czwartek, 21 kwietnia 2016

powrót Arte :D

Poranek niedzielny zaczęłam od sonaty księżycowej. Zasiadłam ze słuchawkami w uszach, by nie zakłócać ciszy domowej. Lubię gdy w uśpionym domu mam chwilę dla siebie. Lubię tą ciszę. Lubię gdy wszyscy śpią, a ja mogę na nich patrzeć. Bezkarnie i do woli. Nasycać się widokiem tych, których kocham. Te ułamki sekund sprawiają wrażenie jakby życie  stanęło w miejscu ukazując swoje największe piękno. Po cichu ucałowałam noski. Wtuliłam się w ich sen. Chwilo trwaj. To też chcę pamiętać, kiedy będę odchodzić. Tą niewinność, bezbronność, to piękno uśpionego domu.

Poszłam pisać.

Znajomi wiedzieli, że muszą ją rozśmieszać. Miała zbyt czarną duszę, by móc przy niej płakać. Kiedy poskarżyła się, że ma zbyt dużego pierdolca, by być normalna, usłyszała, ze norma i patologia to pojęcia względne.
- Względnie to można się napić -  odpowiedziała nalewając do lampek wina. Pomyślała o Bukowskim. Nie, wino to za mało.
- Przepraszam- rzekła zabierając stojące przed ludźmi szkło. Szybko je opróżniła. Znajomi patrzyli zdumieni.
- Zmieniałam zdanie - mówiąc to dłonią wytarła krople wina z ust - nie tym was chcę uraczyć -  i wyszła, by za chwilę wrócić. Z wódką.
- Tak, ten trunek będzie odpowiedni - mówiąc to polała do kieliszków.
 - Bajkowy świat jak mawiał Janek Ha.
- Tak ,właśnie tak. - uśmiechnęła się. Klasyka pasowała do klasycznej soboty.
Wypili po trzy strzały, jeden za drugim. Ktoś puścił "to jest mój kawałek podłogi" i  zaczęli się drzeć. Eksplozja myśli została ujarzmiona przez dźwięki. Poddała się im. Bo jak ktoś mawiał, wyciągając deskę:   - Czasami trzeba popłynąć na fali.
Wódką lała się pomiędzy dźwiękami i  rozmowami. Zawieszeni nad stołem, na balkonie pili oddając się ekspresji sobotnich mijających godzin.
- Zbieramy się - ktoś krzyknął - taksówka już jest!
- Gdzie?
- Dupy trzeba wyhuśtać.
Wcisnęli się do auta darząc taksówkarza oparami alkoholu.
- Gdzie państwo chcą jechać?
- Do Akwarium...
- Kurwa, tylko nie to... -jęknęła.
- Co nie to? Niech pan jedzie. To to to..
- To jest mój kawałek podłogi  ... nie mówcie mi więeeeeeeec co mm roooobićććv-- ktoś się rozdarł, ktoś zaczął polewać. Ten wieczór nie skończy się dobrze. Jak każda noc z soboty na niedzielę.
Przepijanie weekendów było jak odchwaszczanie ogródka. Konieczne.
 - Jeżeli łamie się jedną zasadę to czy należy przestrzegać inne?
 -A czy łamiąc siebie odczuwasz potrzebę łamania innych ludzi?
- A czy znowu musicie pierdolić? Napijmy się.
- Jeszcze nie pierdolimy, ale kto wie jak ten wieczór się zakończy - rzuciła z głupim uśmieszkiem.
Taksówkarz przyhamował mocno.
- Panie, kurwa, ostrożności!
Rzucili mu kasę i wysiedli. Pusta butelka brzdąknęła w koszu.
- Tak grzecznie? nie o chodnik? starzejemy się - rzuciła ironiczne.
- Spadaj.
- Noooo pijaki jedne, czas zacząć melanż. Niech nam mózgi poupierdala.
- Jakie, kurwa, mózgi?
Płacąc za wstęp zmierzyli się wzrokiem z ochroniarzami. Te goryle są największymi dupkami świata. - Wiecie jak wygląda wibrator dla blondyn? - rzuciła paczce - Nieeee wiecie? Popatrzcie na nich! hahahaha.
Ryknęli śmiechem. I niech ta kupa mięsa modli się, by dzisiaj nie było rozpierduchy.


