wtorek, 26 maja 2015

mieszanka




- Ja nie mam mamy - rzekła córa przytulając się do mnie.
- Nie??? A gdzie twoja mama?
- Wiesz umarła. Ale jesteś do nie podobna, jak to się stało?
- Wstałam z trupów, znaczy zmartwychwstałam.
- A dlaczego gadasz?
- Mówię, bo ty masz uszy.
- A powiedz coś?
- Beeee - - beknęłam żartobliwie.
- Wiem co powiedziałaś!
- Mrrrr.... - zamruczałam.
- Że mnie kochasz i ze jestem fajną dziewczynką.
Machając energicznie głową na "tak, tak" przytuliłam swoje boskie dziecko, mojego małego demona.

Z zakupów wpadliśmy od razu po syna do szkoły. 
- Ufff złapaliśmy cię, bo byś zmókł nieziemsko.
- I zimno jest - odpowiedział syn pakując swój zadek na tylne siedzenie.- O kwiaty! dla kogo?
- Dla mojej mamy i mamy twojego taty, wiesz bo dzisiaj jest dzień matki odparłam z lekkim przekąsem.
- Tak? To dać ci kwiatki? Trzymaj! -mówiąc to  z brechtem próbował wręczyć mi bukiet róż. Po chwili wyciągnął z tornistra wielkie serce, laurkowe serce i wręczając rzekł: 
 - Kocham cię, mamo.
- Wiem, przez chwilę.
Hahahaha...

Stoję pod Urzędem Miasta w oczekiwaniu na Moonka. Nagle pojawiła się znajoma twarz. Na moim czole wyskoczył zmarch, znaczy zaczęłam szybko myśleć. Mam! Mąż kuzynki męża. Dzizas, połapać się w tych koligacjach i nazwach to gorzej niż skumać konstelacje.
- A ty co na kawę do burmistrza pędzisz?
- Hahaha, daj spokój, z pisiorami nie piję.
Rozmowa zeszła na rodzinne tematy. Gadka leci sobie jak piosenka w radio, a tu nagle mężczyzna na schody wpada niczym rączy źrebak i ......bach! Nieźle wyrżnął, ...
- Panie, nie musisz mi się kłaniać, to nie ja wygrałam wybory - zbrechtałam. Facet podniósł się, otrzepał ręce, kolana i rzekł ze śmiechem:
- Szkoda, bo przynajmniej byłoby na kogo popatrzeć.
- To następnym razem będę kandydować -odparłam z uśmiechem.


I szłam miastem swym i patrzyłam na miasto swe i zamarzyłam o pięknym dniu. Odkryłam bowiem wiele ciekawych architektonicznych niuansów. Co też nuda robi z człowiekiem. Otwiera oczy szeroko. Nie biegiem, a człapem człek idzie i patrzy.I widzi, bo jeszcze ma głowę podniesioną. Bo jeszcze ma ..... A potem zaczyna się stan zwisu totalnego. I klapa totalna. 
Póki co, dostaję zajoba od monotonii. Pogoda też jest lekko drażniące. Te krople grają na strunach wkurwu, fałszując przy tym okropnie. Miał być rower, wycieczki, dbanie o formę, rozruch a jest.....Zaczyna powoli trafiać mnie szlag. I co z tego? Kolejna kawa, kolejne niespokojne bicie serca, jakby ktoś chwycił je swoje dłonie i modelował. Proszę, oto figurka osła ...baobab, ...kaktus....gówno.







