zębowych jak nie używam nitek,,,,
- I tym jesteśmy - mięsem w zębach czasu....


Symetria
Symetria.
Symetria
















piątek, 28 kwietnia 2017

taka sytuacja :D







Wpadłam do dronki. Latając pomiędzy pólkami  próbowałam sobie przypomnieć to, co zapomniałam. Miałam coś kupić, ale co? Wino to nie, ani piwo, ale co? Pomidory, szpinak...hm... Zastygłam nad płynem do czyszczenia toalet. "Zabija zarazki" - o!, muszę wziąć do pracy i rozlać- zarechotała moja złośliwość - pod jedno biurko. Nie, pod dwa biurka. Bakterie jedne. Ygh....
- Pani, pani podejdź, no tu pani - wyrwało mnie z sadystycznych marzeń,
 Rozejrzałam się. Niedaleko stała potężna Cyganka. Była ubrana w wielką długą spódnicę, w rozciągnięty sweter i  z tej gęstwiny materiałów machała do mnie ręką. Ale masa, masa na całą ścieżkę. Kruszynka...
- Ja? - zapytałam zdziwiona,
- No pani, chodź tu pani.Chodź mieć problema,
No ja jestem specem od problemów. Podeszłam lekko skonsternowana.
- W czym mogę pomóc?
- Podpaski maksi, ja nie czytać, ty mi pomóc.
Poczułam jak mięśnie twarzy wydłużyły mi się lekko. Grawitacja absurdu ściągnęła mi twarz do dołu. Lekko, by zatrzymać ten proces, zagryzłam wewnętrzną część policzka,  "Arte, tylko nie brechtaj, tylko nie to...." Zaczęłam się dławić sama sobą.
 - Maksi podpaski? - wykrztusiłam zza zaciśniętych zębów, które powstrzymywały dzielnie budzący się we mnie rechot.
- Tak, tak dla mnie, patrz pani -  i pokazała palcem swoje łono - takie na mnie.Maksi,
- A to ja nie wiem czy takie są.
- Sa są, patrzaj pani. Pani znaleźć,
Rozbrojona całą sytuacją zanurkowałam w podpaskach. No nie, tego jeszcze nie było. I co jeszcze? co? maksi? gdzie są maksi? Maksi, kurwa, zgon.
 - Pani, pani patrz.
Podniosłam głowę. Na co mam patrzeć? Znalazła czy co? Spojrzałam i zbaraniałam. Cyganka trzymała przed sobą rozciągnięte czerwone majtki. Majtki...wielkie, przeogromne, czerwone majtole. Gdyby były białe to mogły by robić za żagiel..Stałam z najgłupszym wyrazem twarzy. Ygh? Kamera gdzieś coś? Nie, no kurde, to są jaja jakieś. Nie jaja, wielka wagina, Nie, no co ja mówię.. Hipnoza. Czerwone gacie. Matura! - przeleciało mi przez głowę. Egzamin dojrzałości. Zaklinanie majtami rzeczywistości. Yyyy aaaaa nie wierzę a ona stała z tymi majtasami przede mną mówiąc łamaną polszczyzną łamaną przez cygański akcent:
- Na to pani kupić, będą, będą, pani czyta, Maksi, maksi...
Maksi, kurwa kac ...Raperów znad Wisły, a tu halo, żart znad Odry. Opadłam. Opadłam z powrotem głową w podpaski. By nie patrzeć, by nie zabić się śmiechem.
- Takie? - zrezygnowana wyciągnęłam belle.
- Ooooo oooo takie, takie,a ile? - ucieszyła się Cyganka.
- 3,49.
 - Dziesięć złota?! Droga, za droga,,,
- Nie dziesięć tylko trzy złote i czterdzieści dziewięć groszy. Tania, tania....
- Aaaaa! - odpowiedziała  - dziękuję,
Wzięła paczkę i poszła, a ja stałam wryta. Szkoda, że nie pokazała poplamionych majt  mówiąc, że szuka odpowiedniego proszku. Nic nie mówię, bo  jeszcze mnie to spotka. Choć a w tej chwili nic mnie nie zabije.
Poza śmiechem.
I może motorem.






środa, 26 kwietnia 2017

kremówką,,,,


"...... inteligencja jest niczym;

prawdziwe wartości spoczywają w sercu. 
Szkoda, że nie mogę sprawić, by zrozumiał, że dobre,

kochające serce to prawdziwy skarb;
skarb sam w sobie, i że bez niego intelekt to ubóstwo.






Kiedy mocno pierdolnąłem o ziemię, zauważyłem, że jednak można się podnieść. Wystarczy tylko zacząć wykreślać wszystko to, co zabija. Sytuacje, przeżycia, chwile, miejsca i ludzi. Ludzi, którzy potrafią zrobić taki rozpierdol w głowie, że człowiek ląduje albo u psychologa, albo szuka mostu. Można jeszcze inaczej przerwać cierpienie, ale trzeba żyć. Jutro może okazać się lepsze. Jeżeli człowiek nie ma już nic do stracenia, to dlaczego nie może budować pragnień od nowa?
~ R. Damian Castor


Kiedy siadłam i przy braku ruchu, jakiegokolwiek, zaczęło mi się przelewać, pomyślałam, ze jakoś mi się przelewa. Wewnętrznie tak jakoś drga i burczy i przepoczwarza. Potworkuje. Stan gnilenszczyzny.
Tak być nie może. A co może? Co może być?
Zagubiłam się w książce.

Nuda. Nuda zabijana dziwnymi rzeczami. Ucieczka przed starością. Znużeniem. Walka o kawałek życia. Ale już nie o człowieka.

Co robić, gdy tyle czasu jest wolnego. W którym kierunku iść i jakimi dechami zabić dziurę w sobie? Pytania wydarły się z "Najgorszego człowieka na świecie".
Zastygłam w lawie tej.
Moje Pompeje.
Poległam.
Kurwa.