Do pokoju wpadł syn. Oczywiście tupiąc przy tym tam, jakby stado koni przemknęło waląc podkowami po bruku.
- Synu, czy ty jesteś satyrem?
-Że co?
- Gucio
Popatrzył na mnie. Słowo, które stanęło mu na końcu języka dzielnie przełknął.
- Mogę się przytulić?
- A musisz się pytać?
Taki pieszczoch jest jeszcze z niego. Zaczęłam mu mruczeć do ucha, ze wciąż nie mogę nadziwić się jak staje się tak dużym i samodzielnym chłopcem.
- Wiesz mamo, kocham cię.
- Ja ciebie też.
Wygłaskałam swojego misiaczka, ugryzłam lekko w ramię. Zaczęliśmy figlować. Lubię te nasze chwile.
- Muszę się tobą nacieszyć, bo jeszcze rok dwa i uznasz to za siarę. Powiesz" Spadaj matka".
- Nie, nie będę taką ciotą! - i wtulił się we mnie mocno. Mój mały synek jest tak duży. To niemożliwe.
Wstał i poszedł. Wrócił z książką. Oparł się o mnie zaczytując się w przygodach Percego Jakcsona.
I tak leciały nam minuty: ja pisałam, synek czytał. A reszta drużyny spała w najlepsze.
- Mamo a co ci powiedziała ta wróżka, że masz talent pisarski?
Popatrzyłam zdziwiona na syna. A jemu co? Deja vu zaliczył jakieś?
- Tak, ale ja jej to zasugerowałam, zadając pytanie o pisaniu,  choć znajomi mówią, ze fajnie piszę.
- To pisz.
- To piszę, ale nie mogę pisać.
- To wymyśl coś.
- No własnie chcę i nie mogę.
- To nawet ja wymyśliłem i napisałem.
Rozbawił mnie tym. Fakt, napisał bajkę o Smoku.
- No, ale ty to ty. Jesteś wyjątkowy. - ucałowałam synka
Kocham te nasze rozmowy. Rozmowy z dzieciakami maja niesamowitą moc. Kudłaczek wstał.
Zaczął się nowy dzień.

I po pisaniu. Ale co tam moje. Hahahahaha

Ważne, ze Kura pisze :D Zaskoczyła mnie swoją książką, znaczy dostałam od Niej przesyłkę i po prostu mega zawyłam. Było to tonę dni temu, ale ogarniałam swój zły czas. Ogarnięta, jak widać, powoli wracam do blogosfery. I odrobię wszystkie zaległości.





Najlepsza książka tej wiosny. Napiszę o niej parę słów, ale w następnym poście.

Aniu, jeszcze raz dziękuję :D




.

piątek, 29 stycznia 2016

zamrożenie

Nie ma nic bardziej irytującego niż powtarzalność dnia codziennego. Rytuał. Rytuał powoduje zniewolenie. Zniewolenie obraca się w szaleństwo. Z nudów zaczynam przeliczać karaluchy, które przemierzają pokój. Paranoidalna defilada.  Czuję się jak w celi średniowiecznej. Głodno, chłodno, ciemno, chujowo. Tyle, że nie śmierdzi. Rozkładająca się dusza nie capi. Jest jak ulatniający się dwutlenek węgla. Bezzapachowy dusiciel podstępny.

By się rozśmieszyć staję na golasa przed lustrem. Karaluchy natychmiast uciekają. Myśli, jakiekolwiek, też.
Faszeruję się groteską. Dymam siebie błazenadą. Zaczyna mi być dobrze. Za dobrze. Mega dobrze. Zachłystuję się śmiechem. 
Przesycenie kończy żywot w kiblu.
Znowu nie mam sił na cokolwiek.