A od 8 czerwca książki w Biedronce po 4,99.....



sobota, 23 maja 2015

bajaderka

- JEST! JEST! WYRWAŁEM GO! - krzyknął syn wybiegając z toalety.
Wyrwałem go??? Dzizas, co on sobie wyrwał??? Patrzę, no między nogami nie krwawi ...
- Synu, co sobie wyrwałeś?
- Zęba! W końcu. I nie muszę iść do dentysty! - to ostatni zdanie wypowiedział z dzika satysfakcją.
Dentysta...ostatnio jak wyrywano mu zęba trwało to jakąś godzinę, bo jaśnie pan wpadał co rusz w atak paniki. Nie wiedziałam już co do niego mówić, a mówić musiałam, by nie udusić.
Tak wiec syn starzeje się i wypadają mu kolejne zęby. A córce nic. Strażnicy mocno stoją na murach dziąseł. Młoda próbuje, idąc śladem brata, wkładać palce do ust, by poruszyć któregokolwiek, ale atakowane jednostki trzymają się dzielnie. Pewna szkoła mówi, ze jak dziecku zęby nie wypadają nie jest one gotowe do zmian. A Młoda do szkoły będzie musiała pójść. Badania wykazały, że jest za bardzo inteligentna, by przez kolejny rok siedzieć w przedszkolu.
- A emocje? Wie pani, jak to dziecko zbuntuje się to nic nie chce robić. Zamyka się w sobie,
- Dziecko z taką inteligencją poradzi sobie. Wie pani, ona w tym buncie upewni się będąc w przedszkolu,a takiemu dziecku potrzebne są nowe bodźce. I dostosuje się, bo w końcu będzie musiała,

czwartek, 14 maja 2015

jazdunie :)

Co Starszy powiedział matce swej?
złota myśl                        
- Jesteś stara i dlatego twoja twarz jest taka plastyczna.




Wsiadam do auta ze swoim synalkiem, a synalek nagle dostał olśnienia, bo zawsze dostaje olśnienia, kiedy nie trzeba i zaczął trajkotać:
- Mamo, a jak Kronos żarł dzieci, bo ojciec mu powiedział, ze jego dziecko go zabije,  to prawda, czy kłamstwo? Można tak?
- Ale co można?
- No tak mówić i to się spełnia?
- Jezu, synu, prowadzę grata, słucham muzy, daj mi spokój, pogadamy w domu, a nie, jak prowadzę auto, litości ....

niedziela, 10 maja 2015

Święto kwiatów -foto :DDD cz.1


wpadliśmy na moment, czy tam dłuższą chwilę
zapraszam na foto, bo pisać nie ma co :)
- ceny  jedzenia wywindowane,
kolejki na karuzelę
ale za to szeroki wybór kwiatów i roślin
- raj dla zapalonych amatorów własnych ogrodów
:DDD



złapane w kadrze - zapraszam :)



Przyprawy świata - wiele było, coś się tam kupiło :D



oscypki - musowo musiały być :)


sobota, 9 maja 2015

historia nieziemska


To był taki czas. Normalny czas z pozoru. Poszliśmy z dzieciakami tu i tam. Dzieciaki postanowiły wkręcić watę cukrową. Wata cukrowa postanowiła wkręcić się w ubranka, więc dzieciaki szły upaćkane, zacukrzone, lepiące, zadowolone. Kiedy dotarliśmy do domu oboje orzekli, że chcą spać u babci, bo tam jest ciocia i niech się nimi nacieszą. Wcale nie oponowaliśmy, w końcu wolna chata to jest coś, nawet w naszym wieku. Mooniek odprowadził je do swojej teściowej. Wrócił z rzeczami dzieciaków w reklamówce.
- O, to trzeba wyprać.
Jak rzekłam tak wzięłam reklamówkę, włożyłam do bębna pralki, wysypałam ubranka, dołożyłam z kosza i włączyłam program.

- KURWAAAAAA! ARTE!!!!! - wydarł się Mooniek z łazienki. Powaliło go? Ale przekleństwo, jak i ton głos  zaniepokoił mnie, Chyba coś przeskrobałam, tylko co ...znowu coś ...

piątek, 8 maja 2015

szoking :P

- Mamo byliśmy w szkole muzycznej, i jak szliśmy to Arturo* wygłupiał się i jadł trawę.
- Hahahaha, a co, udawał, że jest krową czy koniem?
- Nie, on udawał, ze je marihuanę.


poniedziałek, 4 maja 2015

czwartek, 30 kwietnia 2015

blogowacisko - po co to wszystko?

