wtorek, 29 grudnia 2015

o jeden strzał za daleko...

Jak się strzeliło make up' a to wypada pójść na flaszkę. Sztywność forever. Nawet w trumnie. Tyle że, ostatnie sny mówią, ze będę żyć długo. Bo lufa w gębie, bo auto na drzewie, bo własna śmierć jest zapowiedzią niekończącej się egzystencji.

Jakby nie patrzeć i tak nie pozostaje mi nic innego jak ugasić smutek. Cierpienia starej Arte.Znowu małe czarne demony uczepiły się mojej głowy pokazując świat pod kątem możliwości zakończenia własnego żywota.
 - Tu możesz skoczyć, tam zawisnąć, o popatrz, tu też możesz skoczyć.
 - A wy mnie gnojki możecie w zadek pocałować.


Zadzwoniłam do kumpeli. Wreszcie ktoś wrócił do tego umierającego miasta. I to w świętach jest cudowne.

wtorek, 22 grudnia 2015

Wesołych Świąt !!!!:))))





ten utwór musi być jak Kevin na święta :D 



Kochane ludziska :)))



                   Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
   
                                       życzę Wam

sobota, 19 grudnia 2015

trzy księzyce



-Synu, naprawdę proszę cię, zmień stosunek wobec Młodej. Kiedyś byłeś dla niej miły, opiekuńczy, a teraz zachowujesz się nieprzyjemnie. Dlaczego tak się dzieje, co?
- Nie wiesz, ze czasy zmieniają się....
- No to czasy, ale dlaczego ty zmieniasz się na gorsze?


- A na choince co będzie? Aniołek czy szpic? Bo ja widziałam aniołka.
- Noooo, aniołka to chyba widzisz patrząc na mnie, hahahaha.
- Nie, ty jesteś diabłem, takim czortem, takim baranoosłem, hahahahaha - podsumowała rozmowę Młoda i czmychła.

wtorek, 15 grudnia 2015

sen.

W domu wszy, na półkach sklepowych Siwuchy brak, za to śledzie w śmietanie mają wciąż dobry smak. Więc nie jest źle. Bo co ma być?

Idę spać.

Ciekawe jaki tym razem wydziergają  mi obraz  te moje niepoprawne zwoje.

Ostatnio śniło mi się, że byłam na egzaminie. Pisałam pracę na temat Mateusza.

Poszło mi nieźle. A nawet bardzo dobrze. Zaskoczyłam. Siebie też.

Apostoł- brzmi jak "a pod stołem".

niedziela, 13 grudnia 2015

dzień głąba



w klimacie blokowisk :)


Tacy byliśmy jeszcze wczoraj ...:D :P




Pogoda tak dobija, że siedzę przed telewizorem oglądając programy, jak je producenci ładnie nazywają - praradokumentalne, czyli gówno dla ludu. Poziom historii , dialogów i aktorstwa jest zdumiewający. Jak można coś takiego robić? Kto to w ogóle ogląda???? Chyba tylko takie znudzone, zdołowane barany jak ja. Zapycham siebie idiotycznymi obrazami, słowami, problemami.

wtorek, 8 grudnia 2015

zasłyszane rozmowy i nie tylko


Zadzwonił telefon. Podskoczyłam zdumiona.

- To idziemy na kawę? Tak za godzinkę, co? w tej knajpce na światłach.
- Ok, będę.
- To do zobaczenia.
- Pa.

No i musiałam wstać, ruszyć się, a tak fajnie śmierdziało mi się. Ech...



Mooniek popatrzył na mnie z chichotem

-  Wiesz chociaż z kim rozmawiałaś?

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Siekierezeda





- Z czego to wino? - zadaje pytanie jegomość, patrzący jak leję z pipy wiśniowy przebój "Siekierezady".
- Panie, jak pan kupuje młotek, pyta się Pan, z czego on jest? Młotek ma napierdalać. Tak samo nasze wino - odpowiadam.
j




Bar w Cisnej. Siekierezada. Miejsce, w którym należy polegnąć. Przy ich piwie, nalewce, czymkolwiek. Zachłysnąć się klimatem i alkoholem. Opowieściami. Twarzami. Duchem lokalu.