Zawieszenie pomiędzy pralką a kuchenką. Bezwładnym ruchem zasiadam na kawałku podłogi. Tkwię zapatrzona przed siebie. Robactwo znowu robi przemarsz. 
Nerwowym ruchem poprawiam włosy. Wciskam kłaki za uszy. Wkurwiam się, gdy niesfornie wyłażą mi. Wszystko wyłazi mi, gdy wszystko powinno  być na miejscu. Na miejscu powinno być wszystko, a nie ma nic. 
Kiwam się, by nie krzyczeć. Ruchem,rzuconymi rękoma w przestrzeń, mielę w sobie przekleństwa. Czy nie mogłoby być pięć lat później? Czy nie mogłoby być dziesięć lat później? Czy nie mogłoby być dwadzieścia lat później?
Zresztą, co za różnica, przecież nic się nie zmieni, bo nie zmienia się nic. Nic się nie zmieni. Bo co ma się zmienić? Na co czekać? Aż czas da przepustkę? Uwaga: To ciało jest już gotowe do lotu! Odpalić tryb: bezdech.
Fru w tunel. W jebane światło.

Ale póki co, czas wciska mi tylko ścierkę. Czas pościerać kurze. Czas sprzątać. Czas gotować. Rozkładam się powoli pomiędzy stertą brudnych ubrań a stertą brudnych naczyń.

A potem wstaję czując złość w sobie. Tym gniewem chcę posklejać odłamki duszy. Nie! tak nie będzie. Będzie coś. Nie dam się. 
Schylam się szukając brakujących kawałków chcąc poskładać wszystko w całość.
Tylko, że pieprzonej nadziei nie mogę znaleźć. Nie widzę jej, nie widzę.
Zasypiam. W tym niepozbieraniu. W odłamkach.

Moje sny są jak trzaskające mrozy. I biegam w nich, nie tylko po to, by się rozgrzać w tym mroźnym klimacie, ale podejmuję się działań dywersyjnych. Wylewam czerwoną farbę na pojawiające się obrazy: nie ma!, nie zaliczone. Brak akceptacji. 
Krzyczę bezgłośnie. Klnę, tak brzydko klnę, potwornie masakruję słowem.

Jestem jak w potrzasku. Zniewolona rzeczywistością, osłabiana przez sny.
Lady Bry jak orzeł wzbiła się na szczyt optymizmu, mówiąc, że samobójstwo jest bez sensu, bo po nim nie można już nic zmienić, że dopóki się żyje, to ciągle jest szansa.
Na co, kurwa? - pytam się grzecznie. Nie lepiej teraz zmienić level?


Wiem, wiem, przecież wiek jest jak uniwersalny klucz: otwiera kolejne pokoje. Im się jest starszym tym widać więcej wyborów i ma sie wiecej odwagi i tym lepsze są pokoje. Można zasiąść i rozkoszować się chwilą. Nie lecieć, nie gnać. choć ciekawość życia popycha do przodu.  Nic tak nie urzeka jak piękno świata. W obliczu uciekających dni pojawia się zachłanność, niedosyt. A ile tych dni zostało? Niepewność dopinguje. Przecież tyle jeszcze jest do zdobycia, przeżycia, poznania. Każdy dzień to święto. Super jest żyć. Poczuć wiatr, zastygnąć w słońcu.zasnąć w trawie. Tak niewiele potrzeba.
Można próbować nowych dróg, nowych smaków, cieszyć się towarzystwem bliskich. Odkrywać obrazy i muzę. Chłonąć świat karmiąc swoje wszystkie komórki. Wzbijać się w otwieraniu na nowe przestrzenie. Drażnić swój układ nerwowy nowymi doznaniami. Czerpać satysfakcję z nowych odkryć i zakupów.
Można tak wiele. 
Wiele nie pamiętam. 
Nie pamiętam co można.
Można nic.
Nic nie można.
To pamiętam.