Nie wiem jak to się stało, ale stało się tak, ze minęły dwa lata od mojego blogowania. Pewnego dnia załamana własną tragedią siadłam przed klawiaturką i nastukałam tekst. Literki pchały się jedna przez drugą krzycząc:
 - Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.

Zakopane





Pewnego pięknego leniwego piątku, kiedy nie wiedząc czy mam czytać Murakamiego, czy jednak zając się drapaniem po tyłku, zadzwonił telefon:
- Jedziemy jutro do Zakopca?
- Jutro jedziemy do Zakopca?
- Jedziemy?
- A mamy jechać?
- Czy ty jesteś normalna?
- A jestem?



Miałyśmy jechać. Tyle, ze nie w sobotę, a za pięć godzin. Ja miałam pociąg za pięć godzin.
- Mooniek, jest sprawa. Muszę wyjechać.
- A jedź w diabły!
Więc grzecznie spakowałam się, bo co będę dyskutować i wsiadłam w pociąg.Dziewczyny odebrały mnie na dworcu. Przepakowałyśmy bagaże do auta i jazda! Do marketu po syrop na drogę. Tradycją jest, ze tył wycieczki pije, więc inaczej być nie mogło. Tył wypił. Ale nie śpiewał, choć w duszy grało. Po dotarciu na miejsce, by kierowca nie czuł się poszkodowany, trunek został rozlany. Wieczór spłynął kroplami po szkle. A dziewczyny odniosły mnie do łóżka. Takie miłe. A same poszły uprawiać jogging po schodach: góra, dół, góra, dół.

Poranek był godzinami odkryć. Plac zabaw wyzwolił w nas niesamowite emocje. Jazda konna, wspinaczka, skoki w dal, jazda główką w dół. Radość dziecięca i kawa uruchomiły fantastyczną energię.
- Ja nazywa się twój koń?
- Hm....
Nie ma to jak poranne, inspirujące pytania.
- Pamela, A Twój?
Słowa robiły za muchy, latały tu i tam pobudzając szare komórki.
- Wiem. Konstancja.




piątek, 24 kwietnia 2015

czas na kawę :P :D




Czas na kawę :)


wciąż męczę Mistrza Rysunku ćwicząc rękę w kreskach :)




- Wiesz mamo, pani mówiła dzisiaj o wakacjach, trzeba uważać na wodę, bo życie jest bezcenne, a Henio powiedział, że cenne, bo można dostać odszkodowanie, hahahaha
- Dobre, hahaha, a pani co na to?
- Zapytała się co mu po pieniądzach w trumnie, a on powiedział, że byłoby dla rodziny.

środa, 22 kwietnia 2015

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

sny i koszmary :D






- Mamo! zrobiłem pracę z religii!
- Pokaż. 




- Przepraszam synu, czy to czerwone to ja???
- Tak - odparł rozchichotany. Zabawne doprawdy.
- Synu -mówiąc to dorysowałam sobie włosy - ołówkiem swym pozbawiłeś mnie kobiecości. Ty patrz jak masz matkę swą rysować.
Po czym wzięłam ołówek i naszkicowałam.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Być jak Leonardo

Syn przy kolacji zaczął rozprawiać na temat Leonarda da Vinci, o którym pani opowiadała w szkole.
- Mamo to chyba był najzdolniejszy człowiek na świecie:
- To tak jak mama - wtrąciła Młoda.
- Ja? Dlaczego?  - zapytałam się starając nie chichotać .
 - Rysujesz, żonglujesz, piszesz...
- Hahaha, dzięki, to miłe... - no przynajmniej na córce robię jakieś wrażenie - I o czym usłyszałeś jeszcze w szkole? - zwróciłam się do Starszego.
- Planetarium. Pojedziemy? Wiesz,że wszechświat nie ma końca. To dziwne,... Dziwne jest życie...Mamo, a jak gwiazdy mogą żyć skoro nie jedzą?
Materia, atomy, reakcje chemiczne, mózg w piętach - atrakcje z posiadania dzieci.