Karmię swoją duszę słowami i opowieściami napisanymi przez Rafała Dominika, Jerzego Janickiego i Krzysztofa Potaczały.                                             (przepraszam za prywatę -dziękuję Ci, św. Mikołaju :D)











Rafał Dominik -  Przystanek Siekierezada
- wszystkie foto z książki w/w

Rafał Dominik, właściciel i barman knajpy-galerii „Siekierezada” w Cisnej


sobota, 5 grudnia 2015

świński sen :P





A ja pobiegam sobie tu i tam
przenikając co się da
może do absyntu zasiądę
papierosem się zaciągnę
i to jest Artowski raj





Strasznie mnie rozśmieszyło to co zrobiłam. A co zrobiłam? A stanęłam przed lustrem z gołymi piersiami, które do siebie przycisnęłam.
- Dziżas, te sutki wyglądają jak uszka świnki. - zamruczałam, po czym wzięłam kredkę i dorysowałam świński ryjek, i wyleciałam z łazienki do Moonka.
- Patrz, hahahahahaa, chrum, chrum ...
- Wariatka, hahahahaha

piątek, 4 grudnia 2015

HO! HO! HO!



The art of Arte

( ma się ten talent, prawda? :P :D)




- Mamo, ale dlaczego te Mikołaje wyglądają jak elfy? - zapytała się Młoda.
Córcia zamiast podziwiać talent matki, która nawet dobrze nożyczek nie umie trzymać, choć wyśmienicie rzuca mięsem, to zaczęła zadręczanie niepokojącymi wizjami. Elfy?
Spojrzałam na swoje dzieła.
- Jak elfy? Dlaczego jak elfy?
- Bo mają takie miny jak elfy. I są smutne. A elfy istnieją?
- Smutne? - przyjrzałam się - no nie wiem, chyba raczej zamyślone. Wiesz, wybór prezentów to poważna sprawa.
- Ja napisałam list, co chcę dostać.
- Kochanie, ale nie jesteś sama. One muszą polatać po całym świecie.
- Ale elfy istnieją?
- Jasne. W zimie pomagają Mikołajowi a potem zaszywają się w lesie. Nie oglądałaś Hobbita? 
- Aaaaa, no tak... - i poleciała do swojego pokoju, a ja patrzyłam na te swoje Mikołaje - jak elfy? jakie elfy? Toż to dzieło nad dzieła. Czasami człowiek musi być sam z siebie dumy.

wtorek, 1 grudnia 2015

w oczekiwaniu na Mikołaja


Wczoraj wieczorem Młoda napisała list do Mikołaja.


- Młoda, co chcesz od Mikołaja?
- Gówno!


Tak, gówno, gówno zabawkowe. To jest taka plastelina kreatywna. Bardzo kreatywna. Już widzę jak lepią bobki.

- Ja też chcę gówno - Starszy zbrechtany obejrzanym filmikiem, również zażyczył sobie taki prezent.

no to będzie kupa, kupa śmiechu.

A ma drugi dzień:

Młoda stanęła na środku kuchni, splotła ręce na piersi i tupiąc jedną nóżką rzekła:
- Mikołaj nie żyje.
- Co ty dziecko do mnie mówisz? Jak nie żyje?
- Ania mi powiedziała: prezenty kupują rodzice a Mikołaj nie żyje. I co powiesz?
- Ja nic nie wiem. Poważnie?
- Młoda - wtrącił się brat - Mikołaj był stary to jego kariera skończyła się śmiercią. Ale on ma pomocników i oni drą się: jesteśmy prawdziwymi Mikołajami. I dzieci to łykają.

Mój mózg wysiadł.






niedziela, 15 listopada 2015

spacerem

Czerwona szminka na usta. Trzaśnięcie drzwiami. Słuchawki w uszach, a w nich muza, która zagłuszała wycie wiatru, odgłosy umierającego miasta, wycia karetek. Lubię, gdy dźwięki mnie niosą. Nuty zagłuszają myśli. Odłączenie. Próbuję już tylko śpiewać wewnętrznie.
Znowu wyję.

Quo vadis?

Przed siebie. Do przodu. gdzieś. Donikąd.

wtorek, 10 listopada 2015

Xxxxxx 4

pierwsze części:
xxxxx-1.html
xxxxx-2.html
xxxxx-3.html






Gdzieś w tle było słychać wzrastający dźwięk bębnów. Szlag, zaczyna się przedstawienie. "Bo klapnięte uszko mam..", przepraszam, '"bo przedziurawioną szyję mam..." - zaśpiewało we mnie coś w środku. Rozpalono pochodnie, a tłum rozpoczął mruczenie swojej pieśni. Zaczyna być ciekawe, nie powiem. 