Czytam. 
Pisać przestaję.
Nie mam nic do powiedzenia.
Zajebałam swoja miłość. Wybacz mi Sylwio.

Zamarłam przy innej Sylvii:
  • Posiadanie męża i dzieci równa się przepierce mózgu – człowiek staje się czymś w rodzaju głupiego niewolnika w małym, totalitarnym państewku.
S. Plath

Najlepsze zdanie. Z wielu najlepszych zdań.
Do dupy z tym wszystkim.
Włażę do szafy.
W moje myśli.
Przestaję myśleć.
Przestaję istnieć.









;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;


Życzenie malarki


Chciałam kilka okruchów namalować

nędznej codzienności,tak zużytej i szarej,

ale przez ogień na wylot prześwietlanej,

który cały świat z rąk Stwórcy mógł wywołać.

Chciałam pokazać naszą pogardę,jak

dotyczy tego, co święte i głębokie, i szat Ducha.

Chciałam namalować drewnianą łyżką, tak

aby ludzie poczuli w tym Boga


Karin Boye

!tłum. Ryszard Mierzejewski





--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 22 stycznia 2016

o love i babciach :P

- Mamo, a ty kochasz babcię A?
- Nie.
- Jak nie? - dzieciaki popatrzyły na mnie zdziwione.
- Dla mnie to jest obca osoba i nie muszę jej kochać, bo nie wszystkich kochamy i tyle. Wystarczy, że tolerujemy się, Zapamiętać sobie gady: Miłość nie jest dla wszystkich - przecież nie będę własnych dzieci okłamywać i mówić- ot tak kochajmy się wszyscy.O ble.
- Ale to jest nasza rodzina!
- Wasza, nie moja. 
- Ale tatę kochasz?
Chwile mojego  zawahania - "YYY???aaa??"  wykorzystała Młoda krzycząc do brata:
- Przecież się całują, a jak się całują to się kochają, bo jak można się całować i nie kochać? fuuuujjj.
- Ale i tak rozwód wisi w powietrzu - odparował jej brat.
Teraz to mnie zatkało. Jaki rozwód?
- Synu, jak rozwód?
- Bo się kłócicie.
- Nie, nie, nie. My się wymieniamy poglądami i inspirujemy, tylko trochę głośniej niż trzeba, bo twój ojciec jest przygłuchy.

Dzieciaki odbierają świat po swojemu. Człowiek zapomina, ze ich radary nastawione są na większą częstotliwość i większą czułość.

Babcie to są fajne instytucje jeśli są babciami. Przytuli, nakarmi, pokrzyczy, ale jest.
Monument, szlafrok, podpora. Ale jest i tak, że są takie babcie, jakby ich nie było.

Miałam jedną babcię i matkę swojego ojca,

Babcia to były wakacje na wsi: totalne szaleństwo, wielkie żarcie, rozmowy, modlitwy  i wielki krzyk. Matka nas tam wywoziła, jak psy, zostawiając bez słowa. By dzieci nie płakały, dla ich dobra.

Za to matka ojca kojarzy mi się z alienacją, ciszą, hymnem państwowym granym o północy przez Program I PR . Bo czasami dała się uprosić, wpadła popilnować nas, gdy rodzice szli na dancing. I siedziała sama w dużym pokoju. Nawet bajki nie przeczytała, a wieść rodzinna głosi, że młodszym bratem ja się opiekowałam. Potem przestali ją prosić, a my zostawaliśmy sami. Najgorzej było jak prądu zabrakło, co w tamtych czasach zdarzało się dość często. Siedzieliśmy pod stołem czekając na rodziców. Jak psy.

(Więc mam coś z suki, z samicy dingo :P :D )



A jakie z nas będą babcie?