Inną frajdą jest zabawa klockami. Dałam porwać się. Młodzi budowali ze swoich wizji, a mi zabrakło jak zwykle wyobraźni. Posiliłam się instrukcją. I dałam radę.Coś jednak potrafię robić.



Nawet przerysować rysunek.



Ale Młoda zagięła mnie. Oto jej dzieło.














piątek, 10 kwietnia 2015

Czesio :)




wierszem

nic
już nie chcę nic
sto żyć
jedna wielka nuda
nic
nicości
wszechogarniająca pustka
i w tle dzwon
ich
żniwiarzy
a może jednak?

nadzieja
złudna
to szkło o szkło
tłuczone
przy stole

pustka



------------------------------




Siedzę. Sama. W bezruchu tak.
niczym martwy ptak.

Wpatrzona w ścianę.
Z chropowatości chcę wyczytać,
sama nie wiem co.

Lecz w zakamarkach swych, biegam.
Szalona,
z rozłożonymi rękami.
Rozwalam wszystko.
Wrzeszczę.
Jestem
tak cholernie uchlana
własnym obłędem
Demoluję.

Siebie



------------------------




 - Nie, nie, jeszcze nie zabiję siebie. Jeszcze dzieci muszę wziąć na paralotnię. Pokazać im, że pięknie tak jest latać, i ten świat taki też jest, piękny. I poproszę, by nie byli tacy jak ja. Niech żyją, bo życie to ...też piękne jest. tyle, ze... nie dla mnie. I poproszę o przebaczenie. Ich, poproszę. Chyba przebaczą mi? ...Bo ja....ale nie, nie, najpierw wezmę ich na paralotnię.








------

- napisane w trakcie obierania ogórków na obiad, nie martwić się, to tylko tekst płynacy z mrocznej duszy mej :D

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

święta, święta i psycha pogięta

Pan zmartwychwstał, zmartwychwstała rodzina. Mąż, niczym kogut wśród kur, jest jedynym facetem przy stole, reszta samców w grobie. Chciałoby się zapytać, ciekawe ile pociągnie, ale to byłoby niestosowane. Chyba. 
Śniadanie tradycyjne. Święconka, modlitwa i żart. I teściowa. I jej opowieści. Po prostu lot w kosmos, w wszechświat bzdur. Bez ostrzeżenia, bez trzymanki, Po tym jak uraczyła nas pogawędka o o żonglowaniu 12 piłeczkami oraz gadką, że facet w domu nie jest od tego, by zmywać gary, bo to jest robota kobiet, poczułam, że mam ochotę wgryźć się w jej aortę i rozszarpać ją jak Reksio szynkę. Wary podniosły mi się lekko, zęby błysnęły. Wgryzłam się nimi tyle, ze w dupę czekoladowego zajączka, ale to nie pomogło. 
Pomyślałam, że skoro krzyż się zwolnił, to pójdę się dobić, ale na szczęście potknęłam się o flaszkę. Piłam z gwoździami, w kieszeniach, z młotkiem przy boku.
Ulga przyszła na moment. I w wc także ją poczułam. Zrobiło mi  się lżej po prostu. A potem syn zarządził popołudnie autorskie czytając nam 5 części swojej historii o smoku.  W życiu są wzruszające chwile. Taka jak ta, kiedy słuchaliśmy opowieści.  Wrażliwość i poczucie humoru Starszego są niebywałe. Nie przeszkadza mu to jednak w dręczeniu siostry. Zresztą oboje nie mogą żyć bez siebie. Normalne dzieciaki z pierwiastkiem niesamowitości. 