Rytuał rozpoczął się. Oto ich msza, a ja stałam się hostią. Wychodziłam z różnych opresji, lecz ta wydawała się zabójcza. W rezygnacji zamknęłam oczy, zaś mruczenie przybierając na sile zamieniło się w śpiew:

poniedziałek, 9 listopada 2015

Armagedon

Nie potrafię sobie miejsca znaleźć. Jest zimno. We mnie jest zimno. Wciąż czuję, ze jest zimno. Wymiotuję. Tracę równowagę. Strach okrywa mnie kocem. Zwijam się w embriona. Płaczę...Tak zimno, tak niedobrze.......

Zabrzmiało jak zapisek ze statku płynącego do Bombaju. Oto rozszalała się burza. Fale coraz bardziej dziksze, narwane kołyszą statkiem. Dookoła wali deszczem i piorunami. Jest ciemno, zimno i strasznie. Słychać głosy paniki. Załoga biega rozbudzona bardziej niż po tonie kawy. Szalejąca burza podnosi adrenalinę. Krzyki gubią się w nawałnicy. Ktoś biegnie korytarzem krzycząc:
-  Umrzemy!!!,
ktoś woła:
- Nie wychodzić z kajut!!! Spokojnie!!!! Nie wychodzić!!!!
Odgłos trzaskających drzwi gubił się pośród wyjącego wiatru. Wszystko gubiło się przy tak upiornej kołysance.

niedziela, 8 listopada 2015

Xxxxx 3



cz. 1       http://arte1973.blogspot.com/2015/10/xxxxx-1.html

cz. 2    http://arte1973.blogspot.com/2015/10/xxxxx-2.html




Tłum ucichł. Zdumiona otworzyłam oczy.Przede mną stała kobieta. Wyróżniał ją strój i wysoko niesiona głowa. Kapłanka. Znałam ją. Ogarnęło mnie przerażenie, a dreszcz ściął skórę...
-  Witaj buntowniczko! - mówiąc to jednym sprytnym,  cięciem pozbawiła mnie ubrania. Szlag!, a myślałam, ze gorzej być nie może...Jej wzrok wbił się we mnie.....Kali? wytnie mi serce na żywca?...Tyle razy przecież chciała dopaść mnie. 

Tak zimno ...

Tej nocy było mi strasznie zimno. Telepało mną, jakbym jechała pociągiem po krzywych torach, a w przedziale jak i w całym wagonie, były pootwierane okna i to przy minus dwudziestu stopniach. Opatuliłam się kołdrą, wepchałam nos w maskotki pozostawione przez córkę:
- Byś nie czuła się samotna mamo, wiesz, kiedy nas nie będzie....,
i tak oto pan krokodyl, pan prosiaczek i pan żółwik oraz krówka Matylda próbowały mnie ogrzać, usypiać, ale bezskutecznie. Zimno ... wciąż zimno. Przenikliwie, cholernie zimno.Czemu jest mi tak zimno???!!!
Nie, no tak to nie da się ani spać ani żyć. Wstałam, wzięłam łopatę i zakopałam część marzeń. Tych co najbardziej mnie mroziły. Właściwie powinnam je wrzucić do pieca, buchnęłoby ogniem, ale kopanie też mnie rozgrzało.
I tak oto moja dusza staje coraz większym cmentarzyskiem. I zapewne tak oto  rodzi się rozczarowanie, rozgoryczenie - piękny nawóz na starość. Hm.......
Nie, nie, nie to nie droga dla mnie. Wzięłam kartkę i rozrysowałam plan na życie od nowa. Oto co wyszło :





nic nie wyszło 




Unoszę się na fali swojego gniewu. Niezrozumienia. strachu. bólu. Nadziei..... 

piątek, 6 listopada 2015

a tak żartem ..