Olaboga!!!


poniedziałek, 18 stycznia 2016

o pierd...lino

"Pierdolę to" to najwspanialsze i najukochańsze przekleństwo. Esencja życia, myśli i snów. Sól życia. To w tym cudnym i jakże krótkim wyrażeniu zwiera się cała treść. Po co wygłaszać przemowy skoro można krótko: "Pierdolę to"! "Pierdolę to"  i kropka.

W tych dwóch słowach zawarte jest wyjebanie się na wszystko, totalny marazm,  jak i  stan pełen relaksacji. Wyrażać można także obojętność jak i chęć mordu. Więcej słów nie trzeba. Naprawdę.
"Ja pierdolę" to  bogaty przekaz zawarty w prostej formie. Prostota słów bogata w emocje. Smak życia,

Przekleństwo ratuje przed szaleństwem. Ratuje przed wszystkim. Bufor bezpieczeństwa. W tych dwóch słowach zamyka się wszystko. Potem pozostaje trzaśnięcie drzwiami bądź uśmiech. Bieg bądź nogi na stół. Mord albo miłość. Albo bezruch.

Prawie cały naród "pierdoli to". Odnotowano wzrastającą tendencję do używania przekleństw przez społeczeństwo. Efekt ten spowodowany jest kierunkiem polityki partii rządzącej. Oto PiS swoimi rządami wprowadził brutalność języka, trudno jest bowiem, oglądając bądź czytając wiadomości,  nie zakląć. Ale przecież wystarczy "Ja pierdolę" ...i nic więcej nie trzeba. Naprawdę. Pomimo, ze ciśnienie podnoszone jest przez poszczególnych posłów, którzy swoimi wypowiedziami próbują poszerzyć słownictwo społeczeństwa o inne magiczne zaklęcia to jednak " ja pierdolę" jest wystarczającym przekazem pełnym bogatej treści.

Wbrew pozorom przeklinanie to cecha ludzi myślących. Czujących. Wrażliwych. Bo nie chodzi o prostackie wrzucanie "kurw" między słowami, czy też szafowanie "chujami", ale o pewien manifest. O coś głębszego. "Pierdolę to" i cięcie. Jednoaktowy teatr emocji. Można przerazić, można rozśmieszyć, Można tym zaklęciem przekazać wszystko,  co jest istotne w danej chwili. Jest to przekaz uniwersalny i ponadczasowy. Genialny.

ja
pierdolę
niemożebnie
chwalebnie
wszystko tak
pierdolę
wzdłuż i wspak
bo tak
pierdolę
ja
cały ten świat
niemożebnie
chwalebnie
wzdłuż i wspak
pierdolę
ja
                                                                      Arte


Moje "pierdolę to" pozwala na zachowanie równowagi i dystansu. Są jak cudowne trampki, niecisnące skarpetki, seksowne majtki i biustonosz pozwalający oddychać. Jak koszulka i spodnie nie uwierające w żadną tkankę tłuszczową. Jest jak tarcza chroniąca przed atakiem świata.
 Jest jak lek nasenny, jak proch uspokajający, jak szklanka wódki, jak sztach papierosa.

"Pierdolę to" więc żyję.


czwartek, 14 stycznia 2016

sen

"Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą."
Edgar Allan Poe "Eleonora"




Znowu zasypiam. Zasypiam nieoczekiwanie gdzieś pośrodku dnia i gdzieś na początku. I na końcu też. Nieoczekiwanie wyłączam się. Uciekam. Gnam. Zastygam. We śnie gdzieś, co nagle łapie mnie na początku dnia, na środku, i na jego końcu.
Strefa ciszy i bezpieczeństwa. Systemy powyłączane.  Nikt i nic nie targa moimi komórkami. 
Chyba, że sen.