- Wiesz mamo, zostawiłem babci maskotkę, by nie czuła się samotna, nie dobrze być samotnym w życiu. Nawet zaproponowałem cioci by sprzedała mieszkanie i przeprowadziła się do babci, ale ciocia powiedziała ze przyzwyczaiła się do swojej samotności i z babcią mogłyby się kłócić,


Miałam już podpisać zgodę na wydanie tomika wierszy, a tu nagle  łomot taki, ze pióro wypadło z ręki. Ostre walenie w drzwi wyrwało mnie  ze snu. Ktoś dobijał się do nas nie odpuszczając ani trochę. Spojrzałam na zegarek.
- Piąta ...piąta? ...o piątej tak?  - łapałam kontakt z rzeczywistością - ej, słyszysz,  to pijak pomylił drzwi?
-Yhy...
Dzwonek wciąż upierdliwie brzęczał mieszając się z pukaniem. Twardziel się trafił, cholera ...kurwa ...o piątej tak, szlag!
- Weź wstań, facetem jesteś.... - mruknęłam, nie mając ochoty wstawać. W końcu nie dawno położyliśmy się spać ...
Mooniek zwlekł się z wyra, Otworzył.
- DYNGUS!!! - krzyknął sąsiad - zalaliście mi mieszkanie...
- Naprawdę?
- Cała kuchnia, łazienka i piwnica jest w wodzie...
Weszli do kuchni:
 - O kurwa!
Nas też zalało. Akcja wykręcanych szmat została uczczona kubkiem solidnej kawy.

Potem zalaliśmy się wodą, ale w walnej bitwie z dzieciakami. Byłam dzielna odbiłam broń. Potem ją straciłam. Było mokro i wesoło. Szkoda tylko, ze pogoda nie pozwalała na szaleństwo w terenie.

Po wojnie nastała klapa - rodzinka, jedzenie i stół. Nawet wino nie ratowało przed znudzeniem.

Takich świąt nie lubię. Zatłuszczony brzuch.Gdzie jest ten wolny krzyż ???




.




piątek, 3 kwietnia 2015

z jajem





Poleję troszeczkę ...




Menszunio twierdząc, że  nie jest koniem, by pić wodę, co rusz kupuje dziwne napoje nie omieszkując mnie przy tym E- gównem częstować.
- Tfu, co to jest?  - oddałam mu szklankę z zielonym bełtem - Smakuje jak mieszanka domestosu z elmexem!
- Hm.....ale powiedz, nie czujesz leciutkiej nuty pronto?


Rano nie wiedząc jak dzieciaki ubrać, czy lżej czy cieplej, pytam się Moonka, jak człowieka, grzecznie tak pytam się:
- Ile jest stopni?
- Po dziewięć na każdym piętrze..



 Jechałam samochodem, jak zwykle spieszyło mi się. Skręciłam w bramę i zonk, Za przeproszeniem,  pizdeczka młoda idzie nie idzie, normalnie tańczy mi przed maską.  I tak oto  ona stoi niezdecydowana w tym co robi, podczas gdy mój grat stoi na ulicy wstrzymując ruch. Niewiele myśląc, co mam ostatnio w zwyczaju, rzuciłam magicznym zaklęciem : 
- Spierd*laj!! 
Dziewczę ruszyło biegiem jak młoda łania, a syn, o którym zapomniałam, dostał ataku śmiechu , aż w końcu wykrztusił z siebie: 
- To działa!!!To działa!!! Wiesz mamo, wszyscy się ciebie boja tylko nie ja! 
Nie muszę dodawać jakim wzrokiem na niego spojrzałam, wzrokiem przy którym wszyscy odpadają.  I było kabum: odpadł syn i kafelki w Tokio.