Jakaś era skończyła się. Nie chodzi o ślubowanie Młodej jako uczennicy, ale o to, że podała mi ręcznik, kiedy wychodząc spod prysznica zorientowałam się, że nie wzięłam czystego z półki. I nie o to chodzi, ze widziała mnie na golasa, ale o to, ze to zrobiła. Ta młoda istota otworzyła szafę, stanęła na palcach, sięgnęła po ręcznik, zamknęła szafę i podała mi go.

niedziela, 1 listopada 2015

Hell, oł, czy tu nie ma win ?:)

Heel, oł czy tu nie ma win?



Czasy zmieniają się. Dzieciaki poczuły, że będzie fajne, bo fajnie jest przebrać się i zaszaleć. 
Bo niech żyje życie i radość trwa. Czyż tego nie uczy nas śmierć? By cenić każdą chwilę? I własne towarzystwo. I tego,  że żyjąc, możemy czynić dobro? Tworzyć własne, niepowtarzalne chwile.

Młoda, była cała zrozpaczona, ze nie mogła iść z chłopakami.
- Kobieto, ale to chłopaków wyprawa ....
- Ale ja chcę...
- Za rok zrobisz własną drużynę, babiniec, i już ....teraz jesteś za mała...
- To ty chodź ze mną albo tata....
- OOOOo co to to nie, to zabawa dla was, nie dla nas. My jutro będziemy mieli własną imprezę...

Znicze, krzyże, rewia mody i udawane sympatie rodzinne przy grobach - folwark...

czwartek, 29 października 2015

dzieciakofo










Mloda i szkoła. 
Jak tylko odbieram ją z zajęć to zaczyna płakać. 
Płacze, bo ma zadania, bo musi czytać, bo....bo...bo ....bo ....bo tak rosną boginie? 
Nie chcę nic, ale wy róbcie?
Patrząc na nieporządek w pokoju pewnie tak jest i Młoda idzie w kieunku Olimpu.
Tyle, ze tam też jest kryzysowy stan.
Sorry, taki mamy klimat?
:)


wtorek, 27 października 2015

z Peru do Krakowa :)








 zdjęcia pochodzą z książki:

 Jacek Pałkiewicz - Amazonka źródla królowej rzek 

(polecam:) )





Oto ono,  naprzyrodzone bóstwo, Namlapa. Bóstwo które zostało uwiecznione na tumi - ceremonialnym nozyku używanym od tysiącleci w Andach. Nożyku, który został odkryty w 1936 roku i stał sie symbolem peruwiańskiej archeologii.

( :P W sumie wygląda jak odchudzony Budda... I jeszcze ta aureola......Są symbole do mieszania nam w głowach o jedności kultury wziętej z łapek przybyszów...:P )

poniedziałek, 26 października 2015

lotem .....


Czasami poranki są tak ciężkie, ze wydaje się, ze świat będąc w agonalnej anoreksji, zanika, ale ciężar porzucony przez niego, zalega na ciele nie pozwalając zwlec się z łóżka. Trupi kochanek.
Albo są takie poranki, jakby samo życie zakradłszy sie cicho zaszywało powieki siadając przy tym, tą swoją chudą, ale jakże cięzka dupą,  na klacie. Zniewolenie. Bez pocałunku, pieszczoty. Sadyzm, czysta forma sadyzmu. "Nie, nie patrz, bo wciaż jest to samo". Trywialne wytłumacznie niczym parawan dla zakrycia  niewyobrażalnych cierpień. Ochrona przed monotonią. odwiecznym pieprzonym deja vu. Monotonia dnia ....wstać, nakrzyczeć, zorganizować, odprowadzić, wrócić, skonać, wskrzesić, przyprowadzić, być, być, ganiać, być, położyć, skonać. Dzień po dniu mija ....jakoś tak chujowo. Ale żyć trzeba. Nie wiem, wciąż, nie wiem po co ........A jednak wiem, lecz ciągle umniejszam swoją wagę. Bulimia wiary. 
Oto kolejny paw mojej duszy. Zmagam się ze swoimi demonami. Na jesień poziom szlamu podnosi się wprostproporcjonalnie do zaniku słońca. Chmiel i winogrona wzrosły w promieniach. Sięgam po wino. Wino, by nie marniało, potrzebuje adoracji. Podnoszę lampkę, doceniam smak nie doceniając siebie. Ale winem nie jestem, marnieję. Zalegam w piwnicy swoich ułomności. A  potem wychodzę, ale za to z jakim ubawem. Wysączone promienie ogrzewają mnie. Choć tyle, a jednak dużo- wciąż trwam.