sobota, 9 stycznia 2016

przebudzenie



Każdy z nas szuka jakiejś ucieczki. Godziny wloką się jedna za drugą, trzeba je czymś zapełnić aż do śmierci. Zbyt mało jest rzeczy pięknych i wzniosłych, żeby się chciało człowiekowi pchać ten wózek. Każda rzecz po krótkim czasie brzydnie i obumiera. Budzimy się rano, wysuwamy nogę spod kołdry, stawiamy na podłodze i myślimy: kurwa, co by tu dalej?
-Charles Bukowski


I ta kurwa mnie nie opuszczała. Była wierna do czasu. Do czasu, kiedy wstałam i pomyślałam - a do kurwy z tym. Nie chcę uciekać. Wyłączyłam myślenie. Włączyłam odbiór. Poczułam. Nie tyko to, jak wali olejem rzepakowym w moim mieście.

Są rzeczy, które nie brzydną. Są rzeczy, które nie obumierają. Są rzeczy, które mówią wstawaj. Są rzeczy, które trzymają człowieka w pionie. Są rzeczy dla których warto żyć. Są rzeczy, dla których warto walczyć o siebie. Są rzeczy, które warto wciąż pchać, choćby ostatkiem sił, bo gdzieś pod drodze może okazać się, ze jest już z górki i można cieszyć się tylko jazdą.

wtorek, 5 stycznia 2016

biadolenie :P :D



Kiedy wymiotowałam przez balkon rzuciłam: - Patrz, tak się rzyga.

Kiedy będę umierać gdzieś tam, rzucę: - Patrz, tak się umiera.

O ile będę w stanie cokolwiek powiedzieć.

Umierałam nad ranem, kiedy kaszel opuszczał me wymęczone ciało. Mężunio zszokowany, wyraził współczucie i troskę:

- Ja pierdolę, Arte, jak tak można kaszleć? Żyjesz?

- A nie słychać?

Witaj zimo.

środa, 30 grudnia 2015

porażki i sukcesy 2015 roku




Porażki są fajne. Powinnam zrobić sobie dzbanek z kawą, by nie zasnąć, jak będę je wymieniać, bo to będzie długa lista.



Porażką jest to, że nie mam pracy.
Porażką jest to, ze nie poszłam na podyplomówkę.
Porażka jest to, ze nie zdążyłam przeczytać tych książek, które kupiłam, dostałam.
Porażka jest to, że wciąż palę.
Porażką była sprawa w sądzie.
Porażką jest to, ze olałam sport i mam teraz przyciasnawe spodnie i bluzki.
Porażką jest to, ze częściej nie trafiam do kosza niż trafiam.

Straszne, prawda?

wtorek, 29 grudnia 2015

o jeden strzał za daleko...

Jak się strzeliło make up' a to wypada pójść na flaszkę. Sztywność forever. Nawet w trumnie. Tyle że, ostatnie sny mówią, ze będę żyć długo. Bo lufa w gębie, bo auto na drzewie, bo własna śmierć jest zapowiedzią niekończącej się egzystencji.

Jakby nie patrzeć i tak nie pozostaje mi nic innego jak ugasić smutek. Cierpienia starej Arte.Znowu małe czarne demony uczepiły się mojej głowy pokazując świat pod kątem możliwości zakończenia własnego żywota.
 - Tu możesz skoczyć, tam zawisnąć, o popatrz, tu też możesz skoczyć.
 - A wy mnie gnojki możecie w zadek pocałować.


Zadzwoniłam do kumpeli. Wreszcie ktoś wrócił do tego umierającego miasta. I to w świętach jest cudowne.

wtorek, 22 grudnia 2015

Wesołych Świąt !!!!:))))





ten utwór musi być jak Kevin na święta :D 



Kochane ludziska :)))



                   Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
   
                                       życzę Wam

sobota, 19 grudnia 2015

trzy księzyce



-Synu, naprawdę proszę cię, zmień stosunek wobec Młodej. Kiedyś byłeś dla niej miły, opiekuńczy, a teraz zachowujesz się nieprzyjemnie. Dlaczego tak się dzieje, co?
- Nie wiesz, ze czasy zmieniają się....
- No to czasy, ale dlaczego ty zmieniasz się na gorsze?