A propos przekleństw: dzieciaki niestety uwielbiają takie chwile uniesień
Przy kolacji niesfornie wdarł mi się kawałek muzyczny z "soczystym mięsem".Starszy z Młodą wpadli w śmiech, krzycząc na przemian, że to kochają i mam im puszczać. 

- Przepraszam za niewstrzelenie się w nutę. Ale tego nie będziecie słuchać, po moim trupie!
Za entuzjazm wobec hip hopu karnie puściłam im Mozarta, co córa skwitowała: 
-To jest nuda. Kompletna nuda! 


Syn zaczął pisać swoją książkę.



                                      





W późniejszych kwestiach, tak w skrócie,  smok umiera i otacza go ciemność. Ale bogowie go wskrzeszają, bo mieli ubaw z niego. Smok znowu,wali łbem gdzie popadnie, W tych chwilach pada deszcz, Są to łzy śmiechu Zeusa. Potem smok walczy z Feniksem.
A matka zastanawia się co też uczyniła synowi swemu ...



Pewnej niedzieli o siódmej rano obudziła mnie córka. Nie dość, że wstała tak wcześnie to na dodatek była już ubrana w ciuchy. Byłam w szoku, a ta, mnie w tym stanie oszołomienia, wyciąga  z wyrka, mówiąc:
- Gramy w szachy?
Gdy ja przecierałam oczy,  ona ustawiała figury na szachownicy.


To nie był sen .....To była faza wysokiego napięcia! :)




Instruktaż obsługi drzwi, czyli jak przeszłam szkolenie ekspresowe.

Dzwonię do biura domofonem:
-  Trrrrrr,
 - Piiiiiii......
A ja co? A ja nico. Stoję wpatrzona w drzwi zastanawiając się dlaczego nie otwierają się. Zepsuły się czy co?
Nagle drzwi się uchyliły.A! Super! Głowa która się pojawiła, rzekła:
- Wie pani, trzeba popchać drzwi, gdy jest sygnał ...
- Tak? Yyyyy No tak, zapomniałam, dziękuje.
:
Qrfa .



Pewnego wieczoru Młoda, pewnie przez to, ze za dużo zjadła płatków z mlekiem,  zbuntowała się.
- Nie chce spać w łóżku. Będę spać w trumnie ...
Jak powiedziała tak uczyniła po czym weszła do pojemnika ikeowskiego na pościel.


Rano pokazałam zdjęcia synowi,
- Patrz co twoja siora wyprawia!  
- Hahaha, nieźle! Młoda! Poszłaś spać w kokonie, a obudziłaś się jako motyl.
A potem i mnie uskrzydlił słowem.
- Mamo, kto by cię nie lubił ...


Syn podczas śniadania.
- Przepraszam, że muszę odejść od stołu, ale i po idę skarpetki....
Po posiłku, jak zwykle, naczynia wstawił do zlewu, zalał wodą, przy czym pouczył Młodą, ze tez ma tak robić a nie, ze mama będzie wiecznie sprzątać.

Dzisiejszego poranka byłam psem Młodej. Warczałam, szczekałam, dałam się drapać za uszkami.
- Ale mam fajnego pieska. Żartobliwy jesteś piesku, wiesz?
- Hau, hau....
A potem byłam kotkiem. 
To lepsza fucha niż być osłem wśród ludzi.