- A na choince co będzie? Aniołek czy szpic? Bo ja widziałam aniołka.
- Noooo, aniołka to chyba widzisz patrząc na mnie, hahahaha.
- Nie, ty jesteś diabłem, takim czortem, takim baranoosłem, hahahahaha - podsumowała rozmowę Młoda i czmychła.

wtorek, 15 grudnia 2015

sen.

W domu wszy, na półkach sklepowych Siwuchy brak, za to śledzie w śmietanie mają wciąż dobry smak. Więc nie jest źle. Bo co ma być?

Idę spać.

Ciekawe jaki tym razem wydziergają  mi obraz  te moje niepoprawne zwoje.

Ostatnio śniło mi się, że byłam na egzaminie. Pisałam pracę na temat Mateusza.

Poszło mi nieźle. A nawet bardzo dobrze. Zaskoczyłam. Siebie też.

Apostoł- brzmi jak "a pod stołem".

niedziela, 13 grudnia 2015

dzień głąba



w klimacie blokowisk :)


Tacy byliśmy jeszcze wczoraj ...:D :P




Pogoda tak dobija, że siedzę przed telewizorem oglądając programy, jak je producenci ładnie nazywają - praradokumentalne, czyli gówno dla ludu. Poziom historii , dialogów i aktorstwa jest zdumiewający. Jak można coś takiego robić? Kto to w ogóle ogląda???? Chyba tylko takie znudzone, zdołowane barany jak ja. Zapycham siebie idiotycznymi obrazami, słowami, problemami.

wtorek, 8 grudnia 2015

zasłyszane rozmowy i nie tylko


Zadzwonił telefon. Podskoczyłam zdumiona.

- To idziemy na kawę? Tak za godzinkę, co? w tej knajpce na światłach.
- Ok, będę.
- To do zobaczenia.
- Pa.

No i musiałam wstać, ruszyć się, a tak fajnie śmierdziało mi się. Ech...



Mooniek popatrzył na mnie z chichotem

-  Wiesz chociaż z kim rozmawiałaś?

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Siekierezeda





- Z czego to wino? - zadaje pytanie jegomość, patrzący jak leję z pipy wiśniowy przebój "Siekierezady".
- Panie, jak pan kupuje młotek, pyta się Pan, z czego on jest? Młotek ma napierdalać. Tak samo nasze wino - odpowiadam.
j




Bar w Cisnej. Siekierezada. Miejsce, w którym należy polegnąć. Przy ich piwie, nalewce, czymkolwiek. Zachłysnąć się klimatem i alkoholem. Opowieściami. Twarzami. Duchem lokalu.

Karmię swoją duszę słowami i opowieściami napisanymi przez Rafała Dominika, Jerzego Janickiego i Krzysztofa Potaczały.                                             (przepraszam za prywatę -dziękuję Ci, św. Mikołaju :D)











Rafał Dominik -  Przystanek Siekierezada
- wszystkie foto z książki w/w

Rafał Dominik, właściciel i barman knajpy-galerii „Siekierezada” w Cisnej


sobota, 5 grudnia 2015

świński sen :P





A ja pobiegam sobie tu i tam
przenikając co się da
może do absyntu zasiądę
papierosem się zaciągnę
i to jest Artowski raj





Strasznie mnie rozśmieszyło to co zrobiłam. A co zrobiłam? A stanęłam przed lustrem z gołymi piersiami, które do siebie przycisnęłam.
- Dziżas, te sutki wyglądają jak uszka świnki. - zamruczałam, po czym wzięłam kredkę i dorysowałam świński ryjek, i wyleciałam z łazienki do Moonka.
- Patrz, hahahahahaa, chrum, chrum ...
- Wariatka, hahahahaha

piątek, 4 grudnia 2015

HO! HO! HO!