niedziela, 29 marca 2015

o wolnosci










Kiedy poznałam swojego męża, był on dość specyficznym zjawiskiem. Chodził ubrany w koszule i w spodnie na kant. Zawsze tak chodził ubrany. Jedyna różnica miedzy pracą, a czasem po pracy była taka, ze w ręku nie trzymał czarnego neseserka. I czasami nie miał założonego krawata. Łysiejąca głowa otoczona była obwódką przerzedzającej się korony włosów.
" Jak można być tak zjebanym?" - ta myśl, kiedy patrzyłam na niego, nie opuszczała mnie. Co za mega sztywniak. I gdzie go to zaprowadzi, skoro nie mając trzydziestki wygląda jak zmęczony samiec, który dobiega 50-tki?Ponadto był strasznie otyły i podobny do Flapa. Co mnie rozśmieszało. Bo ja z kolei z ta durną mordą podobna byłam do Flipa.
Mówiąc krótko: po prostu przepadłam.
A potem przepadł on.
Kiedy odezwał się był o 30 kg mniejszy i miał kupione dżinsy. I buty sportowe. I powiedział, ze chce bym była jego dziewczyną. Kopara mi opadła. Oto stał przede mną odświeżony zabytek muzealny. Bez wątpienia - bezcenny. Kto się w tych czasach pyta o chodzenie? Po prostu wpada się do łózka i tyle. W końcu to łóżko drogę życiową wyznacza.

Wiedziałam, że zostanę jego żoną. Zresztą, gdzie mam szukać faceta, który nie upije się szybciej ode mnie? To były jedyne chwile, kiedy dawałam się grzecznie prowadzić.
Zresztą po tylu wspólnych latach wciąż na palcach u rąk mogę policzyć, kiedy wracał do domu pijany w sztok. On, gdyby zaznaczał kreskami na framudze moje wszystkie wykroczenia alkoholowe to zabrakłoby framug w domu. Zawsze czekał cierpliwie na moje powroty, a rano leczył wodą, kawą, śniadaniem. Zamiast pretensji było pytanie:
- I jak było?
- Ygryhyyyy....nigdy więcej...zero alkoholu ....
- Tak, do następnej soboty ...
Jego tolerancja jest najpiękniejszym wyznaniem miłosnym,  i jak tu nie kochać kogoś kto ma tyle serca dla mnie? Wciąż na mnie patrzy tak, ze nogi same uginają się. Jego wzrok i miłość uskrzydlają mnie. I choć fruwam wciąż wracam, bo w jego oczach widzę swoje lepsze ja.
Do dzisiaj mruczy tuląc mnie mocno, ze kocha i nie puści nigdzie.
A ja mu co?
: - Muszę wyjechać, bo duszę się...
 - To jedź...


To pojechałam na północ. Zmiana klimatu bardzo mi służy.Odmładza. Człowiek musi pofruwać. Stagnacja jest nawozem dla zmarszczek. Odkrywanie zakamarków i ludzi jest najlepszą zabawą, a przecież to zabawa jest tym czynnikiem, który czyni dzieciństwo szczęśliwym. A jeszcze jak odnajduje się przyjaźń to w ogóle można tańczyć w deszczu. Nawet przy zimnym wietrze.

Wpadłam do Beaty.
- To lecimy na "Mistrza i Małgorzatę".
W teatrze przysypiałam. Zawsze warto mieć przy sobie kogoś, kto człowieka obudzi. Więc otworzyłam oczy. Sztuka naprawdę była świetnie zagrana z pomysłem. Trzy godziny minęły nie wiadomo kiedy, a człowiek wyszedł z niedosytem.

- To teraz czas na moczenie nóżek w Bałtyku.

Sopot ma jedną fajna rzecz. Swoją główną ulicę i molo.















































 - Chomiczku, nie zamoczyłam w listopadzie nóg, ale teraz owszem :):P


















Przystanek: piwo:)









I powrót nad Bałtyk :)









- Beata, dziękuje Ci za te rozmowy, kawę ...za wszystko :)







  • Przed wszystkimi podróżami: w Bieszczady, na Jukatan, do Patagonii, dookoła świata, na biegun północny, południowy, na Księżyc, na Marsa, na Wenus, dokądkolwiek, przed wszystkimi tymi podróżami – jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie.







Wciąż szukam odpowiedzi na pytania, które w moją dusze wrosły. Wciąż gdzieś mnie gna ....a oczy drogowskazem mym ...