The art of Arte

( ma się ten talent, prawda? :P :D)




- Mamo, ale dlaczego te Mikołaje wyglądają jak elfy? - zapytała się Młoda.
Córcia zamiast podziwiać talent matki, która nawet dobrze nożyczek nie umie trzymać, choć wyśmienicie rzuca mięsem, to zaczęła zadręczanie niepokojącymi wizjami. Elfy?
Spojrzałam na swoje dzieła.
- Jak elfy? Dlaczego jak elfy?
- Bo mają takie miny jak elfy. I są smutne. A elfy istnieją?
- Smutne? - przyjrzałam się - no nie wiem, chyba raczej zamyślone. Wiesz, wybór prezentów to poważna sprawa.
- Ja napisałam list, co chcę dostać.
- Kochanie, ale nie jesteś sama. One muszą polatać po całym świecie.
- Ale elfy istnieją?
- Jasne. W zimie pomagają Mikołajowi a potem zaszywają się w lesie. Nie oglądałaś Hobbita? 
- Aaaaa, no tak... - i poleciała do swojego pokoju, a ja patrzyłam na te swoje Mikołaje - jak elfy? jakie elfy? Toż to dzieło nad dzieła. Czasami człowiek musi być sam z siebie dumy.

wtorek, 1 grudnia 2015

w oczekiwaniu na Mikołaja


Wczoraj wieczorem Młoda napisała list do Mikołaja.


- Młoda, co chcesz od Mikołaja?
- Gówno!


Tak, gówno, gówno zabawkowe. To jest taka plastelina kreatywna. Bardzo kreatywna. Już widzę jak lepią bobki.

- Ja też chcę gówno - Starszy zbrechtany obejrzanym filmikiem, również zażyczył sobie taki prezent.

no to będzie kupa, kupa śmiechu.

A ma drugi dzień:

Młoda stanęła na środku kuchni, splotła ręce na piersi i tupiąc jedną nóżką rzekła:
- Mikołaj nie żyje.
- Co ty dziecko do mnie mówisz? Jak nie żyje?
- Ania mi powiedziała: prezenty kupują rodzice a Mikołaj nie żyje. I co powiesz?
- Ja nic nie wiem. Poważnie?
- Młoda - wtrącił się brat - Mikołaj był stary to jego kariera skończyła się śmiercią. Ale on ma pomocników i oni drą się: jesteśmy prawdziwymi Mikołajami. I dzieci to łykają.

Mój mózg wysiadł.






niedziela, 15 listopada 2015

spacerem

Czerwona szminka na usta. Trzaśnięcie drzwiami. Słuchawki w uszach, a w nich muza, która zagłuszała wycie wiatru, odgłosy umierającego miasta, wycia karetek. Lubię, gdy dźwięki mnie niosą. Nuty zagłuszają myśli. Odłączenie. Próbuję już tylko śpiewać wewnętrznie.
Znowu wyję.

Quo vadis?

Przed siebie. Do przodu. gdzieś. Donikąd.

wtorek, 10 listopada 2015

Xxxxxx 4

pierwsze części:
xxxxx-1.html
xxxxx-2.html
xxxxx-3.html






Gdzieś w tle było słychać wzrastający dźwięk bębnów. Szlag, zaczyna się przedstawienie. "Bo klapnięte uszko mam..", przepraszam, '"bo przedziurawioną szyję mam..." - zaśpiewało we mnie coś w środku. Rozpalono pochodnie, a tłum rozpoczął mruczenie swojej pieśni. Zaczyna być ciekawe, nie powiem. 






Rytuał rozpoczął się. Oto ich msza, a ja stałam się hostią. Wychodziłam z różnych opresji, lecz ta wydawała się zabójcza. W rezygnacji zamknęłam oczy, zaś mruczenie przybierając na sile zamieniło się w śpiew: